historia z drugiej reki, ktora opowiedziala mi wczoraj AW (i upowaznila do przekazania dalej).
AW ma rocznego synka. A synek, jak to u dzieci bywa, ma katar. Zadna goraczka, angina, grypa, zapalenie oskrzeli, nic. Katar.
Wczoraj o 15:00 przybyl do domu AW pan, ktorego zadaniem mialo byc wyczyszczenie kanapy i 2 foteli. Pan przyszedl na czas, byl przyjemny i zapytal sie czy moze otworzyc okno, zeby wietrzyc w czasie jak maszyna bedzie pracowala.
Tak, oczywiscie.
AW razem z synkiem bawila sie w innym pokoju i zauwazyla, ze jednak troche czuje przeciag.
Po tym jak pan wylaczyl maszyne piekielna przyszla do niego i mowi:
AW: – czy moglibysmy zamknac to okno, bo jednak troche ciagnie a w 2 pokoju mam synka, ktory ma katar, nie chcialabym, zeby sie rozchorowal.
Pan: – Pani syn jest chory a pani mnie do siebie zaprasza? przeciez to nieodpowiedzialne! moglbym sie zarazic!
AW: – syn ma katar, nie innego mu nie dolega.
Pan: – katar to tez choroba, przeciez moglbym zarazic innych klientow, nie moge przebywac w jednym mieszkaniu z osoba chora. Dlaczego pani nie zadzwonila?
AW: – bo to tylko katar, nie ma grypy, anginy ani przeziebienia, przeciez w autobusie czy metrze tez przebywa pan z osobami, ktore moga miec jakas chorobe
Pan: – dlatego w okresie zimowym jezdze wylacznie wlasnym autem! To absolutnie niedopuszczalna sytuacja! Nie moge przebywac w jednym mieszkaniu z chora osoba, to nieodpowiedzialne!
Po czym dokonczyl tylko kanape a fotele zostawil nieoczyszczone i… odjechal.