po 3 karmieniu poszlysmy na spacer. Tym razem na targ.Targ jak to targ, waskie uliczki, godzina 12:30, nie za duzo ludzi.
Chcialam tylko kupic tulipany, ale musialam sie cisnac z wozem drabiniastym, bo co niby Goske przed wjazdem zostawie?
Poprosilam o 5 zoltych tulipanow. Pan zaczal pakowac ja z kasa w reku a tu sunie babcia. Sunie to za szybkie slowo – posuwa sie w moim kierunku i od razu z pretensjami, ze jej wozkiem tarasuje droge. No dobra, to sie wycofalam (wozek mam dobry,da sie obrocic praktycznie w miejscu) Konkretniej przestawilam wozek w jakis zakamarek szybko, bo pani byla nieprzyjemna. Babcia poczlapala dalej.
Gdyby poczekala ze 30-40s nie musialabym robic calego manewru, ale ona sie BARDZO spieszyla.
Babcia odeszla, ja zaplacilam. Przez glowe przebiegla mi mysl, zeby pojechac za babcia ta waska uliczka targu i poprosic ja zeby nam zrobila miejsce, bo za wolno idzie.
Zamiast tego wybralam inna droge. Pokuszenie bylo… silne.