na poczatku pare slow o realiach:
w Pradze w zasadzie nie mozna przyjsc do szpitala z brzuchem i oczekiwac, ze pozwola Ci tam rodzic. Porodowke trzeba wybrac z duzym wyprzedzeniem i zarejestrowac sie na porod w 14 tygodniu ciazy. Wszyscy lekarze i radzace te zasady znaja. Szpital stara sie o kobiete w ciagu ostatnich 4 tygodni ciazy, chodzi sie tam na kontrole, monitory, kursy przedporodowe. System moim zdaniem dziala bardzo dobrze. Nie ma niespodzianek. Ale jednak…
przechodzimy do sedna sprawy:
glowne wydanie wiadomosci jedna z najwazniejszych wiadomosci dnia: znana, ale dosyc mala praska porodowka nie przyjela rodzacej kobiety i odeslala karetke tlumaczac sie, ze juz teraz ma przekroczone limity przyjec i po prostu nie ma dla niej lozka. Moga przyjac 6 porodow dziennie a tego dnia przyjmowali 14. Kobieta w asystencji lekarza z tegoz szpitala bez problemu urodzila zdrowe dziecko w wyposazonej w tym celu karetce.
Pokazuja rzecznika prasowego porodowki: tlumaczy, ze lekarze odbierali bardzo skomplikowany porod, ze odejscie groziloby smiercia matki i dziecka, ze kobieta (ta z karetki) nie byla zarejestrowana na porod. Ze wyslali doswiadczonego ginekologa. Zrobia wszystko aby taka sytuacja sie nie powtorzyla. Potem mowi ktos z ministerstwa aby wytlumaczyc zasady. Potem ci z karetki potwierdzaja, ze woz jest odpowiednio wypozazony, ale… bla bla. Wszyscy przepraszaja.
i teraz uwaga… ostatnie zdanie z relacji:
matka, ktora urodzila dziecko w karetce, wyszla nastepnego dnia na rewers, dziecka sie zrzekla i zostawila je w szpitalu.