WDZIECZNOSC

Kiedys w liceum jechalismy na urodziny do Jacka. Odwozila nas mama Darii. Gdy wysiadalismy z auta chyba z 10 razy upomniala Darie, ze wychodzac z domu Jacka powinna PODZIEKOWAC.

Pare godzin pozniej spytalam sie Darii czemu jej to tyle razy mowila. Daria odpowiedziala:

– ona tego nie mowila do mnie, ale do ciebie.

W ten sposob dowiedzialam sie, ze jestem niedostatecznie wdzieczna za goscine.

Podchodzac do sprawy autokytycznie, z mijajacymi latami i przybywajacym (mam nadzieje) rozumkiem, doszlam do wniosku, ze ja rzeczywiscie mam problem z byciem wdzieczna, zwlaszcza jak mam byc wdzieczna za cos czego nigdy nie chcialam. Niemniej jednak do dzisiaj brzmia mi w uszach slowa Darii “ona to mowila do ciebie” i staram sie dziekowac wiecej niz mniej, zwlaszcza w stosunku do osob, ktorym na tym zalezy…

…Od srody byli u mnie rodzice Boskiego. Przyjechali, zeby pomagac.

Dwa dni Mama Boskiego prasowala Boskiemu koszule, myla podlogi i lustra a Tata Boskiego zrobil porzadek w szafce z garnkami, wyczyscil syfon w lazience, umyl obudowe prysznica i wanne z hydromasarzem, ktorej nie uzywamy bo sie zatyka.

Kupili rowniez tone srodkow czyszczacych, ktore ponoc potrzebujemy.

Wczoraj sie poddalam i zrobilam im obiad, bo by dalej jedli chleb z kielbasa.

Jak Boska starsza szla myc balkon, ktorego w zasadzie nie uzywamy, to nie wytrzymalam i powiedzialam jej, ze DUZO bardziej mi zalezy na godzinie snu niz na czystym balkonie. I ze jedyne czego mi brakuje do szczescia to ZUPA i sen, jest mi natomiast doskonale obojetne czy Boski bedzie mial wyprasowane gacie (jemu tez to jest obojetne) i czy balkon bedzie wylizany i czy moglaby jednak zamiast lizania zajac sie Gosia. [ladnie i milo to powiedzialam]

Nastala konsternacja, po czym Boski starszy zaczal sie dobrotliwie smiac i powiedzial, ze no tak przeciez kazdy potrzebujemy czegos innego, a Boska rzeczywiscie pozwolila mi na 20 min zasnac bo wziela Goche do duzego i sie z nia bawila.

Zeby zatrzec wrazenie slonia w skladzie porcelany odpowiednio zachwycalam sie ich wyczynami w dziedzinie czyszczenia przedmiotow roznych.

Fajnie bylo, ze byli, bo jednak czulam sie bezpieczniej nie bedac z Gosia sama, ale chociaz (zwlaszcza tato) pracowali jak pszczolki caly dzien to nie specjalnie mi pomogli.

Teraz jestem juz wielka i potrafie sie skupic na tym za co jestem rzeczywiscie wdzieczna. Mile, ze chcialo im sie jechac taki kawal drogi, zeby nam dostatecznie dokladnie umyc kibel.

Leave a comment