Jednym z argumentow czesto uzywanych przez Boskiego w czasie naszej niedzielnej potyczki, bylo to, ze skoro go budze i generalnie wymagam to najwyrazniej nie daje sobie rady.
Hmm jakby to ujac? najwyrazniej nie. Z natury jestem spiochem i rzeczywiscie raz na jakis czas musze sie choc troche wyspac i pobyc sama. Oczekuje pomocy ze strony Boskiego. Wiem, nasze matki, babki i ciotki dawaly sobie rade same, ale to…powiem krotko: ich decyzja.
Jak zwykle jakby bylo bardzo trzeba to oczywiscie dam sobie rade sama. Tylko dlaczego miala bym to robic skoro Gosia ma ojca a ja meza?
Boski liczyl na to, ze calutka nadchodzaca sobote (powiedzmy tak od 5 rano do 24 a najlepiej od piatku do niedzieli) spedzi z kolegami w gorach. Nigdy sie nie umowilismy, ze tak bedzie, ale liczyl na to, ze jakos to ze mna uzgodni, jak zwykle (co tydzien urywa sie na pare godzin w czasie weekendu, i dobrze, tez potrzebuje odpocac).
Teraz jest inaczej… dlatego, ze jutro Gosia bedzie miala 2 szczepienia i nie wiemy jaka bedzie reakcja jej organizmu i kiedy dokladnie. A wyjazd w gory wiazalby sie z wyjazdem do Pragi a potem szybkim powrotem do Blavy w niedziele – Gosia lubi podroze autem, ale jak wyprobowalismy tydzien temu potrzebuje chwile przerwy miedzy jedna a druga droga.
Poza tym, skoro przyszlo mu tak latwo podsumowac moja prace i uznac, ze nie daje sobie rady… to zgodzmy sie z tym glosno. Tak, jestem zmeczona i nie chce spedzic z Gocha sama nie tylko calego tygodnia ale i weekendu. Na sensowna pomoc ze strony jego rodziny nie mozna liczyc, guwernatki nie mamy … no to dupa bedziemy sie zajmowac Gosia, to zupelnie przyjemna zabawa, bo to fajny maly czlowiek.
Jest wsciekly, bo liczyl na to, ze spotka sie z kolega, ktory przyjedzie z Anglii. Generalnie koledzy bez ktorych nie moze zyc Boski zdecydowanie moga zyc bez niego, bo jakos nigdy do nas nie dotarli mimo licznych zaproszen (to jedna z prawd, ktorych nie moge mowic glosno)
Nie wazne.
Oficialnie zaczal sie okres drobnych nieprzyjemnosci. Na przyklad: teraz poszedl z Gosia na spacer i powinien wrocic o 19:40 zeby sie obudzila i zmeczyla troche przed kapaniem i spaniem. Ale powiedzial, ze jesli nie bedzie spala rano to i tak wstaje ja, wiec ma to w dupie i nie bedzie mi robil uprzejmosci w formie powrotu o odpowiedniej godzinie, bo ja mu tez nie robie uprzyejmosci i nie pozwalam jechac z kolegami.
Stwierdzil rowniez, ze gdyby nie Gocha to by mnie zostawil.
To dopiero poczatek i ja dobrze o tym wiem. Tych nieprzyjemnosci bedzie duzo, ale co. Nie ma sensu zebym sie katowiala skoro i tak na koncu drogi dostane z buta.
___________________
byloby nie fair w stosunku do Boskiego gdybym odpowiedz napisala w komentarzach.
Boski pomaga. Zazwyczaj prasuje on, wieczorem idzie z mala na godzine na spacer i kapie. A w czasie weekendu idzie na 1-2spacery, sprzata lazienke i myje podlogi w calym mieszkaniu. To jest moim zdaniem bardzo duzo i jestem mu za to wdzieczna.
Uwaza jednak, ze to jest wielka pomoc mnie i w zasadzie moj psi obowiazek (jak powiedziala kiedys moja mityczna prababcia: “lona jest od tego jak dupa od srania”) a on jest tak wspanialy, ze mnie wyrecza. No i mowy nie ma zaby zrobil cokolwiek pomiedzy 21 a 7 rano a najlepiej 12 rano 🙂
Konflikt wynika z 2 rzeczy:
1. jestem zmeczona, wiec nie mam sily grac w gry komunikacyjmnie i sprzedawac mu pomyslu pomocy. I jak w ta niedziele nie wylazl z lozka po 3 spokojnej prosbie to nastepna prosba juz byla agresywna.
2. wychodzac z zalozenia, ze opieka nad Gosia jest full moim obowiazkiem, Boski uwaza, ze ma prawo (od czasu do czasu!) wybyc z kolegami. I ja mu tego prawa zasadniczo nie odmawiam, ale teraz jeszcze Gosia jest mala i serio potrzebuje w czasie weekendu sie wyspac i pierunsko sie boje reakcji na szczepienia. A jak odjedzie w gory zostane zupelnie sama! Jego zdaniem jest przejaw mojej samolubnosci i w zasadzie robie mu to na zlosc. Serio nie!
_ _ _ _
druga sprawa, ze jak juz wielokrotnie pisalam Gosia jest wygrana w totolotka. W nocy je 3 razy, ale wszystko odbywa sie bez placzu, z usmiechem a jesli sie porzadnie obudzi to usypia sama w lozeczku.
W ciagu dnia, jesli nie jest zmeczona/humorzasta albo nie zanosi sie na zmiane pogody, lezy sobie kolo mnie w kolysce i bawi grzechotka albo usmiecha do mnie lub do slonia.
W zadnym wypadku nie jest to zadna katastrofa. Wystarczyloby troche snu i bylaby sielanka:)