JA TU SOBIE MEDZE…

a niektorzy na serio maja problemy!

2 tygodnie temu z hakiem urodzil sie Emil – syn siostry Boskiego. Emil w przeciwienstwie do Gosi aniolem nie jest. Dodatkowo siostra Boskiego ma pecha, bo nie jest siostra mojej Siostry i musi sobie z malym gosciem radzic sama.

Skonczylo sie tak, ze jak z nia mowilam w poniedzialek to watlym ze zmeczenia glosem szeptala, ze juz nie ma pomyslu co dalej, bo maly wyje caly czas w kawalku. W niedziele chodzila caly dzien z Emilem w wozie nie baczac na ulewe, bo to jedyny sposob zeby sie nie darl. Ale potem krzyczal 4 godziny w kawalku, maz z katarkiem jest na granicy szalenstwa a ona sama brzmiala jakby miala za chwile zemdlec.

Zaproponowalam zeby przyjechala do nas (az tak padnieta, zeby nie byc w stanie jej pomoc to nie jestem:), to Boski bedzie prasowal a my sie bedziemy zmieniac przy Emilu, bo Gosia problemow nie wymysla. W koncu zlitowali sie rodzice jej meza.

Szczesliwym trafem okazalo sie, ze w maly czlowiek urodzony w Austrii ma prawo do 9 krotnych odwiedzin poloznej, ktorej zadaniem jest nauczyc rodzicow instrukcji obslugi.

I to ich chyba uratowalo. Polozna przekonala ich, ze dzidziusie LUBIA byc zwiazywane w supelek i czasem jedza czesciej niz raz na 2h jak przekonywali siostre Boskiego w szpitalu. Emil sie uspokoil bo i polozna byla spokojna (dokladnie tak samo zareagowala Gosia na Siostre).

Ten spokoj wywarl na mnie wielkie wrazenie. Gosia CZULA, ze Siostrunia sie jej nie boli a ja tak. DObrze, ze Austrii wiedza, ze nie kazdy ma moja siostre.

Leave a comment