Mam dwie i obie negatywne:
1. powaznie sie zastanawiam nad sensem tych wszystkich szczepien, ktorym poddajemy Gosie. Wywoluja u niej szalone reakcje alergiczne. Normalnie dzieci maja goraczke, wyspia sie i do widzenia. U Gosi kazda szczepionka to tygodnie problemow ze skora a wiec problemow z jelitami. A to wszystko pomimo stosowania silnych lekow na alergie w czasie przyjmowania szczepionki.
Czytam tyle negatywnychy informacji o szczepieniach. Ponoc oslabiaja naturalna odpornosc czlowieczka i w zasadzie produkuja pacjentow firmom farmaceutycznym.
Nie mam odwagi postawic sie przeciwko systemowi i przestac ja szczepic. Nie wybaczylabym sobie gdybym jej nie szczepila a potem zachorowalaby na jedna z chorob.
Na szczescie za 2 tygodnie dostanie 2 ostatnie silne szczepionki a potem bedzie kilka miesiecy przerwy w torturach. Pozostaje miec nadzieje, ze czasu wystarczy na to aby organizm sie zregenerowal.
2. druga emocja jest raczej smieszna. Boski w ramach ataku sprzatania ukryl mi ubrania przygotowane na podroz. Szafy skrzypia wiec pewnie obudze Goske przy ich wyjmowaniu. Jego spodnie nie stanowia problemu, moje rzucaja sie w oczy. Czy jakbym go zabila teraz to sie bedzie jeszcze liczylo jako silny atak depresji poporodowej???