Wczoraj byla u mnie kolezanka z pracy z malym synkiem. Dzisiaj Boski pytal sie czy rozmawialysmy tylko o dzieciach czy mialysmy jeszcze jakis temat. No, bardzo smieszne.
Abstrahujac od tego, ze jak kazda mama, uwielbiam mowic o corce, pytanie Boskiego jednak drazni. Teoretycznie mialby sie Gosia zajmowac ok 2h/dzien, ale zwykle jest to jednak za dlugo i jakies 15 razy prosi mnie o pomoc, albo wyje, ze on sie nudzi. Ja jestem matka wiec jego zdaniem nie mam prawa sie nudzic. W konsekwencji slucham trojke i z 2 razy na dzien przelece najwazniejsze czeskie i polskie potrale informacyjne. Jak sie uda przeczytam pare stron ksiazki i ulubione blogi. Na wielki rozwoj srednio mam czas.
Potem faceci mowia, ze “matki” sa monotematyczne.
Tymczasem Gosia stara sie wspiac na krzeslo na ktorym siedze (na razie z marnym skutkiem).
No i uczy sie chodzic na czworaka…
