MUSZĘ MYŚLEĆ POZYTYWNIE

Poza problemem
zasadniczym, męczą mnie jeszcze następujące:
– usypiam
(totalnie, właściwie to pracuję, piszę i śpię)
– muszę napisać
list do Loli (i nie mogę zrobić błędu, bo mnie potem obleje)
– muszę uczyć się
do dużego egzaminu w czwartek + ustnego z hiszpańskiego też w czwartek
– do ustnego
hiszpańskiego muszę jeszcze raz przeczytać to hipernudną książkę (150 str)
– muszę zamknąć
rachunek w Santanderze
– załatwić
wszystkie dokumenty i potwierdzenia na uczelni
– zrobić zakupy
– wydrukować
bilet
– zdać te 2,5
egzaminu (0,5 – to ten ustny)

I sama nie wiem
co jeszcze.
A to wszystko do
piątku, bo w sobotę ostatni egzamin i lecę.
Muszę myśleć
pozytywnie i wszystko się uda i załatwi i wyjaśni.
Nie wiem tylko
czy to zarejestruje, bo jestem tak śpiąca, że zaraz głowa mi spadnie na klawiaturę.
Może to ciśnienie
jakieś dziwne (jest 20 C
i chmury) nie wiem. Wracam do pracy.

RZUCIĆ SĘPOM NA POŻARCIE

Wczoraj dostała od Pana Boskiego smsa następującej treści (nie będę tłumaczyć, myślę, że każdy sobie poradz):

„Ctu asi prvnich 10 stranek „Samoty na siti” a musim
rict, ze polaci jsou tak brutalni nacionalisti, ze jsem to nevidel. Az mi z toho
beha mraz po zadech. Uz vim kdo rozpouta treti svetovou valku…”

On chyba sobie nie zdaje sprawy z nadlatującego (w
niedzielę) niebezpieczeństwa. W nieświadomości żyje ostatnie godziny swego
nędznego życia! ¿¿¿Gdzie on znalazł w tej książce, ten nacjonalizm??? Chyba za
dużo polskich nazw własnych używali, bo nie wiem (po czesku czyta). To jest
książka o miłości! Czasem mam ochotę rzucić go sępom na pożarcie, żeby się nie
męczył. Brr a to w środku uczenia mnie tak zdenerwował. Gadzina.

Drugi egzamin zdałam, jeszcze 2 (czwarek, sobota). Albo 3, nie wiem.

W DOMOWYM WIĘZIENIU

U mnie lato, Na zewnątrz jakieś + 40 C (co ja uwielbiam), szkoła
się kończy, cud miód.

A ja w domowym więzieniu.

Pan Boski przysyła mi smski treści „Ostatnie dni w
słonecznej Andaluzji muszą być słodkie”. Mnie wyskakuje piana na usta, a on ma
szczęście, że z racji odległości mam ograniczoną możliwość walnąć go w
poniemiecki czajnik. Bo ja robie co? Próbuje się uczyć. Zostały mi jeszcze 3
może 4 egzaminy i całe 6 dni. Używam słońca jak cholera!

Pierwszy w historii przypadek powrotu z południa Hiszpanii
w kolorze zbliżonym do niedzielnego obrusa.

Zupełnie biała to nie jestem, bo wcześniej parę promyków
mnie dopadło, ale zdecydowanie nie powrócę w barwie wakacyjnej, zwłaszcza
uwzględniając moją ha ha „oliwkową” karnację.

Aktualnie produkuję sobie jakąś paszę a potem odmarsz do
teorii rozwoju etapowego (la teoría de las etapas de crecimiento) Idę mieszać
(paszę), bo znów będzie marudzenie, że wróciłam jeszcze chudsza, a wcale nie,
złudzenie optyczne. Siostra może potwierdzić, że od jedzenia generalnie nie stronię.

“GDYBY” NIE BEDZIE

Ogladam, czytam i coraz bardziej sie boje. Tak, jestem samolubna. Boje sie, co by sie stalo "gdyby". Na szczescie jest we mnie zaskakujaco duzo wiary w to, ze "gdyby" nie bedzie mialo miejsca. To znaczy, owszem, bedzie, ale nie tym razem i jeszcze dlugo nie.
Oby. Zebym raz w zyciu sie nie mylila!

Jeszcze jakies 3 wyklady z "Valoracion" i moge isc spac.

PROZAICZNIE II


Znowu prozaicznie. Chcialam tylko napisac, ze lubie sie uczyc. Ale nie znosze uczyc sie ze swiadomoscia, ze jesli sie nie zakatuje na smierc to nie naucze sie wszystkiego co powinnam. A na katowanie juz jestem za stara a gra zbyt malo warta swieczki.
Ucze sie jednoczesnie 3 przedmiotow. Poniedzialek, czwartek, sobota. Moze dojdzie czwarty, wszystkie z innej beczki. Kazdy profesor przekonany, ze najwazniejszy jest jego przedmiot. Standard.
A ja sie tak na to patrze i nie wiem w co rece wlozyc. Nie znosze chodzic na egzaminy i liczyc na cud. Lubie UMIEC WSZYSTKO. Isc i znac ocene przed otwarciem drzwi. Nigdy nie uczylam sie dlugo, ale tak jak ja chcialam. Teraz moja zdolnosc decyzyjna jest ograniczona. Sa przedmioty – hiszpanski, ktorych nie da sie nauczyc w jeden dzien. A wyjatkow duzio.
Ale kogoto?
Jednoczesnie nie chce jakichs ocen z litosci. Musze znac material conajmniej rozsadnie. A pamiec juz nie ta co kiedys, jak nieomal walilam fotografie uczonych stron.
No nic. Dobrze, ze mam takie przyjemne problemy dzisiaj. Sjesta i znowu do boju (jak jestem spiaca to mysle wylacznie o spaniu).

PROZAICZNIE

BARDZO, ale to
BARDZO nie chce mi sie wykazywać jakichkolwiek symptomów związanych z nauką. Wcale – w
pełnym tego słowa znaczeniu.
Na samą myśl dostaje alergii. Ostatnich X weekendów spędziłam na produkcji
fantastycznych "pracek" na tematy wszelakie, to teraz dla odmiany
nauka.
W tym tygodniu czekają mnie 3 (4?) egzaminy z czego jeden uważam za niezdawalny +
praca + szkoła (którą trochę ograniczę).
Dobrze, że choć dzisiaj mogę mieć takie prozaiczne problemy.
Znowu się pouczę a gość się mnie spyta o jakąś totalną głupotę. Dziś na
przykład umiałam (między innymi) wszystkie normalnej wielkości programy
pomocowe w Unii i zmiany planowane po 2007, to się o normalne rzeczy nie pytał,
ale o jakieś piciucielkie programy pomocy dla AZORÓW???!!!!
Ach jo. Tak sobie odreagowywuje stresy, to oczywiście nie ma żadnego znaczenia.
Ale dziś marudzę, żeby sie jutro zacząć grzecznie uczyć.
Nie lubię nie mieć tyle czasu ile potrzebuje. A teraz nie mam go w rzadnym
kierunku. A te egzaminy nie mają żadnego znaczenia w całości. Tylko muszę sobie
pomarudzić, Kochamy Pamiętniczku… więc piszę do Ciebie ten list…:)

REGIONALNA EUROPY ZDANA

Miałam zaledwie 75% punktów profesor był dosyć
zawiedziony. Ja też, ale nie tak bardzo, jak na 5h nauki to jednak nie taki zły
wynik.
Dostane tak z 8/10 punktów za przedmiot. A co mi tam.

Dobra wiadomość jest ta, że JEST SZANSA, nie wiem jak wielka ale jest. Choćby
była mikroskopijna to i tak JEST!!!!!!.
I mogę mieć -8/10 i tak mam dobry
dzień!

Pod oknem znowu chodzą debile i grają na bębnach, jakieś święto kościelne = Krzyże
Majowe.
Oszaleje! Oszaleje. Ale co mi tam. JEST
szansa
. Niech chłopaki grają (choć gdyby gdzie indziej to bym była jeszcze
szczęśliwsza:) na zdrowie!

EGZAMIN

Mam już ustalone wszystkie terminy. Nikt nie powiedział
nawet słowa, zero pytań, wątpliwości, każdy ma czas wtedy kiedy czas mam ja. Nawet
Lola zapomni o zasadach. Ta Lola,
której nie lubię od samego początku. Jak wszyscy powiedziała: są zasady, w
takim razie zróbmy to inaczej.

Trzymajcie kciuki, to będzie magiel. „Krótki szpil” jak
mówi mój ulubiony Kolega. Ale one nie mają znaczenia.

Tak naprawdę do zdania jest tylko jeden egzamin. Wymieniłabym
go na sto uniwersyteckich.

Na ten,
niestety, nie mogę się umówić. Nie mam prawa głosu. Nie mam nawet prawa zdawać.

MIKROKOSMOS

Czasem mam wrażenie, że człowiek składa się wyłącznie z duszy. Reszta służy
tylko do zapewniania jej rozkoszy związanych z wykorzystywaniem różnych
zmysłów.

Celem nauki powinno być zatem schwytanie duszy. Zapewnienie, aby w momencie
kiedy ciało przestanie funkcjonować dusza mogła żyć nadal, w innym, ale
dostępnym wymiarze.

Poza duszą przydałby się jeszcze głos, albo inna forma komunikacji.

Źli ludzie byliby skazywani na zniszczenie duszy.

Ciało w zasadzie nie ma znaczenia. Poza tym, że ma nad duszą władzę.

Ci, których wiara jest niezachwiana mają ten krok za sobą. Malutcy muszą
czekać na cudy natury – cud w rekach biologów i medyków.

ŹLE

Czasem dzieje sie coś co sprawia, że zaczynamy myśleć widzieć i czuć inaczej. To co było ważne wczoraj, dzisiaj jest jedynie bzdurą. Czasem powody są piekne i dobre. Nie wiem, czy będę miała odwagę pisać o moich. I proszę nie pytajcie się. Jest źle, jest bardzo źle. Wierzę, że będzie lepiej.