KURA GDACZE

moje zycie ogranicza sie do tak banalnych czynnosci, ze az smiech o tym pisac. najciekawsza jest ta czesc z nie-mowieniem. Jak caly dzien w zasadzie nie mam powodu wydawac z siebie dzwieku (nawet sklep jest samoobslugowy) to potem jak przychodzi Pan Boski i z rozpedu tylko slucham.
Wieczorem jedziemy do Pragi a rano lecimy na weekend do Wenecji i Florencji. Razem z rodzicami Pana Boskiego.

Pan Boski – wyjatkowo jak na siebie – chce byc piekny i bierze nawet marynarke. Wiadomo, leci z mamusia 🙂 Moja garderoba jest bardzo smieszna pod tym wzgledem. Mam tylko bardzo sportowe i bardzo oficialne ubrania, nie bardzo wiem jak wyczarowac to cos po srodku co by pasowalo do sytuacji.

Zaczynam myslec, ze kariera kury domowej nie jest tak zupelnie przeznaczona dla mnie…

BIEGIEM MARSZ

Juz tak z godzine czytam wiekopomne 37 stronnicowe dzielo o tym jak powinna byc formatowana praca licencjacka/magisterska/rygorozni.

Oto wyjatek z pracy.

Jak wpisywac informacje do tabelki?
do tabelki wpisujemy "-" aby znaczyc sytuacje kiedy zjawisko nie wystepowalo, "0" sugeruje, ze chodzi o zjawisko ktorego wartosc jest mniejsza niz 50% jednostki mierzacej. "x" kiedy zjawisko nie moze wystepowac ze wzgledow logicznych "." kiedy zjawisko moze wystepowac ale jego wartosci nie znamy.

wszystkie niezwykle istotne zagadnienia opisane sa z podobna dokladnoscia. Mysle, ze w tym kraju problemem nie jest merytoryczna czesc pracy ale jej formale opracowanie.

Nasza slowacka przygoda rowniez lekko-pol-srednia. Pan Boski nie jest zachwycony stosunkami panujacymi w centrali jego firmy i meczy sie biedak bardzo. Mam nadzieje, ze wytrwa. Czlowiek nie powinien konczyc jakies rzeczy jako zwyciezony. Najpierw trzeba powalczyc. Walczy.

Ja sie mam dobrze. Gotuje. Czytam. Pisze. Sprzatam. Gotuje. Grubne.

Ostatnimi czasy, zwykle od 4 do 6 rano miewam napady strachu. Budze sie i boje. Tak bardzo sie boje, ze moglabym pisac definicje strachu. Powod? nieznany. Rano jestem zmeczona do ostatniej komorki a wieczorem padam o 22, zeby obudzic sie o 4.

Obiecalam zdjecie. Wiec jedno. Agradabla lezici-spici. el Calafate. Argentyna.

CZLOWIEK W PODROZY

Siedze w Bratyslawie z blizej niesprecyzowana wielka iloscia wolnego czasu i staram sie cieszyc kazda chwila.

Wstaje ok 8:30, bo zal mi uplywajacych minut przyjemnej wolnosci. Dzisiaj od rana ugotowalam przepyszny rosolek, wypralam jedna prake i zwinelam wysuszona, wstawilam zmywarke, przeczytalam spory kawalek ksiazki, pogadalam ze znajomimi, walcze z wyborem odpowiedniego laptopa bo juz najwyzszy czas cos kupic i jest mi dobrze. Za chwile wyrusze na targ z nadzieja, ze znajde tam jeszcze jakies fajne kwiatki na stol.

Nie mowie. Lubie takie kawalki w zyciu kiedy nie musze wydawac z siebie dzwieku. Zaskakujace w przypadku gaduly patentowanej. A jednak.

Za oknem pada deszcz. Nie wiem dlaczego ale slowa "deszczowe lato" wywoluja we mnie zawsze pozytywne skojarzenia. Moze dlatego, ze jak padalo nikt nie wymagal, zebym latala po gorach albo w inny sposob tracila drogocenna (dla lenia) energie?

Dzisiaj tez lubie deszcz, ale troche mi utrudnia wycieczke po kwiatki. Bo niby dlaczego ktos by tam mial byc z tymi kwiatkami skoro pada? A  moze jednak jest? hmm.

Ide.

Wczoraj dostalam mai, ktory mnie bardzo ucieszyl. Kolega z rejsu przeczytal list, ktory napisalam do naszego Kapitana (znowu nie wiem jak sie wklada link)
http://soltera.blox.pl/2005/12/DO-KPTZW-ANDRZEJA-DRAPELLI.html
i twierdzi, ze sprawil mu duza przyjemnosc. To fajnie bo to nadawca maila w najwiekszym stopniu przyczynil sie do organizacji rejsu.

Pada mniej. Ide!

P.S. ja tez Cie kocham

Koncze wlasnie ksiazke P.S. Kocham Cie (PS: Miluji Te) i musze podzielic sie refleksjami.

Ksiazka (dla wiekszosci pewnie film, ale ja pisze o ksiazce, ktora byla wczesniej) opowiada o Pani, ktorej umarl maz i ona bardzo cierpi a on, kochany, zostawil jej krotkie lisciki a w nich instrukcje co ma robic w kazdym miesiacu po jego smierci. I to jej pomaga przezyc.

Konca nie zdradze, bo jeszcze nie doczytalam.

No w kazdym razie jedyna rzecz, ktora mi w tej ksiazce nie pasuje to osoba meza.

Ja wiem, ze o zmarlych mowi sie tylko dobrze, ale ten zmarly to byl po prostu blank swiety. A milosc taka, ze chyba powinnam od razu popelnic samobojstwo bo nigdy w zyciu nie bylam w tak udanym zwiazku. Ha! i nie bede, bo bym sie pociela z nudow.

Ciagle sie zastanawiam nad kwestia zwiazkow wokol mnie.
Ostatnio nawet gadalam o tym z Siostra. Hele, czy ktos z Was widzial kiedys pare, ktora sobie od czasu do czasu nie skacze do gardla? Albo zupelnie odwrotnie, nie przypomina wam kogos para ktora siedzi na przeciwko siebie przy obiedzie i milczy, bo na smierc zapomniala o co chodzilo w tej wielkiej milosci z przed kilku lat???

Kazdy zwiazek, ktory znam troche lepiej (czytaj: zwiazki ludzi, z ktorymi nie musimy grac teatrzyku pod tytulem "tak, ja tez jestem zachwycona moim fantastycznym zyciem" ) to dluga, meczaca gra pod tytulem TOLERANCJA.

Wyskakuje ze skory jak Pan Boski chrapie a on (jestem o tym przekonana) chce mnie zabic za kazdym razem jak zostawie otwarta klapke od szamponu (czyli co 2 dzien jak myje wlosy). A to sa te najslodsze powody dla ktorych,od zawsze, raz w tygodniu myslimy o rozwodzie.

Zwykle nasze zwiazki to mieszanka wielkiej sympatii, ktora byla kiedys szalona miloscia, przyjazni i zrozumienia dla siebie i przeciwnika, bo jak sie to policzy, podzieli, pododaje, to fajny gosc z tego czy owego Pana Boskiego.

Ale nie w tej ksiazce. W P.S. Kocham Cie pani miala szczescie 7 lat spedzic w malzenstwie w ktorym kazdego dnia calowala slady stop swojego meza. A 2 dnia po rozstaniu w celu udania sie na wycieczke z kolezankami, omalo nie umarla z tesknoty za boskim Gerrym. Wyglada na to, ze nie bolo zadnych klotni, sprzeczek, nieporozumien, roznicy zdan. A potem przyszla wielka tragedia. To bym nazwala pechem.

Ksiazke zdecydowanie polecam, mile czytanie na popoludnie, ale gdyby ten pan i ta para byla troche bardziej przyziemna to moze bym nawet uwierzyla, ze taka histroria mogla sie zdarzyc. A tak mamy kolejne czytadlo.

XXX
doczytalam. Koniec mial byc ponoc zaskakujacy, ale jakos nie padlam ze zdziwienia. Przyjemne czytadlo. Nic wiecej niz mniej:)

MIEDZY NAMI PEDALAMI

Pisze sobie na skypie z kolega o odmiennej orientacji sexualnej.

Ja: – slyszalam, ze bedziecie sie rejestrowac
On: – no, w tym roku, ale jeszcze nie ustalilismy terminu
Ja: – aha
On: – jakby byl termin, to bys wiedziala. Bedziesz druhna!
Ja: – a moge? Ja mam przeciez meza!
On: – u pedalow mozesz! 🙂

Sie usmialam.

CHWILOWO MAM INTERNET

Ukradlam sobie internet do domu! No on tu byl, a ja wycyganilam hasla, jakos tak pol-cudem zainstalowalam sterowniki i mam. Przynajmniej na dzisiaj i moze jeszcze pare dni. Ale fajnie!

Jutro musze lubudu jakies zdjecia powrzucac, zanim telekomunikacja odkryje, ze zachachmecilam hasla i zmieni:))

Pan Boski marudzil jak to przyjeci o 17:30 jak na skrzydlach a obiad ma czekac. No i k-wa czeka a jego koza zjadla! Oczywscie obiad z gatunku tych co najlepsze sa 7s po zrobieniu a potem juz nie. Chyba go kopne w oko. Swinia! :))

Przyszedl…

NIC Z BLAVY

Nie jest latwo. Jestesmy w Unii Europejskiej, ale jednak aby zalatwic cokolwiek (na przyklad telefon nie na karte albo internet) wymagane jest zarejestrowanie pobytu na Slowacji. Pan Boski pierwszy raz moze sie przekonac jak to fajnie jest byc obcokrajowcem. Jego te niedogodnosci znowu tak bardzo nie dotycza… z firmy dostal bajerancki telefon a internet ma w pracy, ale przynajmniej wie jak to milo jak wszystko jest problemem, bo jestes CIZI 😦

Mnie wszyscy uwazaja za Czeszke. Jak mowie, ze jestem Polka zaczynaja sie usmiechac i od razu sie rozgaduja. Wyglada na to, ze Slowacy nas lubia.

Przez glowe goni mi sie tysiac mysli na minute, ale jak juz przez przypadek trafilam na internet (w pracy p. Boskiego) to nie wiem co napisac.

Az glupio, ze sie tak zapuscilam i nie chce mi sie uczyc. Wcale a wcale. Poza tym nie marnuje czasu. Wstaje najpozniej o 9, gotuje, pieke, piore, czytam, wedruje, mysle.

I walcze jak lew, zeby jednak zaczac buszowac po sieci. To wazne miec kontakt ze swiatem.

Niestety komputer wykupili zanim Pan Boski znalazl czas, zeby go kupic… tak wiec zaczynamy poszukiwania od nowa. I to tyle…

Jutro jedziemy na swiniobicie na morawe.

W SWIECIE KSIAZEK

Na obiad fantastyczne ziemniaki zapiekane z cebulka i piersi z kurczaka w smietanowym sosie z curry i czosnkiem. Palce lizac. Nie zjedzenie tego w samotnosci natychmiast to najwiekszy wyczyn dzisiejszego dnia.

Od zeszlego piatku przeczytalam 3,5 ksiazki (4 koncze). Dobrze, ze znowu wyruszam do Pragi to zakupy zrobie. Ksiazki to podstawa mojej aktualnej egzystencji. Uczyc mi sie nie chce a poza sprzataniem i gotowaniem nie mam nic do roboty. I co? Melduje poslusznie, ze przynajmniej do czasu, kiedy skoncza sie ksiazki jest mi z tym dobrze. Chile skutecznie wyleczylo mnie z atakow pracoholizmu i uzaleznienia od Internetu i TV.

Autko piekne, czarne i blyszczace. Pan Boski pada z zachwytu  nad soba i autem i marudzi nad cena wybranego przeze mnie Internetu. Chlopie! Internet to moje zycie (az tak bardzo sie nie wyleczylam, zeby w Blavie bez internetu siedziec)! Chyba go walne! :)) zmykam odebrac go z pracy.

BLAVA PO RAZ PIERWSZY

Pierwszy maly wielki sukces. Znalazlam kawiarenke internetowa! Na starym miescie, ale za bardzo rozsadnych 60 SKK/h. Jupiii. Bez internetu ciezko cokolwiek zalatwic. Na przyklad … internet, telefon, telewizje…. a tego wszystkiego nie mamy.

Pan Boski odbiera dzisiaj swoje nowe autko i jedziemy na wycieczke. Warianty wycieczki:
a) kupic kwiatki do mieszkania
b) do kina (ale na co jak w Blave leci to co w Pradze pol roku temu???)

Ale jestem szczesliwa, ze moge choc chwile miec kontakt ze swiatem. Fajne jest byc kura domowa, ale miec kontakt ze swiatem jeszcze lepiej.

Musze przyznac bez bicia, ze Pan Boski niesamowicie sie stara, zeby mi sie w tej Blavie podobalo. Jest mily jak juz dawno nie. A ja staram sie te dobre uczucia odwzajemniac. Dzisiaj na przyklad gotuje mu rosolek (musze kupic pieprz i sol itd, bo przypraw jeszcze w nowym mieszkaniu nie mamy)

W dniu dzisiejszym Swietego Walentego, roku Panskiego 2008 … nie mam zielonego pojecia jak ja bedzie zyla w tym dziwnym miescie, ale mam nadzieje, ze cos w mojej duszy peknie i przestane sie wzdrygac na mysl o tej perspektywie.

Koniec marudzenia.

Ze zdziwieniem konstatuje, ze mimo iz aktualnie nie mam wplywu na nic poza zestawem obiadowym i czystoscia wanny swiatr toczy sie dalej. Ptaki nie pospadaly a ludzie nie zamarli w pol kroku. Nie jestem swiatu potrzebna do zycia. Innymi slowy staram sie brac z tej ciszy wokol mnie to co najlepsze. Doleczac stare smutki, watpliwosci i niespelnione marzenia, a to co sie da zmieniac na lepsze i wybierac nowe. Nastepna w planie jest realizacja.
Ale mieszam. Aktualnie cierpie na lekki autyzm. Moze przejdzie z czasem.
Buziaki! Do przeczytania wkrotce!