WYZYWAM CIE NA …

Znalazlam zdanie…

"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj. " M.Twain Na co Ty masz ochote a boisz sie sprobowac? …

6:42

poszlam spac o ok 19:20. Najpierw mialam w planie spac godzine, ale po jakichs 20 minutach czekania na sen stwierdzilam, ze nie ma sensu marnowac tak ladnie rozpoczetego wieczora i przelaczylam budzik na 5:40.

Nie udalo mi sie dokumentnie wyspac z fantastycznego humoru, ale jednak poprawa (drobna) jest widoczna a w kazdym razie jestem wyspana. Wlaczylam zmywarke, posprzatalam lozko i kanape w pokoju, wymylam Agradable i moge zaczac nowy dzien. Biorac pod uwage, ze jest troche wczesnie rano mam w planie: przed wyjsciem do pracy napisac 2 maile sluzbowe i poogladac ankiete, ktore bardzo potrzebuje do szkoly.

Milego poniedzialku!

NIE W SOSIE

Przyznaje bez bicia ze jestem nie w sosie. Jakas taka "zostawcie mnie w kacie a ja chetnie przespie reszte zimy".

Po pierwsze spadaja samoloty. Mam wrazenie, ze samolotom wszystkim, nagle skonczyl sie okres gwarancji i teraz zaczely nagminnie spadac. Troche mnie to zaczyna martwic. 

Boski odjechal i zobacze go za 2 tygodnie, bo za tydzien wybiera sie z kolegami w gory a ja jade do Siostruniu.

Taka ogolnie jestem przejechana trabantem. Chyba pojde spac. 

A od jutra bede miala 3 dni z Izraelcami. 

Ide spac, bo sama siebie nie moge zniesc taka marudna jestem. 

BARANY

Pan Boski chyba wlasnie odjechal do Bratyslwy. A dlaczego? bo nie wytarlam PORZADNIE blatu kuchennego, ktory chwile wczesniej wytarlam niedostatecznie porzadnie. Powod jest pewnie glebszy. Ja moglam wytrzec blat porzadnie, albo choc poprawic jak powiedzial, ze to jest warunek wyjazdu po zakupy kuchenne. Wytarlam go byle jak bo nienawidze jak ktos mi stawia ultimatum. On moglby nie uzalezniac wyjazdu od poskladania kocyka w kostke i doprowadzenie blatu do blysku. Oboje jestesmy uparci jak barany.

Po niewytarciu nastepowal wyklad o tym jaka jestem niezrownowazona psychicznie i moja rada, ze u siebie w Blavie moze poswiecic sie doprowadzaniu kazdej rzeczy do blysku. Wiec mam go nie wyrzucac. Dobrze, ale nie ma mnie cwiczyc. Ale ja nie jestem normalna… wiec nie bede tego sluchac.

Wiec polazl gdzies, na pytanie czy juz do Blavy nie odpowiedzial wiec nie wiem. Chyba do Blavy.

A ja tradycyjnie bede uchodzic za leniwa swinie. Mam to w dupie. 

___________

ta,… pojechal do Blavy. Ciekawa jestem jak dlugo mnie bedzie karal za to, ze go wyrzucilam? Fuj, mam nadzieje, ze ma tylko chwilowe zawachanie humoru bo jesli nie to powinnam sie szybko przeprowadzic gdzies daleko daleko. 

ZAZDROSNICY?

Hmm zastanawialam sie nad pytaniem Fanaberii czy my z Boskim ze soba nie rywalizujemy?

No. Mysle, ze ja z Boskim nie rywalizuje. Lubie jak potrafi cos robic lepiej ode mnie bo wiem, ze lubi jak sie go chwali. Z drugiej strony wiem, ze sa takie rzeczy na ktorych ja sie znam a on nie (napr. internet) i tez nie ma sensu rywalizowac, bo nie ma z kim.

Z drugiej strony rzeczywiscie czasem mam wrazenie, ze on lubi rywalizwac ze mna. najgorsza sprawa to kwestie sporne.

Na przyklad angielski. On pisze pieknie, bez bledow, gramatycznie, chodzil tam do szkoly. Ja znam slang i jezyk jakim posluguja sie normalni ludzie, bo tam pracowalam. Czasem potrebuje, zeby mi Boski pomogl i poprawil cos co napisalam tak zeby bylo idealnie. W takich wypadkach zaczynaja sie schody, bo nalezy mi pokazac, ze A JEDNAK ten jego angielski jest lepszejszy. Nigdy nie twierdzilam, ze jest inaczej, ale jego drazni, ze napr filmy bardziej rozumiem ja, bo slang… a tu nadchodzi wielka okazja, zeby mi pokazac, ze jest Boski. Czego nie staram sie kwestionowac. czyli dzieje sie to w jego glowie.

Kolejna sprawa jest jazda samochodem. Jakos tak sie stalo, ze nie bardzo mialam okazje i ochote sie nauczyc. Boski jeszcze tak z dwa lata temu tez jezdzil jak potluczony a ja nie mialam tyle rozsadku, zeby tego od czasu do czasu nie zauwazyc. Wiec jak juz potrzebowalam, zeby mnie gdzies odwiozl to stawal sie z niego PAN KIEROWCA a ja debil mialam szkemrac o pomoc. Ale od czasu kiedy nauczyl sie jezdzic dobrze (60 tis km w ciagu ostatnich 2 lat robi swoje) zaczal sie zachowywac normalnie, bo juz wie, ze mialam racje. A teraz jest moim wiernym pilotem i cierpliwym nauczycielem.

Innymi slowy staram sie od razu byc bezkonkurencyjnie gorsza albo umiec cos na tyle dobrze, zeby nie bylo sensu rywalizowac.

Teraz ma mi poprawic prezentacje po czesku… nie ma cienia watpliwosci, ze zna go lepiej niz ja ale cos go w tym poprawianiu boli. Nie wiem co. Znajde, napisze. Houk 

 

ZAKLINAM WEZA

Rano obudzil mnie nagly skok poziomu zlego humoru. Ofiara padl Boski. Zadzwonil w polowie wkladania leweo buta i jeszcze mial tysiac uwag.

Juz miesiac wie, ze nadchodzacy weekend mam zamiar spedzic na radosnej tworczosci – konkretnie na tworzeniu prezentacji do szkoly. On musi ja poprawic. Z tego powodu nie jedziemy na weekend odwiedzic rodzicow Boskiego. A on co? zaprosil Boskich Starszych na sobotnia kolacje i nocke u nas w Pradze.

Czyli, ze nie tylko bede musiala byc mila i nie przejmowac sie prezentacja ale nimi ale jeszcze bede musiala dokladnie wylizac mieszkanie. Swinia PLACATA.

Powiedzialam mu co o nim mysle, to sie obrazil i odlozyl telefon. Dlugo wracalam do rownowagi psychicznej, bo juz myslalam, ze mi sie humor posypie ze strachu na calego. Taka prezentacja jest raz do roku i chce ja zrobic dobrze a po pracy z przyczyn obiektywnych nie mam czasu. Po pracy to wlasnie weekend.

Myslalam, ze bedzie dzien placzu i zgrzytania zebami, ale udamo mi sie wygrac z natura (moja wlasna) i dzien jest fajny. Zaklinanie weza smutku. Tylko Boskiemu nie odbieram telefonu bo mi adrenalina skacze od razu. Houk.

AWANS

Mam taka panienke do pomocy. Mila, usluzna i sympatyczna. Chcialaby dostac podwyzke i awans. O podwyzce nie ma mowy, kryzys. A awans…. mam w teczce papiery na ktorych ze specjalisty awansuje ja na mojego juniora. Problem tym, ze ona w tej swojej checi i podkreslaniu jak to jest niedoceniana jest tak agresywna, ze przestaje miec ochote wyciagnac papier z teczki.

Zarabia malo, fakt, ale ciagle wiecej niz moja Siostra, ktora ma tak 200 razy bardziej odpowiedzialna prace. Zarabia malo, rzeczywiscie, ale panicznie boi sie nowych rzeczy i nieomal krzyczy jak ma robic cos co odbiega od standardu. Zarabia malo, w rzeczy samej, ale odpowiedzlanosci boi sie jak ognia.

Zanim tutaj przyszlam musiala gryzc noge z nudow. Teraz ma wiecej pracy, a i tak sie nudzi moim zdaniem. Ale tyle samo kasy. I ciagle mnie meczy, ze fakt, ze nie siedzi do nocy nie oznacza, ze ma tyle samo pracy. No nie. Ale ciagle jest to niebo mniej niz by mogla miec gdyby pracowala 8h dziennie. U nas we firmie jest tak, ze jak zrobisz swoje mozesc isc do domu. Jesli zalatwisz sprawe w 20 min, swietnie. Czas jest Twoj. Ale jesli ktos moze codziennie przychodzic o 9:20, jesc sniadanie, odpisywac na maile, gadac przez skype, jesc obiad i wychodzic o 16:50 to oznacza, ze MA OGROMNE REZERWY. A ja mam prawo chciec aby w ramach swojego czasu pracy pracowala wiecej.  Pracowania po nocach nie wymagam od podwladnych, tylko od siebie, wiec nie w tym problem. Faktem jest, ze jesli pracy ktora trzeba wykonac jest fura i ja siedze jak debil a ona mi o 16:40 mowi, ze MUSI odejsc, a od poczatku roku juz 3 dni miala migreny, to mnie to denerwuje. Sa dwie mozliwosci, albo sie tej pracy nie zrobi, albo bede ja musiala zrobic ja. Zaden z wariantow mi sie nie podoba.

Chce jej dac awans, ale niech mi pozwoli oddychac i nie zmusza mnie tym powalajacym cierpieniem. Albo… niech wybierze inna droge. Wybor nalezy do niej.