FALOWANIE I SPADANIE

wczoraj z mojej nowej firmy wyrzucili (ponoc – bo tu nie dziala oficialna komunikacja) ok 20% pracownikow. Biorac pod uwage, ze jest nas spore kilka-set, byla to bardzo duza liczba. Zeby nie szukac daleko wyrzucili 4 osoby, ktore siedza najblizej mnie. Zmienila sie rowniez struktura organizacyjna, chyba troche inaczej niz sie towarzystwo spodziewalo, bo w efekcie spod jurysdykcji mojego szefa wzieli spora czesc ludzi. Wyglada na to, ze o sporo rzeczy bede mogla prosic a nie wymagac.

Najbardziej martwi mnie strata pana, ktory siedzi vis-a-vis, bo jezeli on serio odejdzie, to odejde i ja. To czym sie zajmuje on, to 1/3, no moze 1/2 moich obowiazkow… a on pracuje 12h dziennie + niedziela. Jesli odejdzie, jego praca spadnie na mnie… Nie twierdze, ze nie jest ciekawa…ale nie mam ochoty oszalec dla zasady. Gosc nie potrafi ustalac prioryt to prawda, ale to jest praca on-line nie da sie od niej uciec a na to nie mam ochoty. 

Nie wiem kiedy nastapila ta zmiana, pamietam, ze u mojego pierwszego pracodawcy bardzo dlugo praca byla dla mnie zyciem. A taki "wypadek" bylby dla mnie wyzwaniem a nie powodem, zeby powaznie zastanawiac sie nad podaniem wypowiedzi. 

Jestem juz chyba stara, albo leniwa, cos sie stalo, sama nie wiem co. Chce miec w koncu prace, ktora jest praca a nie religia. Nie wiem jak do tego podejsc, jakten dylemat rozwiazac. Wiem co sie dzieje na rynku, wiem ile ludzi codziennie traci prace, znam swoje wlasne ograniczenia a ciagle nie jestem sklonna isc na kompromis. 

Zmiana struktury i odejsciem niektorych ludzi moja praca przesunie sie bardzo niebezpiecznie z funkcji manazera na funkcje specjalisty. I to by mi nie porzeszkadalo, bo placa mi bardzo dobrze (przynajmniej w moim mniemaniu)… tyle, ze to nie jest ta specjalizacja o ktora mi chodzi. I nie dlatego ta firma wydala mi sie interesujaca. Bo ja sie nie chce zajmowac wymyslaniem stron internetowych ani webowych komunikatorow. Powiem szczerze znam sporo ludzi, ktorzy znaja sie na tym lepiej niz ja. Ja lubie z ludzmi pracowac, szkolic ich przekonywac, ze pracca ma sens, odkrywac mozliwosci o ktorych nie wiedzieli i to mialam robic tutaj a teraz nagle okazalo sie, ze karty zostaly rozdane troche inaczej. Byc moze tylko formalnie. Ale ja lubie miec rzeczy jasne – czarne na bialym. 

Siedze sama w pracy – w naszym wielkim open space. Pan Boski jest na nartach i napisal mi, ze bardzo mu przykro, ze takie rzeczy sie dzieja, ze musze wytrzymac i bla bla bla. I ze porozmawiamy za tydzien w czasie weekendu.  Czasem mnie smieszy jak bardzo mnie ten czlowiek nie zna. Nie mam pojecia jak na cala sprawe bede sie patrzyla za tydzien, moze czesc z tych rzeczy okaze sie byc wielkim nieporozumieniem, ale dzis wlasnie dzis jest mi zle. Dzisiaj potrzebuje popatrzec sie na te sprawe pod 87 katami, dzisiaj chce to roztrzasac, nie za tydzien. Nie wiem co bedzie za tydzien, bo znam siebie,bo moze w czwartek spakuje walizke, przyniose wypowiedzenie napisane na papierze kredowym i stane przed drzwiami Boskiego w Bratyslawie. Moze we wtorek, nie wiem. A moze nie stanie sie nic. Musze to sobie jakos poskladac w glowie a dzisiaj sie mi to za bardzo nie udaje. 

WYBITE BATERIE

wczoraj od 14 w naszej internetowej firmie nie dzialal internet. Do 17 gadalam z chlopcami a potem poszlam sie pasc. W domu udalo mi sie umyc lazienke (juz byly pewne obawy, ze wyrosnie w niej las a bakterie zorganizuja olimpiade), najesc sie i o 21:30… polozylam sie na godzinka spac. Godzine potem mialy byc Zoufale manzelky. No tak… o 2 wylaczylam swiatlo w duzym pokoju a o 7:30 wyszlam z lozka. Troche zmeczona bylam.

BOSKIE TURBULENCJE

Zaczyna sie. Boski wczoraj w polowie rozmowy stwierdzil, ze go wkurwiam. Niestety znam przyczyne. Paplalam o pracy a dopiero potem zapytalam sie jak bylo na Ukrainie (w pracy).

Zycie w Blave bylo sielankowe, bo wiekszosc naszej konwersacji skupiala sie na Boskim. Roztrzasalismy wspolpracownikow i i konkretne sytuacje.Bo u mnie w zasadzie nie dzialo sie nic… moglam opowiedziec o pani z wasami ze sklepu, albo o kwiaciarce, ktora znowu nie dala mi znizki na fure kwiatow, ktora kupilam.  A teraz… nie piore, nie sprzatam a przede wszystkim nie poswiecam mu calej uwagi i zaczyna marudzic.

Ale ja mam taka straszna potrzebe mowic. Poznaje ludzi, mam tysiace uwag, ktorymi nie powinnam sie dzielic z ludzmi w pracy (niestety czasem to robie) a ktore musze MUSZE komus powiedziec, zebym nie buchla jak szybkowar… a Boski nigdy nie lubil tego sluchac. Mam taki proces formuowania pogladow, ze najpierw powiem to wszystko co akurat mysle a potem sama sie z soba zgadzam lub nie… albo zmieniam zdaniem pod wplywem osob 3 jesli maja dobre argumenty, albo pod wplywem poznania… ale teraz moje opinie sa tak swieze i nie wiem  z kim moge sobie pozwolic na marudzenie a przed kim musze trzymac fason. 

Dzisiaj bede rozmawiac z nim o nim. Jak zaczne od niego to bedzie mial cierpliwosc sluchac mojego gadania. Moze….

IT SEN

Wszyscy w moim snie mowili wylacznie o uploadach, apletach, CDN, EGO, modulach, platformach, php, ajaxach, .net-cie, C++, kodowaniu, linuxie, Pythonie i Microsoftu na oslode roznych rodzajach fulltextowych wyszukiwarek. Taki kodowany sen. Musze wychodzic wczesniej z pracy. Od jutra – dzisiaj bylam bardzo dlugo na obiedzie.

STAROSC NIE RADOSC

Cos mi sie stalo i nie moge juz jesc jak dawniej.  Jesli najem sie po 19 to od 4 do 5 rano trawie i nie moge spac. Przy moim zapotrzebowani oznacza to, ze moge sobie wybrac czy bede glodna czy tez niewyspana.  No to jem i spie troche mniej. Pierwszy objaw starosci.

 

W pracy poznaje team. Zmiana struktury organizacyjnej czeka nas dopiero za 2-3 tygodnie, wiec chlopcy nie wiedza jaka dokladnie bedzie moja funkcja. Przynajmniej sa otwarci. A ja szczerze odpowiadam, ze zatrudnili mnie, zebym im pomagala. Z rozmow wynika, ze chlopcy jeszcze nie slyszeli slowa “termin”. Dzisiaj wiodlam z jednym z nich filozoficzna dyskusje pt: “pracy programatora nie da sie zaplanowac. Wymyslac nowy software to nie to samo co projektowac lodowke”.  Zapytalam sie  kolegi co sie dzialo jak nie spelnili terminu a on odpowiedzial, ze datad nie dzialo sie nic. No, nie bedzie latwo. Oni czuja, ze zmienie ich zycie, ja staram sie chodzic na palcach i pytac sie a ewentualne odpowiedzi zostawiac  tylko dla siebie. Musze byc bardzo cierpliwa i pamietac, ze panowie to duma sama. Niczego i nikogo nie da sie zmienic ze dnia na dzien. Ani uspokoic mnie, ani rozruszac ich. Musimy sie spotkac gdzies w polowie drogi. Na szczescie jestem tak wypoczeta, ze nawet mnie to nie przeraza, tylko cieszy.  Zobaczymy.

WEEKEND Z HISTORIA

Ojciec Pana Boskiego (wyksztalcenie wyzsze) zupelnie powaznie zapytal sie kto postawil oboz koncentacyjny w Oswiecimiu, Polacy czy Niemcy? Przeciez jest w Polsce, nie?  Mama Pana Boskiego  (wyksztalcenie wyzsze) pytala sie o Getto Warszawskie, czy powstanie rozpoczeli Zydzi czy Polacy?

Obydwoje urodzili sie chwile po wojnie, wydawalo mi sie, ze powinni wiedziec. Nie wiedza.  Chyba godzine dyskutowalismy o historii.  Pierwszy raz slyszeli o prowokacji w Gliwicach, o tym, ze wiekszosc  straznikow w Oswiecimiu to byli Ukraincy i Slowacy a mysl, ze ci Zydzi co gineli w obozie, to byli przeciez Polacy, Czesi, Wegrzy itd uznali za niezwykle odkrywcza. Potem opowiadali o 68‘ i o pierwszej wojnie swiatowej, ktora dla czeskich rodzin byla duzo bardziej dotkliwa niz ta druga, o ktorej mowimy w Polsce. I tak minal sobotni wieczor.

W niedziele Pan Boski pojechal do Blavy. Zobaczymy sie za 2 tygodnie, bo w czasie weekendu bedzie szusowal na nartach z jakims bankiem. Dwa tygodnie na przyzwyczajenie sie do nowej – samodzielnej- sytuacji. Dobranoc (jest 22:25) na dzien dobry.

DOBRY POCZATEK

Na razie pelen zachwyt. W firmie pracuje 500 ludzi a szef wszystkich szefow mial czas i chec zeby przyjsc i osobiscie mnie przywitac. W ciagu pierwszej godziny mialam podpisane umowy, komputer z internetem, dostepem do wszystkiego co sie rusza, dogadalam sie o przepisaniu na firme mojego numeru telefonu a w reku witaminy na zdowy poczatek. Pol dnia towarzyszyla mi asystentka, ktora odpowiadala na wszystkie pytania i prostowala skompikowane drogi. Siedze w duzym biurze, razem z na oko 30 innymi osobami. Czas pracy jest absolutnie nienormowany:  na przyklad informatycy przychodza na 5 rano albo na 14 jak maja ochote, pod warunkiem, ze ich praca bedzie gotowa. Dzisiaj bylam na obiedzie z szefem. Jest to tak mily czlowiek, ze zaczynam miec obawy, ze ludzie mu troche wchodza na glowe. Wyglada na to, ze mam byc za psa, ktory bedzie im przypominal, ze poza dobrze musi byc tez terminowo. Prawde mowiac bardzo bym chciala zrozumiec co sie ode mnie oczekuje i robic to dobrze, bo wyglada na to, ze w takiej firmie chcialabym pracowac dluzej. WRESZCIE.

T-1

Jutro o 10. Bardzo sie ciesze ale jednoczesnie jestem pelna niepokoju. Pierwsz raz jeszcze przed wejsciem do firmy wiem o ktorej mam przyjsc, kto sie mna bedzie zajmowal i jaki mam plan pierwszego dnia. Mam tez liste dokumentow, ktore musze ze soba przyniesc. To wzbudza zaufanie. Moi dotychczasowi pracodawcy nie mieli systemu przyjmowania ludzi. Biore to jako dobra wrozbe.

Wczoraj wieczorem wskoczylo mi do glowy pytanie: dlaczego wybrali akurat mnie? Zastanawialam sie nad roznymi ludzi z mojej okolicy i okazywalo sie, ze kazda z tych osob ma jakies zdolnosci albo umiejetnosci, ktorych ja nie mam."To" ich potrafie nazwac, tego mojego nie. Wiem, ze tam gdzies jest, takie bezimienne. Czuje sie jak przed klasowka z chemii… niby wiem, ze to potrefie, ale obawy pozostaja. Trzymajcie prosze kciuki, zeby mnie nie wyrzucili w okresie probnym. Ale ja glupek lesny jestem, co? :)) Ciesze sie, ze mi zalezy na tej pracy.

Z innej beczki… bylam wczoraj u Bedrunki i opowiadam jej o wczorajszej wizycie w Palladium (ogromne centrum handlowe). Bylam w Sephorze i pani mi tlumaczyla jakie tusze do rzes sa najlepsze, a potem probowala mi wcisnac nalepiane rzesy. Wczesniej, obok innego sklepu, chwycila mnie jakas pani i intensywnie przekonywala, ze powinnam costam zrobic z paznokciami. I mowie Bedrunce taka zachwycona, ze chyba cos sie stalo, ze jestem grupa docelowa produktow dla kobiet (zawsze bylam niewidzialna). Moze sie jakos ubralam lepiej, albo cos? a Bedrunka: – hmm… nie chcialabym cie rozczarowac, ale chyba nie chodzi o ciebie, tylko o kryzys…… No masz ci los:)

KOBIETY – WOMEN – THE NUDA

Na kinomaniaku przeczytasz nastepujacy opis:

Wzięta(???)* projektantka mody , Mary Haines (Meg Ryan) i jej przyjaciółki to gotowe na wszystko (???), pewne siebie(???), przebojowe kobiety sukcesu(???), którym nieobcy jest seks w wielkim mieście (???). Stałe bywalczynie nowojorskich salonów(??), gdzie plotka rozchodzi się z prędkością światła i potrafi zburzyć ustalony porządek. Pewnego dnia dochodzi do Mary wieść o bezczelnej zdradzie jej męża ze "spryskiwaczką", czyli sprzedawczynią z perfumerii (Eva Mendes). W jednej chwili małżeństwo Mary i jej przyjaźnie stają pod znakiem zapytania. Jednak w sytuacji kryzysowej dziewczyny trzymają sztamę (??) i zwierają szyki do walki z każdym, kto zagraża ich szczęściu (???)…

hmmm… niestety jest to tylko zlepek czesto wyszukiwanych slow kluczowych "gotowe na wszystko", "seks w wielkim miescie" i te "bywalczynie salonow" to tez mocno przesadzona nazwa. Acha… i widzial ktos inna zdrade niz bezczelna?

Z mojego punktu widzenia film wygladal mniej wiecej tak:

Film spelnia najwyzsze standardy poprawnosci politycznej. Jest to histroria czterech kobiet: ultra-mega-do pozygania bogatej paniusi ze stadem sluzby, ktorej maz zdradzil ja z panienka z perfumerii, wysuszonej redaktorki, ktorej gra ma sie nijak do Meryl Strip w Diabel ubiera sie u prady (ktora jak sadze byla pierwowzorem), matki 4 + 1 w drodze dzieci, ktora powinna skupic sie na graniu w serialu Will&Grace – tam pasuje bardziej oraz bombonek – czarnej lizbijki. Acha jest jeszcze panienka z perfumerii – nie wyglada zle, ale zeby zaraz powalajacy symbol sexu?

Fabula: kinowa wersja "Sexu w wielkim miescie" podobala mi sie duzo mniej niz serial a "Kobiety" to nieudana przerobka "Sexu…" Zamiast uciekajacego z przed oltaza mamy – niewiernego meza, kolezanka tez "zdradza" okropnie, strasznie, ale tak na powaznie to wcale nie. Potem zdradzona wstaje jak fenix z popiolow, rodzi sie to dziecko z brzucha i relacja z mezczyzna NA NOWYCH zasadach. Nawet rodzenie dziecka to klisza przedpodopowyc 9 miesiecy ( z kim to bylo? z Julia Roberts?) A jaka funkcje spelniala ta afroamerykanka to juz nie wiem…

W kinie bylam razem  kolezanka, ktora wlasnie sie rozwodzi. Dla niej bylo niezrozumiale, ze zdradzona Matka tak skupila sie na sobie ze nie zauwazala problemow dziecka.

jeszcze przeczytalam: "KOBIETY" to inteligentna i błyskotliwa  (???)komedia o sile babskiej przyjaźni i istocie kobiecości w XXI wieku –> czy inteligentna i blyskotliwa to niech sobie kazdy sam zdecyduje … ale komedia? Moze z 3 razy banana zrobilam a jestem typem, ktory na komediach piszczy ze smiechu.

Chyba najciekawsze w calym filmie jest to, ze graja tam tylko kobiety. Serio, nie widzialam zadneg faceta. Reszta jest nieskomplikowana jak konstrukcja cepa. Da sie, tylko po co?

_________

* pozwolilam sobie dac ? wszedzie, gdzie opis mija sie z prawda….

O RODZICACH I DZIECIACH

Zmotywowana troche smutnym mailem od kolegi zaczelam sie zastanawiac, czy, a moze raczej dlaczego rodzice czesto kochaja jedno dziecko jakby bardziej?

U nas chyba tak nie bylo. Mama zawsze mowila, ze Siostra jest the besciak a ja jestem winna wielu problemow na niebie i ziemi (wlacznie z gradobiciem w Kuwejcie), ale jej mowila to samo o mnie. Kochala nas moze czasem dziwnie, ale niewatpliwie bardzo. I jesli kogos bardziej, to chyba mnie, bo nigdy nie mialam wrazenia, ze bardziej Siostre.

Ale juz u takich Boskich nie ma letko. Jak przyjdzie Siostra Boskiego ze Szwajcarii to Tata Boski nie pracuje a Mama Boska tez bierze urlop albo conajmniej ucieka wczesniej. Jada po nia na lotnisko do Pragi, gotuja obiady, program artystyczny.

A jak chce przyjechac Boski? Wczoraj powiedzieli, ze nie przyjada nas odwiedzic do Pragi, bo musza kisic kapuste… Do Pragi maja godzine. Boski pojedzie 3,5. Potem dali sie przekonac, ale w zasadzie musiala to byc bardzo nasza inicjatywa. I pojada zaraz rano, bo k-va, KAPUSTA czeka.

Zaraz beda glosy, ze Szwajcaria jest dalej. Wierz mi, Siostre stac na samolociki w dowolnych ilosciach, trzeba tylko chciec. Ale teraz przeprowadzaja sie do Wiednia, Boski w Blave wiec droga taka sama a i tak cos mi mowi, ze przed przyjazdem Siostry bede padac na pysk. Dlaczego tak jest? nie wiem. Boski ma z nimi swietne stosunki, bardzo ich lubi i kocha i ze mna tez juz nie maja problemu, i tak jest dla nich jakis troche "wszedniejszy". Nie rozumiem.