DLACZEGO PAN BOSKI?

Wczoraj troche mna sieklo. Przez glowe przelecial chyba milion roznych mysli, wariantow i pytan.
Na jedno udalo mi sie odpowiedziec… a mianowicie dlaczego wlasciwie jestem z Panem Boskim?

Zaczne troche wczesniej. Zanim byl Pan Boski byl ktos inny, w kim bylam absolutnie, totalnie zakochana. Taki czlowiek, ktorego chcialam calego z dobrodziejstwem inwentarza. Nie spalam, nie jadlam… no zakochana bylam od uszu po palce od nog.

Problem w tym, ze on mnie az tak bardzo nie chcial. Bardzo mnie lubil, byl dla mnie bardzo dobry, ale po prostu mnie nie kochal. Z tym sie nie da nic zrobic. Milosc albo jest albo jej nie ma. Nie ma winnych, tylko przegrani.

A poniewaz ja bylam zakochana i kochalam kazda komorka swojego mozgu i ciala i zmienilam dla niego… a wlasciwie dla siebie… zeby byc z nim, cale moje zycie… to bardzo ciezko przezylam konfontacje z faktem, ze nic sie nie zmieni, bo on mnie nie kocha i juz.

Potem przyszedl Pan Boski. Nie ma co opowiadac o naszych bojach czasem skrajnie ciezkiego kalibru. Pan Boski nie jest latwym czlowiekiem, ja tez nie i jest wiele "rzeczy" ktorych on nie chce lub nie moze mi dac. Jednak pomimo tych wojen, wyzywek itd… nigdy, nawet w najgorszych momentach, nie poddal w watpliwosc faktu, ze mnie kocha.

A ja za to "kocham", po tym strachu z panem wysnionym, jestem w stanie skoczyc do ognia.
Wielka tajemnica jest na swiecie.

NA PALMOVCE

Rano nie jezdzilo metro. Przed Palmovkou staly karetki pogotowia, w radiu mowili, ze ktos wpadl pod metro.
Wpadl? Skoczyl?

nie wiem jak Ty, ale ja polowe zycia nie robie czegos na co mam ochote, albo robie cos na co absolutnie ochoty nie mam, bo tak nalezy.

Ciagle zastanawiam sie nad tym co bedzie czula inna osoba, bo nie chce komus zrobic przykrosci, albo tylko dlatego, ze mam wrazenie, ze tak powinno byc, ze powinnam sie zachowac tak a nie inaczej. Bo co o mnie XX powie?
Bo HONOR, DUMA, STRACH nie pozwalaja mi zachowac sie inaczej.

Ile czasu udalo mi sie zmarnowac? Ile przyjemnosci moglabym sprawic samej sobie, grybym sie tak bardzo nie trzesla nad zasadami, ktore sama sobie wysrubowalam?

Mam szanse i wielka ochote nie miec potrzeby skakac pod metro. Wielka wole pobawic sie zyciem, smiac sie i robic to na co mam ochote. Myslec o innych, ale myslec o sobie. Nic sie nie dzieje mam dobry humor, choc mi smutno, ze ktos juz humorow miec nie bedzie.

AAAA

Padl server i na razie informatycy nie wpadli na to jak temu zaradzic. Troche slabo jezeli instniejemy tylko w internecie.
Jak tylko kryzys mine zabije glownego informatyka. Przed miesiacem dostal nowe maszyny za 150 000 PLN !!! nie wiem dlaczego przeprowadzka farmy trwa tak dlugo.
Ale teraz musze milczec, musze milczec, MUSZE MILCZEC.
Trzymajcie mnie, zebym gadow nie zabila w ciagu najblizszej godziny. Portal musi zaczac dzialac. Trzymajcie mnieee!!!

OSWAJANIE

Lis zamilkł i długo przypatrywał się Małemu Księciu.
– Proszę cię… oswój mnie – powiedział.
– Bardzo chętnie – odpowiedział Mały Książę – lecz nie mam dużo czasu. Muszę znaleźć przyjaciół i nauczyć się wielu rzeczy.
– Poznaje się tylko to, co się oswoi – powiedział lis. – Ludzie
mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy
gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie
mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie!
– A jak się to robi? – spytał Mały Książę.
– Trzeba być bardzo cierpliwym. Na początku siądziesz w pewnej
odległości ode mnie, ot tak, na trawie. Będę spoglądać na ciebie kątem
oka, a ty nic nie powiesz. Mowa jest źródłem nieporozumień. Lecz
każdego dnia będziesz mógł siadać trochę bliżej…
Następnego dnia Mały Książę przyszedł na oznaczone miejsce.
– Lepiej jest przychodzić o tej samej godzinie. Gdy będziesz
miał przyjść na przykład o czwartej po południu, już od trzeciej zacznę
odczuwać radość. Im bardziej czas będzie posuwać się naprzód, tym będę
szczęśliwszy. O czwartej będę podniecony i zaniepokojony: poznam cenę
szczęścia! A jeśli przyjdziesz nieoczekiwanie, nie będę mógł się
przygotowywać… Potrzebny jest obrządek.

"
Mały Książę"
Antoine de Saint Exupéry, moj ulubiony fragment…

NIE JESTEM W CIAZY!!!

dostalam maile od 3 czytelnikow z zapytaniem czy przypadkiem nie jestem w ciazy? NIE JESTEM.

A gdybym nawet byla, to niby za co by sie mnie mialo sadzic? Chyba bym z jakims nie-Boskim musiala to dziecie wyprodukowac. A tu, jak na zlosc, nawet wierna jestem.

Przyznaje, od czasu do czasu przetoczy sie jakis zainteresowany moja niewiernoscia… ale jak sie zorientuje, ze moje wdzieki sprzedawane sa wylacznie w komplecie z marudzeniem, wymaganiami (a co?!:), przekonaniem, ze bede mu na uszach wisiala juz do smierci i koniecznoscia zakupu biblioteki na 2000 ksiazek, to zwykle taki zainteresowany rezygnuje szybciej a czasem pozniej, ale rezygnuje.

Ale tym sie aktualnie nie martwie, wazne zeby byl ruch w interesie:))

Dobra, dobra zartuje. Postanowilam miec dzisiaj dobry humor i tego bede sie trzymac.  Takze jeszcze raz: nie jestem w ciazy, nie ma co  zalowac, zazdroscic ani gratulowac.  Jak bede to oglosze urbi et orbi. Obiecuje.

DOBRA WIADOMOSC

Najlepsza wiadomosc jest najprostsza. Mam przyjaciol.

Podzielilam sie z przyjaciolmi moimi absurdalnymi myslami. Kolejna nienajlatwiejsza opcja jak skomplikowac sobie zycie. Na razie w formie jakiegos pomyslu, na ktorego realizacje jestem zdecydowana moze tak w 12%, ale tak dziwnego, ze spodziwalam sie, ze mimo iz wiem, ze mnie lubia, beda mnie sadzic i bede skazana.

Okazalo sie, ze nie maja potrzeby sadzic. Wszyscy – dobrze- mowilam z niewieloma osobami – przyjeli moje pomysly z usmiechem i… pewnego rodzaju entuzjazmem. Nawet nie ze zdaniem "jak sie nie uda, to Cie kotka skopanego przygarne", ale bardziej "a czemu nie, Tobie sie uda wszystko, tylko w koncu w to babo uwierz". Czy oni widza cos czego nie widze ja?

GRATULACJE!!!

Pierwszy raz w zyciu zaluje, ze nie bralam udzialu w wyborach. PO gratuluje wygranej! to by byla porazka, gdyby wygralo PiS. Bardzo bardzo dziekuje wszystkim, ktorzy zadali sobie tyle trudu, zeby isc, wystac i oddac glos.

Przyznaje, ze i ja wyjatkowo staram sie dodzwonic do konsulatu i zarejestrowac… ale co za zaskoczenie… nikt nie odbieral telefonu. Poddalam sie. Gratuluje tym, ktorych system nie zniechecil!

MIEDZY USTAMI A BRZEGIEM PUCHARU

fascynuje mnie niesamowita ilosc rzeczy jakie moga sie zarzyc w momencie kiedy wszystko wydaje sie zapietne na ostatni guzik. Zwykle udaje sie powstrzymac burze i ladnie poukladac rzeczy skotlowane przez huragan. Tylko smiac sie chce bardzo i czesto bardzo smutno.

Znowu na mnie jakas melancholia spadla. Kupilam bilet miesieczny… bo 90 dniowego kupowac juz nie ma sensu. W pracy jakos tak nie chce mi sie walczyc, bo za chwile wszystko sie skonczy. Chlopcy nie wiedza, ze sie skonczy i dowiedza sie dopiero po tym jak projekt zobaczy swiatlo dnia.

To w zasadzie moze byc pozytywna zmiana, tylko tak jakos okres schylkowy nie dziala dobrze na moje samopoczucie.

DO SZKOLY BEZ PLECAKA…

a dzisiaj wracalam sie z polowy drogi do pracy… bo … laptop w domu jakos zostal:)

Wczorajsza prezentacja sie udala.
Pan Boski uzgodnil warunki przeprowadzki (nie bede musiala pracowac jesli nie bede chciala).

A ja powinnam w koncu zaczac pracowac ale jakos tak lenistwo wygrywa na razie:))