TROCHĘ ZAGUBIONA

Siedzę przy komputerze już strasznie długo, przeczytałam ulubiony blog – sąsiadki – od pierwszych literek. Powinnam iść spać. Ale ciągle jeszcze chce przedłużyć te nierealnie miłe Święta, choć o chwilę. Nie chce mi się wracać do rzeczywistości, bardzo nie chce.

Siostra zadaje niewygodne, choć potrzebne pytania, po co mi ten wyjazd?, dlaczego nie umiem jakoś się zdecydować z Panem Boskim?, gdzie wrócę? a ja dokładnie wiem po co i jak i gdzie i ciągle ukrywam się za okruszkami nadziei, że może coś się zmieni, choć nie znam drogi w jaki sposób to zrobić. I szczerze, nie wiem czy chce. Ale nadzieja zawsze wygrywa.

Jutro wracam do krainy źle zasuniętych krzeseł, książek, które powinnam odkładać na półkę nawet, jeśli je czytam i szamponu, który znowu zostawiłam z otwartą klapką. Tak bardzo chciałabym to widzieć i móc zawsze pamiętać o tych wszystkich drobiazgach, które dla mnie nie mają znaczenia. Z ciekawości. Żeby dowiedzieć się czy to by coś zmieniło, bo on twierdzi, że tak.

Nie, jutro jeszcze będę sama. Wróci chyba w czwartek czy w środę nie wiem i chce, żebym miała dla niego wolny czwartek wieczór, ale mnie się nie chce dostosowywać mojego planu tygodnia do jego potrzeb, skoro on musi być do czwartku z „rodziną”. Ja, po ponad 4 latach, jeszcze nią nie jestem, choć za miesiąc wyjeżdżam na pól roku z przerwą na święta, a on o tym doskonale wie. Także już wiesz, nie przyjechał na Święta. „Rodzina” wygrała na całej linii. Ale nie mam powodu do smutku, Święta były/są ekstra. Z całym przekonaniem.

Mam szczęście do miłych, choć niezdecydowanych facetów. A jakoś nie mam siły czekać dłużej niż parę lat. Nawet jeśli, jak Pan Boski, twierdzą, że mnie kochają, ale…Czekam, bo wiem, że niestety nie jestem idealną partnerką. Jestem „trudna z zaletami”. Z gatunku „take it or leave it” . Można mnie kochać albo nienawidzić… albo trwać w zawieszeniu, jak teraz.

Ale choć wiem prawie na pewno gdzie wrócę, chyba już tam. Przyzwyczaiłam się. Może w końcu zdobędę się na odwagę, żeby jakoś uregulować moje życie, choć spróbować. Ale będę chyba już tam. Czas pokaże. Nigdy nie lubiłam noworocznych postanowień, zwłaszcza w Święta. A poza tym, cuda się zdarzają. A nastrój poprawia.

Teraz czuje takie dziwne rozdwojenie. Jest mi dobrze a jednocześnie patrzę w przyszłość z obawą, żeby nie napisać panicznym strachem. Pociesza mnie, że zawsze wszystko kończy się dobrze, tylko nie wiem, kiedy u mnie przewidziany jest koniec. No nic.

Dobranoc. Miłych snów. Tobie i mnie.

ZATRZYMAĆ CZAS

Czasem miewam dni, kiedy jest mi obojętne czy jeszcze trwają czy już się kończą, czasem nawet marzę o tym, żeby się skończyły, bo jest mi smutno, albo czuję się sama. Bywa, że te smutne dni wypadają w Święta i wtedy mam wrażenie, że cały rok czekałam bez sensu.

W tym roku tak nie jest. Jestem trochę chora i najchętniej osobiście odrąbałabym sobie głowę już od ramion, ale i tak delektuję się każdą minutą. Jest 18:52, do końca dnia 5 może 6 godzin, zobaczymy. Jest przyjemnie, dobrze. Tylko trochę smutno, że czas nieubłaganie biegnie do przodu. Nie robimy nic niezwykłego. Ktośtam idzie się zdrzemnąć, ktoś inny układa nowe lego z Niedźwiadkiem, gramy w Scrabble albo Uno, podjadamy. Nic specjalnego, ale bardzo specjalnie. Dawno już nie było takich przyjemnych Świąt w naszych rodzinie.

Jutro muszę wracać do Pragi, szkoda. Lubię Pragę, ale dzisiaj bardzo chciałabym zatrzymać czas. Dla wszystkich. Żeby nie musieli się śpieszyć i mogli tak trwać jeszcze długo. Żeby mogli delektować się rodzinna zwyczajnością, której ja już tak długo nie zażyłam. Wiem, że to dobrze, że czas biegnie, bo takie chwile, albo dni jak dziś można bardziej docenić, nie będzie kiedy zacząć się nudzić. Czas ucieka a ja staram się cieszyć każdą minutą. Nie wszystkie Święta były takie, może dlatego te są niezwyczajne.

Piszę o tym, żeby je zapamiętać i mieć co przeczytać jak kiedyś znowu będzie mi w Święta źle… może już nigdy, ale ja to – za Krasickim – miedzy bajki włożę. Na pewno zawsze trzeba mieć nadzieję, że dobre Święta jeszcze przyjdą. To piszę do każdego komu teraz jest źle i czuje się sam, nawet jeśli wcale mnie nie czyta, i sobie samej, jeśli (albo raczej jak) znowu przyjdą takie dni, których nie będę chcieć pamiętać.

Jeszcze raz Wesołych Świąt, albo choć nadziei, że będą.

ŚWIĘTA W DOMU

Jestem w domu. Nie moim, choć chyba bardziej moim niż mój. W końcu u Siostry, z rodzicami, Matylda i Niedźwiadkiem, Panem C. Po prostu całą rodzina. Jest mi dobrze, tak jak ma być w Święta. Jest rozgardiasz, ciągle jeszcze dookoła bałagan. Dopiero co pozbieraliśmy opakowania po prezentach. Rano pakowałam 4 godziny, wieczorem zdjęcie zajęło 5 minut, jak co roku… cud prędkości:)

Matylda tańczy w nowej koszulce i skarpetkach z palcami, obwieszona łańcuszkami, które właśnie zrobiła. Mama siedzi z torebka tak jakby była bardzo drogocenna, Tata już planuje jak Mama będzie przerabiać trochę za długie spodnie, Pan C ogląda szlafrok, „ale fajny, taki długi, że sięga nieomal do kostek”, Siostra już planuje pożyczenie mojego płaszcza, który BARDZO przyda się jej na Sylwestra. A kolczyki na szczęście pasują do sukienki. Niedźwiadek rozpracowuje nowe potwory „patrz, patrz jak to fajnie lata, ale patrz się na mnie! No teraz!”.  Ja też się cieszę z prezentów. W końcu mam porządne słowniki do hiszpańskiego i całą masę innych upominków. Jestem zadowolonym słonikiem.

Co chwile dopychamy się jakimś losowo wybranym daniem… a to trochę zupki grzybowej, albo barszczyk z uszkami, potem pierożek, a w to wszystko wplatane jakieś ciastko. Groch z kapustą, choć tak na prawdę u nas to kapusta z grzybami.

Jest mi dobrze. Myślę, ze wszystkim jest dobrze i każdy jest na swoim miejscu.

Chociaż teraz pewnie jesteś ze swoją rodzina i na pewno mnie nie przeczytasz, życzę Ci, żeby Twoje Święta były dobre, normalne, proste, ciepłe. Żebyś czuł(a) się na swoim miejscu i wśród swoich. I dziś i przez resztę świąt i już zawsze. Dobrze mieć dom:)

Wesołych Świąt!!!