Telefony, telefony, drrrrrr

Wszyscy moi znajomi mają telefony komórkowe. Ja też, od 5 lat, od kiedy mieszkam w Pradze, mam „komórke”. Nie żeby dzwoniła cały czas, ale jednak jest, i są rozmowy i smski i stała możliwość kontaktu.

Teraz w Hiszpanii niby mam telefon, ale czeski, więc używam go tylko do wysyłania smsek. Mogłabym kupić hiszpański telefon, ale postanowiłam spróbować czy jeszcze da się żyć bez.

No niby da, ale ciężko.

Pamiętam jak w 92’ wchodziłam na trap Zawiszy i miało mnie nie być w domu przez prawie 6 miesięcy. Nikt wtedy nie pomyślał, że istnieją (istniały?) telefony komórkowe. Że istnieje możliwość stałego kontaktu z rodziną znajomymi. Internet… jeśli był (był, prawda?) to tylko dla nielicznych a już na pewno nie na morzu. O telefonach komórkowych nikt z nas nawet jeszcze nie śnił.

A teraz to tak oczywiste.

Najlepiej było w Puerto Rico, dostałam wtedy 7 listów w ciągu jednego dnia!!!

W tym 3 od: Babci, Mamy i Siostry, które mówiły o tej samej rodzinnej imprezie.

Każdy w trochę inny sposób:

Babcia napisała: impreza była bardzo przyjemna, ale w pewnym momencie poczułam się źle, więc poprosiłam, żeby J. odwiózł mnie do domu.

Mama napisała: impreza była nudna, Babci nie chciało się siedzieć, więc uciekła do domu twierdząc, że źle się czuje.

Siostra napisała: impreza była tak strasznie nudna, że Babcia porzygała się z nudów i trzeba było ją odwieść do domu.

Bardzo się śmiałam.

A teraz wracając do telefonów. Mam tu jeden, ale smski nie przychodzą za często, więc się w dalekiej obczyźnie przypominam:) Dobrze, że jest YM, ICQ, e-mail. Dalej, ale ciągle jednak nie tak daleko.

Postaram się wytrzymać bez telefonu:)

Leave a comment