A JAK CHCE ZMIENIAĆ, TO? – czyli niebezpieczne związki 2 i 2/3

No co właśnie? Jak ten Twój „Ktoś” Ona/On chce Cię
zmieniać, to to oznacza, że kocha, albo, że nie kocha? A może nie znaczy wcale
nic, tylko to, że chce zmienić jakąś rzecz, która go w Tobie nie zachwyca?
Żeby nie szukać daleko, czasem mam wrażenie, że Pan Boski
na
jchętniej przerobił by mnie na papkę a następnie zlepił znowu, najlepiej na
obraz i podobieństwo Pani Matki, albo Siostry przynajmniej;) I to źle czy dobrze? „Naprawił” dużo moich wad,
głupio przyznać, ale tak jest. Pozwoliłam mu zmienić wiele, teraz jestem na
etapie „i ani kroku dalej”… ale może to głupie z mojej strony, może jeszcze
parę kroków by się przydało? I co by było śmieszniej, myślę, że mnie kocha.
Nawet jestem przekonana. Oj, nie jest łatwa taka miłość zmieniająca. Ale czy
lepsza jest miłość „i tak mamy swoje światy”?
Ale wróćmy do tematu, jak to jest z tym zmienianiem? Czy
poza wyjątkami potwierdzającymi regułę, istnieją dwie połówki pomarańczy, czy raczej
większość z nas wybiera wariant jakiegoś tam mniejszego zła, zwykle mniejszego
niż bycie samemu? „ bo już i tak czas na dzieci”, „bo kiedyś byliśmy tacy
zakochani”, „bo jestem przyzwyczajony/a” „bo może nikt inny by mnie nie chciał”.
Czy ludzie żyją razem czy generalnie jednak
obok siebie? Czy da się żyć miesiące i lata z „ukochanym/ą” na odległość, czy tylko
mamy potrzebę posiadania kogoś kto jest naszym „narzeczonym/ą” i kokietujemy
sami siebie myślą, że kiedyś będziemy razem? Co oznacza uczciwość małżeńska?
Nie mówić czy mówić?
Dziś same pytania i żadne odpowiedzi.
Chciałabym znać odpowiedzi. Jeśli są. Tak, wiem, nie ma
jednej recepty. To co jest szczęściem dla jednego, inny uważa za pecha. Skoro
nie znam odpowiedzi, to zadam kolejne pytania: czy ludzie kochają się „na
zawsze”? (nie chodzi mi o wyjątki, ale generalnie), czy ktoś potrafi powiedzieć
dziś, że za dziesięć lat z naszego ukochanego/nej nie wylęgnie się ktoś bardzo,
bardzo zły? Ile razy można dawać komuś „drugą szanse”? Ile lat można czekać, aż
ktoś wydorośleje? Czy powinno się czekać choćby 5 minut?
Ale skąd te wszystkie pytania? Na to odpowiedzieć
potrafię. „Moja Amerykanka” jest nieszczęśliwa. Przyjechała tutaj, bo postanowiła
rozstać się ze swoim chłopakiem, którego najwyraźniej nadal bardzo kocha, ale on,
mimo iż ma nieomal 30 lat ciągle nie umie się określić, na jakich zasadach
mieliby spędzić resztę życia. Gdzie i jak mieszkać, z kim i jak się spotykać. I
te wszystkie pytania na górze usłyszałam od niej, wczoraj po obiedzie. Są jej, a nie
moje, jak mogło wydawać się na początku. Ale mogłyby być moje. Nie potrafię jej
pomóc, bo i moje myśli są zamotane, pogubione i krążą to tu, to tam. A bardzo
bym pomóc chciała. Jest taka smutna. Taka zagubiona. Ptaszek.
Osobiście mam wrażenie, że istnieje kilka rodzajów ludzi: 1) tacy, którzy wiedzą czego chcą, są tolerancyjni i
ślepną kiedy to konieczne a czasem nawet częściej, w imię miłości 2) są tacy, którzy widzą, ale
wolą pamiętać tylko te lepsze momenty, w imię miłości 3) i tacy, którzy szukają ideału, nieomal
po trupach, swoim własnym i innych ludzi, w imię ideałów 4) czwarta grupa to marzyciele, którym
wydaje się, że ten On/Ona nagle wyłoni się z mgły i będą żyli długo i
szczęśliwie, w imię cudu chyba 5) no piąta – wielcy konstruktorzy – jak Pan Boski, nieomal
idealna, to ją sobie dozmieniam:), też twierdzą, że w imię miłości 6)….
Biedna Avory to 2-ka, która rozpaczliwie chce uwierzyć w 4-kę,
bo już naprawdę niepamiętać się nie da. Kim jestem ja? To najtrudniejsze
pytanie. A już wcześniej pisałam, że nie znam odpowiedzi na te dzisiejsze.
Więc mam alibi:) Każdy może wybrać co mu się spodoba…a więc 1,2,3,4,5,6,7..11…25 ?????

Leave a comment