temat pierwszy:
napisalam plan pracy, metody badwcze i ze sie tak wyraze kregi literatury. Pan Boski ma dzisiaj poprawic. Nie jest to zle, ale na kolana mnie jeszcze nie powala. Jak wszystkie moje dotychczasowe wytwory jest troche za malo powazne a za bardzo ciekawe jak na warunki uniwersyteckie, zobaczymy co sie stanie.
Poprosilam Amande – kolezane z migracji, aby poslala mi swoja prezentacje. I musze przyznac chyle czola. Ma ta prezentacje zrobiona na prawde ciekawie (ja nie mam jeszcze wcale, prezentacja bedzie na podstawie planu pracy jak mi go zatwierdzi promotor). Temat czyli integracja afroamerykanow interesuje mnie w stopniu ograniczonym, ale widac, ze ja bardzo, a to podstawa. Amanda pracowala w ministerswie i jak sama mowi nie przemeczala sie… a teraz jedzie pracowac w Brukseli, bo nikt inny sie migracjami w ministerstwie nie zajmowal. I tak powinien wygladac doktorant. Pracuje w temacie, pisze w temacie. Ma duzo czasu. A ostatnio uwiodla belgijskiego profesora z migracji, wiec ma dostep do materialow. I dobrze. Jej prezentacja jest na prawde ciekawa i dobrze zrobiona. Az mi wstyd, ze ja tak ladnie nie jestem przygotowana. I pewnie nie bede. Mam jeszcze 3 tygodnie, ale z pustego i Salomon nie naleje. A biblioteki otwieraja jak ja juz jestem w pracy a zamykaja jak jeszcze… wiec stan sie specjalnie nie zmieni… Musze nad soba popracowac
temat drugi:
w sobote bylam w Normie. To taki sklep blisko naszego mieszkanka. Juz o nim pisalam, mozna kupic sol, zelazko na batere i czapke z antenka. Do tego zgnity banan, na przyklad. Jak stalam w sobote w kolejce, ja i kilku bezdomnych (to batrdzo tani sklep i jedyny szeroko, daleko), pani sprzedawczyni skarzyla sie jednemu takiemu, ze pracuje 15h z jedna przerwa za minimalne wynagrodzenie. I, ze odejdzie. Cala obsluga tam wyglada jakby po pracy szla spac do konteneru.
Po raz n-ty uswiadomilam sobie jakie mam szczescie. Nie pracuje w Normie, nie zarabiam minimalnego wynagrodzenia. I w zasadzie moge sobie kupic (przynajmniej w Normie) wszystko co chce. Nawet drogi ser, albo sok. Powinnam sie wstydzic za moje ‘wiekopomne problemy". Moze nie napisze doktoratu, ale poza tym (i zebami) mam sie dobrze. I staram sie (serio) doceniac ten fakt kazdego dnia.