pisane wczoraj w nocy…
dzisiaj odchodze z pracy jak prawdziwy pracoholik. Pan Boski na Ukrainie a ja dostalam wene tworcza, ktora musialam wykorzystac. Po 2 dnich motyli w brzuchu przelamalam w sobie niechec do pracy i czegokolwiek i pisalam, liczylam, wymyslalam. Ja wiem, ze to nie dobrze, bo praca nie moze byc sensem zycia. Ale czasem zycie jest bez sensu jak czlowiek ma poczucie, ze zawodzi sam siebie a to byl wlasnie ten przypadek.
Ale srode skoncze prace o 17:30 i juz! nie mozna przesadzac 🙂
Bardzo przepraszam, ze nie przybylam na spotkanie, mam nadzieje, ze dziewczyn bylo sporo i nikt nie zauwazyl braku.