CZY TYLKO JA ZWARIOWALAM ? (spoleczenstwo edukacyjne)

Siedze w domu. W zasadzie nie mam zadnych obowiazkow a jednak nie jestem wolna. Oczywiscie kwestia wolnosci jest indywidualna i jest to moja wlasna decyzja, ze tak ja wlasnie odczuwam, ale jednak podjeta pod wplywem srodowiska i rzeczywistosci w ktorej zyje.

W jakim sensie nie jestem wolna? poniewaz jakbym sie nie starala kazdy dzien w ktorym nie przeczytam chociaz kawalka jakiejs "podrecznikowej" ksiazki, albo czegos w "egzotycznym" jezyku a nie podejme jakiejs konkretnej czynnosci zwiazanej ze szkola, uwazam za stracony.  Moge sobie tlumaczyc do nieprzytomnosci, ze moj czas nalezy do mnie ale i tak wracam do punktu wyjscia. Wyrzutow sumienia.

To chyba jest jakas dysfukcja mozgu, ze jednoczesnie jestem leniem patentowanym i pomylonym straznikem bezwarunkowej i permanentnej edukacji. Chyba pojde do pracy. Przynajmniej za obowiazki bede dostawac jakas kase 🙂

A tak na powaznie, wcale nie twierdze, ze to czytanie czy ogladanie czy inne uczenie nie sprawia mi przyjemnosci. Przeszkadza mi tylko ta obsesja, ktora spedza mi sen z powiek jesli pozwole sobie na dzien bezczynnosci (konkretnie ma pomyslenie o dniu bezczynnosci, bo jeszcze sobie na taki full wypas nie pozwolilam). Jestem swoim oskarzycielem i sedzia. Kazdego dnia skazana za niedostateczne starania o lepsze jutro. A co jesli juz zawsze bede breloczkiem do walizki Pana Boskiego?

Tak sobie mysle, ze za czasow naszych babc czy nawet mam do palpitacji serca doprowadzal je porzadek, doskonalenie kuchni czy robotek recznych ale nie czytanie ksiazek z psychologi naprzyklad. Kiedy zaszla ta zmiana? W ktorym momencie dalysmy sie zwariowac? Kiedy dalam sie przekonac, ze magisterium i podyplomowka to za malo, zeby odejsc do cywila?

Paradoksalne jest to, ze i tak w koncowym efekcie wiejcej czasu spedzam na zmuszaniu sie do "edukacyjnych" czynnosci niz na jakiejs rozsadnej czynnosci w tym kierunku. Jestem pomylona. Kiedys ten blog opublikuja jako pamietnik wariatki:)

Leave a comment