Na kolacje napchalam sie tak fantastycznymi roslinami, ze az mi sie uszy smieja. Uwielbiam dobre jedzenie, cieplo praskiego mieszkanka i absolutnie najpiekniejszy gwiazdkowy telewizor z 11 programami (byly 3!) w kazdym razie…skoro juz nie moge byc z Boskim (jutro ide do pracy a on MUSI byc w gorach)
Sylwester byl bardzo przyjemny. Upieklam Boskiemu babeczki, bo sobie zyczyl na rano (byl na biegowkach). Robilismy bardzo duzo przyjemnych rzeczy, ktorych tutaj opisywac nie bede. Dla przykladu ja dokonczylam gwiazdkowa ksiazke a Boski czytal/ogladal katalog aut Auto Moto Swiata. Takze ogranicz prosze swoja wyobraznie…:))
Pierwsza czesc Nowego Roku spalam do 11 (a Boski byl na biegowkach), potem marzlam (bo elektownia wylaczyla ogrzewanie, swinia) i robilam te nalesniki z fasola i cebula (ktore Boski zjadl az mu sie uszy trzesly i ja tez sie milo najadlam) a potem znowu spalam (bo mi Boski napalil w kominku wiec walnelam 40 min kota na kanapie) no i juz musialam na autobus…
A teraz sobie pisze, mam sie dobrze i w tym stanie zamierzm pozostac conajmniej kolejnych 354 dni…