FANABERIE

Poznalam Fanaberie. Przyniosla mi koronkowe gwiazdki. Swieca te delikatne gwiazdki w moim pustym mieszkaniu (bo z Boskim jakos nie umiemy kupowac przedmiotow ozdobnych i zwykle mamy wszedzie pusto) i zastanawiamy sie gdzie je powiesic. W tej naszej pustce to troche szkoda 🙂

Ale moze, moze na okno w sypialni mialy by zbawienny wplyw

Fanaberia jeszcze raz potwierdzila moje przekonanie, ze w Polsce pracuje sie intensywniej. Praga jest zdecydowanie miastem relaksacyjnym. Bardzo mi z tym dobrze, bo znajac siebie za innych okolicznosci przyrody zajechala bym sie na smierc.

Wyrazila rowniez przekonanie ( z ktorym nie do konca sie zgadzam, ale wcale mnie z tego powodu nie bawi mniej), ze Czesi lubia podrozowac i chetnie pojada na koniec swiata, pod warunkiem, ze beda mogli wziac ze soba puszki.Przyznaje, ze byly takie czasy kiedy na urlopie spalismy z Boskim w domku na ogrodku dzialkowym w Helu a tygodniowy wyjazd na slowacje wyszedl nas na 2300 CZK wlacznie z biletem za 800 :) Tyle, ze zamiast puszek mielismy zupki w proszku i ryz, bo Boski ma fiola na punkcie wagi plecaka. Wiec to wcale nie musza byc puszki.

O!Przed chwila sekretarka poslala mi update mojego dzisiejszego planu zajec. Ostatnie spotkanie od 17-18, o 19 wigilia zakladowa, ze tak powiem. Uczcijmy to minuta ciszy, bo wlasnie przegralam 3 w tym tygodniu szanse uciec do domu wczesniej. Ale co tam.

JAK DOSTALAM MEDAL

Od jakich 3 dni tworze tabelke. Konkretniej 2 tabelki: 1. dla komunikatora 2. na kilku sporych stron. Ta dla stron poslalam chlopcom w czwartek coby obadali i wyrazili zdanie. Tabelka to plan naszej pracy na rok 2009. W piatek byli oburzeni, ze co ja niby mam do gadania (ciagle nieoficjalna jestem) …potem zaczeli czytac. 

Przylezli dzisiaj (pisze wczoraj o 20:56) o 19 i stwierdzili, ze musza z zaskoczeniem powiedziec, ze bardzo dobrze te tabelke wymyslilam. W zasadzie tak by to moglo wygladac, tylko jakos wczesniej o tym nie pomysleli. Czuje, ze zaczynamy dobrosasiedzkie kontakty:)

———-

wczesniej rano expresywnie wyrazilam szefowi swoje watpliwosci co on przyjal z pewnym zdziwieniem i powiedzial, ze wszystko skonczy sie tak jak sie umowilismy, tylko, ze sie jeszcze nie skonczylo. W nagrode wzielam go na obiad (sam sobie placil:). byl grzeczny a ja czekam na koniec.

A jutro przyjde na 9, bo jest 21:01 i grzeczne dzieci juz spia a ja w pracy. Ale spokojnie. Jutro odejde normalnie, bo mam spotkac Fanaberie w kapciach co mieszka w moim bloku 🙂

FALOWANIE I SPADANIE

wczoraj z mojej nowej firmy wyrzucili (ponoc – bo tu nie dziala oficialna komunikacja) ok 20% pracownikow. Biorac pod uwage, ze jest nas spore kilka-set, byla to bardzo duza liczba. Zeby nie szukac daleko wyrzucili 4 osoby, ktore siedza najblizej mnie. Zmienila sie rowniez struktura organizacyjna, chyba troche inaczej niz sie towarzystwo spodziewalo, bo w efekcie spod jurysdykcji mojego szefa wzieli spora czesc ludzi. Wyglada na to, ze o sporo rzeczy bede mogla prosic a nie wymagac.

Najbardziej martwi mnie strata pana, ktory siedzi vis-a-vis, bo jezeli on serio odejdzie, to odejde i ja. To czym sie zajmuje on, to 1/3, no moze 1/2 moich obowiazkow… a on pracuje 12h dziennie + niedziela. Jesli odejdzie, jego praca spadnie na mnie… Nie twierdze, ze nie jest ciekawa…ale nie mam ochoty oszalec dla zasady. Gosc nie potrafi ustalac prioryt to prawda, ale to jest praca on-line nie da sie od niej uciec a na to nie mam ochoty. 

Nie wiem kiedy nastapila ta zmiana, pamietam, ze u mojego pierwszego pracodawcy bardzo dlugo praca byla dla mnie zyciem. A taki "wypadek" bylby dla mnie wyzwaniem a nie powodem, zeby powaznie zastanawiac sie nad podaniem wypowiedzi. 

Jestem juz chyba stara, albo leniwa, cos sie stalo, sama nie wiem co. Chce miec w koncu prace, ktora jest praca a nie religia. Nie wiem jak do tego podejsc, jakten dylemat rozwiazac. Wiem co sie dzieje na rynku, wiem ile ludzi codziennie traci prace, znam swoje wlasne ograniczenia a ciagle nie jestem sklonna isc na kompromis. 

Zmiana struktury i odejsciem niektorych ludzi moja praca przesunie sie bardzo niebezpiecznie z funkcji manazera na funkcje specjalisty. I to by mi nie porzeszkadalo, bo placa mi bardzo dobrze (przynajmniej w moim mniemaniu)… tyle, ze to nie jest ta specjalizacja o ktora mi chodzi. I nie dlatego ta firma wydala mi sie interesujaca. Bo ja sie nie chce zajmowac wymyslaniem stron internetowych ani webowych komunikatorow. Powiem szczerze znam sporo ludzi, ktorzy znaja sie na tym lepiej niz ja. Ja lubie z ludzmi pracowac, szkolic ich przekonywac, ze pracca ma sens, odkrywac mozliwosci o ktorych nie wiedzieli i to mialam robic tutaj a teraz nagle okazalo sie, ze karty zostaly rozdane troche inaczej. Byc moze tylko formalnie. Ale ja lubie miec rzeczy jasne – czarne na bialym. 

Siedze sama w pracy – w naszym wielkim open space. Pan Boski jest na nartach i napisal mi, ze bardzo mu przykro, ze takie rzeczy sie dzieja, ze musze wytrzymac i bla bla bla. I ze porozmawiamy za tydzien w czasie weekendu.  Czasem mnie smieszy jak bardzo mnie ten czlowiek nie zna. Nie mam pojecia jak na cala sprawe bede sie patrzyla za tydzien, moze czesc z tych rzeczy okaze sie byc wielkim nieporozumieniem, ale dzis wlasnie dzis jest mi zle. Dzisiaj potrzebuje popatrzec sie na te sprawe pod 87 katami, dzisiaj chce to roztrzasac, nie za tydzien. Nie wiem co bedzie za tydzien, bo znam siebie,bo moze w czwartek spakuje walizke, przyniose wypowiedzenie napisane na papierze kredowym i stane przed drzwiami Boskiego w Bratyslawie. Moze we wtorek, nie wiem. A moze nie stanie sie nic. Musze to sobie jakos poskladac w glowie a dzisiaj sie mi to za bardzo nie udaje. 

WYBITE BATERIE

wczoraj od 14 w naszej internetowej firmie nie dzialal internet. Do 17 gadalam z chlopcami a potem poszlam sie pasc. W domu udalo mi sie umyc lazienke (juz byly pewne obawy, ze wyrosnie w niej las a bakterie zorganizuja olimpiade), najesc sie i o 21:30… polozylam sie na godzinka spac. Godzine potem mialy byc Zoufale manzelky. No tak… o 2 wylaczylam swiatlo w duzym pokoju a o 7:30 wyszlam z lozka. Troche zmeczona bylam.

BOSKIE TURBULENCJE

Zaczyna sie. Boski wczoraj w polowie rozmowy stwierdzil, ze go wkurwiam. Niestety znam przyczyne. Paplalam o pracy a dopiero potem zapytalam sie jak bylo na Ukrainie (w pracy).

Zycie w Blave bylo sielankowe, bo wiekszosc naszej konwersacji skupiala sie na Boskim. Roztrzasalismy wspolpracownikow i i konkretne sytuacje.Bo u mnie w zasadzie nie dzialo sie nic… moglam opowiedziec o pani z wasami ze sklepu, albo o kwiaciarce, ktora znowu nie dala mi znizki na fure kwiatow, ktora kupilam.  A teraz… nie piore, nie sprzatam a przede wszystkim nie poswiecam mu calej uwagi i zaczyna marudzic.

Ale ja mam taka straszna potrzebe mowic. Poznaje ludzi, mam tysiace uwag, ktorymi nie powinnam sie dzielic z ludzmi w pracy (niestety czasem to robie) a ktore musze MUSZE komus powiedziec, zebym nie buchla jak szybkowar… a Boski nigdy nie lubil tego sluchac. Mam taki proces formuowania pogladow, ze najpierw powiem to wszystko co akurat mysle a potem sama sie z soba zgadzam lub nie… albo zmieniam zdaniem pod wplywem osob 3 jesli maja dobre argumenty, albo pod wplywem poznania… ale teraz moje opinie sa tak swieze i nie wiem  z kim moge sobie pozwolic na marudzenie a przed kim musze trzymac fason. 

Dzisiaj bede rozmawiac z nim o nim. Jak zaczne od niego to bedzie mial cierpliwosc sluchac mojego gadania. Moze….

IT SEN

Wszyscy w moim snie mowili wylacznie o uploadach, apletach, CDN, EGO, modulach, platformach, php, ajaxach, .net-cie, C++, kodowaniu, linuxie, Pythonie i Microsoftu na oslode roznych rodzajach fulltextowych wyszukiwarek. Taki kodowany sen. Musze wychodzic wczesniej z pracy. Od jutra – dzisiaj bylam bardzo dlugo na obiedzie.

STAROSC NIE RADOSC

Cos mi sie stalo i nie moge juz jesc jak dawniej.  Jesli najem sie po 19 to od 4 do 5 rano trawie i nie moge spac. Przy moim zapotrzebowani oznacza to, ze moge sobie wybrac czy bede glodna czy tez niewyspana.  No to jem i spie troche mniej. Pierwszy objaw starosci.

 

W pracy poznaje team. Zmiana struktury organizacyjnej czeka nas dopiero za 2-3 tygodnie, wiec chlopcy nie wiedza jaka dokladnie bedzie moja funkcja. Przynajmniej sa otwarci. A ja szczerze odpowiadam, ze zatrudnili mnie, zebym im pomagala. Z rozmow wynika, ze chlopcy jeszcze nie slyszeli slowa “termin”. Dzisiaj wiodlam z jednym z nich filozoficzna dyskusje pt: “pracy programatora nie da sie zaplanowac. Wymyslac nowy software to nie to samo co projektowac lodowke”.  Zapytalam sie  kolegi co sie dzialo jak nie spelnili terminu a on odpowiedzial, ze datad nie dzialo sie nic. No, nie bedzie latwo. Oni czuja, ze zmienie ich zycie, ja staram sie chodzic na palcach i pytac sie a ewentualne odpowiedzi zostawiac  tylko dla siebie. Musze byc bardzo cierpliwa i pamietac, ze panowie to duma sama. Niczego i nikogo nie da sie zmienic ze dnia na dzien. Ani uspokoic mnie, ani rozruszac ich. Musimy sie spotkac gdzies w polowie drogi. Na szczescie jestem tak wypoczeta, ze nawet mnie to nie przeraza, tylko cieszy.  Zobaczymy.

WEEKEND Z HISTORIA

Ojciec Pana Boskiego (wyksztalcenie wyzsze) zupelnie powaznie zapytal sie kto postawil oboz koncentacyjny w Oswiecimiu, Polacy czy Niemcy? Przeciez jest w Polsce, nie?  Mama Pana Boskiego  (wyksztalcenie wyzsze) pytala sie o Getto Warszawskie, czy powstanie rozpoczeli Zydzi czy Polacy?

Obydwoje urodzili sie chwile po wojnie, wydawalo mi sie, ze powinni wiedziec. Nie wiedza.  Chyba godzine dyskutowalismy o historii.  Pierwszy raz slyszeli o prowokacji w Gliwicach, o tym, ze wiekszosc  straznikow w Oswiecimiu to byli Ukraincy i Slowacy a mysl, ze ci Zydzi co gineli w obozie, to byli przeciez Polacy, Czesi, Wegrzy itd uznali za niezwykle odkrywcza. Potem opowiadali o 68‘ i o pierwszej wojnie swiatowej, ktora dla czeskich rodzin byla duzo bardziej dotkliwa niz ta druga, o ktorej mowimy w Polsce. I tak minal sobotni wieczor.

W niedziele Pan Boski pojechal do Blavy. Zobaczymy sie za 2 tygodnie, bo w czasie weekendu bedzie szusowal na nartach z jakims bankiem. Dwa tygodnie na przyzwyczajenie sie do nowej – samodzielnej- sytuacji. Dobranoc (jest 22:25) na dzien dobry.

DOBRY POCZATEK

Na razie pelen zachwyt. W firmie pracuje 500 ludzi a szef wszystkich szefow mial czas i chec zeby przyjsc i osobiscie mnie przywitac. W ciagu pierwszej godziny mialam podpisane umowy, komputer z internetem, dostepem do wszystkiego co sie rusza, dogadalam sie o przepisaniu na firme mojego numeru telefonu a w reku witaminy na zdowy poczatek. Pol dnia towarzyszyla mi asystentka, ktora odpowiadala na wszystkie pytania i prostowala skompikowane drogi. Siedze w duzym biurze, razem z na oko 30 innymi osobami. Czas pracy jest absolutnie nienormowany:  na przyklad informatycy przychodza na 5 rano albo na 14 jak maja ochote, pod warunkiem, ze ich praca bedzie gotowa. Dzisiaj bylam na obiedzie z szefem. Jest to tak mily czlowiek, ze zaczynam miec obawy, ze ludzie mu troche wchodza na glowe. Wyglada na to, ze mam byc za psa, ktory bedzie im przypominal, ze poza dobrze musi byc tez terminowo. Prawde mowiac bardzo bym chciala zrozumiec co sie ode mnie oczekuje i robic to dobrze, bo wyglada na to, ze w takiej firmie chcialabym pracowac dluzej. WRESZCIE.

T-1

Jutro o 10. Bardzo sie ciesze ale jednoczesnie jestem pelna niepokoju. Pierwsz raz jeszcze przed wejsciem do firmy wiem o ktorej mam przyjsc, kto sie mna bedzie zajmowal i jaki mam plan pierwszego dnia. Mam tez liste dokumentow, ktore musze ze soba przyniesc. To wzbudza zaufanie. Moi dotychczasowi pracodawcy nie mieli systemu przyjmowania ludzi. Biore to jako dobra wrozbe.

Wczoraj wieczorem wskoczylo mi do glowy pytanie: dlaczego wybrali akurat mnie? Zastanawialam sie nad roznymi ludzi z mojej okolicy i okazywalo sie, ze kazda z tych osob ma jakies zdolnosci albo umiejetnosci, ktorych ja nie mam."To" ich potrafie nazwac, tego mojego nie. Wiem, ze tam gdzies jest, takie bezimienne. Czuje sie jak przed klasowka z chemii… niby wiem, ze to potrefie, ale obawy pozostaja. Trzymajcie prosze kciuki, zeby mnie nie wyrzucili w okresie probnym. Ale ja glupek lesny jestem, co? :)) Ciesze sie, ze mi zalezy na tej pracy.

Z innej beczki… bylam wczoraj u Bedrunki i opowiadam jej o wczorajszej wizycie w Palladium (ogromne centrum handlowe). Bylam w Sephorze i pani mi tlumaczyla jakie tusze do rzes sa najlepsze, a potem probowala mi wcisnac nalepiane rzesy. Wczesniej, obok innego sklepu, chwycila mnie jakas pani i intensywnie przekonywala, ze powinnam costam zrobic z paznokciami. I mowie Bedrunce taka zachwycona, ze chyba cos sie stalo, ze jestem grupa docelowa produktow dla kobiet (zawsze bylam niewidzialna). Moze sie jakos ubralam lepiej, albo cos? a Bedrunka: – hmm… nie chcialabym cie rozczarowac, ale chyba nie chodzi o ciebie, tylko o kryzys…… No masz ci los:)