KROKODYLEK LACOSTE

Przyszly szef odezwie sie do poniedzialkowego wieczoru z informacja kiedy zaczynam prace. W kazdym razie w przyszlym tygodniu. Okolo 20;04, jakos tak, postanowilam umrzec ze strachu. Niby serio, po wszystkich tych miesiacach, mam isc do pracy? Taka sama ja? Mala, biedniutka, drobniutka dziewczynka? Natychmiast zmniejszylam sie do rozmiarow chomika a moze nawet mrowki.

Na seminarium spotkalam kolege, ktory pracuje w podobnej dziedzinie, na podobnym projektem, opowiadal o swojej kolezance, ktora zajmuje analogiczne miejsce i ciagle powtarzal: wiesz no, Lenka, ta manazerka.

Mam jakies 4-5 dni, zeby wytlumaczyc sobie, ze ja teraz znowu jestem ta manazerka, ta co zna odpowiedzi i podejmuje decyzje. Same chlopy, ktora sa tam juz wieki i znaja swoja prace i ja mam im mowic co i jak maja robic, HA!. Moje stanowisko zawsze mi sie wydaje nizsza niz kazdego dookola, za to duzo bardziej odpowiedzialne. Zwykle moje sa wszystkie winy swiata i tak polowa pracy. Ciesze sie, ze w koncu bede pracowac w duzej firmie wiec moze zdolam sobie wytlumaczyc, ze NIE jestem odpowiedzialna za wszystko. A jednak, ja manazerka. Ale to dziwnie brzmi.

Mam plan: bede spokojna, nie bede chciala zrozumiec wszystkiego drugiego dnia, po 3 dniach nie bede sie czula winna, ze cos nie dziala i bede sie starac.

Przypomnialam sobie cztery umowy don Miguela Ruiza, ktore przyslala mi Bedrunka i mam zamiar sprobowac sie nimi kierowac. Zycie byloby duzo latwiejsze, gdybym nauczyla sie to robic.

Szanuj swoje słowo
Nie bierz niczego do siebie
Nie zakładaj niczego z góry
Rób wszystko najlepiej, jak potrafisz
… i bądź SZCZĘŚLIWY NAPRAWDĘ!

SZANUJ SWOJE SŁOWO
Bądź uczciwy w tym, co mówisz. Mów tylko to, co naprawdę myślisz. Unikaj słów, które by ci szkodziły, i nie obmawiaj innych. Używaj siły swego słowa tylko dla dobra prawdy i miłości.

NIE BIERZ NICZEGO DO SIEBIE
Cokolwiek inni robią, nie robią tego z twego powodu. To, co mówią i robią, jest wyłącznie projekcją ich własnej rzeczywistości, ich własnych snów. Kiedy uniezależnisz się od opinii i poczynań innych ludzi, przestaniesz niepotrzebnie cierpieć.

NIE ZAKŁADAJ NICZEGO Z GÓRY
Znajdź w sobie odwagę zadawania pytań i otwartego wyrażania swoich rzeczywistych pragnień. Wyrażaj własne myśli tak jasno, jak tylko to jest możliwe, a unikniesz nieporozumień, smutków i dramatów.
Już ta jedna umowa całkowicie odmieni twoje życie.

RÓB WSZYSTKO NAJLEPIEJ JAK POTRAFISZ
Czynienie wszystkiego jak najlepiej jest uzależnione od twoich możliwości w danej sytuacji; nie jest czymś stałym, zmienia się z dnia na dzień; co innego oznacza, gdy jesteś chory i co innego, gdy jesteś zdrowy. Jednak w każdych okolicznościach po prostu staraj się na tyle, na ile cię stać, a unikniesz wyrzutów sumienia, poczucia winy i żalu.

ROZBIC DESKE REKA – MOZLIWE!

Na dzisiejszym, drugim, z serii spotkan z Peterem Berem rozbilam deske reka. Zrobilam to tak szybko, ze nie udalo sie zrobic zdjecia z przygotowaniami, dlatego zamieszczam zdjecie Jakuba Bera, ktory (mimo iz ma zaledwie 10 lat) rowniez rozbil deske…

Agradabla w akcji:

jak gruba byla deska?

 

BOLI MNIE GLOWA

rzecz niezwykla, zwykle jestem zdrowa jak ryba. Zjem aspiryne. Pan Boski pojechal w Tatry na sluzbowa balange a ja wybieram sie na seminarium. Najbardziej martwi mnie, ze bede sie musiala ubrac. Nie zeby byl wymagany stroj wieczorowy, ale nago tez niewygodnie i zima by troche byla, wiec musze cos wybrac.

Blox dzisiaj caly dzien szalal, wiec nie ma odwagi pisac czegos wiecej. Ciekawostka dropsa na zakonczenie: http://mamtalent.plejada.pl/2053,wideo,1,,1,_mellkart_ball,uczestnicy_detal.html

W GOSCIACH, ZE TAK POWIEM

Pisalam, ze w Blave mam jedna kolezanke, lgalam jak pies. Mam dwie. Lole – juz wszyscy poznali, teraz czas na powiedzmy Magde.

Razem z Magda pracowalysmy w tej samej firmie i robilysmy wlasciwie te sama prace, ona na Slowacji a ja w Czesi. Rok temu Magda odeszla na urlop macierzynski, w grudniu urodzil sie Tomus i tak juz zostala. Magda w przeciwienstwie do Loli jest niezwykle skromna. Ma tysiac powodow i wytlumaczen dlaczego od zycia nalezy jej sie mniej niz reszcze populacji. Po moim przyjezdzie do Blavy nigdy sie do niej nie odzywalam, bo znalysmy sie w zasadzie przelotnie a ja hodowalam w sobie przekonanie, ze jesli sie odezwe, to bede sie narzucac.

Kilka tygodni temu odezwala sie ona, ze chcialaby cos przywiezc z Pragi. Z przywozenia nic nie wyszlo, ale my zaczelysmy namietnie korepondowac i okazalo sie, ze ta korespondencja, jest dla nas, a przede wszystkim dla niej bardzo wazna.

Magda mieszka z rodzina (mezem i Tomkiem) w miasteczku niedaleko Bratyslawy. Cala jej rodzina jest na drugim koncu Republiki a rodzina meza tez nie najblizej. O syna w zasadzie stara sie sama. Oczywiscie nie byl by to jakis wyczyn gdyby nie to, ze mlody wlasciwie od poczatku ma jakas tajemnicza alergie nasilajaca sie mniej lub bardziej w wyniku ktorej zajmuje sie glownie plakaniem (a raczej darciem) albo apatycznym lezeniem a okresami jadlowstretem. Teraz juz jest lepiej i zaczal jesc i spac w miare normanie, ale Magda (dziewczyna mojego wzrostu czyli ok. 170) wazy 47 kg i jest BARDZO ZMECZONA.

Szkoda, ze nie wiedzialam o tym wszystkim wczesniej, to staralabym sie pomoc. Ale i tak pomoc zaoferowalam. dojazd nie jest prosty wiec przed swoja praca przyjechal po mnie jej maz….

musze przyznac, ze jest to pierwszy przypadek w moim zyciu, kiedy w gosci wybieralam sie o 6:25 rano. Ona i mlody nie spali juz od 5, takze oczekiwali ze zniecierpliwieniem. Z powodow obiektywnych nie jestem specjalista w kwestii wychowywania dzieci, ale umiem inne rzeczy. Takze bylam dzisiaj w gosci w charakterze pani jej domu. Ugotowalam obiad dla doroslych i dla Tomka, posprzatalam zabawki i porwalam mlodego na 2 godziny a ona mogla zjesc sniadanie, poczytac gazete i umyc naczynia. Co uwazala za niewyobrazalny luxus. Widac, ze po dlugiej chorobie mlody wytrenowal mame, ktora reaguje na kazde jego jekniecie. Ja nie reaguje, wiec sie nie darl i razem tarzalismy sie po podlodze. Ku jej zdziwieniu, bo ponoc jeszcze nikt nie uspokojil jej dziecka ryczacego krokodylimi lzami. Ha! ona nie widziala jak duze lzy miewala Matylda jak byla mala.

Tak wlasciwie to chcialam napisac o 2 rzeczach:

1. Siostra nigdy  nie wymagala ode mnie ani chyba od nikogo pomocy w opiecie nad dziecmi. Pamietam bardzo bardzo malo wypadkow, kiedy z mlodymi (przynajmniej jak byli mali) zostalam sama. Musze napisac, ze jestem za te pare razy Siostrze wdzieczna, bo teraz potrafie nosic dzidziusie roznej wielkosci i jakos tak zwykle sie dogadamy. Umowmy sie, nie chcialabym byc niania, ale dzieci nie uciekaja przede mna z krzykiem.

2. Magda zarabiala duzo wiecej niz maz, wiec teraz po zaplaceniu hipoteki zostaje im bardzo malo pieniedzy. Maz swojej pracy nienawidzi i chce zeby sie wymienili na urlopie macierzynskim, bo malym zajmuje sie chetnie. Ona jest szalenie zmeczona opieka nad dzidziusiem (bylo trzeba go nosic), ktory juz nieomal wyzdrowial ale… najlepsze kolezanki Magdy postanowily zorganizowac polowanie na czarownice. Jak wspomniala, ze mysli o tym, zeby wrocic do pracy choc na kawalek etatu i zeby dzieckiem zajmowal sie maz albo opiekunka… jedna napisala, ze jest wyrodna matka (poziom patologii opisala ponoc ze szczegolami) a druga, ze nawet nie bedzie komentowac takiego pomyslu, bo powinna sobie uswiadomic, ze straci najlepszy czas z zycia dziecka.

Jestem przekonana, ze kolezanki mialy dobre umysly, ale i tak mysle, ze powaznie przeginaja. Jest oczywiste, ze Magda nie pojdzie do pracy do czasu kiedy mlody nie wyzdrowieje, ale potem czemu nie? Nie rozumiem jak mozna kogos osadzac za taki czy inny wybor. jesli same chca siedziec w domu z dziecmi do matury, prosze bardzo… ale w wyzej opisanej sytuacji kiedy maz chce ja zastapic, ona zarobi wiecej i (choc to smiesznie brzmi) troche odpocznie, to powinny wspierac ja w jej wyborze. Tak wiec pomiedzy gotowaniem a noszeniem bajtla przekonywalam ja, ze dzieci zwykle nie umieraja od kontaktu z dobra, starannie wybrana niania a niektore nawet sa padrecznikowymi przykladami szczescia, viz: Matyldna i Niedzwiadek.

Krotko mowiac: jestem przeciwko gwalceniu ludzi. kazda para i czlowiek jest inny i w tak okropnie skomplikowanych sytuacjach przyjaciele powinni stac po stronie dotycznego a nie przekonywac do jedynej slusznej wiary. Houk!

JA – BLOGGER

Odpowiadajac na pytania Polaquity…

1. Czy to moj pierwszy blog?

Pierwszy. W dniu swoich 12 urodzin zaczelam pisac pamietnik i dosyc intensywnie pisalam go do matury (nawet pytania maturalne mam) a blog to w pewnym sensie kontynuacja tego pamietnika. Forma sie zmienila, ja sie zmienilam, tylko literki pozostaly. Niedlugo po tym blogu zalozylam polkiwpradze.blox.pl

2. jak długo go prowadzisz?

od 9 pazdziernika 2005, poza drobnym wypadkiem, wlasciwie bez przerwy.

3. dlaczego zaczęłaś/-łeś?

Do pisania bloga zachecila mnie moja Frenemy – Daria. Jesen roku 2005 spedzalam w Hiszpanii, w Salamance na kursie jezykowym. Mieszkalam razem z infantylnymi potworami z Niemiec, Holandii, USA i innych. Niewatpliwie nie bylam w tym czasie w najlepszej kondycji psychicznej, mieszkanie w tym przemilym towarzystwie z pewnoscia nie poprawialo mi humoru. Internet byl tylko na jednym miejscu w mieszkaniu – na kanapie w duzym pokoju. Spedzalam tam dlugie godziny. Dziewczeta gromadnie przechodzily najgorszy, samodzielny etap okresu dojrzewania. Piwo lalo sie strumieniami, papierosy byly wszedzie, dziw, ze po kucni nie chodzily karaluchy wielkosci nosorozcow. Na dworze szaro-buro i deszcz, wiec nie mialam szansy uciec. To byl czysciec. Dzieki blogowi udalo mi sie nie zwariowac. Kazdy wpis celebrowalam godzinami i bardzo, ale to bardzo staralam sie widzec pozytywne strony aktualnego stanu swiata.

4. co ci blog daje i czym dla ciebie jest?

Blog to moja tablica ogloszen. Taki wieczorny przeglad mysli w srodku dnia. Czasem opisuje jakas codzienna tragedie i jak koncze to sama sie z siebie smieje, ze to przeciez drobnostka, bez znaczenia wiec o co kruszyc kopie. Z pewnoscia blog jest dla mnie forma autoterapii. Sama sobie tlumacze, ze jest dobrze. Bywa, ze jak jest mi bardzo zle niektore wpisy przed opublikowaniem przepisuje X razy, starajac sie ujac pozytywna strone problemu. Nie chodzi o przekonanie czytelnika, ze jest dobrze, ale samej siebie, ze nie jest zle. Problemy to zwykle dobrze przebrane mozliwosci. Blog jest dla mnie rowniez forma rozmowy z ludzmi, ktorych lubie. Staram sie pisac prawde, wiec blog moge uznac za przydlugi list. Sa rzeczy o ktorych nie pisze, bo nie chce mi sie kreowac rzeczywistosci jezeli nie moge napisac prawdy.

Blog to rowniez potwierdzenie, ze jesli cos mnie interesuje, to potrafie byc systematyczna. Z ciekawostek Pan Boski jest dumny, ze tak dlugo pisze blog i ze jednak ktos mnie czyta… i cieszy sie jak glupek z kazdego komentarza. Nawet jezeli w jakims wpisie nabijam sie z niego. Jak wie, ze przeskrobal i ze o tym pisalam, 10 razy kaze mi sprawdzac czy byly jakies komentarze i potem sie – ustnie- komentatorom tlumaczy .

Blog pozwala mi usystematyzowac mysli.

Nigdy nie mial byc dzielem sztuki. Juz dawno wpadlam na to, ze nie potrafie napisac wielkiej literatury, ale jak trzeba umiem ponabijac sie z rzeczywistosci.

Last but not least: pisze blog po polsku. W domu mowie po czesku, w okolicy slucham slowackiego, w pracy zwykle czeski albo angielski. Blog to sposob jak nie zapominac slow.

Moje ulubione blog:

http://bedrunka.blox.pl –> tam sie nie dostaniecie, to bardzo prywatny blog. Tak jak ja potrzebuje czytelnikow i ciesze sie z kazdego komentarza, Bedrunka sama wybiera swoje audytorium. Jeden z nielicznych blogow, ktore przeczytalam CALE. Znamy sie rowniez w realu (juz)

http://epeprice.blox.pl/html –> dla mnie Zaba. teraz juz pisze malo. "poznalam" ja jak miala tak z 16 lat a w glowie wiele smutnych mysli. Przyznaje, ze troche sie o nia balam. Przezylysmy razem kilka lat, pare zmian adresu a teraz Zaba jest juz studentka – gratulacje!

http://hanula1950.blox.pl/html –> Hanula. Jedyny "prominentny" blog ktory regularnie odwiedzam. Z Hanulka dzieli nas wszystko; zainteresowania, sposob zycia, wiek i ulubione formy przedstawiania tresci. No i co? No nic. I tak czytam jej blog codziennie, bo jest to niezwykle zyczliwa osoba i kazdego dnia czeka na mnie wysmakowana porcja dobrego humoru. Hanula to dobry czlowiek. Malo?

http://lapolaquita.blox.pl/html –> w przeciwienstwie do mnie ma talent literacki. Kiedys napisze bardzo popularna ksiazke, bedzie bogata a ja bede wszystkim mowic, ze ja znam. Taki mam plan.

http://oholismic.blox.pl –> od Oho dowiedzialam sie, ze lesbijka to nie ufoludek i nie trzeba uciekac z krzykiem. Ciekawa, kontrowersyjna dziewczyna i jakos tak z 2,5 roku temu ustalilysmy, ze sie blogowo adoptujemy. Duzo sie od niej nauczylam.

http://zamiastlistow.blox.pl –> kolejna dama zyjaca w ukryciu. Jezyk ciety jak brzytwa, fantastyczne poczucie humoru i absurdu. Bardzo chcialabym ja poznac osobiscie. Oho twierdzi, ze bardzo warto.

http://kryzyswiekuredniego.blox.pl –> umysl i jezyk wygimnastykowane. Uwielniam inteligentnych ludzi. Oto jeden z nich.

Nie pisze o tych co nie pisza: Carljin i Oli. Jedno jest pewne, tak jak w wypadku literatury na blogach szukam zycia nie sztuki.

I tak bym musiala jeszcze pisac i pisac… Co ciekawe jest bardzo niewiele nie-bloxowych blogow na ktore zagladam.  Na widok onetowych blogow zwykle dostake wysypki, a na blogspot zagladam tylko dla http://karuzelazmadonnami.blogspot.com/ –> ale cos mi mowi, ze ona przeszla z bloxu.

Ale mi sie dlugo napisalo.

ADIOS AMIGOS – ZNALAZLAM PRACE

No i stalo sie. Za pare dni opuszczam Bratyslawe. Nie na zawsze, bede tutaj wpadac co chwile ze wzgledu na Pana Boskiego. Jednak wiekszosc czasu bede spedzala w Pradze.

Tak wlasnie, dostalam prace. Juz dzisiaj moge powiedziec, ze pierwsze miesiace to bedzie szalona jazda bez trzymanki. Wczoraj oficialnie skonczylam etap zamartwiania sie czy znajde prace a zaczelam zamartwiania sie czy mnie nie wyrzuca po pierwszym tygodniu. Ale jak mowi kolezanka: nie ma Einsteinow, jesli nie ja to kto?

Co to za praca? wlasciwie to sama jeszcze dokladnie nie wiem co sie bedzie dzialo. Pierwsza mysl, ktora wpada mi do glowy to fakt, ze moge marzyc o czym chce i tak skoncze w IT. Kryzys idzie, nie ma co krecic nosem. Powinno byc fajnie. W teamie bede miala 14 chlopa… tez piknie.

Jak wiesz bardzo sie staralam znalezc prace w Blavie, ale miasto jakos mnie nie chcialo. No to pojechalam do wiekszego no. I udalo sie. Boski tez nie chce tu zostac do smierci, sam woli Prage, wiec jakos przezyjemy. Bardzo ale to bardzo fajnie bylo byc kotem kanapowym Boskiego na tych pare miesiecy. Na poczatku katastrofa a potem sie bardzo przyjemnie przyzwyczailam.

Obiecalam, ze ku pokrzepieniu serc potrzebujacych przygotuje krotka historie moich niepowodzen, do jednych sie przyznalam do innych mniej, zeby nie straszyc…

DUZA AGENCJA REKLAMOWA (na mojej ulicy) – moja pierwsza rozmowa: 1. bylam ubrana jak zakonnica a  tu super coolova agencja 2. nie pialam zachwytow nad agencja, choc znam wszystkie ich osiagniecia, bo… a nie wiem dlaczego uznalam, ze slodzenie to nie jest wlasciwy sposob na zyskanie pracy. 3. oni uwazali, ze da sie zarzadzac 20 osobowym teamem bezposrednio, ja uwazam, ze bezposrednio to tak 4-6 osobami, bo na wiecej nie ma czasu. Po miesiacu na moja wyrazna prozbe odpowiedzieli, ze mam sie pasc…

DUZA FIRMA TELEKOMUNIKACYJNA (HR) – przeszlam przez rozmowe w agencji, przeszlam przez rozmowe z potencialna szfowa, a potem bylo assessment center. Przyklad zadania: Twoja podwladna nie potrafi sobie poradzic z problemem X, masz ja motywowac tak aby sama znalazla rozwiazanie, ale nie mozesz jej podac konkretnego rozwiazania. Super. A potem ta niby "podwladna" na cokolwiek co mowilam odpowiadala " ale ja nie wiem, ale ja tego nie potrafie zrobic, ale gdybym wiedziala, to bym to zrobila sama, ale powiedz mi co mam zrobic". Efekt: nie wzieli ani mnie, ani mojej kontrkandydatki. Rozmowa byla w sierpniu a oni ciagle szukaja, najwyrazniej nikt nie jest dostatecznie dobry. W kazdym razie jestem wdzieczna za ciekawy feedback. Wlasciwie jest to jedyna firma co do ktorej zaluje, ze mnie nie wzieli.

BANK V BLAVE (projekty)- to bylo zaraz po tym jak Boski dowiedzial sie w jak zlej kondycji jest jego firma. Powiedzial, ze absolutnie nie moge pracowac w Blave, bo on daje wypowiedz. Wypowiedzi nie dal, sytuacja sie troche ustabilizowala, za to ja wypadlam na rozmowie BARDZO ZLE. To bylo moje apogeum mowienia zlych rzeczy o sobie przyklad: powiedzialam, ze " z moim ukrainskim akcentem nie powinnam miec kontaktu z klientami" . Po rozmowie poszlam sie utopic w maslance, ale juz nie zadzwonili. Prawde mowiac wcale sie nie dziwie.

FIRMA PRODUKCYJNO HANDLOWA (HR) – to byl przelom, to ta rozmowa po angielsku o ktorej pisalam. Od polowy rozmowy pan mi wypominal, ze nie pracowalam w HR w korporacji, wiec bylo wiadomo, ze po filipkach, ale zdolalam nie powiedziec o sobie nic zlego. I zaczelo sie dziac troche lepiej.

POLSKI BANK W PRADZE (specjalista)- to byla k-va masakra. Najpierw agencja, potem rozmowa z personalna i z potencialnym wspolpracownikiem, potem z z-ca dyrektora polakiem, potem z dyrektorem. 3 razy nieomal dokladnie te same pytania. I maglowanie: silne strony, slabe strony. jesli zarzadzalam ludzmi, to  dlaczego chce isc na pozycje specialisty? co planuje robic za 1,3,5, 20 lat (to nie zart, na to wszystko sie pytali) itd… za kazdym razem 1- 1,5h. A wszyscy jakby sie najarali: pelen zachwyt, zero niedogodnosci w pracy, absolutna extaza. Cytuje dyrektora" w naszej firmie ludzie pracuja na duzo gorszych warunkach niz mogliby dostac w innych a pchaja sie drzwiami i oknami". Wszystko bylo ok az do ostatniego spotkania z dyrektorem: od razu mi powiedzial, ze jestem zbyt konserwatywnie ubrana i czy aby sie przystosuje (bylam w CZERWONEJ bluzce, bo juz mi innych ciuchow nie starczylo, a gosc mi mowi konserwatywnie). Na tej rozmowie powiedzialam pare rzeczy, ktorych bym nie powiedziala gdyby mnie czlowiek sila nie zmuszal. Zabawne jest to, ze na te pozycje sie nadawalam. Znam potrzebne jezyki (a polski potrzebuja jak sol), znam sie na produkcie o ktory chodzilo, robilam podobne rzeczy. A do tego chcialam stosunkowo mala kase. Werdykt brzmial: nie nadaje sie do teamu. No chyba nie, ja bym sie od tej slodkosci pozygala zaraz na wstepie. Zupelnie szczerze oni stracili szanse miec mnie a nie odwrotnie.  To jest ta firma w ktorej przed ostatnia rozmowa przeplakalam pol nocy ze strachu, ze mnie wezma. Nie wzieli. Niesmak pozostal.

BANK W PRADZE – czekam na rezultaty pierwszej rozmowy

TA FIRMA W KTOREJ BEDE PRACOWAC – poslalam CV do agencji, w ciagu tygodnia mialam rozmowe, za tydzien nastepna juz w firmie dzien pozniej poznalam ludzi z ktorymi bede pracowac. Nagle wszystko bylo proste. Czlowieka ta to miejsce szukali ponoc rok. Zobaczyli, padlismy i od wtorku zaczynamy walczyc.

Podsumowanie: najpierwsze CV poslalam 30.7 w odpowiedzi na ogloszenie, na profesia.sk, takze ponad 3 miesiace poszukiwan. Kazda agencja poslala mnie tylko na 1 rozmowe. Nie wiem dlaczego wybrali mnie akurat do tej firmy ale zamiast pytac dlaczego, bede sie stara potwierdzic, ze byl to dobry wybor.

Bardzo dziekuje Siostruni, Dziewczynom i Wam wszystkim za cirpliwosc i niezlomna wiare, ze sie uda. Udalo sie. Ale to dopiero poczatek:) O nowych strachach bede informowac na biezaco, dzisiaj pozwole sobie na optymizm.

Wszystkim zalamanym poszukujacym przesylam fure usciskow i niezwykle wazna informacje: to, ze cie akurat tutaj nie chca, nie oznacza, ze jestes idiota.

ZADZWON DO MNIE, KOTKU

Pan Boski utopil swoj telefon. Nie wnikajmy w szczegoly w czym dokladnie, wazne, ze telefon lezal w wodzie 3 dni i poniekad nie dziala. Simka jest w porzadku. Rano wzial moj slowacki aparat, zeby miec chociaz jakis kontakt ze swiatem.

Przed godzina dostaje maila: jaki masz numer telefonu? odpisuje +420 606 10…. Boski pisze: nie czeski, slowacki, zebym mogl do Ciebie zadzwonic.

Biorac pod uwage, ze rano sam wydlubal slowacka karte z telefonu i polozyl na stole a telefon wzial do pracy, przypuszczam, ze teraz ma nadzieje, ze simka na stole zacznie dzwonic.

Albo ja mam jakas old-fashion sim-karte, ktora nie dzwoni, albo mi Boski troszke zgupl w czasie weekendu. Poza tym wszyscy zdrowi:)

KOBIETY – WOMEN – THE NUDA

Na kinomaniaku przeczytasz nastepujacy opis:

Wzięta(???)* projektantka mody , Mary Haines (Meg Ryan) i jej przyjaciółki to gotowe na wszystko (???), pewne siebie(???), przebojowe kobiety sukcesu(???), którym nieobcy jest seks w wielkim mieście (???). Stałe bywalczynie nowojorskich salonów(??), gdzie plotka rozchodzi się z prędkością światła i potrafi zburzyć ustalony porządek. Pewnego dnia dochodzi do Mary wieść o bezczelnej zdradzie jej męża ze "spryskiwaczką", czyli sprzedawczynią z perfumerii (Eva Mendes). W jednej chwili małżeństwo Mary i jej przyjaźnie stają pod znakiem zapytania. Jednak w sytuacji kryzysowej dziewczyny trzymają sztamę (??) i zwierają szyki do walki z każdym, kto zagraża ich szczęściu (???)…

hmmm… niestety jest to tylko zlepek czesto wyszukiwanych slow kluczowych "gotowe na wszystko", "seks w wielkim miescie" i te "bywalczynie salonow" to tez mocno przesadzona nazwa. Acha… i widzial ktos inna zdrade niz bezczelna?

Z mojego punktu widzenia film wygladal mniej wiecej tak:

Film spelnia najwyzsze standardy poprawnosci politycznej. Jest to histroria czterech kobiet: ultra-mega-do pozygania bogatej paniusi ze stadem sluzby, ktorej maz zdradzil ja z panienka z perfumerii, wysuszonej redaktorki, ktorej gra ma sie nijak do Meryl Strip w Diabel ubiera sie u prady (ktora jak sadze byla pierwowzorem), matki 4 + 1 w drodze dzieci, ktora powinna skupic sie na graniu w serialu Will&Grace – tam pasuje bardziej oraz bombonek – czarnej lizbijki. Acha jest jeszcze panienka z perfumerii – nie wyglada zle, ale zeby zaraz powalajacy symbol sexu?

Fabula: kinowa wersja "Sexu w wielkim miescie" podobala mi sie duzo mniej niz serial a "Kobiety" to nieudana przerobka "Sexu…" Zamiast uciekajacego z przed oltaza mamy – niewiernego meza, kolezanka tez "zdradza" okropnie, strasznie, ale tak na powaznie to wcale nie. Potem zdradzona wstaje jak fenix z popiolow, rodzi sie to dziecko z brzucha i relacja z mezczyzna NA NOWYCH zasadach. Nawet rodzenie dziecka to klisza przedpodopowyc 9 miesiecy ( z kim to bylo? z Julia Roberts?) A jaka funkcje spelniala ta afroamerykanka to juz nie wiem…

W kinie bylam razem  kolezanka, ktora wlasnie sie rozwodzi. Dla niej bylo niezrozumiale, ze zdradzona Matka tak skupila sie na sobie ze nie zauwazala problemow dziecka.

jeszcze przeczytalam: "KOBIETY" to inteligentna i błyskotliwa  (???)komedia o sile babskiej przyjaźni i istocie kobiecości w XXI wieku –> czy inteligentna i blyskotliwa to niech sobie kazdy sam zdecyduje … ale komedia? Moze z 3 razy banana zrobilam a jestem typem, ktory na komediach piszczy ze smiechu.

Chyba najciekawsze w calym filmie jest to, ze graja tam tylko kobiety. Serio, nie widzialam zadneg faceta. Reszta jest nieskomplikowana jak konstrukcja cepa. Da sie, tylko po co?

_________

* pozwolilam sobie dac ? wszedzie, gdzie opis mija sie z prawda….

O RODZICACH I DZIECIACH

Zmotywowana troche smutnym mailem od kolegi zaczelam sie zastanawiac, czy, a moze raczej dlaczego rodzice czesto kochaja jedno dziecko jakby bardziej?

U nas chyba tak nie bylo. Mama zawsze mowila, ze Siostra jest the besciak a ja jestem winna wielu problemow na niebie i ziemi (wlacznie z gradobiciem w Kuwejcie), ale jej mowila to samo o mnie. Kochala nas moze czasem dziwnie, ale niewatpliwie bardzo. I jesli kogos bardziej, to chyba mnie, bo nigdy nie mialam wrazenia, ze bardziej Siostre.

Ale juz u takich Boskich nie ma letko. Jak przyjdzie Siostra Boskiego ze Szwajcarii to Tata Boski nie pracuje a Mama Boska tez bierze urlop albo conajmniej ucieka wczesniej. Jada po nia na lotnisko do Pragi, gotuja obiady, program artystyczny.

A jak chce przyjechac Boski? Wczoraj powiedzieli, ze nie przyjada nas odwiedzic do Pragi, bo musza kisic kapuste… Do Pragi maja godzine. Boski pojedzie 3,5. Potem dali sie przekonac, ale w zasadzie musiala to byc bardzo nasza inicjatywa. I pojada zaraz rano, bo k-va, KAPUSTA czeka.

Zaraz beda glosy, ze Szwajcaria jest dalej. Wierz mi, Siostre stac na samolociki w dowolnych ilosciach, trzeba tylko chciec. Ale teraz przeprowadzaja sie do Wiednia, Boski w Blave wiec droga taka sama a i tak cos mi mowi, ze przed przyjazdem Siostry bede padac na pysk. Dlaczego tak jest? nie wiem. Boski ma z nimi swietne stosunki, bardzo ich lubi i kocha i ze mna tez juz nie maja problemu, i tak jest dla nich jakis troche "wszedniejszy". Nie rozumiem.

CIASTO Z POCIAGU

Siedze i marnuje czas na udawaniu, ze wcale a wcale nie musze zaczac sie pakowac choc o 15:55 znowu wyjde na dworzec. Do pociagu zapakuje sobie tyle pracy (szkola, ciekawe ustawy i inne) zebym caly czas udawala, ze jestem bardzo zadowolonym pasazerem i wcale sie nie nudze. Jakbym nic nie miala to umre z nudow, a tak bede bardzo zajeta. Mieszkam w tej Blave juz 8 miesiecy i chyba raz bylam tutaj 2 tygodnie w kawalku, ciagle jest jakis niezwykle istotny powod, ktory sklania mnie do podrozy. auuu

Zanim odejde upieke Panu Boskiemu ciasto wg przepisu Bedrunki. Mowila, ze zawsze sie udaje i ja jej bede wierzyc.