Fitz Roy – Argentyna

el Catedral – Argentyna
el Catedral – Argentyna
el Catedral – Argentyna
Torres del Paine – Chile
Cuernos (Torres del Paine) Chile


Witam na 2 stronie nowego rozdzialu mojego zycia.
Przede wszystkim w poniedzialek jade zobaczyc bratyslawskie mieszkanie. Wiem tylko, ze ma 120m2 – ale to poddasze, wiec duzo skosow i mam wrazenie, ze w metraz wliczona jest prywatna klatka schodowa do drugiego pietra. Na zdjeciach jest ladne. Przeraza mnie, ze beda tam tylko okna dachowe, ale Pan Boski twierdzi, ze jest duzo swiatla i okna sa nisko wiec mozna wygladac. Ale co tam chlop moze wiedziec o takich rzeczach :))
Musze wybrac laptop, bo moj stary ACER juz jakis czas najlepsze lata ma za soba a reanimacja byla by kosztowniejsza niz kupno nowego.
Ustalamy zasady mojego zycia w Blave. Jak pisalam Pan Boski nie jest zachwycony mysla, ze bede zajmowac sie domem i pisac doktorat… bo na doktoracie nie zarobie. Znalazlam swiatelko w tunelu!!! Jesli wybiore MBA w rozsadnej cenie to zgodzi sie, zebym nie pracowala i nie ma problemow z placeniem. Super. Ten chlopak mnie nie przestaje zaskakiwac. Ostatnio nawet pozytywnie. Na pewno znajde cos fajnego. W Bratyslawie mam kilkoro znajomych, pomoga. Bedzie dobrze.
Przylecielismy jak na skrzydlach:) Tym razem bez rewelacji, wszystko dzialalo. Napisze wiecej, plecak Pana Boskiego wyjechal w Pradze jako pierwszy, chyba w ramach rekompensaty:)
Wieczorem nie moglam usnac. Troche bo bylam glodna (w lodowce bylo pusto, ale na szczescie AW nakarmila mnie tortem i serami wiec nie bylo tak zle), troche bo bylo jakos tak cieplo, wygodnie i przyjemnie. A przede wszystkim dlatego, ze glowe mialam wielkosci mniejszego slonia. Za duzo mysli.
Jak sie tak idzie przez swiat czlowiek ma duzo czasu na myslenie. Jasne gadalam z Panem Boskim, ale jednak ciagle czasu pozostaje wiecej niz zwykle. Wiec idziesz Ty i Twoj oddech, i Twoje mysli.
Troche tak jak niby ma byc w ostatnim momencie przed tragiczna smiercia, tyle, ze tragiczna smierc nie nadchodzi a sekund na myslenie jest babbilion i ciut ciut. Krok, oddech, mysl. Krok oddech mysl…
Myslalam o ludziach, ktorych zawiodlam. Myslalam o tych, ktorych juz nie ma. Zastanawialam sie co dalej (maturzysto) i co blizej. A przede wszystkim byl czas, zeby zyc TERAZ, wlasnie wtedy jak idziesz i jestes tylko Ty i ten oddech.
Dobra droga.
XXX
Pisali o Panu Boskim w Financial Times. Odwalam dumnego pawia. Nic nowego, ze ma CFA, ale to serio jest mistrzostwo swiata.
XXX
Pan Boski byl w drodze zupelnie ok. Gorzej z powrotem. Ma psychiczny problem z tym, ze w Bratyslawie nie chce pracowac, ale pisac doktorat. Powinnam przynosic pieniadze do domu… jesli bedzie trwal w tym postanowieniu zostane w Pradze. Po kiego mam sobie utrudniac zycie i przeprowadzac do kolejnego panstwa, ktorego jezyka jednak nie znam?
XXX
nie mam w domu internetu, ale bede szukac drogi jak sie na internet dostac. Bede pisac, lubie pisac, a jak ktos nie zdadza sie z moimi opiniami… ma prawo, niech komentuje, niech nie czyta, niech pisze polemiki. Moj blog to lektura supernieobowiazkowa! >))
To juz ostatni rozdzial tej przygody. Jutro wracamy do Pragi.
Juz drugi dzien bladzimy po ulicach Santiago. Ciekawe miasto w stylu amerykanskim. Rowno przecinajace sie ulice, bez wyraznego centrum. Za kazdym rogiem czeka niespodzianka. Albo piekne neoklasycystyczne kamienice, albo okropne blogowiska bez ladu i skladu. Widzialam ladniejsze , prawde mowiac:)) ale z pewnoscia jest to piersze wielkie miasto, ktore odwiedzilismy od miasiaca (nie liczac 10 min w Madrycie w drodze "do" 🙂
Co mnie najbardziej zaskoczylo w ciagu calej drogi? W Chile w zasadzie nie ma dobrego jedzenia. Najbardziej tradycyjne empanads – wygladaja jak nasze pierogi, tyle, ze sa zapiekane. Innych dobrych, typowych nie spotkalam.
Marze o pomidorach w wielkich ilosciach, juz za 2 dni w Pradze najem sie jak prosiatko 🙂
Jest fajnie. Ciesze sie na kolejne podroze. Do przeczytania w Pradze 🙂 Lece za 21s wyplna mi internet 🙂 (dostalam 30 min i wlasnie sie konczy, ach ten Pan Boski … ale byl ok)
Wyspy wielkanocne sa dokladnie takie jak maja byc.
Jest cieplo, ale zaden ukrop (moze tak 27-9C). Rzezby, ktore znasz z obrazkow sa porozrzucane po calej wyspie w ilosciach hurtowych i usmiechaja sie do zdjec. Jedyna plaza jest z bialego piasku, otoczona palmami i zalewana falami blekitnego pacyfiku (nie zacieplego, ale kapac sie da:).
Centrum jedynego "miasta" wyglada jak alejka pomiedzy dzialkami na ogrodkach w Czestochowie. Dla odmiany na lotnisku moze wyladowac rakietoplan 🙂
Prawdziwy raj na te 2 dni, ktore zdecydowalismy tutaj spedzic. Pozdrawiam z bajkowej krainy. Nie moglam sobie darowac i musialam wlozyc wpis wlasnie z Rapa Nui, zakladam, ze nigdy nie bede miala okazji tutaj powrocic…
XXX
Prawde mowiac nie mam pojecia jak mozna zyc na stale na wyspie o rozmiarach max. 20 na 30km 🙂 ale mieszkancy twierdza, ze jest super.
Wczorajszy dzien ukoronowala wizyta w rezerwacie pingwinow. Spodziewalam sie, ze beda ich miliony, albo conajmniej tysiace, bylo mniej, ale rowniez sympatyczne.
Jak zwykle porobilam mase zdjec. Mam nadzieje, ze Mimi (coreczce Bedrunki) sie spodobaja.
Czuje sie jak prawdziwy paparazi… staralam sie zrobic zdjecie z bliska jednego pingwinka a ten sie tak zdenerwowal, ze wyskoczyl do obiektywu i dziobnal z taka sila, ze dziw, ze go nie rozbil. Chodzilam przestraszona jeszcze z 15 minut, ale nalezalo mi sie :))
Za 6 godzin wylatujemy z Punta Arena do Santiago a jutro rano wyruszamy na Wyspy Wielkanocne. Chyba nie pisalam, ze Pan Boski zapomnial wziac prawo jazdy, co oznacza, ze bedziemy musiec przejechac wyspe na rowerze. 50km na rowerze, to moim zdaniem dawka smiertelna, ale zobaczymy. Mialam nadzieje chociaz tam obejde sie, bez wysiklu fizycznego, najwyrazniej los zdecydowal inaczej.
Z ciekawostek chcialam napisac o srodkach transportu. W czasie naszej podrozy sporo latalismy, jezdzilismy autobusami, stateczkiem, wyciagiem, kolejka a wczoraj taxowka. I to wszystko sa srodki transportu, ktore znamy z domu i wcale nas nie dziwia. Wczoraj sprobowalismy czegos nowego… jechalismy cudem, ktore nazywa sie taxi colectivo. Tutaj wszedzie sa przystanki wlasnie dla tego srodka transportu, teraz juz wiemy jak dziala.
Taxi colectivo – to taxowka do ktorej wsiadaja 4 osoby, ktore jade akurat ta trasa, ktora taksowka ma napisana na tabliczce przyczepionej do dachu. Taksowka kosztuje 12 CZK (ok 1,7 PLN) i nieustannie jezdzi po miescie po wyznaczonych trasach. Sa ich tutaj setki.I mam wrazenie, ze dzialaja doskonale. Sa ponoc rowniez autobusy- micros, ale w przeciwienstwie do taxowek nie maja napisanej trasy a na przystankach nie ma mapek, wiec wszyscy wiedza gdzie dany autobus jedzie… albo nie…
I tym optymistycznym akcentem… do przeczytania!