CZEGO SIE BOISZ?

Strach to
takie straszne slowo,nie latwo sie przyznac, ze zyje i w nas. Ale boimy sie.
Wiekszosc ludzi, ktorych znam zyje w swiecie swoich przyznanych, czesciej nie do konca,
lekow. Bo czy ogromna potrzeba utrzymywania przyjaznych stosunkow z wszystkimi
dookola, to nie starch przed odrzuceniem? A negowanie madrosci tych, ktorzy
maja inne zdanie… czy to nie obawa, ze moga miec racje?
Maniakalne dbanie o diete, kondycje, porzadek,
doksztalcanie, etc etc… starch starch starch. Mamy odwage go nazwac?

Ponoc mam nature
ksiedza spowiednika. Znam duzo ludzi i zwykle czesto rozmawiamy o dobrych i zlych
stronach ksiezyca. Ale cicho. Glosno nie wolno o strachu mowic. Wilk z lasu?

Moja lista
strachow jest tak dluga, ze zanudzilaby Cie juz po 1/3. Wiekszosc z nich osobie
patrzacej z innej perspektywy moze wydawac sie absurdalna, jakby zaprzeczenie
mojej osoby. A jednak sa. Zwykle chodzimy razem, ja i starch. Staram sie go
oswoic. Pobic sie z nim porzadnie, pokazac, ze to jednak ja mam ostatnie slowo.
Czesto przegrywam z kretesem. Nie wiem, czy piszac o tym jestem bohaterem czy
raczej tchorzem. Na razie przegrywam. Ale dzisiaj mam ogromna potrzebe walki.

A Ty czego sie boisz?

DOKTORAT

Zaczynam
pisac roczne sprawozdanie dotyczace postepow w przygotowaniu pracy doktorskiej.

Jak zwykle
zalamka. Caly rok nie zrobila nic zwiazanego konkretnie z doktoratem. Owszem
bylam na polrocznym stipendium a w zwiazku z tym zdalam 6 egzaminow, ale samej
materii o ktorej mam pisac na prawde nie dotknelam lewym malym palcem od nogi.

Musze cos
zmienic w swoim zyciu. NOW!!!

Za duzo
pracuje w stosunku do tego jaki jest moj stosunek do tej konkretnej pracy. Pracuje,
a czasem siedze w pracy, bo mam wyrzuty sumienia, ze tego nie lubie, nie zawsze
rozumiem i nie posuwa sie to (nie z mojej winy) w zasadzie w zadnym kierunku. W
duszy jestem dobrym pracownikiem a jak nie moge to sie tym zamartwiam.
W konsekwencji czasu na doktorat malo… Jak
wroce do domu po 11h to naprawde nie chce mi sie ruszyc palcem.

Wlasnie w glowie
ustalilam postanowienia noworoczne. Albo nie, ja je napisze, zebym potem nie
mogla wydziwniac, ze nic nie bylo ustalone.

       
chce
sie uczyc czeskiego

       
chce
zmniejszyc ilosc godzin spedzanych w pracy i zaczac pracowac nad doktoratem
(jakas publikacja kule by miala w koncu powstac!!!)

       
musze
zaczac myslec pozytywnie, bo Ksiezniczka ma racje, ze ogromnie sama siebie
pesymizmem ograniczam!

To wszystko
napisalam podczas trwajacego wlasnie ataku (mam nadzieje,ze bedzie trwal
nieomal do konca swiata) pozytywnego myslenia.

Houk! (nie wiem
jak sie to pisze, ale wiesz co chce napisac!:)

MOKRA

Przyjechala
Kolezanka z roku. Opowiesci do 2 w nocy, o smiesznych czasach, kiedy bylismy na
studiach.
Myslalam, ze sporo
ludzi od nas mieszka za granica, ale nie az tyle!!! Masakra. Pozenieni, czasem
juz nawet dzieci maja.

Ona zostala,
razem z inna kolezanka maja firme. W sumie, w koncu, dobrze im idzie.

Najciekawsze
jest to, ze mozna byc 6!! lat po studiach. Po
raz kolejny musze stwierdzic, ze myslalam, ze tak leciwego wieku sie nie
dozywa.

Fajnie, ze
przyjechala. Mysli inaczej niz ja, niz my tutaj, to przyjemne poznanie. Ma wiecej idealow. Tylko
spiaca jestem.

NORMALNY (?) DZIEN

Wrocilam ze
szkolenia. Przeczytalam maile. Wszystkie, poza jednym. Jakas sekretareczka ze
Slowacji, pewnie znowu zieje ignorancja i bardzo ale to bardzo nie chce mi sie
czytac tego co napisala. Niecierpie impertynencji i nie chce musiec odpowiadac
w podobnym tonie, bo to nie potrzebne, bo to psuje nerwy a zazwyczaj tylko
zaostrza konflikt. BOJE sie otworzyc ten mail. Dobra przeczytam go teraz, a
potem sie wyzloszcze na blogu zamiast jej odpisywac. Zaciskam nos i czytam….

Przeczytalam. Tym
razem nie zaszalala. Napisala w miare normalne, wiec rowniez odpisalam
normalnie. Dobrze, ze nie czekalam jeszcze z godzine bo by mi sie flaczki
poprzewracaly.

Szkolenie
bylo 1,5 dniowe a tuz po nastepowal test. Napisalam 25/25, oczywiscie sasiadki
rowniez. Oczywiscie test byl napisany tak, zeby zdali go wszyscy. Mozna bylo
korzystac z materialow, czyli dalo sie znalezc nieomal wszystko. Ale nikt nie
mial 25. Co pozwolilo mi zabic 3 muchy jedna rana:

  1. dostac uprawnienia na ten produkt
    – czyli cel szkolednia osiagniety,
  2. “doradcy finansowi” z
    siostrzanej firmy padli na twarz, ze tyle punktow!!! (umiem czytac,
    pomaga)
  3. babcia – poradca obok mnie,
    naturalnie rowniez dostala 25 punktow, bo udalo mi sie ja przekonac, ze
    wybrane przeze mnie odpowiedzi sa bardziej prawdziwe niz te jej prawdziwe.
    Niezmiernie ja to ucieszylo! Powiedziala, ze ja to strasznie dowartosciowalo,
    ze ten test zdala i to tak dobrze. Przekonalam ja, ze w zasadzie test
    zrobila sama, i ze jest po prostu fantastyczna, a pamiec – zloto, wiec
    Pani cieszyla sie jak dziecko.

Mucha 3
ucieszyla mnie najbardziej:) A teraz mi przestal dzialac blox. Ciekawe co bym
zrobila jakby mi wymazali rok pisania?

…. Nic pewnie,
ale bylabym zla
🙂

KARTECZKI

Zainaugurowalam
sezon karteczkowy w nowej pracy. A oznacza to STRACH. Strach czajacy sie tuz
przed wyjsciem z domu kazdego ranka, wieczorej jak zamykam oczy, w srodku
tygodnia jak wiem, ze jeszcze 2,5 dnia tutaj.
Nie, nikt mnie nie bije! Ja tej pracy po prostu nie lubie. Czasem wydaje mi
sie, ze jestem uposledzona umyslowo, czasem, ze marnuje czas, tylko w
wyjatkowych momentach moje uczucia sa wywazone.

Juz dawno
nauczylam sie pisac karteczki. Kiedy przychodzi taki dzien, ze musze z soba
stoczyc powazny boj, zeby jednak przesunac sie w kierunku Pragi 4, bo z tysiaca
powodow mam wrazenie, ze MUSZE sie wyrzucic, bo w innym wypadku i tak zostane
wyrzucona, pisze karteczki.

Karteczki sa
zawsze typu “Post-it” w formacie
kwadratowym zoltym, zielonym lub wyjatkowych
wypadkach niebieskim.

Pisze tam:

11/09/06 –
PONIEDZIALEK

– Boje sie, ze
mnie wyrzuca z pracy bo jestem malo aktywna i niedostatecznie kreatywa. – boje sie,
ze nie owladne wlasnego bezgranicznego lenistwa i w koncu ktos to zauwazy – boje sie, ze mnie wygryzie tan czy owy,
poniewaz….

BOJE SIE

Nastepnie taka
karteczke wkladam do pojemnika na wizytowki. I nic sie nie dzieje… za miesiac humor lepszy a ja sie smieje.

W poprzedniej
pracy za 5 lat uzbieralo mi sie ze 20 karteczek. Odeszlam sama, prace lubilam a
na niechcec do jednego z wlascicieli cierpie do dzisiaj, ale nie ma to juz
zadnego znaczenia.

W dniu
dzisiejszym napisalam pierwsza karteczke w nowej pracy. Zobaczymy ile ich
bedzie. Ile dni, kiedy bede pewna, ze ani kroku dalej? Dzisiaj oczywiscie mysle, ze to pierwsza i ostatnia!
Obys mial/a malo karteczek w wizytkowniku!

XXX
Tak pamietam.
Pamietam rowniez o wielu innych smutnych dniach.

TO JUZ…

Zaczela sie
jesien. Ludzie na ulicach jeszcze udaja, ze to lato. Zakladaja sweterki,
zamiast lekkich kurtek, mlode dziewczeta odktywaja ksztaltne brzuchy. A liscie
zaczynaja zmieniac kolory. Juz nie sa zupelnie zielone, ale jakby troche
przyzolkle, zmeczone sloncem, osmagane wiatrem. Czas usypiac.

Na szarosc
najlepsza ksiazka. Wczoraj kupilam 3, zeby miec co czytac przynajmniej do
niedzieli. Zaczelam od Haliny Pawlowskiej “Zdesperowane kobiety postepuja
desperacko” . Pawlowska to gruba, niezmiernie sympatyczna baba, ktorej moge
sluchac/czytac bez konca. Jesli ma kompleksy to trzyma je mocno za morde. A
ksiazka? Lekka, latwa i przyjemna, akurat do wany w ktorej zamierzam zamieszkac
w ciagu najblizszych kilku dni. Zeby przezyc przebiegajacy szok termiczny.
Dlaczego ktos mieszka w Czesi, jesli moze na poludniu Hiszpanii, albo we
Wloszech? Przestaje rozumiec.

Zamiast
obiadu czeka mnie dzisiaj wiekopomne wydarzenie. Podpisujemy z Panem Boskim umowe
wstepna na zakup mieszkania. Tego malutkiego, 56m + 14 taras.
Bedzie hipoteka wiec jego mama –
chomiczek, nie bedzie sie musiala obawiac o swoje finanse.

A wiec
jesien. Wiedzialam, ze nadejdzie, jak co roku, lubie cieple, jesienne kolory,
ale mimo wszystko brakuje mi swiatla, nadzieji, energii. A z latami (juz???)
coraz mniej we mnie oczekiwania. Ze znowu przyjdzie wiosna? przyjdzie! Ale czy
bede jeszcze potrafila zmienic siebie?

MADONNA BYLA SWIETNA

Przepraszam
mialam kolejna 5 godzinna narade.

Koncert
Madonny byl swietny. Mozna powiedziec, ze byl wypelnieniem definicji sztuki
nowoczesnej. Bardziej performace niz koncert. Spiewala na zywo, bo nie zawsze
bylo to idealne muzycznie, co absolutnie nie mialo negatywnego wplywu na
koncowy efekt. Doskonale efekty techniczne, choreografia  i muzyka oczywiscie. Momentami tanczyla tak 10m ode mnie.

Perfekcyjne
dopracowane show.

Maz AW postanowil zostac konikiem, co skonczylo sie biletem w reku, wiec w efekcie bylam jak lekkie 5 kolo u wozu (Pan Boski mial bilet w innej czesci hali). Ale nie mialo to zadnego znaczenia, jak skakalam, piszczalam i tanczylam bylo mi to dokladnie obojetne.

Przed
koncertem widzialysmy Lucie Bilou… to tak jakby w Polsce widziec oral cien:)

xxx
Narada byla tak nudna i nic nie wnoszaca, ze zabrala mi ochote nawet do
pisania, do wszystkiego. Koncert byl swietny, w kazdym razie!

MADONNA, nie ta z obrazka

Madonna ma dzisiaj (jutro?) jedyna, raczej niepowtarzalna, szanse, zeby poznac AW i mnie.
Idziemy na koncert!!!!
Pod scene, jak ma byc i bedziemy szalec!!!
Nie dawalam sobie zbyt wielu szans na to, ze sie trafi bilecik. Ale trafil sie. Idziemy dzieki uprzejmosci jakiegos banku. Pan Boski oczywiscie tez, ale innego, wiec on sam a ja z AW.
Jak sie ubrac na taki koncert??? Chyba klasyczne reeboki i czerwona koszulka wystarcza? a moze jest jakis stroj obowiazkowy na takie koncerty?? Ja nie wiem, to moj 3 duzy w zyciu.
Ale jestem ciekawa co sie bedzie dzialo. A bedzie sie dzialo, ze oj!!!

A zamim, bede pelnila funkcje exkluzywnej damy do towarzystwa jakiegos dyrektora ukrainskiej ubezpieczalni. Ubralam sie na ta okazje w buty do nieba (no sredniego nieba) i bluzie z dekoldem glebokim. Ale nie ma mietkiej gry, pod bluzia koluszka, bo wypelnienia we wlasciwych rozmiarach dotkliwy brak. Do tego kolczyki made in Hiszpania, plaszcz z Zary i niech mi podskoczy!
Zreszta, moze i skakac. Wieczorem idziemy na Madonne, wiec niech ma chlopak radosc!