STRACH SIE BAC – AGRADABLA TANCZY NA LINIE

Tuz obok
naszego domu jest centrum wspinaczkowe. Tak by to bylo mozna nazwac w
uproszczeniu. Poszlam tam wczoraj je znajomymi i Panem Boskim. Oj, sklamalabym
twierdzac, ze tam robilam za bohatera.

Najpierw
cwiczy sie na niskich przeszkodach, bez zabezpieczenia. Potem jest scianka,
gdzie mozna sprawdzic, ze to zabezpieczenie na prawde dziala. A potem sie
zaczyna. Mozna bawic sie pojedyczo albo grupowo. Jedna osoba lazi po linach a
dwie ja asekuruja. Przy solo jeszcze sie tak nie balam. Chodzilam po takich
dyndajacych siatkach. Na wysokosci, ja wiem? 10 metrow? Moze wiecej. To nie ma
znaczenia, bo nawet nie spojrzalam na ziemie. Siatki maja te zalete, ze mozna
sie na nich uwiesic jak malpka co daje jakies poczucie bezpieczenstwa.

Przejscie
grupowe mnie dobilo. Mialam chodzic po linie rozpietej miedzy badylami.
Dobrze, ze nie poszlam do szkoly w Julinku, bo cyrkowki by
ze mnie nie zrobili. Wlazlam na gore i powiedzialam, ze ani kroku dalej. Bylo mi
cholernie zimno. Do tego jak wyobrazilam sobie siebie w charakterze linoskoczka
to juz bylam pewna, ze nawet dzwigiem mnie tam nie wloza. Pan Boski tez juz wszedl
spokojnie mnie przekonywal, ze przeciez dam rade. Znajomi na dole krzczeli,
ze przeciez mamy asekuracje i nic sie nie moze stac (taa!). Nie wleze na ta
line i juz, nie ma mowy! Nie, nie nie! Nawet jak sie trzymalam bala to mialam
arytmie a co dopiero bez bala???!!! Nie!

Patrzalam na Pana Boskiego, z
ktorym mialam po tej linie przelezc (samemu sie nie da) i pomyslalam, ze sama
to moge zlazic, ale jemu psuc zabawe? Pan Boski tez mnie przekonywal, ze dam
sobie rade, ale spokojnie, ze “byloby fajnie”. No to sie przemoglam. Wlazlam. Pan Boski z racji gabarytow i doswiadczenia moglby mnie tam sam za szmaty utrzymac na
gorze – to mnie przekonalo. Poza tym, jak w roznych sprawach jest troche cykorem, to w tych zwiazanych z
wysokoscia jest jak skala, zero nerwow. Na ja te line wlazlam! Serio! Potem juz poszlo
gladko, bo moja sila woli chciala byc JUZ teraz na drugiej stronie. "Dolecialam" i
juuuuz zlazilam, ale zaczeli na mnie krzyczec, ze musze wlezc z powrotem, bo
Pan Boski sam nie zejdzie.K-wa! Umre! No to wlazlam znowu i podalam te lape Panu Boskiemu. A potem juz moglam zjechac na
asekuracji.

Potem
okazalo sie i znajomym tam na gorze juz nie bylo do smiechu. Ale tez przeszli,
oczywiscie. Ale nastepne przejscie juz sobie darowalam. I tak nie bylo czasu.

Smialismy sie, ze to przejscie powinno byc obowiazkowe przed slubem…

Na koncu
byl skok. Tez z ilustam metrow. Tego sie nie balam. Pelna asekuracja + co to
jest jak sie zabije to siup, przynajmniej szybko. Poszlam pierwsza, skoczylam, zero nerwow. Tego dla
odmiany troszke bala sie reszta. Kolega nawet skoczyl na 4, bon a 3 mu sie
jakos pupa nie odkleila.

W kazdym
razie polecam. Bardzo skuteczny sposob na przewietrzenie strachu.

http://www.lanovecentrum.cz/lc_praha/galerie.ph
p

SZARO-BURO

Pozwalam
Swiatu zle mnie traktowac. To nie jest dobry pomysl. Mam taka Kolezanke –
Wegierke, ktora sadzi, ze nie ma dla mnie rzeczy niemozliwych.

Pisalam
jej, ze jestem dobra aktorka, ale bardzo mi jej ocena pochlebia.

Musze to
jakos przemyslec, wymyslec i zrealizowac. Nie chce miec potomka z powodu braku
pomyslow na inne zakonczenie rozdzialu. Podobnie nie zamierzam wyruszac w swiat
bez glowy, tylko dlatego, zeby kolejny raz uciec i znalezc odrobine wiecej niz
mysle, ze mam teraz. Powinnam sie zastanowic. Nie najlepiej mi to wychodzi
ostatnimi czasy. A jesienna pogoda za oknem nie pomaga. Szare motyle w brzuchu
wrzeszcza: ‘Uciekaj! Uciekaj!’ Staram sie im wytlumaczyc, ze chociaz troche
rozumku, nawet do uciekania potrzeba.

Sa ludzie
bez wad, bez pytan – z celem. Tez bym chciala.

IDZIE WIOSNA OD WSCHODU…

Postanowilam
rozpoczac dlugi, zmudny proces zmiany mojego racjonalizmu na hurra optymizm. Jak
o sobie mowisz, tak Cie widza a ja jestem zbyt konkretna w uwagach pod swoim
adresem. Zeby nie szukac daleko. Wczoraj na pytanie czy potrafimy pisac po czesku
ja odpowiedzialam, ze nie, a Ksiezniczka, ze tak. Jestli ona tak to ja dwa razy
tak, choc tak na prawde to moge powiedziec, ze potrafie pisac, bo po czesku to sie nigdy nie uczylam.

Tyle, ze
Ksiezniczka ma racje! Ona pisze po czesku! Bulgar by tak nie napisal, a juz nie
mowie o Angliku. Tylko ja jestem wolem zbozowym i mysle, ze jak nie potrafie
pisac bez bledu to sie nie liczy. Ksiezniczka ma racje. Sama sobie tym
pesymizmem przeszkadzam. Do zmiany!

/teraz mi sie w glowie przewraca (jeszcze bardziej), nie przeszkadzac! :)/

NA GRZYBY!

Po
doglebnej analizie wlasnej osobowosci, dokonanej w dniu wczorajszym podczas
mycia okien (w celu nie uczenia sie do egzaminu) doszlam do wniosku, ze mi
troche wali na dekiel.

Wieczorem
byla ulewa.

GRA W SWINIE

Staram sie
mowic to co mysle. I tylko to. Najlepiej najpierw sobie zapisac, zeby nie
podlegac zbytnim emocjom. Detronizacja w toku. Pomalu ale niezmienie. Po raz kolejny w zyciu i po raz drugi w kontekscie tej
samej osoby zostalam postawiona przed pytaniem: gdzie konczy sie lojalnosc
wobec szefa, a gdzie zaczyna wobec firmy? Jeszcze dokladniej: jak w tym
galamatiaszu znalezc lojalnosc wobec samej siebie?

Non, rien de rien, non, je ne
regrette rien! Da sie?

Nienawidze
audytow personalnych: czym sie zajmujesz i dlaczego Twoj szef nie zasluguje na
stolek, na ktorym siedzi?

Podaj 7
wypadkow niegospodarnosci z kim chcesz w roli glownej i tak wiemy, ze to wina
szefa.

Piewszy
raz, jakies 5 lat temu milczalam jak grob. Nic nie dostali. Szefa w koncu
wywalili a ja zostalam sam na sam z kilkuletnia nienawiscia ze strony jendego z
wlascicieli, ktorej nie umiem wytlumaczyc inaczej, niz tym, ze “bylam
czlowiekiem szefa" + o zgrozo kobieta

Teraz
mowie. Bardzo sie staram ad rem, a nie ad personam.  Nie naciagnac ani zdania, fakty fakty. Ale i w
wypadku faktow duza role graja subjektywne odczucia, a ja swoje zdanie mam. Niestety.

AW i Pan
Boski starali sie lagodnie tlumaczyc, ze to nie firma dla mnie. Za lagodnie. Do
mnie trzeba z lopata.  Te same bledy popelniam tylko 8 razy!

24 CZERWCA, SOBOTA

AW miala swietne
wesele. Nie bylam, ale widzialam. Jeden z nielicznych filmow z wesel, na ktorym nie chcialo mi sie spac. Bardzo
ladnie bylo.

Najpiekniejszy
dzien w zyciu AW, jeden z najwazniejszych w moim zyciu.

Dla mnie to
“sobota”. Dzien w ktorym zrozumialam jak bardzo chora jest Mama, choc jeszcze nie,
ze umiera. Przegralam zaklad i rano przygotowywalam sie do pieczenia pierogow dla
Siostry. Wtedy Siostra zadzwonila i kazala smigac do szpitala bo cos sie dzieje.
Obie nie wiedzialysmy co. Byly urodziny Niedzwiadka i cala rodzina wybierala
sie do Siostry na wies. Ja mialam zostac z Mama. Tak normalnie, jak dotad.
Siedziec z nia i gadac, ogladac telewizje.

W szpitalu,
zamin weszlam do pokoju Mamy, zatrzymala mnie pielegniarka – Ewelina. Spytala,
czy nie wolalabym sie przebrac, ubrac rekawiczki. Powiedziala, ze nie jest
dobrze.

Serce
zrobilo sie malutkie i wskoczylo do gardla. Przeszlam drzwi. Nie wiem jak, ale
przeszlam. Juz w rekawiczkach, z usmiechem. Mama obudzila sie na chwile i tez
sie usmiechnela. Wiedzialam, ze zaczela czuc sie bezpieczna. Nieomal caly dzien
spedzilam tylko z Nia. Podnioslam Mame chyba tysiac razy. Nie wiem jak
wepchnelam jej te wszystkie tabletki, wypila 2 litry wody. Ba, nawet zjadla
pare lyzek rozmoczonego sucharka.

Pamietam
kazda minute. Pamietam zachod slonca. Pamietam, ze po poludniu czula sie
lepiej. Nawet wybralysmy sie na “wycieczke”. Ostatnie kroki w zyciu Mama
przeszla ze mna. Boze, jak ja sie cieszylam. Pielegniarki bily brawo.
Zmartwychwstala!

Tego dnia
moglam Mamie pomoc. Wiedzialam, ze mi bezgranicznie ufa. Nie tylko mnie, ufala Siostrze, Tacie.
Ale wtedy bylam tylko ja. Ten dzien byl niezmiernie dlugi. Niezmiernie wazny.
Moglabym go opisac godzina po godzinie. Ale to nie sa opowiesci, ktore chce sie
czytac, o umieraniu nikt nie chce wiedziec. Tylko, ze tego dnia… nie
wiedzialam, ze to juz umieranie. To byl bardzo piekny dzien i bardzo Ja tego
dnia kochalam. Bardzo. Wtedy mnie akceptowala, choc nie zawsze tak bylo.

Po
smierci Mamy, kolezanka napisala: “myslalam o tym duzo i wszystko przemyslalam.
Jestem przygotowana pomagac rodzicom do ostatniej chwili. Smierc to metafizyka.”

Co jej moge
odpowiedziec? Wiem, ze wytrawalabym z przyjacielem do jego ostatniej chwili. Ale nie jestem i nie bede na to przygotowana.
Smierc to fizjologia. Metafizyka sprawia, ze smierc nie ma znaczenia.

LOTNISKO

Lubie atmosfere
lotniska. Szuranie walizek, duty-free sklepy, tlumy ludzi i bieganie w
poszukiwaniu wlasciwej bramki, ktora zawsze jest gdzies na szarym koncu.  

Zastanawiam
sie czy chcialabym dolaczyc do grona tych ludzi, panow przede wszystkim, ktorzy
w czarnych jak smola, szytych na miare garniturach leceli ze mna wczoraj z
Frankfurtu. Chciala, bo lotnisko, podroze, nowe kraje, kasa. Nie chciala, bo brak
czasu i nawet na lotnisku fura pracy. Ciekawa jestem co bym na dluzsza mete
wybrala… gdybym miala wybor.

DAS BOOT

Niemcy nie
lubia Polakow. Uwazaja, ze Polacy kradna. Kazdy zna kogos komu Polacy ukradli
auto. Jan Pawel II to ich zdaniem jedyny Polak, ktory nie kradl w Aldiku.

Mysla, ze ewentualne
otwarcie rynku pracy spowoduje znaczny spadek wynagrodzen, bo Polacy chca
pracowac za grosze.

Oliver
mieszkal u swojej panny (no pani, 42 lata), a ja mieszkalam sobie sama w jego
mieszkaniu. Oczywiscie zero obaw, ze cos ukradne. Ale ja dla nich nie jestem
standardowa. Polskie dziewczyny sa tanie i szybkie i maja farbowane, jasne wlosy. Polscy robotnicy
niedokladni, ale tak tani, ze oplaca sie 2 razy poprawiac niz raz zrobic
dobrze.

Oliver jest
bardzo otwartym czlowiekiem, znamy sie kilka lat wiec wszystkie tez rzeczy mogl
mowic bez obawy, ze sie obraze, czy zaczne pluc piana.

I co ja
moglam na to powiedziec? Nic, ze to stereotypy. Ze nie znam takiej Polski, ale,
ze pewnie przyjdzie nam jeszcze pare ladnych lat pracowac, zeby w koncu zaczeli
nas traktowac jak pelnoprawnych europejczykow. Chlopcy i dziewczynki, zamiast sie zloscic musimy sie starac.

PETLA CZASOWA

1. dostalam do podpisania umowe w ktorej napisali, ze "jesli nie przeslemy firmie XX licencji do 15.9.2005 to wlasnie zawierana umowa bedzie nie wazna."
– swietnie tylko, ze rok temu nikt nie chcial z nimi zadnej umowy podpisywac

2. Jesli nasz wniosek o wydanie licencji nie byl podany do 15.7.2005 to costam
– licencje mamy, ale wydana 13.12.2005… nie wiem po kiego mielismy miec wczesniej skoro umowe mamy podpisac dzisiaj???

3. Pani z Banku napisala, ze chetnie sie ze mna spotka 15.8.2006 – mail dostalam dzisiaj

4. chcialam sie w jednym slowackim banku dowiedziec jakie beda warunki wspolpracy… odpowiedzieli, ze moga mi powiedziec dopiero po podaniu wniosku o podpis umowy.

Czy ich wszystkich dzisiaj pogielo??
Uroczyscie oswiadczam: dzisiaj mamy piatek 18/8/2006.
Nie srode, nie niedziele nie 15.7 czy 24.1 ani 7.12. DOTARLO???
A warunki chce znac PRZED podpisaniem umowy. Tradycjonalistka jestem.