¿GDZIE SIE PODZIAL ANIOL STROZ?


Okazalo sie, ze w Hiszpanii nie ma. To znaczy byl jeszcze 50 lat temu, ale teraz juz (ponoc) zadna mama nie uczy swoich dzieci o tym, ze taki Aniolek spoglada na to co maly czlowiek robi i stara sie mu pomoc. I co teraz?
Pan Profesor sie nawet pytal, czy ktos z nas zna jeszcze jakas modlitwe do Aniola Stroza. Bylam… jedyna!!! Oczywiscie skwitowal to stwierdzeniem, ze ja pochodze z niezwykle klerykalnego panstwa, co moze i jest faktem, ale co komu szkodzi taki Aniol Stroz, w nieklerykalnych?
Zal mi sie zrobilo biednych, osieroconych Hiszpanow. Jak sie dowiedzialam: w aktualnym katolicyzmie anioly spelniaja jedynie funkcje dekoracyjne na obrazkach i w kosciolach.

A potem sie dziwic, ze im sie w glowach poprzewracalo 🙂

 Rano ogladalam wiadomosci i NAJWAZNIEJSZA dotyczyla 5-osobowej rodziny z Turcji, w ktorej wszycy chodza wylacznie na czwrorakach, ktora jak sie okazalo nie jest brakujacym ogniwem w teorii ewolucji, jak poczatkowo przypuszczano, ale grupa 5-ciorga uposledzonych osob. Czlonkowie rodziny, poza chodzeniem na czworaka, umieja powiedziec max. 6 slow. Gdyby taki redaktor tego wydania wiadomosci (i wszystkich gazet, bo mam to rowniez na pismie) mial Aniola Stroza, to moze zajal by sie czyms powazniejszym.

A tak, jak widac na niezalaczonym obrazku, skutki braku prywatnego Aniola sa oplakane.

A POTEM, ZE POLACY KRADNA…


Internet znowu sie zgubil, dlatego wczoraj nic nie pisalam… sprawdza co mnie bardziej zdenerwuje, teraz mam wariant: dziala mi Skype i ICQ nie dziala YM oraz wszystkie www. Bajer po prostu…
Pomijajac szalenstwa z Internetem, ktore sprawiaja, ze czasem czuje sie samotna, i fakt, ze jak dotad generalnie nieomal nieustannie jest mi zimno (pomieszczenia nie maja ogrzewania), jest mi tu dobrze. A chyba nie mozna miec wszystkiego dlatego Internet sie bawi.

Wczoraj byla druga godzina hiszpanskiego. Na obowiazkowe ksiazki wydalam jedyne 43 EURa, przyszlam na zajecia i co sie okazalo?, ze ja owszem zaplacilam, a Niemcy, Austryjacy itp pokserowali wszystko wlacznie z lektura obowiazkowa… co jednak wydaje mi sie pewna przesada. Slyszeli kiedys o prawach autorskich??? Oczywiscie, ze ja tez na studiach kserowalam ksiazki, ale glownie dlatego, ze nie bylo. A tutaj owszem sa, w kazdej ksiegarni + dla nich Hiszpania jest tania jak barszcz, wiec mogliby sie troszke szanowac.
No a w kazdym razie, nie nabijac sie z Polakow, ze kradna, skoro o nich samych trudno powiedziec cos innego…

PSYCHOPATA

Jak myślisz, da się poznać psychopatę po „kroju pisma”? Ja
myślę, że tak. Dzisiaj na "Antropologii Religii" siedział za mną gość, który na
tak 80% musi mieć jakieś psychologiczne problemy.

Pisał takim maciupeniucieńkim (tak 1,5 mm wysokości) niezmiernie równym
pismem. Tak malutkim, że ja ślepiec miałabym trudności w czytaniu, gdyby nie
to, że wszystkie literki były idealne, a rządki wyrównane z dokładnością chirurga.

Generalnie wierzę w grafologię. Kiedyś dałam Siostrze podpisy
3 koleżanek, których nie znała, żeby mi powiedziała, która lubię najbardziej,
średnio i najmniej. Odpowiedziała bez wahania i jeszcze mi powiedziała
dlaczego. A nic o tych pannach (a konkretnie mężatkach) nie wiedziała.

Od tego czasu już zupełnie wierzę w grafologię. A ten pan na 80% ma
jakiś poważniejszy problem. Muszę go jakoś poznać:), albo lepiej nie?

TROCHĘ PRACY, TROCHĘ WSPOMNIEŃ

Cały czas przygotowywuję prezentację o Czechach.
Postanowiłam ubawić widownie i włączyłam na przykład hymn, oraz
całe tony zdjęć wszystkiego co się dało (starej i nowej ŠKODY,
żeby wiedzieli jak się zmieniała, albo Jagra w boju itp.). Już sporo mam za sobą, ale
od wolności dzielą  mnie jeszcze co najmniej
3h pracy.

Internet pojawia się i znika, ale chwalę łąki umajone, że
jest tak jest, bo i tak mam w miarę regularny dostęp do materiałów,
które potrzebuję.

Już mnie głowa boli od jednostajnej tematyki…

Dlatego wróciłam myślami do Cadizu, przed … nieomal 14
laty.
 Na początku rejsu, przed wpłynięciem do portu, cierpiałam na chorobę
morską. Myślę, że w podobnym stopniu jak wszyscy. Ale nikt nie chciał mi
wierzyć, bo ze względu na ciemniejszą karnację, ja blednąc robiłam się blada a
oni zieleni. Dlatego często przypadało mi w udziale mycie stołów po śniadaniu
(rozlane mleczko i nie tylko mleczko brrrr), albo podłogi,albo.. lepiej unikać
szczegółów 🙂 Kilka godzin po wypłynięciu z Cadizu, w kierunku Wysp
Kanaryjskich zaczęło dziać się coś zupełnie nieoczekiwanego, przyszedł mały
sztormik. Naprawdę nic nie znaczące wianie + spore fale, które chyba
przypałętały się po wcześniejszej burzy. Fale były duże i zupełnie
nieproporcjonalne do wiatru. Nagle okazało się, że takie duże fale są dla mnie
ukojeniem. Przestało mi być niedobrze. Błędnik uspokoił się z radością. Stwierdził
chyba, że nie lubi skoków, ale większe huśtanie uważa za
przyjemne. Chętnych do pracy ubywało, a mnie przybywało sił, w końcu byłam w
miarę wolna od nieprzyjemnego uczucia, że jeszcze moment i…. Pamiętam
zdziwienie kucharza, jak przyszłam pomagać w kambuzie (kuchni), chociaż to nie
była moja wahta. Ale walczył tam tylko jeden, odporniejszy, kolega i głupio
mi było go tak zostawić z furą garów. Fale przelewały się przez pokład Zawiasa,
było ciepło, przyjemnie a tym, którzy
już (albo z zasady) nie cierpieli, strasznie wesoło. W końcu wiatr, w końcu
szaleństwo! Zawisza lubi jak coś się dzieje. My też lubiliśmy 🙂

CADIZ

W Cadzie byłam 1992 roku, na samym początku Columbus’a,
dzisiaj po raz drugi w życiu.

Widziałam Atlantyk, znowu, po tylu latach. Bardzo wiało.
Stan morza ok.4-5, ale musiała wiać co najmniej 6 w porywach do 7, bo chwilami ledwo
co umiałam się utrzymać na nogach. Cudowne uczucie. Ciekawe czy uda mi się
jeszcze kiedyś dostać na morze, tak naprawdę, na długo?

Ale inne było dzisiaj to miasto, bez tych wszystkich żaglowców, bez krzyku,
tłoku, śmiechu na każdym kroku.

Zrobiłam sobie zdjęcie w tym samym miejscu co kiedyś,
porównam to się pobawię.

Po południu lało, więc nie widziałyśmy wielu z
karnawałowiczów, ale nie szkodzi. Były
choć wspomnienia.

Chciałabym znowu kiedyś zamachać identyfikatorem CREW i wejść
do portu pełnego załogantów ze wszystkich stron świata. Czuć się w porcie jak u
siebie. Dziś nie widziałam nawet nazwy fregaty, która tam stała, bo za daleko. Ach
marzenia, marzenia…

RADOSNA TWÓRCZOŚĆ

Tworzę prezentację dotyczącą Czech. Właśnie opisywałam
Bedrunce technologię.
Mam otwartą hiszpańska i czeska Wikipedię – w Hiszpańskiej
jest mało o Czechach, w Czeskiej jest mało po hiszpańsku i kompilując je z jakimiś
innymi źródłami (na przykład podręcznikiem… Hiszpanie twierdzą, że w Czechach
jest klimat kontynentalny z rześkim i wilgotnym latem… całe życie mnie uczyli,
że przejściowy, ale nie będę się kłócić z tutejszą biblią z geografii
regionalnej) stworzyłam już 2 stronnicową charakterystykę.
Zaraz zabiorę się za
Silny Punkcik i będę tworzyć obrazkową wersję dzieła. No myślałam, że mi
pójdzie szybciej… a tu 2h minęły a przede mną ciągle ogrom pracy.

W między czasie wpadła współlokatorka, pobałaganiła i
poleciała. Tak więc w chwili obecnej nie ma już kuchni żadnego czystego noża … Rebeca ma dosyć ambiwalentny stosunek do porządku, a ja po miesiącu zmywania powiedziałam sobie: ¡finto! nie sprzątam jej garów ( świnia ze
mnie
, wiem).

Wieczorem pójdę chyba porozmawiać sobie z wyznawcami Allaha i jego
proroka Mahometa, a jutro, jeśli nie będzie lało, wraz z Koleżanką Czeszką jedziemy zobaczyć przedostatni
dzień karnawału w Cadizie.

Ale, do pracy rodacy. Chciałabym skończyć to cudo jeszcze
dzisiaj, albo choć fazę nieomal wstępną skończyć, bo już na mnie czekają 2 kolejne
pracki. Znowu czuję się jak na 2 roku GTiH! Znowu jestem młłłoooodddaaa!

ODFILOLETOWIAŁAM

Znowu zrobiło się cieplej. Dzisiaj, przed popołudniowymi
zajęciami, były +22 stopnie, więc trochę się piekłam w moim niedźwiedzim
ubranku. Nawet w nocy nie było mi zimno, wyspałam się, bo dotąd ciągle się
budziłam, żeby zakryć jakiś kawałek ciałka, a dzisiaj nie! W efekcie fioletowe
zabarwienie zniknęło z moich paznokci. Dla mnie bajer.

Byłam na pierwszych zajęciach z hiszpańskiego. Fajna
mieszanka. Bardzo dobrze zrobili ten egzamin! W grupie mam ludzi, którzy
dobrze, że się umieją przywitać i na przykład panienkę (nomen omen Polkę),
która mówi po hiszpańsku jak młody bóg. Co nawet nie jest dziwne, skoro mieszka
w Sevilli od 3 lat.

Generalnie można popaść w lekka schizofrenię. Z jednej
strony na wszystkich zajęciach traktują cię jak Hiszpana, masz czytać
literaturę obowiązkową pełną „terminus technicus” z różnych dyscyplin, mówią z
takim akcentem, że sama się dziwię, że rozumiem, pisać prace seminaryjne a potem na hiszpańskim pani nieomal
przeprasza, że mamy przeczytać jakąś jedną prostą książeczkę… i czy mamy
jakieś pytania? No ja mam… przed czy po „Rozporządzeniu o ochronie przyrody w
Andaluzji”?

Ale jest dobrze. Jutro tylko jedna godzina (od 8:00 do
9:00) i mam weekend!

MOJE SKROMNE HISZPAŃSKIE WESELE

Ostatnio sporo moich
znajomych postanowiło zalegalizować swoje związki. Albo już to zrobili, albo zrobią
za chwilę. Ten wpis jest skierowany do tych ostatnich, którzy właśnie z
szaleństwem w oczach ustalają listę gości i nawet po skreśleniu wszystkich
najważniejszych nadal widzą na kartce złowrogie 90 nazwisk.

Moi Drodzy!
Nie martwcie się!
W Hiszpanii tak skromnego wesela nie organizowałby nawet biedak spod mostu!
Szkoda, że nie
umiem robić ankiet! Zgaduj zgadula jaka jest przeciętna liczba zaproszonych na andaluzyjskie wesele?

TADAM: na bardzo
skromne, miejskie wesele zaprasza się minimalnie 200 – 300 osób. Większe
miejskie wesele, lub wiejskie średniej wielkości oznacza od 400 -500 gości!!! Na
dużym weselu można spotkać do 700-800 zaproszonych.

Bo wesele to
bardzo opłacalna impreza. Większość gości przynosi młodym kasę, także po
zapłaceniu kosztów powinno im wystarczyć co najmniej na dobry samochód i daleką
podróż. Lekko mnie zaskoczyły te numerki 🙂
Nic tylko organizować
ślub w Hiszpanii.
Tylko, że ja nie
znam 800 osób…

DZIEN ANDALUZJI

Wczorajszy Dzien Andaluzji nie przejawial sie wlasciwie niczym, poza dniem wolnym od szkoly i Internetu, malowaniem bialo – zielonej flagi w jakims parku oraz pokojowej manifestacji przeciwko jakiejs ksiezniczce pod teatrem, ktora przerodzila sie w bojke (nie uczestniczylam jakos). Kolezanka Czeszka i ja bylysmy odwiedzic Cartuje – czyli stara fabryke ceramiki, w ktorej poza paroma starymi kaflami nie bylo nic. No… wystawa sztuki wspolczesnej, ale tak dalece wspolczesnej i minimalistycznej, ze ubawila nas nieomal do lez (dzielo: kawalek drutu. Podpis 167 cm i 2 mm)
W domowych pieleszach postanowilam powalczyc z fioletem na paznokciach, ktory jak sie zdalo zagoscil na stale.
Podjelam 2 kroki: 1. zrobilam sobie goraca kapiel (aby byla dostatecznie goraca musialam ugotowac wode w 2 kotlach) 2. zgodnie z rada wspollokatorki Kolezanki Czeszki , wsadzilam folie pomiedzy ktoras z warstw pokrywajacych mnie kocow. Razem z reszta zestawu (5 kocy, plaszcz itd) wyspalam sie calkiem calkiem i nie obudzilam sie w klebie…. chyba pierwszy raz 🙂

Pan Boski, ktory az sie pieni jak to ma malo czasu, ale udal sie na ” sru sru konferencje” do Monaco i robi milion rzeczy, ktore potwierdzaja nieprawdziwosc jego slow. Nie bede wnikac w szczegoly ale czas golebi oglaszam za conajmniej wstrzymany. Zobaczymy jak bedzie. Dzis go nie lubie. BARDZO.

MUZULMANIE, FLAMENCO I DESZCZ


To byl dlugi i ciekawy weekend, choc zapowiadal sie umierkowanie. W piatek i sobote lalo jak z cebra, a w niedziele wial okropny wiatr. Internetu brak.
W zwiazku z tym, ze nie mam wlasciwie zadnego, aktywnego kontaktu z ludzmi, a co sie z tym wiaze z jezykiem mowionym, zaczynalam popadac w lekki pesymizm dotyczacy przedmiotowosci mojego pobytu tutaj.
Najpierw okazalo sie, ze jestem w drugiej grupie… czyli d.. nie prowokator (grupy sa 4, 4 jest najlepsza). Kolezanka Czeszka wyladowala w 3 wiec w sumie jest tak jak powinno byc (uczy sie od 5 lat). Ale wiadomo jak to jest z niespelnionymi ambicjami. Teraz juz rozumiesz, dlaczego nie lubie egzaminow z jezyka. Ten na przyklad byl tylko pisany i obejmowal tylko czasowniki… a ja wole gadac:). Nie wazne, przynajmniej sobie powtorze. Musialam zmienic grupe, bo czas mi nieodpowiadal, wiec widzialam swoja prace, ktora nie byla pokreslona. Pani zapytala sie: a ty jestes z Polski? Tak. To druga grupa. I nie mialam wiecej pytan.

Wieczorem wyciagnelam Kolezanke Czeszke na "Debate o islamie: rola kobiet w kulturze". Bylo to bardzo zabawne spotkanie. Zaczelo sie od "obiektywnego wymieniania praw kobiety", ktorych ponoc koran jest pelen.
Ze wymienie niektore: – kobieta w czasie miesiaczki jest nieczysta – Pan wytlumaczyl, ze to prawo Kobiety, ktore pozwala jej powiedziec, zeby maz sie odwalil.
– kobieta moze uczesniczyc w transakcjach bankowych jesli ma za swiadkow 2 kobiety (mezczyzna oczywiscie 1 faceta). To rowniez jest jej prawo, bo kobiety generalnie sa mniej zorientowane i kolezanki pomoga jej uniknac bledu.
– kobieta i mezczyzna maja rowne prawa. Pytanie: Czy Kobieta moze byc immamem?, odpowiedz: A po co? co by jej to dalo?
A tak na powaznie. Z tego co mowili, Koran daje mozliwosc swobodnej interpretacji wielu spraw, jest niejednoznaczny i dlatego wznikaja ekstremisci. To co my widzimy jako kwestie religii np. noszenie burek, to kwestia kultury i dotyczy okreslonych obszarow. Jesli Pan nie chce wspolzyc z Pania w przweciagu 4 miesiecy to Pani moze sie z nim automatycznie rozwiesc. Bo malzenstwo to umowa a nie swiety zwiazek. Poligamia mezczyzn jest dozwolona, tylko pod warunkiem, ze kobieta w kontrakcie przedmalzenskim nie zastrzeze, ze sobie nie zyczy.
Przede wszystkim jednak, Kobiety, ktore tam byly byly zadowolone. Serio, usmiechniete, przyjemne, wyluzowane. Pochodzily z roznych muzulmanskich krajow i zgodnie twierdzily, ze nie rozumieja dlaczego swiat zachodni tak sie czepia ich religii. Ze dla nich nosic nakrycie glowy, albo nawet burke, to sprawa tak naturalna jak dla reszty swiata nosic buty czy majtki, i ze cale medialne zamieszanie jest zbedne, bo im to odpowiada. W krajach takich jak; Iran, Irak czy Afganistan zle zyje sie wszystkim, nie tylko kobietom i ze maja wrazenie, ze dla potrzeb medialnych robi sie z igly widly. Na przyklad w Afganistanie burki nosi sie tylko w niektorych czesciach kraju, ale z tego co widac w TV jasno wynika, ze w calym.
Kobiety na prawde wygladaly na zadowolone, usmiechniete, wypoczete, sympatyczne. To wszystko nie zmienia faktu, ze Pan, ktory odpowiadal na moje pytania siedzial do mnie tylem….Za tydzien, chyba znowu pojde ich pomeczyc. Szkoda, ze nie ma podobnych spotkan z katolikami i zydami. Ciekawe co by mowili. Bardzo lubie spotkania z przedstawicielami "wielkich religii".

W sobote wieczorem, razem z Kolezanka Czeszka, na zaproszenie jej wspollokatorki wybralysmy sie na tapas.
Bylysmy, miedzy innymi w knajpie, do ktorej kazdy moze przyjsc i po "probie jakosci" zaprezentowac swoje umiejetnosci wokalno-taneczne. Trafilysmy na koncert 3 panow o przepitych glosach (jaknajbardziej odpowiednich do tematyki) i monstrualnej Pani. Cyganie – wypisz wymaluj. Ale to Hiszpanie tak tu wygladaja. Poczucie rytmu, jakie maja Ci ludzie jest niesamowite. Panowie zachryplymi glosami spiewali "prawdziwe" historie o milosci i zdradzie, przy wirtuozerskim akompaniamencie gitary. Gdy przestali, podniosla sie Pani, ubrana w bluzke z rozlozystymi zakonczeniami rekawow i spodnice zakonczona falbanami w kolorze szaro-czerwonym, w kwiaty oczywiscie. Minimalnie 100-120kg zywej wagi. Ale jak zaczela tanczyc! Dziw, ze sie scena nie zarwala. Poruszala sie z predkoscia i wyczuciem motyla a sila mlotu pneumatycznego. Zeby tanczyc Sevillanas chyba trzeba miec taka wage, cos mi mowi, ze ja bym 3 razy tupla z taka sila i padla. Niesamowite, ze w tancu jej rece i nogi poruszaly sie jakby w innym rytmie w innych sekwencjach. Nogi z niesamotita sila i predkoscia wystukiwaly dynamiczny rytm a rece smialo, ale niespiesznie, z gracja i lekkoscia kota nadawaly calosci jedwabisty charakter. A przypominam, ze to byli ludzie z ulicy, nie zadni "artysci".

 Czeszka i ja wracalysmy wczesniej niz nasze hiszpanskie kolezanki (no po 2 w nocy), deszcz juz przestal padac, a my dostalysmy glupawki. Mialam ze soba parasol, ktory za 2,5 EUR Pan Boski kupil mi w Granadzie. Parasol dobrze spelnial swoje funkcje, poza tym, ze nie byl skladatelny zawsze wtedy kiedy tego chcialam. Za to rozkladatelny owszem. Postanowilam zaprezentowac te wlasciwiosc parasola Kolezance Czeszce i siupnelam parasolem liczac na to, ze sie owtorzy. No i on sie rozlozyl. BARDZO. "Czesc wlasciwa" parasola wykonala lot kosmiczny w sina dal, a ja zostalam z raczka w raczce. Alleluja, ze byla 2:30, bo gdyby latawiec walnal w przechodnia to bylabym teraz w areszcie oskarzona o nieumyslne spowodowanie smierci. Teraz mam 2 czesciowy parasol 🙂

Niedziele, poza innymi glupotami spedzilam na jedzeniu (hurtowym jakos ostanio) i czytaniu "Antropologia de la religion". Gdyby kogos interesowala roznica pomiedzy kaplanem, szmanem, prorokiem i wrozka… jestem do dyspozycji.