KYTICE a LILIJE

Wieczorem ogladalismy z Boskim czeski firm z 2000 roku, ktory sie nazywa Kytice. Bardzo dziwny film bo jest to ekranizacja 7 poematow Karla Jaromira Erbena. To jakby ktos zrobil film w ktorym jedynymi wypowiedzianymi slowami bylyby te zaczerpniete ze Switezianki i dalszych ballad Mickiewicza czy innego.

Jak przystalo na rowiesnika Mickiewicza i tutaj trup sciele sie gesto: Wodnik zabija dziecko, bo jego zona nie chce wrocic od matki ze swiata zywych: w innym matke niasa na mary a 3 corki oplakuja jej grob, albo siostra zabija druga zeby wyjsc za maz za jej bogatego kochanka (i odcina jej nogi, rece i wydlubuje oczy)… Masakra krotko mowiac. Ale bardzo ladne.

Chyba w tym czasie mysli wszystkich krazyly wokol tych samych tematow. Poczytalam Boskiemu Lilije, zeby wiedzial, ze swiat jakis podobny wszedzie byl w tym romantyzmie…

 

Ha ha! zsiniale usta,

Oczy przewraca w slup,

Drzaca, zbladla jak chusta

Ha! maz, ha! trup!

 

Boskiemu  Mickiewicz aie podobal, ale mowil, ze nie rozumie wszystkich slow.

No to mu przeczytalam “Lokomotywe” Tuwima. Ta spotkala sie z calkowitym zrozumieniem. Onomatopeje przemawiaja do kazdego a Lokomotywa to mistrzostwo swiata 🙂 Pamietasz?


LOKOMOTYWA

Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa –
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch – jak gorąco!
Uch – jak gorąco!
Puff – jak gorąco!
Uff – jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie.
Wagony do niej podoczepiali
Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,
I pełno ludzi w każdym wagonie,
A w jednym krowy, a w drugim konie,
A w trzecim siedzą same grubasy,
Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.
A czwarty wagon pełen bananów,
A w piątym stoi sześć fortepianów,
W szóstym armata, o! jaka wielka!
Pod każdym kołem żelazna belka!
W siódmym dębowe stoły i szafy,
W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy,
W dziewiątym – same tuczone świnie,
W dziesiątym – kufry, paki i skrzynie,
A tych wagonów jest ze czterdzieści,
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.

Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się natężał,
To nie udźwigną – taki to ciężar!

Nagle – gwizd!
Nagle – świst!
Para – buch!
Koła – w ruch!

Najpierw
powoli
jak żółw
ociężale
Ruszyła
maszyna
po szynach
ospale.
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi.

A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to,
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna zziajana, zdyszana,
Lecz raszka, igraszka, zabawka blaszana.

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?
Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,,
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!…

/Julian Tuwim/

SEN SIOSTRY (TAK JAK W KINIE:)

Siostra opowiada sen:

miejsce akcji: mieszkanie dziadka Stacha w Czestochowie

– snil mi sie diabel w swojej wlasnej postaci straszny jak z horrorow. Wydawal z siebie straszne dziwki i chcial nas pozabijac i tak strasznie wyl i nie bylo jak przed nim uciec. A ja bieglam i bieglam i chcialam krzyczec o ratunek ale ten diabel tylko charczal i powodowal ze z moich ust nie wyplywal dzwiek a ja z calych sil staralam sie krzyczec i nie moglam.

Taka ucieczka i brak glosu, ale straszne to bylo i chcialam gdziesz szukac ratunku i wymyslilam ze nic innego tylko ksiedza trzeba! jak w filmach 🙂Tylko ksiadz moze tego zlego demona wypedzich (a on tach charczal i wyl, ze nie mozna bylo myslec)

A ja spalam na amerykance tej rozkladanej i on juz ja tak szarpal a ja go kopalam i jakos sie wydostalam i polecialam do mieszkania pani Habrowej bo tam ksiadz mieszkal i wale w te drzwi a on juz lezie  – ten zly – i drzwi sie otwarly i wtedy zauwazylam ze ksiedza juz nie ma bo go wczesniej zabil!!!!

Wszedzie krzyze i krew rozbryzgana i tak wyplywac zaczela pod drzwiami i zrozumialam ze nie ma juz ratunku, skoro nawet ksiedza zabil to nam juz na 100 procent nie ma i znowu zaczelam  sie ze wszystkich sil starac zeby czaczac krzyczec i zeby choc ten oststni krzyk sie ze mnie wydobyl.

I wtedy poczulam szarpanie i glos pana C: spokojnie to byl tylko sen nie boj sie , i jeszcze uslyszalam krzyk straszny, ale to byl moj krzyk….

Ale najlepsze ci powiem: a potem probowalam zasnac i tak leze i juz znowu zapypiami slysze ze ten diabel czeka na mnie na granicy snu i tak tam sapi i wyje i wiem ze to ten sam dzwiek i ten sam diabel!!!

A to bylo chrapanie pana C,  ktory natychmiast zasnal. Tak wiec chyba to on byl tym diablem we snie 🙂

I co teraz ?

WPUSCIC CHLOPA DO BIURA::)

Pan Boski zazyczyl sobie wczoraj wafle z nutela. Nutela twarda na kosc, wiec kazal mi cos zrobic a potem te wafle. No to zrobilam cos – wsadzilam nutele do mikrofalowki na 2 minuty. Debil co nie ma mikrofalowki w domu… no troche ja spalilam ta nutele no!

Kolacje jedlismy u chinczyka na rogu, bo sie u nas nie dalo oddychac, otwarlismy 8 okien (dachowych) w kuchni, na szczescie sypialnia byla zamknieta. Czasem mnie wlasna glupota powala:)

HO

Dzisiaj mam Home office i pracuje z Blavy. Fajnie. Plany mam wielkie ale prawde mowiac nie wiem czy je zrealizuje. Przede wszystkim to takie piekne – caly dzien bez spotkan. Ostatnimi czasy robie tyle rzeczy rownoczesnie, ze na spotkaniach spedzam 4-6h dziennie. Do tego godzina obiad i fakt, ze potrebuje chwile, zebym sie dostala do nowego tematu zanim zaczne sypac maile i wychodzi, ze jesli nie rozciagne dnia pracy do conajmniej 10 godzin to nie ma sily zebym cos konkretnego zrobila.

Moj drogi szef zaproponowal mi ostatnio taki maly awansik, ale przynajmniej na razie odmowilam. Uwielbiam prace, uwielbiam ludzi z ktorymi pracuje, ale moj dzien nie chce byc dluzszy a  goscie ktorych bym dostala do teamu (przynajmniej w tej fazie) nie pracuja tak dobrze jak bym chciala. Nie chce byc dozorca w obozie koncentracyjnym – a z nimi wlasnie tak by wygladalo. Pracujemy na takich obrotach, ze sama sie dziwie, ze nie zwariujemy, ale przynajmniej jest smiesznie 🙂 Nie moge miec w teamie kogos przecietnego, bo musialabym pracowac zamiast niego, a na to jestem za duza.

Jesli to przezyje i naucze sie w stopniu, ktory bede uwazala za wystarczajacy nowa prace bede szukala z usmiechem na ustach 😉

UFOLUDEK

W piatek mialam spotkanie z Blavskimi znajomymi w skladzie:  szef z Blavy i dwie kolezanki z pracy. W Panta Rhei – to taka kawiarnia literacka. Umawialam sie z Szefem wiele wiele razy w tej kawiarni wiec lecialam na pewniaka.

Jak dolecialam okazalo sie, ze ja jestem w Panta Rhei w jednym centrum handlowym a reszta w drugim, oddalonym 35 min drogi autobusem. Nawet nie wiedzialam, ze sa 2 Panta Rhei, auuuu. Skonczylo sie dobrze, bo Pan Boski odebral mnie w jednym i podrzucil do drugiego centra, ale jeszcze raz upewnilam sie w przekonaniu, ze cos jest ze mna nie tak ostatnimi czasy.

Na narty jechalam z duza doza niepewnosci, bo skoro nie jestem w stanie panowac nad swoim umyslem, to moge zrobic krzywde sobie albo otoczeniu. Ale nawet nie, udalo sie, jezdzilo sie dobrze ku radosci swojej i Boskiego.

Do Pragi wyruszam jutro o 5:30 a teraz jeszcze poogladam z Boskim jakis malo stresujacy film, wyprasuje bluzie na jutro do pracy i bede regenerowac 3 komorki mozgowe.

FANTASTYCZNY TYDZIEN CZESC 3.

Dobra passaa trwa 🙂 Wczoraj udalo mi sie pomylic dworce (dawniej pociag odjezdzal z Holesovic a teraz z Hlavniho nadrazi) wiec do pociagu wpadlam z dusza na ramieniu.

We wtorek natomiast pozarlismy sie jak psy z moim ulubionym szefem. Zarcie sie z szefem do krwi w open space tak zeby nikt na to nie zwrocil uwagi jest stosunkowo trudne. W pewnym momencie stanelam przed trudnym wyborem: zabije gada albo wyjde. Odwrocilam sie na piecie, wzielam plaszcz z wieszaka, karte magnetyczna ze stolu i wyszlam. Obeszlam polowe dzielnicy w ktorej jest nasza firma rozwazajac rozne mozliwosci: od podania wypowiedzi, przez zmiane umowy, przez… a potem sie uspokoilam i wrocilam do firmy. Wracajac do 3 pietra zahaczylam o 1 pietro i dzial handlowy, gdzie kolezanka wydrukowala mi na kartce potrzebne informacje. Wrocilam na swoje pietro z biala karta w reku, usiadlam przy biurku i zaczelam pracowac. Szef gadal z jakas inna osoba, ale spogladal na mnie caly czas katem oka. Glupi jakis czy cus? jescze sie chce poklocic?

Sroda: omawiamy z szefem temat na spokojnie i jest super bardzo przyjemnie, jak to przewaznie bywa (jak akurat sie nie zabijamy bardzo sie z szefem lubimy).  Mowie mu: gosciu, nie mozesz mnie tak wyprowadzac z rownowagi, bo odejde. A to bedzie oznaczalo, ze bedziesz mial BARDZO duzo dodatkowej pracy. A on na to: no… jak wczoraj odeszlas tylko z plaszczem a wrocilas z ta biala kartka to bylem przekonany, ze masz w reku wypowiedz.

Nie mialam. teraz jestem w Blave, zaraz sobie zrobie herbatke i jeszcze 3 godziny bede pracowac. A potem polece na spotkanie ze znajomymi z Bratyslawy. Kupujac po drodze bilet za EUR. Caly czas mysle czy na spotkanie mam sie ubrac pieknie… czy cieplo?:)

 

JAK PIERWSZY RAZ NIE DOSTALAM W DUPE

za cudze przewinienia… przynajmniej na razie.

Jednego dnia zadzwonili do nas przedstawiciele jednej telwizji (nomen omen nasi sasiedzi w biurowcu), ze chca sie spotkac i wspolpracowac. Dobra. Spotkalismy sie i okazalo sie, ze ta TV to by chciala kupic reklame na jedej z moich uslug i wymienic bannery na jednej stronce (nie mojej). Moja usluga ma bardzo dobra i bardzo konkretna grupe docelowa i dlatego jest droga. A telewizja miala smiesznie malo kasy a chciala 2 tygodnie. I to jeszcze od jutra, bo jakos zapomnieli a wlasnie zaczynaja grac nowy serial. Byla to taka supermadra 25 -letnia "managerka". 

Sprzedaz przestrzeni reklamowej nie lezy w moich obowiazkach, ale raz kozie smierc, razem z salesem przygotowalismy oferte, dalismy im 40% obnizke i wyszlo im, ze moga miec 1 dzien intensywnie albo tydzien tak srednio. 

Ten barter byl dogadywany po innej linii. Pani z TV posylala kazdy mail na cala firme (konkretnie na tych kilka osob, ktore byly jej w jakis sposb przedstawione) i powoli zaczynalo to wszystkich wkurwiac. Kazdy ma swoja prace a klientow sa tysiace… zwlaszcza ze kasa ktora pani chciala u nas wydac byla smieszna. Ale ok, telewizja, sasiedzi, moze bedzie jakas wspolpraca fajnie.

W kolejnym mailu pani z telewizji napisala:ta 2 tygodniowa kampanie chcemy miec od dnia XX.

Odpisalam:zaoferowalismy Pani tygodniowa kampanie,uprzedzalam, ze nasza usluga jest droga i za te pieniadze nie da sie zrobic 2 tygodniowej kampanii. Szesc razy sprawdzalam: mail piekny jak zloto, logiczny, po czesku – nie przeczytala glupia pannica. Ona mowila, ze chce 2, wiec nie pomyslala, ze ja moge zaoferowac jeden. To telewizjia sie zastanowi…

Nastepnego dnia napisali: ze jesli ta cena jest za tydzien, to oni niestety nie moga sobie na to pozwolic i odstepuja od umowy i zostana tylko przy tym bartru.

Pomyslalam, ze teraz jak nic dostane w dupe.  Niby jest jasne, ze pani nie potrafi czytac ale w zasadzie nie powinnam sie mieszac do sprzedarzy, bedzie moja wina.

A tu przyszedl mail z niespodzianka. Inna usluga napisala:

Mila Pani z Telewizji, wyrazajac chec spolpracy bralismy pod uwage laczona wspolprace nasza i usluga Agradabli. Wzielismy pod uwage zaistniale okolicznosci i doszlismy do wniosku, ze nie mozemy sobie na proponowana wspolprace pozwolic. Z wyrazami szacunku, Inna usluga.

Padlam na twarz. Pierwsz raz w zyciu nie oberwalam za to, ze ktos czegos nie zrobil…I bylam niezmiernie milo zaskoczona, ze ludzie w firmie mysla MY nie JA.

W koncu Telewizja zdecydowala sie wydac u nas o 50% wiecej kasy, wiec pieniazki w koncowym efekcie dostaniemy. Tyle, ze inna usluga rozmyslila sie na dobre. Ale to juz jest problem Milej Pani z Telewizji. 

COCA COLA – CUDOWNY LEK NA WSZYSTKO

w sobote odbyl sie doroczny zjazd Boskich po kadzieli. Byla Mama Boska z nami, brat Mamy Boskiej z Synami +, Siostra mamy Boskiej z rodzina+ Razem: 13 osob + jedna osoba w burzuszku kuzynki.

Program byl dlugi. Boscy dotarli ok 12:15 bylismy na obiedzie, kupic prezenty a nastepnie na dlugiej inspekcji w nowym mieszkaniu kuzyna. 13 osob w malym mieszkanku, chyba 3 czy 4 godziny. Odmowilam wspolpracy w kwestii wspolnego spaceru po lodowej Pradze i paslam sie samodzielnie w izolowanym mieszkaniu.

O 20:15 spotkalismy sie w miescie na kolacji. Wszyscy zjedli szparagi z czymstam a potem kazdy wybral danie glowne, ktore odpowiadalo mu najbardziej. Ja niestety tez. W moim wypadku byl to steak ze slonina i opieczonymi jarzynami. Nie wiem kiedy zjem steaka ponownie.

Po powrocie do domu ok. 24 zaczal mnie bolec brzuch. W nocy spalam tylko chwilami, pierwsza polowe niedzieli spedzilam na wycieczkach do i z WC. ok 13 znowu przelecialo stado Boskich, tym razem do nas – zobaczyc nowe zaluzje, ja w tym czasie lezalam na kanapie jak szmatka.   W drosze do Bratyslawy (musze byc tutaj pol dnia dzisiaj) zatrzymywalismy sie tylko 3 razy, bo wpadlismy na to, ze moze Coca Cola troche zlagodzi moje intensywne trawienie. Zlagodzila. Po 3h bylam nawet wstanie zjesc 5 dzdzownic Haribo. I to wszystko co zjadlam od soboty, ale przynajmniej przybytek odwiedzam nie czesciej niz raz na godzine.

Dzias pracuje z domu. A o 16… wiadomo, pociag i jade do Pragi. Nie wiem jak sie tam doczalgam.

TRUDNE WEEKENDY

przyjechalam odwiedzic Pana Boskiego w Blave. Niestety znowu wpadlismy na mur ciezkich wspolnych weekendow. On by chcial ciagle gdzies fruwac, ja bym chciala zostac przed telewizorem w kapciach. Moze byc bez telewizora ale w cieple.

Powiem tak, to wszystko moja wina, bo jestem nietolerancyjna, wiecznie glodna i jesli chodzi o kweste spedzania czasu na zimnym powietrzu nie potrafie sie dostosowac.

Wszystko bylo zle, juz od poczatku. Z pociagu poslalam mu 2 smsy i dzwonilam, ze jestem bardzo glodna, zeby kupil cos do jedzenia. I cos slodkiego. Wstalam o 5:30 rano, zeby isc wczesniej do pracy, 4,5h w pociagu a ja bardzo musze jesc. Kolejnym smsem zapytal sie czy nie bedzie mi przeszkadzalo, ze jedzenie zrobi az dojade. Myslalam, ze to zart. Po przyjezdzie okazalo sie, ze to nie byl zart. O kupieni czegos slodkiego zapomnial a sosu do spagetti nie bylo wiec kupil slodko – kwasny. Nie znosze sosu slodko-kwasniego unlce bens a juz na pewno nie z makaronem. On mysla, ze to nie ma roznicy bolonski czy slodko kwasny. A z okazji mojego przyjazdu posprzatal (tak jakby dla mnie to mialo jakiekolwiek znaczenie!!!) W efekcie godzine po przyjezdzie jadlam posolony makaron. Wsciekla. Czepialam sie moze 5 minut, ale humor popsul sie – zwlaszcza jemu- na reszte wieczoru. Jestem niewdzieczna, on sie staral.

W sobote ja chcialam zostac jeszcze w domu i wymyslalam tysiac powodow dla ktorych musimy zostac, a jego rozrywalo na kawalki. Wyszlismy o 12. Kupowalismy prezenty gwiazdkowe a potem wzial mnie na targi bozonarodzeniowe. Moja wina, bylam zle ubrana i myslam, ze rozpadne sie z zimna. I tak oblezlismy 2 place i 3 ulice czyli tak 60% tego co generalnie warto zobaczyc w Bratyslawie. Z tym zimnem mam odwieczny problem. Jestem jakas popsuta i tam gdzie inni ludzie odczuwaja chlod ja czule bol. Jest mi zimno w kosci, cialo mozg. Nie przewidzialam o 11 rano, ze o 19 bedzie az tak przejmujaco zimno.

Z tym zimnem jest tez ten problem, ze jak raz porzadnie zmarzne, to drugiego dnia nie moge nawet myslec o wyjsciu z domu. On jest nieszczesliwy, niezadowolony.do tego w naszym fantastycznym mieszkaniu przestalo dzialac ogrzewanie i ciepla woda, wiec nie mialam nawet jak sie ocieplic. Rano bylo mi bardzo zle. Mam jakas porabana zimnofobie czy co, nie moglam wyjsc z lozka. Potem wstalam wiec juz sie zaczal cieszyc i bum bardzo zaskoczony, ze nie wyjde z domu na zimno. Nie wyjde. Nie ma wola. Niech idzie sam sie przejsc. Oboje bedziemy zadowoleni. Ale nie, jak Boski dostanie palec musi wziac cala reke …Na 2h to malo… wzial mapy i polazl, nie wiem czy go jeszcze zobacze przed powrotnym pociagiem. Przykro mi, ze jestem porabana, ale nie ma sily zebym lazila po brzegu Dunaju i marzla a potem wsiadla do pociagu i meczyla sie kolejne 4,5h. Nienawidze podrozowania. Odpoczywam statycznie nie w ruchu. Na 100% nie w samotnym ruchu pociagowym.

Na nasze weekendowe stosunki z Panem Boskim ma ogromny wplyw pogoda i czas. Zima jest najtrudniejsza, bo jest mi zimno i nie chce lazic a on jest nieszczesliwy. Poza tym lazenie liczy sie tylko ze mna. Wiosna jest najlepsza, bo zaczyna byc nieco cieplej i laze z nim po gorach jak wsciekla. Ja nie chce jak wsciekla a on chce jak wsciekly i ulegam w efekcie w drugiej polowie lata dostaje duru plamistego na slowo wzniesienie i proponuje wycieczki po plaskim, Po plaskim to dla Boskiego bezsens, wiec jakis czas mnie nie lubi a potem na jeslien znowu chodzimy, ale juz nie tak intensywnie. A potem przychodzi zima.

Pan Boski jest aktywniejszy niz ja. Potrafi racjonalniej wykorzystywac energie, to wiemy juz dawno. Bardzo sie ciesze, ze go mam, bo jego determinacja sprawia, ze i ja jestem aktywniejsza a to bardzo przyjemne. Problem w tym, ze nie zna granic. Nie wie kiedy przestaje byc motywujacy a zaczyna byc szantazysta. Dzisiaj jak juz wylazlam z lozka – ja bylam zachwycona, ze mi piatka klepka przestala telepac a on myslal, ze skoro telepie mniej to juz bede latac jak orzel sokol. Nie rozumie, ze musze oszczedzac dobry humor na znienawidzony pociag i ze usmiechnac sie i wylezc z pieleszy to juz byl ten wielki wyczyn. To nie jest normalne, zgadzam sie. Nigdy nie twierdzilam, ze zawsze jestem normalna.

Moze to wygladac tak, ze ja sie poswiecilam i przyjechalam a on jest niewdzieczny, ale to nie jest cala prawda. Zupelnie serio mysle, ze gdybym nie byla lekko walnieta z tym zimnem i statyka i jakims rodzajem lenistwa to moglby to byc przyjeny, aktywny weekend. Jak przyjedzie on do Pragi, to jestesmy duszo bardziej aktywni, tylko ze wtedy to on spedza 6h w aucie a nie ja 9 w pociagu. Lubie go bardzo, ale tym razem nie wyszlo. Bedziemy mieli wiele kolejnych prob na lepsze weekendy, mam nadzieje.  Czasem weekendy sa fajne… poczekajmy.

KROKODYLEK LACOSTE

Przyszly szef odezwie sie do poniedzialkowego wieczoru z informacja kiedy zaczynam prace. W kazdym razie w przyszlym tygodniu. Okolo 20;04, jakos tak, postanowilam umrzec ze strachu. Niby serio, po wszystkich tych miesiacach, mam isc do pracy? Taka sama ja? Mala, biedniutka, drobniutka dziewczynka? Natychmiast zmniejszylam sie do rozmiarow chomika a moze nawet mrowki.

Na seminarium spotkalam kolege, ktory pracuje w podobnej dziedzinie, na podobnym projektem, opowiadal o swojej kolezance, ktora zajmuje analogiczne miejsce i ciagle powtarzal: wiesz no, Lenka, ta manazerka.

Mam jakies 4-5 dni, zeby wytlumaczyc sobie, ze ja teraz znowu jestem ta manazerka, ta co zna odpowiedzi i podejmuje decyzje. Same chlopy, ktora sa tam juz wieki i znaja swoja prace i ja mam im mowic co i jak maja robic, HA!. Moje stanowisko zawsze mi sie wydaje nizsza niz kazdego dookola, za to duzo bardziej odpowiedzialne. Zwykle moje sa wszystkie winy swiata i tak polowa pracy. Ciesze sie, ze w koncu bede pracowac w duzej firmie wiec moze zdolam sobie wytlumaczyc, ze NIE jestem odpowiedzialna za wszystko. A jednak, ja manazerka. Ale to dziwnie brzmi.

Mam plan: bede spokojna, nie bede chciala zrozumiec wszystkiego drugiego dnia, po 3 dniach nie bede sie czula winna, ze cos nie dziala i bede sie starac.

Przypomnialam sobie cztery umowy don Miguela Ruiza, ktore przyslala mi Bedrunka i mam zamiar sprobowac sie nimi kierowac. Zycie byloby duzo latwiejsze, gdybym nauczyla sie to robic.

Szanuj swoje słowo
Nie bierz niczego do siebie
Nie zakładaj niczego z góry
Rób wszystko najlepiej, jak potrafisz
… i bądź SZCZĘŚLIWY NAPRAWDĘ!

SZANUJ SWOJE SŁOWO
Bądź uczciwy w tym, co mówisz. Mów tylko to, co naprawdę myślisz. Unikaj słów, które by ci szkodziły, i nie obmawiaj innych. Używaj siły swego słowa tylko dla dobra prawdy i miłości.

NIE BIERZ NICZEGO DO SIEBIE
Cokolwiek inni robią, nie robią tego z twego powodu. To, co mówią i robią, jest wyłącznie projekcją ich własnej rzeczywistości, ich własnych snów. Kiedy uniezależnisz się od opinii i poczynań innych ludzi, przestaniesz niepotrzebnie cierpieć.

NIE ZAKŁADAJ NICZEGO Z GÓRY
Znajdź w sobie odwagę zadawania pytań i otwartego wyrażania swoich rzeczywistych pragnień. Wyrażaj własne myśli tak jasno, jak tylko to jest możliwe, a unikniesz nieporozumień, smutków i dramatów.
Już ta jedna umowa całkowicie odmieni twoje życie.

RÓB WSZYSTKO NAJLEPIEJ JAK POTRAFISZ
Czynienie wszystkiego jak najlepiej jest uzależnione od twoich możliwości w danej sytuacji; nie jest czymś stałym, zmienia się z dnia na dzień; co innego oznacza, gdy jesteś chory i co innego, gdy jesteś zdrowy. Jednak w każdych okolicznościach po prostu staraj się na tyle, na ile cię stać, a unikniesz wyrzutów sumienia, poczucia winy i żalu.