OBIEKTYWY – z technika latwiej :)

W Nowym Yorku kupilismy 2 objektywy. Mialam do wyboru wydac kase na fure ciuchow, albo lepsze objektywy, no to wybralam. Pan Boski cala reszte drogi przypominal mi ile kosztowaly moje zabawki, ale mysle, ze bylo warto. Od czasu kiedy je mamy i on zapalal wielka potrzeba robienia zdjec, o co toczymi mniejsze ale intensywne wojny:))

Sam o sobie sklep (B&H) jest fantastyczny. Prowadzony przez ortodoksyjnych Zydow, doskonale zorganizowany, prawdziwa maszynka do robienia pieniedzy. Po szynach posuwaja sie koszyczki z wybranym sprzetem a karty z szybkoscia swiatla przelatuja przez czytniki, zeby zjesc wiecej i wiecej kasiorki. Dostepne jest chyba wszystko ze swiata photo-video. Za smieszne ceny jak na europejskie warunki. Swietny sklep!

O aparatach fotograficznych i objektywach wiem jeszcze bardzo malo, dlatego o pomoc w wyborze odpowiednich szkiel poprosilam kolege z roku a obecnie profesjonalnego fotografa Krzysia Gapysa http://www.gapysphoto.com/. Bardzo dziekuje, ze chcialo mu cierpliwie tlumaczyc co i dlaczego mam kupic.

Chcac pokazac, ze objetywy dzialaja, nawet jezeli w poblizu nie ma powalajacej przyrody Utah czy fotogenicznego Nowego Yorku, prezenuje zdjecia robione dzisiaj, na 2 godzinnej wycieczce do Dunajskego Luhu.

SIGMA 70 mm F2.8 EX DG MAKRO

Teleobjektyw potrafi wiecej, dlatego wybralismy drozszy wariant:

CANON 100-400 mm f/ 4.5-5.2 L IS USM

fajnie wychodza portrety (ten z Utah, nowego nie mam:)

dla zabawy mozna i tak…

Wiele wody uplynie, zanim bede w stanie wykorzystac wszystkie mozliwosci jakie daja, ale co… w Europie bylyby 3x drozsze, a nawet 3 x tansze byly drogie, wiec "pozniej" nie moglabym ich kupic wcale.

Buziaki dla Boskiego, ze mi pozwolil na taki wydatek:)

______________________________

Czasem mam wrazenie, ze moj zasob polskiego slownictwa zostal zredukowany do 700 slow. Musze znowu zaczac czytac po polsku, bo ten jezyk, ktorym sie posluguje, to jakies kosmiczne nieporozumienie. Jeszcze chwila a zostanie mi tylko wklejanie zdjec, bo juz zupelnie nikt nie bedzie tego chcial czytac. O mores!

APETYT NA PRZYSZLOSC

W koncu. Mam chec zaczac robic cos nowego! Nie starcza mi czasu, bo dusza leci i leci do przodu a stare przyzwyczajenia ciagle jeszcze trzymaja za tylnie kolka.

Zaczne rozgladac sie za praca. Pan Boski coraz glosniej zwiastuje zblizajaca sie recesje, musze zdarzyc przed ostatnim dzwonkiem.

Rozwazam, ze moze jednak sprobuje napisac prace. Ale nie po angielsku jak caly czas myslalam, tylko po czesku. Jasne, ze czeskiego tez nie znam, ale jednak wielka czesc mojego zycia odbywa sie po czesku, wiec dlaczego nie? Ze nikt tej pracy nie przeczyta? Jak jej nie napisze po angielsku to juz z cala pewnoscia nie. A po czesku, powinno poleciec. Znam tyle czeskomowiacych, ze jakas dobra dusza sie zlituje i przerobi to na jezyk literacki, gdybym jednak zdolala cos napisac. Nie trzymac kciukow, nie komentowac. Jak sie uda bedzie fajowo, jesli nie, planuje nie czuc sie winna.

Bede sobie robic zdjecia. Juz mam oficialne zdjecia ze slubu Siostry Boskiego i tak, niektore sa lepsze, ale nie tak znowu wszystkie. Plus w moich jest troche wiecej zycia. Zdaniem Pana Mlodego tez. Wiec nie jest tak zle. Nie musze od razu byc artysta. (Pan Boski nie jest fanem moich zdjec dla odmiany. Te od fotografa sa fantastyczne, ja ponoc zrobilam kilka fajnych. Na szczescie Pan Mlody jest odmiennego zdania)

Czytam Grishama po angielsku. I da sie. To nie pierwsza ksiazka, ktora czytam w tym oryginale, ale ostatnio przestalam w siebie wierzyc.

No i czytam o zarzadzaniu projektami. Kumam. czyli nie jest tak zle.

Ciesze sie faza maniakalna i dobrze mi z tym.

W nocy byla szalona burza. W mieszkaniu pod dachem trudno bylo spac, tyle blyskow i trzaskow. A dzisiaj znowu jest pieknie. Po nocy niezmiennie przychodzi dzien. Tym razem warto bylo poczekac.

CIERPIENIE USZLACHETNIA,… MILOSC USZCZESLIWIA.

Czasami nie pisze bo sie nic nie dzieje, czasami, bo dzieje sie az za duzo. Aktualnie dzieje sie sporo, tylko ze sprawy sa niezupelnie publiczne.

Zacznijmy lagodnie:

Koledze mojemu najlepszemu urodzil sie maly szkrab. Nazywa sie Stanislaw, ma 54cm wzrostu i wazy ok 3520g. Tatus twierdzi, ze jest najsympatyczniejszy na swiecie. I pewnie ma racje:)

Pana Boskiego wyciagnelam na Sex w wielkim miescie. Dla mnie to byla powtorka z rozrywki, ale on sie emocjonowal. Zabawna sprawa, bo BP generalnie nie znosi seriali a telewizji nieomal nie oglada. Ale sa wyjatki. I prawde mowiac jestem bardzo dumna, ze sa. Nie wiem, czy ogladanie seriali to meskie zajecie, mysle, ze z cala pewnoscia rodzinne. Uwielbiam dyskutowac z nim (w sensie: ja mowie :)) o niezwykle istotnich problemach bohaterek. Jak mi we wtorek Zajaczkowska opowiedziala co sie dzialo w "Gotowych na wszystko" to musialam szczegolowo referowac. Czy to nie mile?

—————————–

Jedna moja dziecieca milosc napisala mi list z przeprosinami za sposob porzucenia mojej osoby (zdecydowanie ponizej wora). Oczekiwala, ze wybacze i bedzie mogl spac spokojnie. Tyle czasu minelo. Jakos tak nie wpadl na to, ze musi sobie wybaczyc sam. To juz nie jest moja bajka. Zupelnie serio nie mam zamiaru do tego czasu wracac, tylko dlatego, zeby on poczul sie lepiej. Moze, kiedys, jak znikna te ciarki na plecach, jak o tym mysle…

Ach faceci. We wtorek, rowniez po latach, dowiedzialam sie, ze inna moja wielka milosc podrywala dosc intensywnie moja dobra kolezanke. Ta zainteresowania nieodwzajemnila, pewnie dlatego moge do dzisiaj utrzymywac przyjemne stosunki z kazda ze stron.

O obu sprawach pisze niby obojetnie. Jednak obie troche bola (zwlaszcza ta pierwsza). Zgadzam sie, ze ten okres, kiedy czlowiek wybiera partnera, jest bardzo przyjemny i ekscytujacy, ale sa dni kiedy mam ochote udac sie na kolanach do Czestochowy, ze teraz, w najgorszym wypadku na jakis czas, mam te manewry za soba.

To jest tak kosmicznie nieprzyjemny moment kiedy jakis gosc, ktory poruszyl wszystkie Twoje komorki nerwowe mowi "wybacz, ale ja nie czuje nic". Mowi, nie mowi, czy zachowuje sie tak, ze jest to oczywiste, to juz nie ma znaczenia. Starsznie boli. Ja juz nie chce.

Parafrazujac to co pisze moja Siostra, byc moze cierpienie uszlachetnia, ale milosc i przyjazn uszczesliwia.

NA GLOWIE I W GLOWIE

Siostra, bardzo zdziwiona, znalazla moj chodowlany siwy wlos, bo ona nie ma a ja mam. Znam go juz czas jakis, za bardzo sie blyszczy na mojej ciemnej czuprynie, zeby sie z nim nie zaprzyjaznic. Ja mysle, ze sa gorsze nieszczescia niz moj siwy wlos, sztuk jeden. Ona tez mysli.

Bo jestesmy u Siostry. Matylda zapomniala  paszport w Blave i przyjechalismy go oddac. Wczoraj spedzilam dzien caly w roznych srodkach transportu. o 10:50 wsiadlam do metra a potem juz jechalam 4:30 pociagiem i jeszcze jakies 4 autem do siostry. Jestem homo lokomotus – zamiast sie buntowac powinnam sie przyzwyczaic. Taki los okretnika.

Pobyt w Pradze byl lekko-pol-sredni. W poniedzialek mile spotkanie z dziewczynami, wtorek kurwica na poczcie i spokojny urzad pracy a potem troche sie popsulam, bolal mnie czlowiek i dusza tez w zasadzie tak wiec nie zrobilam nic do szkoly a to mnie zawsze denerwuje.

W srode poznalam nowego wlasciciela firmy w ktorej ostatnio pracowalam. Bardzo intensywnie przekonuje mnie zebym powrocila. Jest wiele za i jeszcze wiecej przeciw. Pan – homoseksualista na pierwszy rzut oka, a ja nie lubie oscentacji w zadnym przekonaniu – jakos tak przez przypadek, podczas jednej wspolnej herbaty sie mna przelotnie zachwycil. I co teraz?

Za:

– wie, ze czesciowo mieszkam w Blawie i bierze to pod uwage

– znam firme

– jest to kontynuacja

– firma jest w Pradze a ja lubie Prage

– gosc sie zna na rzeczy, wiec kto wie, moze rzeczywiscie bedzie w stanie cos z firma zrobic?

– wydaje sie, ze ma ochote zaplacic sporo kasy, zebym wrocila

– gosc ma doswiadczenie, jest znany na rynku interaktywnego marketingu, mozna sie od niego sporo nauczyc – jak sadze. Bardzo lubie obserwowac ludzi, ktorzy znaja sie na rzeczy!

Przeciwko:

–  czlowiek nie potrafi oceniac ludzi. Gdybym miala zostac musialabym wywalic kilku pracownikow, a on jest jeszcze nimi zachwycony. Innych ocenia gorzej, moim zdaniem dlatego, ze ich nie zna. Bedzie mu trwalo, zanim dojdzie do podobnych wnioskow co ja (tez kiedys bylam zachwycona, do czasu)

– nie kojarze sie ludziom z dobrymi czasami, jak mu sie wydaje. Jak bylam ja, bylo i sporo pracy a ostatnie pol roku nie pracowali. Mysle, ze teraz beda szukali kazdego powodu, zeby sie nie udalo, a ja nie chce byc kolejnym powodem.

– miniaturowa AW siedzi mi na ramieniu i sie smieje, mowi, ze popelnilabym po raz drugi dokladnie ten sam blad. A ja wiem, ze AW w tych sprawach ma zwykle racje.

– moze warto, moze to jest dobry czas, zeby ot tak zaczac cos nowego. Bo niby dlaczego nie? przeciez nie jestem znowu taka glupia, zebym musiala az tak panicznie trzymac sie jednej pracy, prawda?

– gosc widzi droge, ja jej nie widzie – ale moge go poprosic, zeby mi pokazal, wiec trudno powiedziec, ze to jednoznaczny argument przeciwko. Obawa pozostaje, nie cierpie z gory przegranych projektow, a w tym skladzie osobowym jest dosc przegrany ten projekt. Moim zdaniem.

– jezdzi "tanim" autem. Pytanie czy dlatego, ze jest oszczedny, czy tez dlatego, ze ma "wieksze oczy niz mozliwosci" ? Moze to glupie kyterium, ale jednak dosyc wiarygodne.

Zaprosil mnie na kolacje na ktorej beda ludzie z firmy. Kolacja jest w czwartek, do tego czasu musze zdecydowac – ja tak mowie, nie on. Na dzien dzisiejszy jestem raczej przeciwko.  Jedyna mozliwosc jaka widze to to, ze bede dla nich konsultantem, co on tez bierze pod uwage. Zaoszczedzi mi to koniecznosc codziennej walki, zeby ksieza i ksiezniczki udzielne zaczely pracowac a da jakas kase (co zamknie powoli krzywiaca sie mordke Pana Boskiego).

W czwartek bylam na "Sex and the city".(przepraszam AW, nie pomyslalam, ze masz ochote mnie widziec, przyznaje, ze czuje sie troche unikana:).

Musze stwierdzic, ze serial byl duzo lepszy od filmu. Bo film to taki serial w telegraficznym skrocie. Druga sprawa, to fantastyczny czeski dubbing, ktory  bohaterkom v TV dal duze lepsze glosy nic w rzeczywiostosci maja:) W kazdym razie scena w ktorej glowna bohaterka wali kwiatkami w swojego niedoszlego meza jest z cala pewnoscia oskarowa. Takiego napiecia nie widzialam juz dawno, nawet w kinie akcji.

Matylda dostala 5 zamiast 6 z religii. Wszyscy na 6 zdawali a jej katechetka (kiedys kolezanka z klasy ojca Matyldy) powiedziala, ze "jak sie jezdzi do Ameryki to trzeba ponosic konsekwencje". No no. Dobrze, ze Mati ma poczucie humoru i olala. Ja bym takiej powiedziala co sadze o zawisci niespelnionych swietych.

Siostra Pana Boskiego za tydzien wychodzi za maz za Szwajcara. Przed rokiem, polrokiem, miesiacem tlumaczylam do nieprzytomnosci, ze to nie takie latwe i, ze musza 17 razy sprawdzic czy maja wszystkie dokumenty, bo hajtac sie za obcokrajowca to w czesi dosc skomplikowana sprawa. Ponoc bylam przewrazliwiona. Moze i bylam, ale moj slub sie odbyl w terminie a jesli ich sie odbedzie dowiemy sie za tydzien, moze  bedzie tylko lipa dla gosci. Brakuje im jednego, ale skomplikowanego dokumentu i wlasnie trwa intensywna wymiana maili miedzy szwajcarskim konsulatem a urzedem miasta w L. Biurwa z L jest nieugieta, panna mloda roni lzy a szwajcar sie zwija. Trzymam kciuki. Nastepnym razem proponuje posluchac uwag przewrazliwionej ale doswiadczonej Agradabli.

KTOKOLWIEK WIDZIAL, KTOKOLWIEK WIE?!

Zaczynam sie pakowac. Niesmialo. Pan Boski zmiescil sie do 1/3 walizki,mnie zostaje reszta a tu sie okazalo, ze nie bardzo mam co tam wsadzic?! Wsyslo majty i koszulki. Wyprane jest wszystko, ale tych rzeczy po prostu nie ma, koza zjadla. Zeby mieszkaly w Pradze???

Pan Boski juz lekko przezywa wyjazd. Pol wieczora lazil i pytal sie "kto wymyslil, ze jego rodzice pojada z nami???" No ja wymyslilam, bo chcialam Matylde zabrac a jakos tak pomyslalam, ze przy okazji odrobimy panszczyzne z tesciami. Matylda jest 11-letnim niesamowidzie spokojnym czlowiekiem. Mam nadzieje, ze jakos z nami wytrzyma. Wlasnie Siostra napisala, ze jedzie z nami rowniez wielka, zielona zaba, bez ktorej czlowiek nie moze podrozowac, spac, ani nic. Coz… ja na kazdy wyjazd powyzej miesiaca biore ze soba pluszowego niedzwiedzia, czy moge wypominac zabe 11-latce? Niech wsiada.

W porannym francuskim serialu ojciec jednej z glownych bohaterek umarl na raka. Poryczalam sie. Nie zebym tak zalowala ojca, ale wpienilam sie, bo wszyscy teraz umieraja na raka. Jak ktos ma raka (wylaczajac raka szyjki macicy i piersi, gdzie jakas szansa jest, jezeli jest wykryty dostatecznie wczesnie) to kaplica. Moze sobie od razu obstalowac trumne. Wkurwia mnie to. Ciagle obok mnie pojawia sie nowa i nowa chora osoba, pojawia, chwile trwa i znika.  I ta nasza naiwna wiara, ze moze wygra. No, nie slyszalam zeby kto wygral. Bardzo sie ciesze, ze przynajmniej sa leki, zeby nie bylo trzeba cierpiec.

Nie, no nie moge odjechac z takim smutnym tematem na blogu. Jest pieknie. Jestesmy zdrowi wszyscy a w kuchni mam przygotowane wafle z czekolada. Czego chciec wiecej?!

LATO W (zimowym) BUCIE

Uff juz myslalam, ze reszte lata spedze w jednym zimowym bucie.

Wybralam sie do banku wymieniac korony za dolary. Adres oddzialu sprawdzilam, niedaleko. Spoko.

Ustalilam, ze pojde w zielonych tenisowkach.

Zlazlam w skarpetkach 2 pietra na dol (bo my mamy prywatna klatke schodowa:) i okazalo sie, ze tenisowki sa jednak na gorze. Jest tak goraca, ze nie chcialo mi sie lezc na gore. Stwierdzilam, ze wezme takie lekkie zimowe buty co mam na dole. Raz-dwa przelece kawalek i bedzie.

Dolazlam do miejsca gdzie mial sie znajdowac oddzial banku. A tam co? bankomat. Kuzwa! Dlatego wlasnie znalazlam strony banku wybralam oddzialy nie bankomaty, zebym potem zobaczyla bankomat a obok niego napis: Oddzial ul. Xkovska 22!!

Nic to. Dzisiaj musze je wymienic. Polazlam Xkovskou na dol bo to wielka ulica. 7 min drogi w zimowych butach potem znalazlam inny odzial tym razem tadam hipoteczny. Pytam sie kobiety czy przypadkiem gdzies niedaleko nie moglabym tej kasy wymienic? a tak, Xkovska 22. Mowie, ze bylam, ale jest tylko bankomat. Nieee… jak pani wejdzie do bramy pod napisem British Airways to tam w glebi jest bank. Super! szkoda, ze nie ma hasla i odzewu i obowiazkowych lisci we wlosach.

Przylazlam na Xkovskou 22. Nie ma oddzialu. po paru chwilach obadywania znalazlam British Airways a w glebi bramy, bez jakiejkoliw tabliczki byl ukryty oddzial. Wymieklam. I wymienilam.

Powrocilam do domu. Zrywam buty. Jeden but sie zacial. 30C a ja w zimowym bucie. Hop siup jestem pomylona! Myslalam, ze mi odplynie noga jak z pomoca nozyczek i calej sily woli przekonywalam zamek, zeby sie jednak rozpial a pot sciekal mi po kostce.

Tak tak, oficjalnie oglaszam poczatek lata w Bratyslawie. A to jest ponoc chlodny dzien. Ufff

RECEPTY NA SZCZESCIE

Przygotowywuje mistery shopping i rozmawiam z kolezanka.

Ona jak zwykle skowronek – szalona, szczesliwa do bolu (ma 2 biegi: szczesliwa do bolu i nieszczesliwa do bolu) a ja tlucze jej do glowy te dziwne madrosci jak to powinna byc przezorna i myslec o przyszlosci.

Znamy sie tak 31 lat z hakiem. Zawsze byla nierozsadna, kochana, szalona, ciekawa i szczesliwa lub nieszczesliwa. Przynajmniej polowe tego czasu bezskutecznie przekonuje ja zeby sprobowala zapobiegac problemom a nie jakos je przezywac. Mam wrazenie, ze jak nie powiem to potem bede sie smazyc w ogniu, bo spodziwalam sie a nie staralam sie. Ale glupota.

Przegladam w glowie wszystkie pary, ktore znam (lacznie z ta w ktorej gram najwazniejsza drugoplanowa role:)) i w zasadzie wszystkie sa w pewnym sensie absurdalne. Czasem mam wrazenie, ze nie potrafie obronic siebie przed soba, to co sie pcham na aniola stroza?? Ma skrzydla, niech koza lata.

MACKO PUF – albo w jakim ja kraju zyje??!!

Kto zgadnie co to jest Macko Puf dostalie lizaka!

To slowo jest nieomal tak piekne jak krasokorčuliar –> łyżwiarz figurowy. Slowacy maja jednak ulanska fantazje!

Przemierzylam dwukrotnie mini-miasto stoleczne Bratyslawe. Odnosze wrazenie, ze trolejbusy spelniaja tutaj podobna funkcje jak w Pradze metro. Coz… když dva dělají totéž, není to totéž 🙂

Widzialam kolezanke z ktora kiedys pracowalam. W ciagu spedzonych wspolnie 3h zdalam sobie sprawe jak bardzo odpoczelam. Patrzac na Zuze widzialam siebie z przed kilku miesiecy. Zestresowana, podirytowana i mega nieszczesliwa, ze efekty mo/jej pracy ida na marne.

Odpoczelam. Wierze, ze wszystko co mowila to prawda. Doskonale rozumiem jej rozgoryczenie i smutek. Na szczescie jest fajowo i niewiele jest w stanie wyprowadzic mnie z rownowagi, a juz napewno nie byla praca. Mam czyste sumienie, pracowalam najlepiej jak umialam i watpie czy ktos inny poradzil by sobie lepiej. Pomijajac drobny fakt, ze juz mnie to nie dotyczy. Juhaaa!!!!!!! (no i to, ze jak kros pracowal w Fio to juz potem zadna praca w zasadzie nie jest straszna:))

Jak pomysle o pierwszych miesiacach w Blavie to znowu mam razenie, ze trafilam do czyscia. Z miliona powodow czylam sie niesmowicie smutna i zagubiona. Dobrze, ze mam to za soba. Dzisiaj, dnia 27 maja 2008 roku czuje sie szczesliwa. Pan Boski pojechal na delegacje do Pragi, jest pieknie, mam balagan i opijam sie sokiem jablkowym. Biorac pod uwage zblizajace sie wakacje z tesciami to moze byc jeden z ostatnich momentow szczescia, warto napisac :))

____________________________________________________________

Powiedzial, ze moge, dlatego szybko szybko, zanim sie rozmysli:

To moje ulubione zdjecie:))