Oj BOLI

Podtrzymuje twierdzenie, ze zeby bola mnie mniej niz wiekszosc ludzi. Dzisiaj okazalo sie, ze byc moze, ale dziasla potrafia. Okolo 2 w nocy zrobilam sobie godzinna przerwe w spaniu w celu kontemplowania bolu dziasel. Rano planowalam chodzenie po scianach. Aktualnie po zjedzeniu 2 tabletek Nalgesinu jestem w stanie myslec o czyms innym niz o krzyku.

Bajer. Zastanawiam sie czy skorzystac z okazji i isc spac, czy moze szybko szybko zrobic cos do szkoly. Jak zaczynaja dzialac tabletki szybko zapomina sie o bolu. Niestety, do czasu, jak sadze.

WIOSNA IDZIE

Czeska telewizja Nova i slowacka Joj emituja serial pt "Ordynacja w ogrodzie roz". Wszystkio jest takie samo, taki sam szpital, takie same meble w takich samich domach, tyle, ze aktorzy sa rozni i mowia po czesku albo po slowacku. Z przyczyn obiektywnych jestem przyzwyczajona do czeskiego serialu (jesli jakiegokolwiek).

Dwa tygodnie temu Pan Boski byl na jakiejs sluzbowej kolacji a ja postanowilam, ze bede sie gapic jak ciele wlasnie na Ordynacje.

Patrze, patrze nagle zaczyna sie dramatyczna scena:

Konieczna jest hospitalizacja i skomplikowana operacja w klinice. Pacjetke nalezy natychmiast przewiezc do szpitala specjalistycznego. Padaja znaczace slowa:

– Siostro, prosze natychmiast zamowic helikopter! Pacjetke trzeba natychmiast przewiezc do BRATYSLAWY!

i moje mysli: dlaczego kurwa do Bratyslawy?

dopiero po chwili wpadlam na to, ze Slowacy pewnie nie powioza pacjentow do Pragi, jak oczekiwalam:)

Przypuszczam, ze dowcip moga zrozumiec tylko codzienni obserwatorzy delikatnych stosunkow czesko-slowackich. Ja sie usmiecham zawsze jak o tym pomysle 🙂

_______________________

Weeked spedzilismy w Sulovskych Skalach. Pare wiosenno-letnich zdjec…

wiosna, ale bylo 24 C

Pan Boski i ja

Gopherku, to pewnie cos bardzo chronionego, nie?

zamek, ktorego nazwy nie chce mi sie sprawdzac… ponoc 2 co do wielkosci na Slowacji 🙂

w tym kwiatku sie zakochalam

mroweczka

Sulovske skaly

I Want a Divorce

 Here you go guys, enjoy and men beware!!

Pls women please do not take any ideas from this, its meant as a joke!
A married couple is driving along a highway doing a steady 60 miles per hour.
The wife is behind the wheel. Her husband suddenly looks across at her and
speaks in a clear voice. ‘I know we’ve been married for twenty years, but I want a divorce.’ The wife says nothing, Keeps looking at the road ahead but slowly increases her speed to 65 mph. The husband speaks again. ‘I don’t want you to try and talk me out of it,’ He says, ‘because I’v e been having an affair with your best friend, And she’s a far better lover than you are.’ Again the wife stays quiet, But grips the steering wheel more tightly and slowly increases the speed to 75 He pushes his luck. ‘I want the house,’ he says insistently.. Up to 80. ‘I want the car, too,’ he continues. 85 mph. ‘And,’ he says, ‘I’ll have the bank accounts, all the credit cards and the boat!’ The car slowly starts veering towards a massive concrete bridge. This makes him nervous, so he asks her, ‘Isn’t there anything you want?’ The wife at last replies in a quiet and  controlled voice.’No, I’ve got everything I need,’ she says.’Oh, really,’ he  inquires, ‘so what have you got?’ Just before they slam i nto the wall at 85 mph,The wife turns to him and smiles. ‘The airbag.’

Moral of the Story : Women are crazy!!!!  Don’t mess with them!! Just smile and pass this on to those who need a laugh!!!

STATYSTYKA INACZEJ

Zmusilam sie do lektury mojej sociologiczno-statystycznej ksiazki i bylo warto. Pierwszy raz w zyciu z usmiechem czytam ksiazke, ktora traktuje o statystyce.

Nazywa sie: Jak se vyrábí sociologicka znalost. Příručka pro uživatele.

Autorem jestm Miroslav Disman, czeski naukowiec, ktory na ponad 20 lat emigrowal do Kanady a potem powrocil i napisal to cudenko. Bedrunko, zrob cos dla biednych polskich studentow i zprezentuj im tlumaczenie, padna na twarz. Jestem na 63 stronie solindego przeczytania a czytalam doslownie godzine czy poltorej. Nieprawdopodobne, ale prawdziwe, to jest ksiazka przygodowa. Zwlaszca jak ktos czytal dziela o podobnym zamierzeniu autorstwa np: B. Jokiel, B. Kostrubiec (nawiasem mowiac jedne z najciekawszych polskich ksiazek na ten temat) i przygotowal sie na placz i zgrzytanie zebami.

Dzisiaj przeczytam conajmniej 100 stron, bo ja CHCE wiedziec co tam pan smiesznego napisal ukratkiem uczac nas metogologii badan sociologicznych.

_______________

"Pochwale sie", ze wczoraj troszke zmasakrowalam Hipolita (polo). Przy cofaniu w garazu podziemnym w Tesco zahaczylam lusterkiem i teraz mamy takie 3 cm pekniecie na migaczu na lusterku. Biedak Hipcio, ten musi ze mna cierpiec. Coz, w kazdej wojnie sa straty w ludziach i sprzecie. Czuje, ze Hipolit wybaczyl mi glupote i nadal bedzie cierpial na wspomniany wczesniej 

syndrom sztokholmski

Dunaj:

Wojna nr 1928

Wojna ze Swistakiem nr 1928 – staram sie czytac te ksiazke, ktora powinnam. Oczywiscie zamiast tej ze statystiki czytam dwie zupelnie inne. Sama siebie smiesze tym moim "powaznym" podejsciem do nauki. Widlami ja! Mam nadzieje, ze moje dzieci beda pilniejsze, bo je zastrzele w pierwszej klasie podstawowki!

Te pisenke, co Asia J. wlozyla do komentarzy goraco polecam. Jak zwykle nieudolny link zamiast fajnego filmiku (jak sie to robi??). Poprawila mi humor bardzo bardzo.

http://www.youtube.com/watch?v=Jo_LpLuuyUE&feature=related

si todo empieza y todo tiene un final, hay que pensar que la tristeza tambien…

SADZILAM DRZEWKA, ROBILAM ZDJECIA KWIATKOW

w sobote bylo wesele. takie nietypowe, bo slub byl w piatek. panne mloda bylo trudno wyroznic wsrod zaproszonych, ale oni tak chcieli. lubia cicho i naturalnie. a bardzo prosze.

rano zadzilismy drzewa. razem 700. przyjemna praca jak sie pracuja w duzej grupie. mam nadzieje, ze wyrosnie fajny las.

od niedzieli do dzisiejszego ranka goscili u nas rodzice Pana Boskiego. dalo sie. moge powiedziec, ze fajnie sie z nimi gadalo. ale biorac pod uwage ilosc slow wypowiadanych przez Tatusia teraz zupelnie serio ciesze sie samotnoscia (Pan Boski ma spotkanie sluzbowe i wroci w nocy).

Matylda dostala wize, jesli wszystko sie uda na poczatku czerwca pojedziemy do USa ogladac parki narodowe. znowu bedzie duzo zdjec. juz sie ciesze.

wczoraj na Devine robilam zdjecia kwiatkow i takich tam…

Groucho Marx’s dictum

I znowu nie wiem jak sie to nazywa po polsku :)) moze jakis psycholog pomoze?

Czytam taka ksiazke, nazywa sie "Wrog w moim pokoju" (Nepřítel v mĂ©m pokoji a jinĂ© příbÄ›hy z psychoterapie), opowiada o doswiadczeniach Yorama Yovella, amerykansko-izraelskiego psychiatry i psychoterapeuty. W kazdym rozdziale opisuje problem jakiegos pacjenta i mozliwosci leczenia. Oczywiscie w popularno – naukowy sposob, tak aby laicy mogli sie bez problemu zorientowacw temacie.

Jeden z ciekawych problemow, ktory opisuje to tytuowy Groucho Marx’s dictum, ktory da sie ztrescic w zdaniu "dostaje drgawek na mysl o wstapieniu do klubu, ktory chcialby mnie przyjac za swojego czlonka" albo innymi slowy "bezwarunkowo musze stac sie czlonkiem klubu, ktory mnie odrzuca". 

Poznalam kiedys taka dziewczyne dla ktorej kazdy chlopak byl "tym boskim" tylko do czasu kiedy go zdobyla. Potem atrakcyjnosc szybko spadala. Ona sama nie miala najlepszego zdania o swojej osobie. Dokladnie tak jak opisana w ksiazce przepiekna striptizerka, ktora nie potrafila uwierzyc, ze czlowiek, ktory zakocha sie w niej, takiej "przecietnej" moze byc czegos wart. Jesli ja odrzucal, dala by sie pokroic. Jak juz ja chcial akcje szly na dno. A ona byla nieszczesliwa, nieszczesliwa, nieszczesliwa bo przeciez niechciana przez "tych wlasciwych".

Brr. Kazdy mamy swoje nieszczescia…

CZY TYLKO JA ZWARIOWALAM ? (spoleczenstwo edukacyjne)

Siedze w domu. W zasadzie nie mam zadnych obowiazkow a jednak nie jestem wolna. Oczywiscie kwestia wolnosci jest indywidualna i jest to moja wlasna decyzja, ze tak ja wlasnie odczuwam, ale jednak podjeta pod wplywem srodowiska i rzeczywistosci w ktorej zyje.

W jakim sensie nie jestem wolna? poniewaz jakbym sie nie starala kazdy dzien w ktorym nie przeczytam chociaz kawalka jakiejs "podrecznikowej" ksiazki, albo czegos w "egzotycznym" jezyku a nie podejme jakiejs konkretnej czynnosci zwiazanej ze szkola, uwazam za stracony.  Moge sobie tlumaczyc do nieprzytomnosci, ze moj czas nalezy do mnie ale i tak wracam do punktu wyjscia. Wyrzutow sumienia.

To chyba jest jakas dysfukcja mozgu, ze jednoczesnie jestem leniem patentowanym i pomylonym straznikem bezwarunkowej i permanentnej edukacji. Chyba pojde do pracy. Przynajmniej za obowiazki bede dostawac jakas kase 🙂

A tak na powaznie, wcale nie twierdze, ze to czytanie czy ogladanie czy inne uczenie nie sprawia mi przyjemnosci. Przeszkadza mi tylko ta obsesja, ktora spedza mi sen z powiek jesli pozwole sobie na dzien bezczynnosci (konkretnie ma pomyslenie o dniu bezczynnosci, bo jeszcze sobie na taki full wypas nie pozwolilam). Jestem swoim oskarzycielem i sedzia. Kazdego dnia skazana za niedostateczne starania o lepsze jutro. A co jesli juz zawsze bede breloczkiem do walizki Pana Boskiego?

Tak sobie mysle, ze za czasow naszych babc czy nawet mam do palpitacji serca doprowadzal je porzadek, doskonalenie kuchni czy robotek recznych ale nie czytanie ksiazek z psychologi naprzyklad. Kiedy zaszla ta zmiana? W ktorym momencie dalysmy sie zwariowac? Kiedy dalam sie przekonac, ze magisterium i podyplomowka to za malo, zeby odejsc do cywila?

Paradoksalne jest to, ze i tak w koncowym efekcie wiejcej czasu spedzam na zmuszaniu sie do "edukacyjnych" czynnosci niz na jakiejs rozsadnej czynnosci w tym kierunku. Jestem pomylona. Kiedys ten blog opublikuja jako pamietnik wariatki:)

80/20

Prawde mowiac nie mam pojecia jak okresla sie po polsku Paretuv zakon. W kilku slowach chodzi o to, ze ok  80% wynikow jest efektem 20% poniesionej pracy. Wlasnie przelatuje przez publikacje Richarda Kocha dotyczaca wykorzystania tej wlasnie zasady w pracy i zyciu codziennym i przytakuje jakbym z nim rozmawiala. Ma pan racje, Panie Koch, zgadzam sie.

Dla ekonomistow te sprawy sa oczywiste, ja ucze sie ekonomii na wlasny rachunek, moze dlatego niekonwencjonalnymi drogami.

Jest tam swietny kawalek mowiacy o tym jak general von Manstein wybieral niemieckich oficerow.

Leniwy i glupi –> zostawic w spokoju

Leniwy i inteligentny –> gwiazda

Pracowity i glupi –> wyrzucic natychmiast

Pracowity i intteligentny –> swietny oficer

Zaskoczeni? ja nie bardzo

Leniwy i glupi –> da sie wykorzystac do prostych, powtarzalnych prac. Tania sila robocza (wiz jedna ladna i niezmiernie glupia sekretarka w mojej bylej firmie)

Leniwy i inteligentny –> (mowimy tu o leniwej inteligencji nie o leniach smierdzacych) to czlowiek innowacyjny, ktory szuka jak tu zarobic a przy tym sie nie napracowac. Takich ludzi potrzebuje kazda firma!

Dlaczego wyrzucac pracowitych ale glupich? bo zwykle wytwarzaja tyle niepotrzebnej pracy sobie i innym, ze mozna dostac zalamania nerwowego. No i te pomylki… A przy tym jeszcze odgrywaja role swietych. Nie nie, palka w lep i do wiaderka.

A pracowitych i inteligentnych organizacja bardzo potrzebuje, bo moze ich wykorzystac.  Jest duzo trudnej i potrzebnej pracy, ktora ktos musi wykonac. Niestety zwykle nikt nie docenia pracy takich ludzi. Wiesz cos o tym AW, co nie?

Dzisiaj na obiad: rizotto z owocami morza