NIE MAM CZASU PRACOWAC!

Zatrudnili mnie tutaj, zebym a) zrobila porzadek w  uslugach, ktorych powinnismy siez tych czy owych powodow pozbyc b) wymyslila albo urozmaicila nasz pomysl na te uslugi, ktore beda dzialac. Dodatkowo zwolnili 2 osoby, ktore to robily wczesniej.

Wierze, ze niedlugo sie pozbieram, zaczne rozumiec co sie dzieje i bede mogla zaczac myslec kreatywnie, na razie kreatywnie wymyslam i aktualizuje umowy i robie milion rzeczy, ktore na gwalt trzeba zrobic TERAZ. Tylko na myslenie jakos nie ma czasu. Pierwszy raz zupelnie serio nie mam pomyslu jak zdarzyc zrobic wszystko co zrobic powinnam. 

JEST BARDZO ZIMNO

Jest okropnie zimno i w drodze myslalam, ze mi odpadnie wszystko…

Dla mnie samej interesujace jest to, ze jak jak jest 0-5C to umieram z zimna, a jak jest -5 -10 C to jest mi okropnie zimno, ale jakos tak inaczej i latwiej mi to przezyc. Dziwny ludz jestem. 

TO ZNOWU JA

 a co mi tam, pobluzgam sobie 🙂

1. niecierpie paranoi Boskiego polegajacej na ukrywaniu balaganu w szafach. Dobrze, jak ja nie mam czasu to wrzucam rzeczy do szafy a potem jak znajde czas to je ukladam. Ale zawsze wrzucam je do konkrenej szafy w ktorej mieszkaja a nie do losowo wybranej ! Dlaczego tak bluzgam? Boski w ferworze walki ukryl pieprzniczke i solniczke w szafce szklankowej. No, zadna tragedia, ale a) kto ma sprzatac to co wysypal i b) to nie jest takie latwe znalezc miejsca w ktorych ukrywa rozne rzeczy. Ta solniczka to nie jest zaden wyjatek. Zawsze jak zawita w Pradze "posprzata" mi rozne rzeczy, czasem w zaprawde nieprawdopodobnych miejscach. a potrem szukam… Wrr

2. apropos szaf. Z miesiac temu zrobilam w nich taki porzadek, ze by mogly sluzyc za wzor pieknosci i pedantyzmu. I co? Pies s kulawa noga nie zauwazyl. Ostatni miesiac spedzilam poza Praga albo w pracy, wiec aktualnie stan szaf jest daleki od idealu … w ciagu ostatniego tygodnia wszyscy odwiedzajacy mieli potrzebe poznac rozlozenie polek. Nie moglam sie nie smiac:) Dla pewnosci po odejsciu gosci doprowadzilam szafy do stanu umozliwiajacego kolejna inspekcje:)

3. czytalam Twoj Styl.  Jak czytam ten magazyn  mam wrazenie, ze jesli NATYCHMIAST nie zaczne czytac Mukaramiego to chyba mi wezma tytul magistra. Z tej samej historii: Pani ma rownanie na kochanka: "wzrost kandydata razy obwod klatki piersiowej razy wartosc samochod" coz za intelektualne podejscie! a chwile potem postanawia, ze nic na sile i wymysla "protezy" ktore maja zajac miejsce sexu w jej zyciu –> czwartkowe damskie kolacje "gotowanie wymyslonych potraw plus Bergan, Hercog albo Kieslwoski". Sex musil byc dla niej traumatycznym przezyciem jesli go wymienila na Bergamana ( z calym szacunkiem dla milosnikow).

Lubie czytac Twoj Styl, bo nie za bardzo mam co innego czytac ale cala ta gazeta to opowiesc o ludziach, ktorzy zyja w swiecie kliszy. Jesli nie czytasz Mukaramiego, nie meczysz sie przy Bergmanie i nie nosisz snobistycznych ciuszkow to nie jestes na poziomie. "jesli facet nie wie kto to Salman Rushdie albo nie daj Boze robi bledy ortograficzne, to nie ma  szans".  ponad 7 lat toczymy z Boskim wojne domowa a jeszcze nigdy nie mowilismy o Salmanie. Kto wie, moze bede go musiala porzucic!? 

Ide spac:)

GOSCIE, GOSCIE

To byl weekend! Boski zawsze marudzi, ze weekendy ze mna w miejscie sa nieaktywne, ze nic sie nie dzieje. Nie? Try me, baby, one more time!

W sobote rano, ku mojej ogromnej radosci, Boski rozwiazal mi jedna matematyczna zagadke z ktora meczylam sie w pracy. Dla mnie wspolpraca z jednym operatorem sieci telefonow komorkowych to nieprzyjemny temat a on zabral sie do tego jak do krzyzowki i pomogl. Alleluja. Zostalo jeszcze x razy tyle, ale choc ten kawalek jestem do przodu.

Nastepne byla wystawa Czech Press Photo. Niektore zdjecia byly powalajace, sporo zaskakujaco przecietnych. Mimo wszystko polecam. Kazda osoba, ktora fotografuje moze podpatrzec pare dobrych pomyslow. Nieskromnie napisze, ze nie nabawilam sie kompleksow.

Po wystawie nastapil kulminacyjny punkt programu: obiad z Ksiezniczka. Boski bardzo lubi Ksiezniczke a mysle, ze vice versa, wiec i obiad byl bardzo przyjemny. Moze bylam troche zbedna :)) ale jakos ciagle jeszcze toleruja moja obecnosc:)

Po obiedzie poszlismy do kina na Vymenu (Oszukana) Changeling. Bardzo silny emocjonalnie film. Niby wszystko toczy sie pomalutku, jak to w filmach Clinta Eastwooda, ale po jakims czasie zdajesz sobie sprawe, ze zaladek masz scisniety do wielkosci orzeszka. Warto zobaczyc chocby dlatego, zeby zrozumiec, ze wiekszosc naszych problemow jest nieistotna … i dlatego, zeby na wlasne oczy przekonac sie, ze Angelina jest niezla aktorka. Ciekawostka: muzyke skomponowal… Clint Eastwood. Niezly gosc. 

Ale to wlasciwie byla tylko rozgrzewka.

Najciekawszym punktem weekendu mial byc dzisiejszy obiad. Zaczelo sie spokojnie. Wstalismy o 9:30, o 10:15 wykopalismy sie do sklepu. I tak ok… 11:20 zdalam sobie sprawe, ze  jezeli nie wrocimy do domu NATYCHMIAST to nie bede miala zadnych szansporzygotowac czegos rozsadnego.

Wpadlismy do mieszkania o 11:40 i zaczela sie jazda. Staralam sie jednoczesnie robic zupe, smazyc kotlety, robic salatke i dyrygowac Boskim asytstentem ktory byl odpowiedzialny za sprzatanie. Musze go pochwalic bo poodkurzal, przygotowal stol (pieeeknie poukladal sztucce, ale nie mialam serca ich przestawiac;;;).

Kiedy o 13:25 zadzwonil dzwonek w wyciagnietym podkoszulku konczylam salatke. Polecialam ubrac "chociaz cos" – co AW okresila mianem kurtki i w zasadzie mozna powiedziec, ze zdarzylam z obiadem. Gdyby przyszli 10 min wczesniej to by zastali mieszkanie w stanie jak po wybuchu bomby, a tak tylko posprzatalam zlew. Krolikowscy milosciwe spoznili sie 5 minut.

BTW zupe robilam w zasadzie glownie dla meza AW, bo on zupy uwielbia. Jak juz przyszli uswiadomilam sobie, ze jednej zupy nie uwielbia…jakiej? POMIDOROWEJ czyli tej, ktora jakby zrobilam…

Poza wyborem zupy obiad (zwlaszcza w sensie spotkanie) byl bardzo udany. Zarowno Krolikowscy jak i AW z mezem zjedli wszystko co uwazam za potwierdzenie, ze bylo choc tak dobre, ze nie musieli szukac wymowek dlaczego nie zjesc :))  Krolikowska zrobila pyszne tiramisu (nawet mnie sie uszy trzesly a zwykle nawet nie zahacze okiem). A potem odpoczywalismy jak baki. 

Panowie tak zaciecie omawiali rozne bardzo wazne ekonomiczno-spoleczno-historyczne tematy, ze ewakuowalysmy sie z dziewczynami na kanape. No w kazdym razie w zyciu nie widzialam, zeby Krolik tyle gadal. Boski i maz AW tez byli bardzo zaaferowani. Cuda panie!

A teraz mi Boski odjechal w sina dal i zobacze go dopiero w piatek. Obiadem byl zachwycony i uznal, ze weekend w miejscie moze byc fajny. Ciesze sie bardzo. Koniec sprawozdania.

MOZESZ, WIEC WPLYN NA BIEG LAWINY

Jest jeszcze sroda, zrobilam sobie wieczor bez internetu dlatego  pisze na domowym laptopie, wkleje jutro. To sie nazywa uzaleznienie.

Mam wymowke, jestem poslem dobrej wiadomosci: Udalo mi sie zmienic bieg wydarzen! Da sie!

Moje samopoczucie to taka przedziwna sinusoida, czasem mam dobry dzien, jestem zupelnie happy i mam wrazenie, ze moge zmienic swiat z fundamentami, od reki. Sa inne dni, kiedy placze mi sie jezyk, najchetniej bym siedziala kacie, plakala…czasem  wydlubala komus oko, dla rozrywki.  Kto czyta ten wie.

Dzisiaj mial byc ten zly dzien, nadchodzil juz z tydzien wielkimi krokami i byl absolutnie nieuchronny. Tyle, ze ustalilam, ze dzisiaj bede miala dobry dzien i tyle. Taki z gatunku boskich, kiedy slowa same ukladaja sie w madre zdania a mysl jest elastyczna jak gumka w majtkach. I udalo sie!

Przygotowania zaczelam w poniedzialek. Bylo ciemno, zimno a baromert twierdzil, ze mam sie powiesic.  Dobra, dobra. Rano wstalam, zafundowalam sobie 3 minuty podskokow i wymachiwania konczynami , wypilam tez magnez dla poprawienia humoru (ponoc dziala jak czekolada, ja wierze, wiec dziala) Powiedzmy, ze poniedzialek byl jeszcze raczej kiepsciejszy. Nie poddalam sie, usmiechalam sie jak glupi do sera po drodze do pracy i przynajmniej moje cialo twierdzilo, ze jestem szczesliwa.

We wtoreczek przydarzyl mi sie niedowlad angielskiego mozgu,  I to sie zdarza w lepszych rodzinach (pocieszam sie).We wtorek i srodek  powtorzylam manewry z 3 minutowa rozgrzewka i usmiechami, dowalajac trening w postaci tlumaczenia samej sobie, jak krowie na zakrecie, ze skoro postanowilam, ze sroda bedzie dobra, to bedzie i moje drugie ja mi w tym nie bedzie przeszkadzalo.

Oglaszam uroczyscie, zyczenie stalo sie rozkazem! Nie twierdze, ze teraz juz zawsze bede miala maniakalna faze.  Niemniej jednak jest to wazny precedens. Chcialam miec dobry dzien i choc wszystkie znaki na niebie I ziemi mowily, ze bedzie, uparlam sie, ze bedzie dobry i byl.

 Wniosek: jak sie czegos bardzo chce a nie da sie, to mozna.

————-

dawno nie bylo zdjecia, wiec jedna optymistyczna krowa (V/2008)

JAK DEBIL :)

mam takie dni kiedy nie potrafie jasno formuowac mysli. Mowie jak idiota. Teraz mowie o jezykach, ktore znam czyli nawet po polsku. To samo tylko w skali marko zdarza mi sie z angielskim. Dzisiaj o 13:47 przylazlam do komputera i zobaczylam, ze Izrael zarzadzil confcall na 14. aaaaaaaaaaaaaaaa zaczelam szukac numeru telefonicznego pokoju konferencyjnego, potem rzucilam sie w poszukiwaniu czynnego telefonu z firmowa siecia i fizycznego miejsca gdzie bym mogla w spokoju gadac. Podlaczylam sie o 14:07. Przeprosilam i zaczela sie jazda.

Gadalam jak potluczona. Po pierwsze w zadnym jezyku nie mialam pojecia o czym mowie (na przyklad przekierunkowanie domeny DNS albo zmiana serweru wykorzystywanego przy autentyfikacji uzytkownikow, wkladanie domeny 3 stopia do iframu), jak mowili to kumalam, ale to co ze mne wypadalo to byla tragedia. Po drugie mialam zly dzien na jakiekolwiek mowienie:)

Teraz musza myslec, ze mam lekki autyzm i bardzo mierna znajomosc jezyka angielskiego. Musze sie postarac i za 2 tygodnie przygotowac sie powalajaco bo na mnie zakibluja, ze debila dostali Izraelcy biedni.  Po rozmowie napisalam im (ladnie) podsumowanie, zeby chociaz wiedzieli, ze rozumialam jesli juz gadalam bez sensu. W kazdym razie dobrze, ze znowu musze gadac po angielsku, bo zapomnialabym jak nic!

Pozytywna wiadomosc jest taka, ze wczoraj pisalam kawalek textu informacyjnego dla prasy (tiskova zprava – nie potrafie sobie przypomniec jak sie to nazywa po polsku, zabijcie mnie)  po czesku i 1. zaakceptowali mi ten moj kawalek bez mrugniecia okiem 2. widzialam juz 4 czy 5 informacji prasowychi kazda pisze o tym moim kawalku albo nawet cytuje.

Byla Krolikowska i najadlam sie suszonymi owockami.

Kolejna kolezanka powila dzidziusia a nastepna okazala sie byc w ciazy. Caly swiat ciazy albo wije a ja nic. Hmm

Fantastyczna wiadomosc jest ta, ze spodziewalam sie nadejscia zlego humoru w tym tygodniu, ale porozmawialam z nim i zmienil sie na dobry. I to by bylo na tyle.

Twoja uposledzona Agradabla

ZMIERZCH / ROOK 2008 / FASOLE

twilight …

Bylysmy z AW w kinie. Na Stmivani, wg ksiazki "Zmierz" Stephenie Meyer. Zgodnie (niestety) z oczekiwaniami film byl ponizej wora. To mial chyba byc taki lightovy horror, ale wyszedl niezabardzo udany komedio – dramat. Postac Edwarda – wampira, w ktorym mozna sie zakochac czytajac ksiazke, byla niezwykle zabawna z pomalowanymi ustami, twarza i w zasadzie calym pomalowanym Edwardem. Bella – nie byla znowu taka Bella. A postac postac Ojca odegrala duzo wieksza role niz w ksiazce a Mame wyobrazalam sobie zupelnie inaczej. Ale w zasadzie to wszystko nie mialoby znaczenia gdyby nie fakt, ze caly film byl nakrecony troche jak kino moralnego niepokoju (jak to fajnie ujela AW) jakies niedokolorowane przestrzenie, drzaca kamera, czarno biale wstawki a wszystko w szkole sredniej, czyli tematy -jakby – juz – troche- za -nami. Przynajmniej sie usmialysmy.

rok…

Przeczytalam podsumowanie roku Polaquity. Tyle zmian. 

Myslalam o swoim roku. Przyznam sie. Ja go nie lubilam.  Licze lata od wrzesnia do wrzesnia – jakas taka pozostalosc z okresu szkoly. Roku wrzesien 2007 – grudzien 2008 nie lubilam. Nie chodzi o Bratyslawe, czy jakies konkretne zdarzenia, bo przeciez dzialo sie wiele fajnych rzeczy, wyprawa do Argentyny, do Stanow, lenistwo w Blave. Ale ten rok – jako calosc nie byl dobry. Poznalam ludzi, uczucia i sytuacje, ktorych nigdy nie musialam poznac. Jeszcze jakis czas bede sie leczyc z mysli, ktore przelatywaly jak huragan przez moja glowe, zlych mysli i niewlasciwych ludzi. Ja wiem, takie lata tez musza przyjsc. Dobra, byl, skonczyl sie i niech idzie w cholere. So far so good w 2009 wkraczam z nadzieja. 

nalesniki…

Nalesniki z fasolami. No to nie jest zaden cud, ale mam smakuje. Przepis: robisz takich 8-10 nalesnikow (ja robie zawsze z ksiazka kucharska, bo na oko to ja zupy moge robic a nie nalesniki:) odkladasz na bok i czekasz az sie zrobi nadzienie (licz tak 15-20 min)

na nadzienie potrzebujesz:

– 3 zabki czosnku

– 1 srednia cebule

– 2 puszki fasoli czerwonej

– przyprawy: kostka rosolowa z kurczaka, sol, pieprz, papryka, curry i inne co wpadna pod reke.

– oliwa (ja uzywam z oliwek)

rozgrzewasz oliwe, wrzucasz pokrojony czosnek, jak sie troche podsmazy dorzucasz pokrojona cebule, pieprzysz, solisz. Jak jest ladna zolta wlewasz fasole razem z mniej wiecej polowa wody z puszki. I to tak bulgocze. Wsypujesz curry i polowe kostki rosolowej i inne przyprawy, mieszasz. Gotujesz na papke a jak nie to to rozpapkuje widelcem. I farsz gotowy. Mozna ladowac do nalesnikow. Na srodeczek a potem zlozyc w kopertke. I jesc. Palce lizac.

Ale jesli… mam dobry dzien to jeszcze … po rozlozeniu farszu na nalesniki daje jeszcze na kazda gorke farszu duza lyzke wczesniej pokrojonego w mala kosteczke i posolonego pomidora z cebulka i lyzke kwasnej smietany oraz lyzke potartego sera. 

Czyli jak zwykle takie nic, ale my to uwielbiamy. 

SNIEG….

Siedze przed komputerem i zastanawiam sie: co teraz? Mam taka fure rzeczy do zrobienia, ze troche sie w tym gubie. Zaraz jak dopise ten wpis zamierzam sie znalezc.

Zasniezona Praga jest przepiekna. Snieg sypie jak szalony a to znak, ze nie jest zbyt zimno.  Poza tym mam na sobie nowa kurteczke, ktora jest zaskakujaco ciepla. Przyznam sie: ma kolnerz z lisa, innymi slowy oficjalnie jestem stara, ale przynajmniej nie marzne.  

Juz dawno nie widzialam w Pradze takiej fury sniegu. Sypie, sypie, sypie. Kto mnie wezmie na spacer?

Wczoraj wieczorem odwiedzila mnie Ksiezniczka. Jak zwykle nienaganie (czytaj modnie i bardzo kobieco) ubrana i pelna pomyslow. Ona ma tyle energii, ze czuje sie przy niej jak slimak. Poza praca zajmuje sie (razem z mezem) kilkuletnim synkiem, chodzi na angielski i czeski a teraz planuje “jeszcze cos” bo sie nudzi.  Uff strus – pedziwiatr.

SIE MAM

Na kolacje napchalam sie tak fantastycznymi roslinami, ze az mi sie uszy smieja. Uwielbiam dobre jedzenie, cieplo praskiego mieszkanka i absolutnie najpiekniejszy gwiazdkowy telewizor z 11 programami (byly 3!) w kazdym razie…skoro juz nie moge byc z Boskim (jutro ide do pracy a on MUSI byc w gorach)

Sylwester byl bardzo przyjemny. Upieklam Boskiemu babeczki, bo sobie zyczyl na rano (byl na biegowkach). Robilismy bardzo duzo przyjemnych rzeczy, ktorych tutaj opisywac nie bede. Dla przykladu ja dokonczylam gwiazdkowa ksiazke a Boski czytal/ogladal katalog aut Auto Moto Swiata. Takze ogranicz prosze swoja wyobraznie…:))

Pierwsza czesc Nowego Roku spalam do 11 (a Boski byl na biegowkach), potem marzlam (bo elektownia wylaczyla ogrzewanie, swinia)  i robilam te nalesniki z fasola i cebula (ktore Boski zjadl az mu sie uszy trzesly i ja tez sie milo najadlam) a potem znowu spalam (bo mi Boski napalil w kominku wiec walnelam 40 min kota na kanapie) no i juz musialam na autobus…

A teraz sobie pisze, mam sie dobrze i w tym stanie zamierzm pozostac conajmniej kolejnych 354 dni…

 

HULAK

Harrego Pottera czytalam po czesku, wiec dla pewnosci wytlumacze. Hulak – to taki list, ktory po otwarciu drze sie niemilosiernie na adresata, bardzo expresywnie tlumaczac swoj punkt widzenia.

Dzisiaj dostalam w pracy hulaka. Otwarlam mail, przeczytalam i zostalam siedziec. 

Siedzialam siedzialam i nie wierzylam oczom. Gosciu napisal mi, ze umowa ktora mu poslalam jest absolutnie do dupy a ja nie mam prawa wyznaczac mu terminow do kiedy ma poslac dodatek dotyczacy jego dzialu. Napisal to tak, ze za kazdym razem jak to czytam czuje jak wyskakuje z ekranu i daje mi w pysk.

Tylko, ze … termin ustalil moj (i jego w zasadzie tez) szef a umowa trafila mi sie jak slepej kurze ziarno, ktos sie nia musial zajac, padlo na mnie.

Przez chwile rozwazalam mozliwosc, ze polece po bandzie i odpowiem gosciowi w podobnym stylu. Potem zaczelam gleboko oddychac i na spokojnie wylumaczylam mu, ze termin jest jakby dany z gory, a z jego uwagami co co umowy zgadzam sie calkowicie, ale moze lepiej zabic autora a nie poslanca. Kosztowalo mnie to BARDZO DUZO sily woli. Jak sie wydaje zrozumial, bo napisal dosyc mily mail w odpowiedzi.

Drugi mail napisalam mojemu szefowi (ktory byl biernym adresatem wszystkich wiadomosci), napisalam, ze nie lubie jak ktos zwaraca sie do mnie w ten sposob. BARDZO nie lubie. Szef odpisal, ze " nie wydaje mu sie, zeby tamten facet chcial to napisac arogancko, albo myslal zle i dlatego nie reagowal". Mam wielka chec napisac mu, zeby przestal myslec a zaczal czytac. Powstrzymam sie. Wdech, wydech. Debilna sytuacja, bo nieomal sie okazuje, ze to ja jestem ta zla i delikatniusia. Oj nie jestem nie jestem, ale TAKIEGO mailu i to NIEWINNEJ osobie (przypadkowej do ktorej pisze 2 maila w zyciu) to bym sie nie odwazyla napisac. A jak wiadomo specjalna delikatnoscia nie grzesze. Dobra szkola:)

 

Drugi interesujacy element dzisiejszego dnia to przygotowania sylwestrowe. Mialo nas byc siedmioro: AW z mezem, Krolikowscy i jakis znajomy Krolika no i my z Boskim. Zakupilam 7 puszek fasoli, zeby zrobic nalesniki z fasola. 3 ciasta na rolady, duzo makaronu i sosow, chipsy i jakies inne glupoty. 

Najpierw zadzwonila Krolikowska, ze Krolik bardzo zachorowal i nie moga przyjechac, zwlaszcza, ze AW ma w brzuszku czlowieczka, wiec nie ma mowy zeby stwarzali zagrozenie. Potem zadzwonila AW, ze maz jakis chorawy i ma duzo pracy, wiec nie przyjada.

Dobrze, ze Pan Boski uwielbia nalesniki z fasola, bo mialabym klopot.

Na powaznie, jakos to bedzie. Moze ktos zmieni zdanie, albo zostaniemy sami z Boskim. Lubie Boskiego bardzo, wiec z przyjemnoscia spedze z nim Sylwestra. 

Takze lekko zbity pies jestem. Ale co tam.

 

Krolikowska jakos tam obliczyla, ze konczy sie dla mnie rok nr 8 a zaczyna nowy 8 letni okres. Takze teraz zamykaja sie jakies relacje z ludzmi, sytuacje itd. Jest pare rzeczy, ktore rzeczywioscie koncza sie dla mnie w jakis sposob. I ALLELUJA! Ciesze sie na Nowy Rok i okres, nowe hulaki i fure dobrych rzeczy.

Szczesliwego!