Mam jeszcze 17 minut czasu dla siebie. Ewentualnie przeczytam maile, ale nic wiecej. W tym czasie powinnam sie obudzic, tylko jak to zrobic???
Jak bylam na studiach chodzilam spac po 23, najpozniej o 00:05, wstawalam ok 7:00 i git. Teraz chodze spac mniej-wiecej o 23:30, czasem nawet wczesniej a budzik zaczyna dzwonic o 6:20 i nie ma sily zebym sie zwlekla przed 6:40 (no jest sila, dentysta na 8, ale to jednak nie codziennie). W czasie weekendu wyspalam sie bardzo dokladnie, myslalam, ze udalo mi sie porobic zapasy, nie udalo. Energii wystarczylo mi na w miare usmiechniete wstawanie w poniedzialek. To prawda, ze jak mielismy na studiach zajecia do 17 to bylam przekonana, ze wykladowcy planuja zbiorowy mord, a teraz jak wychodze o 17 to mam wrazenie, ze wzielam pol dnia urlopu… ale jednak czuje, ze baterie juz nie te co kiedys.
9 minut…
Rano kupilam sobie jakas energetyczna herbate. Mam nadzieje, ze dziala, bo smierdzi tak strasznie, ze nie wiem czy zmusze sie do wypicia chociaz malego lyczka.
7 minut…
a jakbym tak miala jakiegos juniora (baby)… a on by byl niespiacy… to jak ja to przezyje, jesli nie umiem przezyc pracy, bo jestem tak strasznie niedospana?
6 minut…
zastanawiam sie kiedy znowu bede miala tak malo zajec, zeby moc wrocic do domu o jakiejs ludzkiej porze i nie przysypiac w metrze z otwartymi oczami?
4 minuty…
za chwile rozpocznie sie dziel pelen narad, rozmow kwalifikayjnych dyskusji, a ja musze sie do niego przygotowac.
3 minuty…
zaczne od tej herbaty. Potem tylko 9h. Mam spotkanie o 19 o 18 uciekne…
2 minuty…
rano goracy prysznic, jakies papu a potem wycieczka przez zimna Prage. Wszystko na pol-spiaco.
1 minuta…
ciekawe co zobacze jak sie w koncu obudze….