Wczoraj wieczorem zadzwonil jeden z kuzynow z Dublina. Bardzo przyjemnie sie nam gadalo. To taka bardzo fajna rodzina, z ktora nie tylko na zdjeciach. Poza rodzicami jest ich 5. Zawsze zyli bardzo skromnie (coz za eufemizm) a teraz pomieszkuja na swiecie i zarabiaja na lepsze jutro.
Najstarsza siostra owego kuzyna wlasnie poinformowala wszystkich, ze bedzie szczesliwa mama. Super. Tylko dlaczego o tym pisze.
Kuzynka 2 lata temu wyszla za maz, jeszcze na studiach. Jest czyms w rodzaju ekonomisty -i nformatyka, zna dobrze angielski, ale nie chce wyjechac z jednego polskiego miasta nawet do innego polskiego miasta, wiec prace owszem ma, za 420 PLN brutto. Jej maz trafil troche lepiej zarabia 1500 PLN i ma nadzieje na 2000 PLN…
I zaplanowali sobie szkraba.
Idea wychowywania malego czlowieka jest mi ostatnio bardzo bliska, tym bardziej sie ciesze i podziwiam. Ja nie mam tyle odwagi. Gdybym dzisiaj znowu miala 24 lata, znowu nie zdecydowala bym sie na dziecko. Znowu chcialabym miec najpierw mieszkanie, prace, podrozowac zmienic cos w sobie i okolicy. Ale niesamowicie ja podziwiam za ta szalona nieodpowiedzialnosc zafundowania komus biedy (rodzice tez niemajetni) ale i radosci, zycia, sympatycznego domu. Bo to sa bardzo fajni ludzie ci przyszli rodzice. A ja nie jestem dumna ze swej ostroznosci… jestem taka i tyle..
Troche mi zal samej siebie za brak ulanskiej fantazji. Bo teraz co? teraz to ja oczywiscie moge i chce miec dzieci, kwestia czy dzieci beda mnie jeszcze chcialy (ale niby czemu nie, mam 30 tak wiec jeszcze sie da)
Podoba mi sie, ze ludzie moga miec inne wartosci niz te materialne. Ze zycie dla nich na prawde nie jest o tym co maja ale kim sa, a Ci akurat sa sympatyczni. Jeszcze bardziej podziwiam, ze znajac, nazwujmy to po imieniu… biede… chca w niej trwac. Albo pokonac. I tego wariantu im zycze 🙂
No a teraz grzecznie wroce do kieratu.