Tydzien temu, udalo mi sie zamknac sie po drugiej stronie drzwi z biura. Wczoraj wywinelam jeszcze lepszy numerek, a bylo to tak…
Wychodzilam z pracy o 18:20. Przed 18 odchodzila sekretarka i mowila, ze mam zatrzasnac drzwi, potem redaktor naczelny, ktory powiedzial, ze jestem ostatnia i zebym nie zapomniala o drzwiach.
No to ide. Zamknelam jedno skrzydlo drzwi, ale drugiego sie nie dalo, bo wczesniej drzwi byly zamkniete na kluc i wystawal ten cyncelek. No to poszlam po klucze. Przekrecilam klucz, zabek sie schowal. Zamknelam drzwi, klucz odlozylam na miejsce. Poszlam do domu.
O 20:30 telefon, dzwoni Pan Szwed:
– przepraszam, ze przeszkadzam, ale wydaje mi sie, ze jestem zamniety w biurze. Szarpie, szarpie, ale drzwi nie da sie otworzyc!
– jak to w biurze, przeciez wychodzilam ostatni i nikogo tam nie bylo?
– ja bylem. I to nie jest smieszne. Czy ktos mogl by mnie otworzyc?
Chwile wczesniej rozmawialam z Ula, wiec wiedzialam, ze jest jeszcze w drodze. Zadzwonilam, obiecala powrocic i uratowac Pana Szweda (ktorego nienawidzi, jak 90% ludzi w biurze) z opresji.
Pan Szwed jest osoba znana z tego, ze mowi BARDZO GLOSNO i do tego CALY CZAS. A pracuje BARDZO malo i najchetniej z wykorzystaniem rak osob trzecich.
A tu nagle taka niespodzianka, zostal zamkniety w biurze podczas pelnienia obowiazkow sluzbowych. Tluklam sie przy zamykaniu tych drzwi niemilosiernie… a on nic, nie gadal od 16 cos. Chyba spal.
Ale on uwaza, ze go zamknelam specjalnie, zeby sie z niego smiac. No dobra, smialam sie jak dzika swinia, bo to bylo bardzo smieszne. Ale wierz mi. Zupelnie serio NIE ZAMKNELAM GO SPECJALNIE.