300km dalej a przyroda wyglada totalnie inaczej. Zamiast osniezonych szczytow i nie przebytych lasow deszczowych mamy kamieniste gory czasem porosniete kepkami traw albo krow i baranow. Tak, czasem trudno odroznic baranki od trawy jesli jedno i drugie wystepuje w wielkim nagoromadzeniu. Do tego przepiekne, blekitne jeziora.
Jak wroce raczej nie bede w stanie npodpisac zdjec, bo poza lodowcem Franca Josefa i moze jeszcze drugim o nazwie Fox wszystko nazywa sie mniej wiecej Wikipuki albo jakos tak podobnie.
Nowa Zelandia robi wrazenie bardzo rozwinietego kraju. W drogach nie ma dziur, obok kazdej atrakcji sa nie -smierdzace-kible a jak nie ma to jest przynajmniej informacja gdzie taki kibel mozna najblizej znalezc.
Od czasu do czasu zdarzaja sie jakies smieci przy drogach, ale to na prawde trzeba chciez znalezc.
Wspolne kuchnie i lazienki na kempingach na ktorych parkujemy sa CZYSTE.
Mam wrazenie, ze wynika to z innego rozumienia slowa: WSPOLNE. Bo wspolne to znaczy tutaj: nasze a nie nikogo. I jak sie komus zupa wyleje przy gotowaniu to ja po prostu wytrze a nie dobrzuci peta.
Mloda nadal nie przekonala sie do tutejszych produktow. Je jablka, kruchy chleb a jak jest juz bardzo glodna to ja bierzemy do restrauracji na kurczaczki w ciescie … ktorych zjada do 7,5 na raz. jest usmiechnieta, zadowolona wiec moze po prostu jak kazda kobieta od czasu do czasu chce jesc mniej. Czort ja wie.
Pozdrawiam serdecznie z pustej kuchni w ktorej ustawili komputer z internetem na monety i zaczynam nowy, piekny dzien 🙂