SEZON NA WESELA

Pokatnymi
drogami i nie z wlasnej inicjatywy, dowiedzialam sie, ze Daria wychodzi za maz.
Jutro. Fajnie. W zyczeniach slubnych, ktorych nigdy nie uslyszy, zycze jej duzo
zadowolenia z przyszlego zycia. Wszystkiego czego zyczy sobie ona sama.

Zakladam,
ze w zwiazku z zamozpojsciem za aktywiste, palma
obroncy praw czlowieka (za wyjatkiem prawa do odmiennego zdania), odbije jej
jeszcze bardziej. Ale nie takie nieszczescia widzial swiat. Niech beda zdrowi!

Ciagle mnie
gryzie, ze przez te cholerne “prawa” stracilam kolezanke.

Pogoda na
wesela w tym roku dopisala. AW, KK, AJ, S, O za chwile Diabel &Prerov no i
Daria itd (przepraszam jesli kogos pominelam). Z demograficznego punktu widzenia potwierdza to przesuniecie granicy
ozenku/ zamazpojscia do poziomu srednio 29 lat.

Mniej
filozoficznie: Pan Boski jest bardzo szczesliwy. I ma pelne prawo. Jak sie
okazalo, o tym ze sa wyniki dowiedzial sie od generalnego szefa inwestycji z
NY, ktory byl tak ciekawy, ze nie wytrzymal, az PB sam sie dowie i napisal mu
maila w srodku nocy:) To potwierdza moja teorie, ze jest dosyc Boski.

No a o 16
(po kolejnej czekajacej mnie naradzie) wyruszam do Frankfurtu. Bedzie fajnie. Tak mi dopomoz…,
no!

KRYZYS WIEKU LEKKO-POL-SREDNIEGO

WIADOMOSC DNIA: PAN BOSKI ZDAL EGZAMIN III cz. CFA!!!!! Hurrraaaaa


Wracajac do tematu: Postanowilam,
ze poszukam sobie nowej pracy. Obejrzalam oferty na www.jobs.cz. Jest ich bardzo duzo. Spojrzalam na
te, ktore wygladaja interesujaco i doszlam do przygnebiajacego wniosku, ze;
kwalifikacje mam na taka lepsza sekretarke. No… mialabym gdyby nie fakt, ze nie
umiem pisac po czesku na tyle dobrze, zebym pasila.

W wieku lat
29 stwierdzam, ze nie umiem NIC. Nie tak zupelnie nic, ale nic sprzedajnego nie
znalazlam. Nie umiem programowac, nie umiem ksiegowac, nie chce zajmowac sie
sprzedaza obwozna, nie jestem zadnego rodzaju technikiem. No zalamka.

Byc moze z
tego powodu w drodze do pracy probowalam popelnic samobojstwo. Z gatunku nagrod
Darwina oczywiscie. Przesiadalam sie na Florencu i jakos nie wzielam poprawki
na niesiony w rekach “Twoj styl” i ksiazke i malutko zahaczylam o filar
na zakrecie. Zahaczylam gazetka a gazetka mi zahaczyla o brzusio – plucka.
Jakbyscie mieli watpliwosci z czego produkuje sie gazetki – ja wiem – ZE STALI!!!
Myslalam, ze sie przedziurawilam….Ale nie. Po
minucie bezdechu i przemyslen czy rzucenie sie na ziemie jakos by mi skrocilo
udreki, doszlam do wniosku, ze JA TEZ jestem ze stali i poszlam (wolnym
krokiem) dalej.

Co,
nawiasem mowiac, jeszcze raz potwierdza fakt, ze nadaje sie sekretarke. Z ta "lepsza" bym nie przesadzala 🙂

KTO MI DAL SKRZYDLA?

Tesknie za
Hiszpania. Wczoraj dostalam list od corki Reginy tej u ktorej mieszkalam. Regina ma raka. Mam
nadzieje, ze jakos z tego wyjdzie a na pewno, ze przynajmniej bedzie jakis czas
zyla. Chcialabym jej pomoc. Tesknie za Regina,
za Hiszpania, za Sevilla. Bylo mi tam dobrze.

Tu tez jest
dobrze, ale mecza mnie polityczne gry w pracy. Brak czasu na cokolwiek poza
praca. Ktorej tez nie wykonuje tak jak bym chciala, bo nie wiem co sie dzieje,
jaki to ma cel. Jak dlugo ten projekt bedzie jeszcze istnial.

Tesknie za
Sevilla. Bylo mi tam dobrze. Tak zupelnie dobrze bylo mi w zyciu tylko kilka
razy. Jak bylam mala z dziadkami, w zasadzie w liceum, na rejsach, jak pisalam
prace magisterska, potem w Lake Tahoe i w
Hiszpanii. Bron Boze, nie skarze sie na zle zycie. Generalnie nie mam uwag, ale
wtedy bylo mi najlepiej, dlugo w jednym kawalku.

Nie lubie
podrozowac. Lubie zyc, jakis czas w innych kulturach.

Smieszne
jest to, ze ciagle wierze, ze jestem w stanie zrealizowac wszystko, albo prawie
wszystko co chce. Tyle, ze nie wiem czego chce tak na prawde. Mam duzo
pomyslow, ale zadnej szalonej idei, ktora spedzalaby mi sen z oczu. Zazdroszcze
tym, ktorzy WIEDZA, maja CEL.

Wszystko
jest zagmatwane. Nie chce zmarnowac rozpoczatych studiow, ale nie mam czasu
czegokolwiek z nimi robic. Nie mam, jesli chce miec choc chwile dla siebie,
domu, Pana Boskiego. Pracy nie lubie, bo okazalo sie, ze uklady sa zupelnie
inne niz myslalam. Ale zmieniac ja jak mam 29 lat? No moze by sie i dalo. Ale
znalezienie tej wlasciwej, zwlaszcza z calym moim strachem i zabawnym niedowartosciowaniem
a do tego dziwna kombinacja wymagan, byloby cudem.

Nie chce
stac. A mam wrazenie, ze stoje. Nie wiem kto mi dal skrzydla? Czasem usna, leza
spokojnie na pleckach i nie daja o sobie znac. Czasem, jakis promyk slonca
budzi je do zycia. A w glowie rodzi sie tysiac pytan. Tak, to dobrze myslec i chciec,
ale nie latwo.

KLAMKA ZAPADLA – MIESZKANIE TUZ TUZ

Wyglada na to, ze podjelismy decyzje. Bedzie mieszkanko. Wszystko jeszcze sie moze stac. Umowy byc nie takie, okaze sie ze sciana wlasciwie odpada choc wcale nie wyglada. Ale mysle, ze jest na to mniej – wiecej 5% szansy.

Tak wiec zdjecia wstepne naszego cuda przyszlego:

sypialnia, kwadratowa ok. 14 czy 16m i cos

taras 14m z drzewa teakowego

Hit sezonu – duzy pokoj prawie 29m

Mieszkanie ma zaledwie 56m + 14m taras.
Tak wiem, jest za male. Ale i tak nas zachwycilo. 2 lata mozemy w malym mieszkac, korona nam z glowy nie spadnie. To aktualne jest 2,5m wieksze wiec nie bedziemy odczuwac klaustrofobii.

Jak bede miala wiecej zdjec, a przede wszystkim jak transakcja dojdzie do skutku, zamieszcze.
Planowany termin przeprowadzki: listopad (bo o to prosili wlasciciele).
Prosze o trzymanie kciukow.
Achy i ochy tez wskazane.
Real jeszcze lepszy niz zdjecia!

Wszyscy znajomi kupuja wielkie mieszkania a my klitke. Bo by, prosze Panstwa z Panem Boskim to STO lat za muzynami jestesmy! We wszystkim! Ale co tam?:)

TOWARY MIESZANE

Mam w
odwiedzinach Tate i Ksiezniczke. Ksiezniczka jest przeslodka, spi jak aniolek,
zajmuje sie sama soba, wlasciwie to juz dorosla panna. Tato widac, ze jest
smutny bez Mamy. Bardzo chce sprzedac dom, bo sie tam czuje samotny i nie chce
byc bez niej. Trzeba bo pilnowac niezmiernie, bo w wydawaniu kasy ma zaisten
ulanska fantazje, wiec jak sprzeda to trzeba kase przetrzymac i do reki nie dac
w zadnym wypadku, na 110% mialby duzo dobrych pomyslow.

Katastrofa
w pracy z blizej nie znanych przyczyn nie miala miejsca. A czy bedzie miala w
przyszlosci nie wiem.

Mieszkanie.
Wyglada na to, ze kupimy mieszkanie, ktorego nie chcielismy kupic pod zadnym
pozorem. To znaczy: 2kk malutkie 56m, na parterze. Ale za to absolutnie najpiekniejsze na swiecie. Jestesmy zakochani i chyba nic sie na to nie da
poradzic. Po glebokich przemysleniach wychodzi
nam, ze ksiazki beda musialy byc do sufitu, ale w dwoch czesciach (czesc w
sypialni, czesc w duzym pokoju) powinny sie zmiescic, na lozeczko miejsce chyba
bedzie a wozek bedzie stal nie wiadomo gdzie. Ale kto to wie kiedy wozek
bedzie. Mieszkanie jest tak piekne, ze naszym zdaniem przeda sie na pewno,
jakbysmy je chcieli wymienic na wieksze.

Choc ciagle
jest tam jeszcze mala mysl, zeby kupic to wieksze, o ktorym pisalam chyba w
srode. Ale decyzja juz chyba zapadla, ze nie mamy odwagi wiec to malutkie.
Cykory z nas.

Co
niezmienia faktu, ze jest to najpiekniejsze male mieszkanko jakie widzialam.

ZA TUWIMEM

"Za tych, ktorzy wracaja z bijacym sercem do domu, za tych, co sie smierci boja… modle sie Boze zarliwie"

Przeczytalam dzisiaj w jakiejs gazecie starej i zachwycilo mnie to. Ja sie modle za tych co sie boja, generalnie. Szczescie to chyba rzeczywiscie moment kiedy czlowiek sie nie boi, ale nie z wyczerpania, ale dlatego, ze w danym momencie nie ma realnego poczucia niebezpieczenstwa.  (czyli nie: Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna. Cz. M.)

To tylko tak filozoficznie, nie w zwiazku z planowanymi katastrofami w pracy, nawiasem mowiac przesunietymi na poniedzialek.

KATASTROFA – odslona kolejna

Powtorka z
rozrywki. Jak przed wielu laty szef zadzwonil, ze chce mnie widziec jeszcze
przed praca. Wiedzialam w jakim celu. Chcial napomknac co sie dzieje. Na
powiedzenie calosci nie ma odwagi. Przyszlam, powiedzialam, ze nie mniej wiecej
wiem i ze juz jest chyba za pozno. Na pewno, to tez wiem, ale oszczedzilam mu
tego do jutra. Jesli nic sie nie zmieni, w co bardzo watpie, jutro nastanie akt
ostatni – detronizacja. Czy jest mi go zal? Tak, bo ciagle nie rozumie dlaczego
historia sie powtarza. Nie, bo znowu jestem wciagnieta w polityczne spory,
ktorych bardzo nie lubie, a za ktore na pewno w jakims stopniu zaplace.

————————————————–

Poza tym
jest nowe mieszkanie na oku, tym razem nie tylko Pan Boski podlegl euforii.
Napisze tylko wady:


jest
na paterze


nie
ma balkonu, bo jest na parterze


jeden
pokoj ma male okno

Koniec wad.
O zaletach nie bede pisac, jest ich duzo. Taki juz dom by z tego mieszkania
mogl potencialnie byc i nie byloby problemow ze zmieszczeniem ksiazek w duzym
pokoju. Ps ps mialam nie pisac. Juz milcze!

A JA LECE!

Wieczorem
zadzwonil Oliver i…poinformowal mnie, ze jesli nie mam jakichs zupelnie ekstremalnie
waznych planow, to w przyszlym tygodniu spedze weekend we… Frankfurcie. Bo on
wlasnie rezerwuje dla mnie bilet. No wiec lece, do Frankfurtu, na weekend. Pan
Boski napomknal, ze on by w sumie tez mogl sobie kupic bilet, nawet sam, ale
potem stwierdzil, ze biorac pod uwage fakt, ze Oliver jest szczesliwie
zakochany a on musi pomoc rodzicom moge leciec. A ja leeecccee!

W POSZUKIWANIU STRACONEGO CZASU

Tamto
mieszkanie sprzedane, nastepnym juz Cie nie bede meczyc. Strasznie nudne musze
byc takie wpisy z codziennosci. Pracy duzo, dzien krotki i jak juz znajdzie sie
czas na przemyslenia to go zazwyczaj wesolo zabije ta czy inna czynnoscia
pospolita.

Zmienily mi
sie tematy. Z blizej nieznanych przyczyn Pan Boski pozostaje w fazie heroicznej
II (to S. mnie nauczyla takiego okreslenia) – co przejawia sie spora doza
tolerancji dla mojego balaganiarstwa a mnie w zasadzie to do szczescia
wystarczy. Nie moge na niego narzekac (chwilowo) nie bedac niesprawiedliwa. Pozostaja
wiec te szalone mieszkaniowe plany i praca. II etap detronizacji szefa zaczal
sie wczoraj ok. 17:30. Zobaczymy jakie beda konsekwencje. Z pewna taka niesmialoscia
patrze w zawodowa przyszlosc. Wstyd powiedziec, ale wszystko co zaprzata mi
glowe to: przyjazd Matyldy z Tata, Pan Boski, poszukiwania mieszkania i praca.
Takie mam ograniczone zycie. Moze jutro bedzie lepiej
🙂

JAKA PIEKNA KATASTROFA

Nie wiem,
czy jest jeszcze jakas szansa na uratowanie (sie) szefa.

Birac pod uwage, ze w
kazdej wojnie sa straty w ludziach i sprzecie, kto wie czy nie dostane
rykoszetem. Ale gdyby nawet jest plan B: zaczac sie w koncu zajmowac
doktoratem. Najwyzszy czas!

Nowa
gwiazda naszych mieszkaniowych poszukiwan wyglada nastepujaco:
http://www.exconvillage.cz/katlisty/g_1_401.pdf

Jezeli okna
sa rozmieszczone tak jak mysle i jesli uda nam sie przescignac potencialnych
konkurentow, to bierzemy. Ja wiem, nowe a mialo byc stare… ale te stare to
jakies drogie a to nowe jest nie- tak-znowu-drogie, wiec trzemaj kciuki! Jesli nie, to stare:)

W czasie
weekendu zapomnialam o kloptach w pracy. Bylismy w gorach na urodzinach Pana
Boskiego (dostal ogromny karton lekow na prostate:))))). W sobote, po
przyjezdzie, spiaczka i kolezanki. W niedziele znowu kolezanki (Pan Boski w tym czasie
zostawal pletwonurkiem).

Katastrofa
bedzie miala miejsce dzisiaj lub jutro, sama nie wiem. Tak czy inaczej wybieram
sie na szkolenie dotyczace hipotek a potem ogladac jakiegos wczesniejszego
faworyta. No chyba zeby sie dzialo. W takim wypadku zostalabym na placu boju.

A o wojnie, bardziej szczegolowo,
napisze wiecej a nastepnym odcinku…

Â