W DOMU WARIATOW


Dwie wiadomosci:
1. ta moja praca to jakis wielki przekret. Dzisiaj oglosilam strajk. Jakies wojny wplywow, jakies dziwne kombinacje. Obiecanki cacanki i wielkie klamstwo. Jaka ja jestem madra ze mnie nie skusil ten zarzad… a z rady sie wycofam. Juhuuu. Boze, do czego ja znowu wdepnelam? Ja tylko chce normalnie pracowac!
Wczoraj tlumaczylam symultanicznie ze slowackiego na angielski. Mam duzo ukrytych talentow (tak gleboko, ze sama o nich nie wiem).
Oczekuje propozycji.

2. Mamy nowy pomysl na mieszkanie. Kupic mieszkanie w juz postawionym nowym domu na przeciwko nas.
Mozliwosci sa dwie:
http://www.rubeska.cz/prehled.php?dum=&what=0
Jakby link nie dzialal trzeba wejsc na "katalog bytu" i kliknac to co sie da kliknac pod obrazkami.
Mozliwosci sa dwie.
To wieksze i tansze mieszkanie ma w 2 pokojach okna na polnoc. Ale jest wieksze i nie wiem czy nie lepiej rozlozone.
To mniejsze (ale tez nie ulomek 72m + 18 taras) ma 2 okna na poludnie a jedno na polnoc.
Kuchnia w cenie, parkiety itd.
Wykonczenie piekne. Mieszkam w domu vis a vi nadrozowalam budowe…
W przyszlym tygodniu pojdziemy zobaczyc srodek.

Jakbys mial/a czas prosze o glosowanie 🙂 (z moja iloscia wpisow to bedzie tak do 2 glosow, ale zawsze)
Boze, ale syf z ta praca!

DOMEK NIE

bylo tam zbyt wiele do zrobienia, zeby sie go oplacalo kupic. Mozna by tam bylo mieszkac, fasada ladna, ale zeby to byla lux-torpeda to nie… No i malutki w srodku.
Tak wiec… szukamy dalej:)

A MOZE DOMEK?

Znalazlam
domek w takiej samej cenie jak tamto mieszkanie. Kolega z pracy powiedzial, ze
obok niego cos sie sprzedaje i rzeczywiscie znalezlismy oferte www.

Wieczorem
pomknelismy poogladac. Szukamy szukamy, nic. Dzwonie do kolegi:

       
Gdzie
ten domek?

       
A
na jakiej ma byc ulicy, bo tam sa dwie kolonie?

       
Nie
wiem, jakichs malych ludzikow…

       
Aaaa
Planu dwuletniego!

       
Taaak,
Planu dwuletniego, mowilam, ze malych ludzikow 🙂

Dobrze, ze
kolega jest genialny, bo bysmy tam chodzili jeszcze dzisiaj.

Domek to
nie domek, ale rzedowka. Na parterze ma kuchnie, lazienke, duzy pokoj i schody
na gore, na pierwszym pietrze 2 syplialnie i garderobe, na poddaszu – 35m
pokoj. Do domku przynalezy rowniez ogrodecek – 100m (cala dzialka 170m),
wlacznie z dwoma ogromnymi drzewami
🙂 Niestety ten rzad domkow jest
najbardziej zaniedbany, ale dzieki temu mozliwa jest tak niska cena. Wygladaja
jak domki dla krasnoludkow. Wada domku jest to, ze do kwietnia pozostaje
spoldzielczy, co oznacza, ze nie bardzo da sie na niego dostac hipoteke. Trzeba
by bylo dac pod zastaw “domek wiejski” rodzicow P. Boskiego. Slabizna. No i nie
wiadomo czy by sie zgodzili.

Wynik:
wszystkie poprzednie mieszkanka spadaja ze stolu. Idziemy ogladac domek. Aaaa
zapomnialam dodac, ze domek znajduje sie niedaleko stacji metra Strasnicka,
obok jest sklep, park i generalnie miasto, tyle, ze oddzielone od domku rzedem
starych budynkow. Jedziemy o 13:00. Zdam sprawozdanie.

CLAUDIO, pisze do Ciebie ten list, bo…

Mieszkanie
ktore mamy na oku jest oddalone ok. 15 minut od tego w ktorym mieszkamy teraz.
Ma 95m2 (pytanie z czy bez balkonow), garaz, piwnice i ogrodek przed domem. Cztery
pokoje z kuchnia, przynajmniej tak twierdzi ogloszenie. Wczoraj przegladalismy
okolice.

Niniejszym
pisze do Claudi, celem zasiegniecia opinii. Co za a co przeciw na
dzisiaj:

ZA:


w
calym, ceglanym budynku sa zaledwie 4 mieszkania


miec
garaz i piwnice w Pradze to nie znowu taka oczywista kwestia


niski
bydyneczek, przylepiony do 3 podobnych jest zlokalizowany w dzielnicy willowej
(domki ladne, ale raczej zaniedbane)


ogrodek
domu graniczy z ogrodkiem przedszkola


cala
dzielnica jest miejska, ale pelna zieleni (przynajmniej teraz w lecie,
zapraszam do obejrzenia zalaczonego obrazku:
(http://www.mapy.cz/?query=pod%20krocinkou%2042&portWidth=1058&portHeight=713&zoom=5&mapType=base&centerX=135549861&centerY=134989697#centerX=133281792@centerY=136054784@typ=ophoto@zoom=16@vizType=none@vizIds=none)


mieszkanie
ma 4 pokoje


kuchnia
jest wyposazona tak ze z 5 lat nie trzeba nic robic: czytaj nie powala tak
zupelnie, ale jest nowa)


mieszkanie
ma wlasne ogrzewanie


klatka
na prawde swieci czystoscia


tuz
obok wybudowali i buduja jeszcze nowe budynki w stylu rezydencyjnym, tak wiec
dzielnica raczej bedzie sie rozwijala (budynkow nie ma jeszcze na zdjeciu)


jest
tam bardzo spokojnie (wylaczajac budowe 200m dalek


pierwsze
pietro z 2


PRZECIW:


do
metra idzie sie ok. 15 minut szybkim
krokiem (za rok bedzie nowa stacja w odleglosci ok. 10 minut)


wlasciwie
trudno tam mieszkac bez auta… do sklepu idzie sie ok 10 minut (czytaj jak
zapomnisz kupic bulki, to porazka)


nie
bylam w srodku, ale okna nie wydaja sie male (zwlaszcza jeden pokoj ma malutkie
okno + okno balkonowe) + balkony sa wewnetrzne !!!. Choc tylko to kuchenne jest
na polnocno – wschodnie a reszta jakies rozsadne


podroz
do pracy zamiast 45minut zajmowalaby mi godzine… (a to nie wiem gdzie sie firma
przeprowadzi po 31.12)


do
lekarza, a wlasciwie czegokolwiek idzie sie min. te 15 – 20 minut (nadmienie,
ze teraz mam wszystko tak do 5 minut, metro ok. 2 minut od domu)


oczywiscie
nie jest to tanie mieszkanie… tyle, ze uwzgledniajac garaz…

Dzis o 15:30
(Pan Boski umie wybrac godzine, ktora bedzie mnie kosztowala dodatkowe dwie
godziny w metrze!!! “on nie pomysal, ze bede musiala wrocic do pracy”) idziemy
ogladac srodek.

Wczoraj nie
padalam na twarz, wiec byl lekko zawiedziony i choc bardzo sie, zeby nie staral
to jednak troche sie mu ten nosanek krecil. Oczywiscie musial skrytykowac
mieszkanie w ktorym jestesmy teraz. Lazienke mamy ponoc beznadziejna. No tak! Wanna
170cm, 2 umywalki i miejsce jak w mniejszej sali balowej to rzeczywiscie syf. Ale
tego komentowac nie bede.

Tak wiec Claudio, jakies opinie?

MEZCLAR – czyli ogloszenia drobne…

  1. Moj Chlopak sie ozenil. Siostra
    byla, widziala. No coz. Klamka zapadla, kobylka u plotu. Niech mu peta
    lekkie beda (ale mieszam, to wynik szoku:))))
  2. Pan Boski ma faze na
    mieszkanie. Po wielu dniach spedzonych na
    wymyslaniu miejsca docelowego naszych wakacyjnych podrozy teraz wpadl w
    amok poszukiwania mieszkania. No zobaczymy jak dlugo wytrzyma w euforii.
  3. Nie musialam jechac do
    Bratyslawy dzisiejszego ranka… Dowiedzialam sie o tym wczoraj o 22:30. Milo ze strony szefa. W czwartek jade.
  4. Wczoraj przejadlam sie do
    pekniecia, nieomal. Efekt: przed usnieciem ograniczona zdolnosc poruszania
    czymkolwiek, poza klapaczka, w nocy – koszmary. Nie przejadajcie sie, nie
    warto…

KUSZENIE

Nie ma co ukrywac. Nie lubie pracowac, choc bez pracy nie umialabym zyc.
Jednoczesnie wszystko co robie w pracy, robie dla pieniedzy albo drobnych
namiastek “prestizu”. Nie mam w zasadzie zadnej pozycji zawodowej, bo w malej
czy sredniej firmie zadne tytuly czy funkcje nie maja znaczenia. Jednak czasem
sporo mnie kosztuje racjonalne myslenie, gdy w gre wchodza blyskotki. A bylo to
tak: “opiekuje sie” firma na Slowacji. Wczoraj, wraz z szefem, wyznaczalam
ludzi do organow firmy, ktora chyba ma jakis potencjal rozwoju i ogromna
firme-matke. Szef nie ma wyksztalcenia, ja mam, dlatego kusil mnie do zarzadu
(w firmach ubezpieczeniowych trzeba miec jakies szalone doswiadczenie, zeby moc
sobie pozwolic na srednie wyksztalcenie).
Zgodnie ze slowackim prawem: zarzad odpowiada za zobowiazania firmy calym swoim
majatkiem, czy jakos tak. Szef przekonywal, ze to zawsze ulatwia rozmowy,
otwiera drzwi itd. Ale wytrwalam. Nie bede w zarzadzie firmy, nawet jesli de
facto bede nia kierowac, moge to robic jako pracownik. W prywatnych firmach
zarzad nie ma specjalnego wplywu na to co sie w firmie dzieje, jesli wlasciciel
zyczy sobie inaczej. A ja wole nie ryzykowac. Czulam sie jakbym grala w
ostatniej scenie “Adwokata diabla”, tyle, ze ja wytrwalam. Z trudem…
blyskotki czasem dzialaja silniej niz kasa.

Café Louvre

Ufff, znowu
w klimatyzowanym biurze.

Wczoraj
mialam w sumie 3 spotkania + 10h drogi w autobusie. W drodze powrotnej celnik
mnie niedobudzil!!! i nie zobaczyl mojego paszportu. No coz, wstawalam o 4:20
wiec baterie wybily sie wczesniej niz zwykle.

Przed
chwila wrocilam z malej konferencji prasowej, przyszlo 8 z 10 zaproszonych, co
uwazam za stosunkowy sukces. Pan z CTA czy CIA zrobil mi fure zdjec i obiecal
jakies przyslac, jesli tak zrobi to moze pokaze. Bylo przyjemnie. Pogadalam
sobie z dziennikarzami o Narodowym Banku Czeskim, o grupie docelowej duzych
domow maklerskich w Czechach i oczywiscie o tym, ze jest za goraco. Bylo za
goraco nawet w niby- klimatyzowanym Café Louvre czy jak sie to pisze.

Czeka mnie
jeszcze pare fantastycznych narad, duzo maili i telefonow, a o 17:30 spotkam
sie z kandydatka na asystentke. Ta poprzednia zostala wyrzucona. Z moim
przyzwoleniem, ale nie z mojej inicjatywy. Wzielam ja liczac, ze zastosuje sie
do starej dobrej benedyktynskiej zasady “modl sie i pracuj” , ale ona jeszcze
do tego gadala. A tu nie warto gadac zbyt wiele. Tak wiec jak przyszli z
prosba, zeby jednak out, bo ich ze soba skloca, pozwolilam. Pod koniec dnia
poznam nowa Pania. Zobaczymy.

SWIAT KONTRA Ja

Moj szef ma
fantastyczny zwyczaj przylepiania mi nowej pracy wraz z wspolczynnikiem
waznosci. Na przyklad: “zalatw XY, prioryta 3”

Doprowadza
mnie to do szalenstwa. Mam tyle rzeczy na glowie, ze juz teraz wariuje, a on
przyjdzie i szepnie: zalatw dostep do tego systemu, dzisiaj. Musze odpoczac, bo
zaczynaja mi puszczac nerwy. Poslalam go na drzewo. Zadne dzisiaj. Mieli burdel
lata, moga miec nastepne 2 tygodnie. Ale oczywiscie powinnam siedziec cicho, a
juz na pewno nie stwierdzac, ze dla jego zony (a w pewnym sensie mojej
podwladnej) nic szybciej zalatwiac nie bede, bo mam tysiac wazniejszych spraw.
Az mi chlopak zbladl. Nie wiem co go napadlo, zeby mnie atakowac tak od rana.

Musze nad
soba pracowac i nie dopuszczac do siebie negatywnych emocji, zwlaszcza rano.
Potem caly dzien wychodze z tego skwaszenia, a liczac liczbe godzin, ktere
musze tutaj spedzic nie jest to zupelnie najlepszy pomysl.

Jak mawia
pan W. “ w walce miedzy soba a swiatem, stan po stronie swiata

To ja
sprobuje od nowa.