Z poprzedniej pracy odeszlam w zasadzie z jedynego powodu.
Jako Kobieta nie moglam tam osiagnac nic wiecej. Generalnie Kobiety sa w
Czechach lekko bee, a dodatkowo jeden z wlascicieli firmy preferowal mezczyzn we
wszystkich dziedzinach zycia, co przekladalo sie na ograniczona mozliwosc
formalnych awansow plci delikatniejszej. Szef mojej aktualnej firmy, a
niegdysiejszy szef poprzedniej, zna doskonale uklady jakie tam panowaly, jak
rowniez powody dla ktorych odeszlam. Co, jak sie wydaje, nie przeszkadza mu
popelniac tych samych bledow, tyle ze, przyznaje, w DUZO mniejszej skali. Nie
skarze sie, nie mam sie w firmie zle, ale obserwujac podejscie szefa do mojego,
zdolnego zreszta, kolegi na rownorzednym stanowisku zaczynam miec nieprzyjemne
wrazenie de’ja vu. Pan Boski, inaczej niz w przypadku poprzedniej firmy,
zaczal mnie przekonywac zebym zostala. Przeczekala okres probny (jeszcze
miesiac i tydzien) a nastepnie zafundowala
Szefowi samospelniajace sie proroctwo. Uwaza, ze nie warto we mnie inwestowac
bo jeste Kobieta? Ma, chlopak, racje! Pan Boski postanowil dac mu szanse
spelnic sie w roli Wujka, jesli juz nie sprawiedliwego szefa. Zobaczymy jak bedzie
z realizacja tego pomyslu, ale ciesze sie, ze w malej glowce P.B. zachodza
pozytywne zmiany. Dorosleje mi chlopak. Brawo! A Szef pewnie by sie zdziwil (ja
tez:)
Author: agradabla
DIOGENES A SESJA V SEVILLI
Podobno Diogenes powiedzial kiedys do zwyciezcy Olimpiady:
–
Wygrales?
–
Tak!!!
–
Rywal byl gorszy?
–
Tak, bez porownania!
–
To z czego sie cieszysz?
/za moja Siostra/
Czasem zdarza mi sie dostac cos bez walki/po krotkiej walce:) (chodzi przede
wszystkim o sprawy szkolne, ktore nigdy nie sprawialy mi specjalnej trudnosci,
poza ortografia, ktora widac na zalaczonym obrazku).
Wtedy czuje sie jak skrzyzowanie Diogenesa ze zwyciezca.
Ktos ze mnie robi cudowne dziecko, a ja wiem, ze to sie stalo niezalezne ode
mnie. Po prostu sprawa nie byla tak trudna jak
sie wydaje.
Dostalam wiadomosc, zdalam egzamin z hiszpanskiego. Sesja zamknieta w tydzien, cala (no ciesze sie oczywiscie, ale bez szalenstw:).
MEZCLAR – czyli ogloszenia drobne
- Slub
i wesele byly bardzo ladne. Panna mloda miala powalajaca sukienke! Osobom gratulujacym
pod kosciolem rozdawali slicznie zapakowane cukierki z podziekowaniem za
zyczenia (pierwszy raz takie cudo widzialam). Panstwo mlodzi doskonale opiekowali
sie cala banda podczas przyjecia. Co jeszcze raz utwierdza mnie w
przekonaniu, ze ja sie nie nadaje, bo ja bym umarla gdybym z moimi
cudownymi umiejetnosciami miala obtanczyc wszystkich wujkow i znajomych.
Bylo przyjemnie, choc wyszlismy bardzo wczesnie, zeby jechac do Mamy. - Dla
zainteresowanych: Pan Boski nadal pozostaje zamieniony w golebia. Ostatnio
nawet sie nie czepia, ze jestem malo aktywna, wiec w nagrode chodze z nim
na spacery (juz 6 miesiecy grucha, musial doznac jakiegos urazu!!! Z drobnymi
incydentami to gruchanie, oczywiscie, na swietego zadne z nas sie nie nadaje) - Mam
malerie – bo jesli nie malarie to ja nie wiem co. Codziennie ok. 5-6 rano
mam goraczke dreszcze i umieram z zimna pod szyta na miare, obiektywnie
niezwykle ciepla pierzyna, pod ktora normalny czlowiek gotuje sie w zimie. Czy ktos ma jakis pomysl?
TO JA SPADAM
Dzisiaj o 17:18 Pampalini Lowca
Zwierzat wyrusza w kolejna podroz. Bylam przeciez w Pradze prawie cale 3 dni, czas
na zmiane! Jedziemy na weekend do Bytomia. Mama chce sie widziec z Panem Boskim,
Ogorek ma wesele a ja stesknilam sie juz za pociagami:)))
Od przyszlego czwartku na dwa
tygodnie zmienie sie w slomiana wdowe. Pan Boski jedzie do Sevilli – mial pochodzic
po gorach a potem mnie odebrac, no to sie udalo. Moj billet powrotny anulowalismy,
ale nie bylo sensu placic tez za jego bilety, wiec zgodnie z planem zobaczy Sierra Nevada z Kolezanka Czeszka a potem wyruszy sam do Maroka.
Oj nie bywa nam dane wspolne spedzanie wakacji.
Moze pozniej:)
Praktyczna rada: oplaca sie
rezerwowac bilety bezposrednio przez internet a nie przez Student Agency, na
przyklad. Anulowanie mojego biletu kosztowalo 25 EUR + 500 CZK dla posrednika,
a to 500 CZK mozna bylo zaoszczedzic. Ale zalatwial to Pan Boski – jego cyrk, jego
malpy.
NA ZAKUPACH
Wczoraj byl szalony dzien. O 00:11 wsiadlam do pociagu w
Katowicach, zeby pomknac do Pragi. Musze przyznac, ze od czasu kiedy pobilam sie
z wezem w kieszeni i jezdze kuszetka, dzien “po” pociagu nawet da sie przezyc. Ok
6:50 nagle okazalo sie, ze w ciagu ostatnich kilku miesiecy pociag zmenil trase
i zatrzymuje sie na stacji obok naszego domu. Z przygodnie poznanym Polakiem
wyskakiwalismy z pociagu juz nieomal w biegu. Za to w domu bylam za 10 minut
zamiast za 40. Prysznic, sniadanko i do
pracy. Pan Boski wyprasowal mi ubranko! Terrorysta ale z przyjemnymi
przeblyskami, musze go pochwalic!
Dzien zaczal sie o 19, kiedy ruszylysmy z Ksiezniczka do
sklepow w poszukianiu sukienek na wesele. Nie nasze. Ksiezniczka jest mezatka (za
to ma duzo znajomych, ktorzy sie wesela), a ja na dzien dzisiejszy nie zamierzam,
tudziez nie mam chetnych.
To Ogorek wychodzi za maz! (swiat sie konczy! a mnie
staropanienstwo do drzwi puka:).
Prezekopalysmy Mango, Zare a potem Promod. Z Ksiezniczka
kupuje sie fajnie, bo ma swietna figure i we wszystkim wyglada dobrze, kwestia
tylko co dla niej wybrac. Ze mna gorzej, tyczki od fasoli zwykle nie bywaja
powalajaco urodziwe. Ale w koncu sie udalo! Obie kupilysmy sobie sukienki. Ha!
Takie same sukienki kupilysmy sobie. Tyle, ze Ksiezniczka jest jasna blondynka,
a ja niezupelnie, wiec wygladamy zupelnie inaczej. Musimy sie kiedys jak
blizniaczki ubrac.
W kazdym razie mam nowa sukienke. bardzo ktorka (juz dawno
sobie takich rzeczy nie kupowalam, ze wzgledu na leciwosc, a tu sie okazalo, ze
nogi jeszcze da sie pokazac) bardzo szalona i bardzo pasujaca do czarnego zamszowego
plaszcza i kremowo – szarych butow. Ogorek powinna pochwalic.
Wieczor zakonczylysmy na pizzy w towarzystwie Pana Boskiego.
Zanim do nas dotarl widzialm go jak rozmawia z kims przez telefon. Taki
usmiechniety, promienial mi chlopak szczesciem i radoscia. Dostalam wiec
lekkiego ataku zazdrosci, ale nie ubilam drania, zeby mial szanse sie
zrehabilitowac:) Ksiezniczka natomiast dostala lekkiego ataku smiechu. Wiec
przynajmniej radosc przynieslismy kolezance:)
Usnelam jakies 7 minut po przyjsciu do domu. Z sukienka obok lozka 🙂
POKOJ 305
Pare lat temu pracowalam przez 6 miesiecy w luksusowym
hotelu na granicy Kaliforni i Nevady. Na poczatku bylam recepcjonistka.
Praca na frond desku nauczyla mnie jednej rzeczy: doceniana
znaczenia najnizej postawionych pracownikow, bo moga bardzo ale to BARDZO
skoplikowac nasze zycie.
Hotel byl, jak pisalam dosyc luksusowy. W kazdym pokoju dwie
lazienki, ogromne lozka, wszystko w zasadzie nowe, blyszczace czystoscia. W
sezonie noc w najtanszym pokoju kosztowala $250, w najdrozszym… pare tysiecy
dolarow.
Ale nie wszystkie pokoje byly takie same… niektore
znajdowaly sie obok windy.
W tych zupenie najblizej windy mialo sie wrazenie, ze winda
nie jest tuz obok, ale dokladnie na srodku pokoju. Czym nizej polozony byl taki
pokoj, tym trudniej bylo usnac w nocy:). Najbardziej feralny byl pokoj 305.
Hotel mial 17 pieter wiec wszystkie winy musialy przejechac przez 3 pietro,
pierwsze na ktorym znajdowaly sie pokoje. Poza tym pokoj przez swoje wspaniale
okno pozwalal bardzo dokladnie ogladac rozlozysty parking a nie jezioro lub
gory jak oczekiwali klienci.
Przechodzac do sedna sprawy. Jesli jakis klient zalazl nam
za skore dawalismy mu pokoj 305. Jesli wiedzial co go czeka, probowal sie
pieklic. Ale nie widzial ile wolnych pokoi mamy do dyspozycji (razem 517), bo
ekran byl przed nim ukryty. Czasem rozjuszony wzywal supervisora. Ten moze i
chcialby pomoc klientowi, ale wiedzial, ze MY zostaniemy a ON za 2 dni
odjedzie, wiec podpadanie nam jest niebezpieczne.
Zazwyczaj wiec szukal, szukal i szukal innego pokoju wsrod
setek, ktore jeszcze danego dnia pozostaly wolne a nastepnie mowil: bardzo mi
przykro, ale zostalo juz tylko 305, inne pokoje sa juz zajete. Ale to na prawde
wspanialy pokoj. /No, wspanialy tyle, ze z winda w srodku:)/
Od tego czasu staram sie jeszcze bardziej doceniac prace
sekretarek, sprzataczek, pielegniarek, kelnerow itd. Ich przychylne
nastawienie, albo nienawisc, moga miec BARDZO a wrecz NIEZWYKLE DUZE ZNACZENIE.
Pozdrowienia z Pragi!
DZIWNY JEST TEN SWIAT
Wczoraj zglosilam Polki w Pradze do Gazety jako blog polonijny, co spotkalo sie, ku mojemu zaskoczeniu z wielka dezaprobata moich praskich Kolezanek.
Dlaczego jestem zaskoczona? Poniewaz grono kolezanek nieustannie sie powieksza, ja po paru miesiacach w Hiszpanii juz dawno jestem zdezorientowana. A nagle okazalo sie, ze dziewczyny wola "kameralne grono".
Skoro kameralne, to czemu sie powieksza? Skoro jednak sie powieksza to dlaczego nie dac komus szansy?
Zeby sie wymyslac jeszcze raz tego co jus napisalam… powtarzam wpis, ktory wlozylam na strony Polek w Pradze juz bez dalszych komentarzy – dla moich czytelnikow. Tych ktorych znam i nie znam, ale z radoscia witam u Agradabli, jesli juz zabladza w te strony:
To chyba moj ostatni wpis tego typu, ale nie potrafie powstrzymac sie od refleksji.
Do
Czech przyjechalam pod koniec 2000 roku. I zanim poznalam AW dluuuugo
nie mialam nikogo bliskiego (poza chlopcem), a potem samych Czechow.
Nawet zaczynalam sie do tego faktu przyzwyczajac. Dzieki AW poznalam
Mirzika, pozniej J&E i moje wlasne, osobiste zycie stalo sie
prostrze i nabralo kolorow.
Dzieki Wam. Stopniowo pojawialy sie G, AS, AD, B, D wszystkie sympatyczne i na prawde ciekawe dusze. Wy wszystkie nie mieszkalyscie
lat bez bratniej duszy, bo udalo Wam sie kogos poznac, poniewaz po 2002
a juz zupelnie 2003 emiracja Polakow do Czech znacznie sie nasilila.
Pare
miesiecy temu wywialo mnie do Hiszpanii. Chcialam wiedziec co sie u Was
dzieje, dlatego powstal ten blog. Rowniez z mysla o tych, ktorzy znajda
nas przez przypadek, ale nie twierdze, ze byla to mysl przewodnia:)
Teraz
jest latwiej, bo do stolicy Czech przybywa sporo Polakow, ale mimo
wszystko mysle, ze trudno jest zbyc zablakanym na poczatku. Wiele razy
mowilysmy o tym z AW czy Mirzikiem. Mialam wrazenie, ze myslimy
podobnie. Trudno jest byc samemu na poczatku.
To co napisze jest
okropne, ale prawdziwe. Sklaniam sie do opinii meza Mirzika: "czasem
mniej oznacza wiecej". Nie znam wszystkich Polakow w Polsce, nie musze
znac w Pradze. Jest tylko jedno ale…
Ja bylam samotna Polka w Pradze ponad dwa lata, zanim poznalam pierwsza z Was. Nie wiem czy chce kogos na to skazywac.
A
szczerze, zupelnie nie rozumiem, jak moga alergicznie reagowac "nowe
kolezanki", ktore glownie dzieki Mirzikowi (bo jej firma to kopalnia
nowych Polskich kolezanek, ale nie tylko jej oczywiscie) nie musza zyc
same.
Choc moze wlasnie dlatego, ze nie znaja smaku samotnosci.
Tak
jak napisalam wczoraj, jesli pojawi sie tytaj jakis niewskazany ruch
napisze do Gazety. Przepraszam za wybryk w stosunku do bloga.
Chycialam
pomoc, a osobiscie mysle, ze mozna zaradzic "osrednictwu pracy"
przestajac odpowiadac na takie pytania. Czasem duzo wazniejsza jest
obecnosc. W kazdym razie decyzja zostala podjeta, a ja postaram sie w
byc w niej konsekwentna choc zaskoczona…
Usmiechy,
Agradabla
Czeska lekcja futbolu – a jednak!
za: wp.pl 12.06.2006 19:50

(fot. AFP)
Nie
było drugiej niespodzianki na stadionie w Gelsenkirchen. Czesi pewnie
pokonali jedenastkę USA 3:0. Znakomitą partię rozegrał Tomas Rosicky.
if (NJB(‘srodtekst’)) { document.getElementById(‘rekSrd05′).style.display=’block’;}
Czesi zasłużenie wygrali 3:0, po dwóch efektownych bramkach
Tomasa Rosicky’ego i trafieniu głową Jana Kollera. Podopieczni
trenera Karel Bruecknera byli zdecydowani lepsi od rywali, grali
pewnie w obronie i skutecznie w ataku.
MECZ
Pan Boski jedzie dzisiaj do Niemiec ogladac mecz Czechy –
Ameryka. Oczywiscie w ramach “konferencji” z jakims bankiem.
Na ostatnim mundialu Ameryka rozgromila nas z tego co
pamietam dosyc skutecznie, mam wiec nadzieje, ze Czesi poradza sobie lepiej. Prawde
mowiac mysle, ze tak wlasnie bedzie.
Zawsze mnie zastanawia fenomen czeskiego sportu. Malutki
kraj, a jednak potrafia sie zmobilizowac, wybic, grac w zespole. Mam wrazenie,
ze Polacy sa dobrzy, jesli sa dobrzy, jedynie w sportach indywidualnych. Tu
jednak potrzebne jest duzo szczescia, jeszcze wiecej pracy, a wybierac trzeba z
wielkiej ilosci kandydatow. Czyli wyberamy wariant placz i zgrzytanie zebami. Nie
jestesmy dobrzy w niczym, czasem tylko trafi sie jakas gwiazda i chwile
poswieci. I zgasnie.
/Juz wiem, ze akurat z USA wygralismy, ale zostawie wpis z bledem, bo jeszcze rano tak myslalam. Obym sie mylila, ale na razie czarno widze nasza przyszlosc na tych "igrzyskach" :)/
TE ATOMY
Dzisiaj i mnie dyndaja atomy. Nie ze zmeczenia, ale ze
strachu. Czasem boje sie wszystkiego. Mam sto negatywnych wariantow przyszlosci
i mecze sama siebie tymi wizjami, ktore zazwyczaj sie nie spelniaja. Przyszlosc
jest inna, czasem lepsza, czasem gorsza. Moja wyobraznia nie jest tak rozwinieta
abym byla w stanie przewidziec rozwoj wypadkow. Zycie zaskakuje mnie zawsze.
Jakby ktos potrzebowal recepte na szybka autodestrukce, to
mam kilka w zapasie. Mnie nie dynda jeden atom. Wszystkie mi dyndaja.
Najchetniej bym uciekla zostawiajac ta przestraszona czesc mnie w jakims worku. Moze
ja wykapie we wrzatku, to mi przejdzie? Warto sprobowac.