Masaż

Pan Boski dostal w pracy bon do Centrum relaxacyjnego o warosci 500 SKK. Potem te karteczke dostalam ja. Tak w sierpniu. Dzisiaj nadszedl dzien wykorzystania mozliwosci jakie bon daje. Wybralismy masaz.

Kule, nie wiem co mnie to podkusilo. Po pierwsze: jednak jestem  cnotka z urodzenia i przekonania i nie wiedzialam gdzie sie schowac nie chowajac sie jak pan namietnie zjezdzal lapami na ta czesc ciala gdzie plecy koncza swoja szlachetna nazwe (ponoc to tak ma byc, ale ja tam nie wiem).  Po drugie: w czasie masazu poza cieplem nie czulam nic. Za to teraz nagle czuje plecy cale. Dlaczego nikt mi nie powiedzial, ze mam na plechach tyle miesni???

Ciekawa jestem czy/kiedy bede sie po tym masazu czuc lepiej? (przed czulam sie dobrze)

Po obiedzie ( a konkretniej po czasie kiedy mial byc obiad, bo w weekendy ma cos przygotowac Boski, czyli nie jemy:)) pojechalismy do Wiednia spotkac sie z Ksiezniczka i jej rodzina. Bylismy w Albertine na wystawie Vinceta Van Gogha. 170 prac, obrazy i rysunki.  Niestety nie moge sie uznac za wielkiego znawce sztuki, ale wystawa bardzo mi sie podobala. Najbardziej wszystkie sloneczne obrazy. A zupelnie nabardziej to, ze bylo ich tyle razem. tak duzo roznych obrazow polaczonych tak charakerystycznym stylem.

Na morzu niemożliwe to tylko jedna z możliwości

Wyplakalam sie w rekaw przyjaciela chyba, bo jak nazwac kogos, kto byl twoim "panem ze swietlicy", nauczycielem historii, a potem razem oplyneliscie pol swiata. A on odpowiedzial jak w tytule… na morzu niemozliwe to tylko jedna z mozliwosci. Ma racje, jak zwykle, ma racje, tylko czasem zapominam.

Ciekawa sprawa z tym zyciem, ze ciagle sie kreci. Ze jak zaczynam miec wrazenie, ze do skrzynki przychodzi juz tylko spam a tego w dodatku malo, to nagle otwieram a tam list, ktorego nie spodziewalam sie wcale a wcale i jest weselej. w tym tygodniu nawet kilka. Pozdrowienia z Olivovej, Impulsy do Blavy i jeszcze kilka "no name" ale rownie waznych. Do tego dzisiaj akceptacja mojego pierwszego w zyciu zdjecia na www.fotolia.com. Jak sie uda zarobie na tym zdjeciu ze 20c, ale radosc wielka, ze ktos uznal, ze jest warte, zeby wystawic je na sprzedaz.

Wczoraj bylismy z Boskim na chwile w Pradze. W drodze powrotnej musielismy zjechac z autostrady, bo byl 11 km korek. Jechalismy kolo jakiegos zbiornika wodnego. Boski mowi: wiesz, tutaj bylem na ostatniej randce z ta z wielkimi cyckami. Ja mowie: tak? a dlaczego sie rozstaliscie, bo nigdy nie mowiles. Boski: ja nie wiem. Te baby mi nigdy nie mowily dlaczego postanowily mnie porzucic. Nigdy sie nad tym nie zastanawialem. Ale wiesz czego nie potrafie zrozumiec? dlaczego Ty ze mna zostalas.

No ja tez nie rozumiem dlaczego z nim zostalam. Na poczatku bywaly chwile tak okropne, ze az niemozwile… a niemozliwe to dla nas tylko jedna z mozliwosci. Czasem okazuje sie, ze ta najlepsza.

Boski powiedzial, ze nawet jesli sie kiedys rozwiedziemy, to musze mu obiecac, ze nadal bede dla niego gotowac. I to kiedys bylo niewyobrazalne.

Caly dzien (kolejny) spedzilam przy komputerze. dzisiaj akurat sporo sie nauczylam. Dobranoc.

KOCHAM TEGO PANA Z RADIA

Od kilku tygodni slucham Trojki. Wiadomo, ze nie pierwszy raz w zyciu, ale tak w kawalku to pierwszy raz od dziecinstwa, konkretniej od czasu kiedy Siostra sie wyprowadzila na studia. I tam jest taki pan. Siostra (ktora wszystko wie, choc slucha radia Zet, bo Trojka jej strajkuje) powiedziala, ze nazywa sie Kuba STrzyczkowski i ja go kocham.

Ma taki piekny glos.

Z czytajacych to juz chyba malo kto pamieta, ze tez kiedys pracowalam w radiu. Ciekawe doswiadczenie. Pamietam, ze w czasie 30 minutowej audycji bylysmy tak skupione, ze swiat poza studiem nie istnial. A jak wracalam do domu padalam na lozko i nie zawsze bylam w stanie doczekac na Przystanek Alaska. A potem przyszla matura i studia i sie skonczylo.

Na "obczyznie" to juz nic z mojego radiowania nie bedzie, ale milosc  pozostala. Prawdziwe, czyste, "radiowe" glosy doprowadzaja mnie do ekstazy. Tylko zawsze sie zastanawiam jak wyglada ten pan, ktorego ukrywa ten glos.  Ale jesli tylko troche ladniejszy od Mana, to ja biore.

SMIERTELNA MESKA CHOROBA NA SIEDEM?

K-A-T-A-R-E-K oczywiscie. Katarek, albo RYMICKA (smrtelná mužská nemoc na sedm), jak kto woli.

Nie wiem jak u Waszych panow, ale ten moj z nadejsciem rymicki przechodzi w stan smierci klinicznej, pozostaje wylacznie funkcja glosnego cierpienia.

Wlasnie dzwonil. Probowalam wynegocjowac pomoc w posprzataniu 2 pieter schodow. Powiedzial: ach zobaczymy, slyszysz przeciez, ze umieram. Slysze, slysze.

I czekam na rozwoj wypadkow. W sobote rusza coroczna wyprawa kolegow Pana Boskiego w gory. 6 chlopa lezie w gory a wieczorem zagrabuje sie w lisciach, sniegu albo w lepszym wypadku w opuszczonej chacie i spi w samych spiworkach. W zeszlym roku Zenek porzygal sie tak, ze ponoc nie dalo sie oddychac, ale mroz byl wielki i musieli spac w tym pomieszczeniu do rana. Swietny wyjazd! Znowu ktos sie schleje, albo zlamie sobie noge, albo chociaz dostanie zapalenia pluc po. Ale czy to jest powod, zeby nie isc? Co roku wraca chory a za rok PING PONG – amnezja i znowu wyrusza na wyprawe.

Wyprawa dopiero za 2 dni, spodziewam sie cudownego urzdrowienia. Dzisiaj cierpi Bosciaczek moj malutki. Moje zapalenie gardla, ktorym go osobiscie zarazilam od razu zmalalo w obliczu takiego dorodnego katarku z chrypka!

Sa i inne egzemplarze. Jedna pani pisala mi dzisiaj, ze Ten jej pomimo choroby wyskakuje w pizamce na taras, zeby robic zdjecia. Maz innej kolezanki lazl z rozwalonymi palcami na Mt Blanc. Przezyl. Razem z palcami. Ale jak ma katarek to tez schodzi do katatonii.

Znowu bedzie trzeba podejsc do nich jak do moli. Zabic, albo pokochac…

______________________________________

Google ma taka funkcje, ze moze autoamtycznie przetlumaczyc tekst jakiejs strony. I ja sobie sprobowalam przetlumaczyc ten powyzszy. Mysle, ze tlumaczenie jest smieszne nie tylko dla tych, ktorzy znaja czeski:

Męska sedmi smrtelných chorob? KATAREK samozřejmě.  Katarek nebo RYMICKA (smrtelná mužská nemoc na sedm), jak chce. Nevím, jak ve vašem muži, ale že s příchodem mého rymicki přechází ve stavu klinické smrti, zůstává jen funkce zvukové utrpení. Právě prsten.  Snažil vyjednat podporu posprzataniu 2 Pieter schodech.  On řekl: je vidět, slyšet skutečně o umírající. Slyšte, slyšte. Mám počkat na vývoj.V sobotu ‘s roční expedice kolegy v horní části Divine Páně.6 postavený lezie v horní části večera zagrabuje v listí, sněhu nebo v lepším případě, v opuštěné chatě a spí ve stejném spiworkach. Loňském roce, Joe byl v porzygal, se zřejmě nebude možné dýchat, ale mroz byl velký a musel spát na v interiéru až do rána. Velká cesta! Opět v srpnu Schl někdo, nebo zlamie NOGE sám, nebo když se dostanete po zápalu plic. Ale je to důvod, aby to šlo?  Každý rok se vrací nemocné a pro rok Ping Pong – amnézie a jít opět na turné. Expedice pouze za 2 dny, lze očekávat, že zázračný urzdrowienia. Dnes trpí Bosciaczek můj maličký. Můj zánět v krku, která jej osobně zarazilam okamžitě snížil tváří v tvář takové dorodnego katarku s chrapot!  Existují další kopie. Jednou jste napsal mi to dnes, s tímto onemocněním, a to i přes její pizamce praská až na terasu, ale fotografovat. Maz lazl dalšími kolegy z rozwalonymi prsty na Mt Blanc. Přežil. Spolu s prsty. . Ale jak katarek je také přichází do katatonii.  On bude muset brát na ně jako na mole. Zabij nebo láska …

 

ZASTRZELCIE MNIE I TAK WSTANE I POJDE DALEJ

Chyba ktos przetasowal karty w niebie. Dzisiaj znowu jest pieknie. Powrocil humor i chec do zycia. Od czasu do czasu czuje w brzuchu kijanke starej chandry, ale  nie mozna miec wszystkiego.

Musimy zaplanowac weekend. Pan Boski chce jechac na jakis zamek. Pan Boski jest ostatnimi czasy taki tulis-bambulis, ze chyba sie zkusze. Niby ciagle jestem chora, ale wlasciwie dlaczego nie mialabym spedzic tygodnia na leczeniu gardla, w zasadzie co mam innego do roboty?:))

Wczoraj wieczorem ogladalismy Juno. Bardzo przyjemny film.

Siotra ma zdolnosc calkowitego wymazywania z pamieci rzeczy o ktorych pamietac nie chce. Ja az tak dobrze tej sztuki nie opanowalam, ale w zasadzie tez jestem niezla. Jestem krucha i jak mnie cos przywali to mam rozne mysli. Ale jezeli przetrwam noc… to jak zwykle okaze sie, ze wstane i pojde dalej.

TAJNOS AGENTOS

Moja w zasadzie jedyna kolezanka bratyslawska, nazwijmy ja Lola, odzywa glownie wtedy kiedy ma problemy. Jak czuje sie dobrze, w pracy wszystko chociaz mniej wiecej gra nie slysze o niej miesiace, ale jesli ma dluzsza chandre dzwoni do mnie 3 razy na dzien i przyjezdza, i wyciaga na obiady a ja slucham, slucham, slucham. Teraz ma dobry humor. Nie mam kolezanki. Z kazdym czlowiekiem mamy jakies specyficzne stosunki, z nia akurat takie:)

Dobry okres nie jest specjalnie moim udzialem, ale syndromy w zasadzie odwrotne. Najchetniej bym sie chwilowo zakopala, albo wyprowadzila do Rawanpildii. Nie ma mnie na skypie ani w YM. Kokonuje. To jest tylko taki dluzszy gorszy moment i ja o tym wiem. To jest podobne uczucie jak to, ktore mamy siadajac w fotelu dentysty. Wiadomo, ze nie bedzie to przyjemne, ale wiadomo, ze sie skonczy… godzina, no moze 90 min i po krzyku. Dobrze bedzie. Wiem i cierpliwie czekam.  Jak ja bym chciala byc taka wyrownana, spokojna bez skokow piskow ale i bez rozpaczy nad nieudana zupa (przyklad).

Okazalo sie, ze Pan Boski ma jeszcze 7 dni urlopu, wiec mozemy gdzies jechac. Zaproponowal, zebysmy jechali gdzies daleko na dluzej, zamiast blisko na chwile, tyle, ze na poczatku roku. Bo teraz znowu wyglada, ze jeszcze jakis czas bedziemy w Blave. Siedze wiec nad mapa i marze.

WHAT A DAY!

Czytalam wywiad z jednym znanym Czechem, kiedys wlascicielem Fortuny – lokalnego Totolotka. Pytali go sie o rady, jak czlowiek powinien postepowac, zeby wygrywac. A on mowi: Nie wiem, prosze pani. Ale mysle, ze jest taka zasada, ze jak czlwiek widzi, ze ma gorszy dzien, zla passe, to powinien usiasc w bezpiecznym fotelu z kubkiem herbaty i przeczekac, a jak ma dobry dzien i wszystko sie udaje, to powinien wyjsc do swiata i ryzykowac troche bardziej niz zwykle, bo pewnie wszystko sie uda.

No, ja wczoraj zafundowalam sobie ten pierwszy typ dnia. Poczawszy od nieomal calonocnego ryku w nocy z poniedzialku na wtorek (ryku pod tytulem: w jakim kraju ja mam szukac pracy jak Boski sie jeszcze nie zdecydowal, a to on wybiera) skonczywszy na ultrasmierdzacym chlopie co jechal za mna do Bratyslawy.

Wtoreczek byl caly pokazowy. Niestety nie bylo mozliwosci siadania z kubkiem herbaty.

Dobra wiadomosc: ZAWSZE po nocy przychodzi dzien. To ja czekam:)

PS

na razie leje 🙂