WYZSZA MATEMATYKA WEDLUG BOSKIEGO

Boski jest w Pradze. Wlasnie odebral zdjecia.

Konkretniej: 3 male zdjecia dla nas, 2 duze i 2 male dla Kolezanki. Dzwoni.

– odebralem i kupilem 2 duze ramki

– jak 2 ramki? przeciez mamy 3 zdjecia

– acha, to my mamy 3 zdjecia. Te wieksze?

– nie mniejsze!

– a jak poznam, ktore zdjecia sa nasze?

– myslisz, ze dla siebie robie zdjecia Kolezanki w formacie 20x30cm?

– eee, no nie. No dobra, to ja wymienie 2 duze ramki za 3 male.

Tzw. meska logika :))

A ten czlowiek inwestuje 2 mld EUR!!!! Ludzie, zabierajcie kase z ubezpieczalni, bo tam pracuja szalency!! :))

____________

Komentarz Siostry po przeczytaniu tej notki:

"wiesz co, jak napiszesz w CV ze znasz polski, to bedzie to mocno naciagane"

:)))))))))))))))

BYWAJA DNI, KIEDY WKURWI I SWIETY

a dzisiaj jest taki dzien.

Pan Boski zgubil kolejne klucze od mieszkania w Pradze. Mielismy 5 par kluczy:

1. on

2. ja

3. master key – ten zwykle mieszka w woreczku, bo jak sie zgubi to juz nie znajdziemy

4. u mamusi, bo przeciez bardzo go potrzebuje 90km od Pragi

5. mial byc schowany u kogos w Pradze, zeby mozna bylo pozyczyc mieszkanie potrzebujacym, albo gdybysmy zapomnieli klucze w Blave albo…

Aktualnie sytuacja wyglada nastepujaco:

Masterkey jest u zarzadcy budynku, bo robi dla nas jakas drobna naprawe.

5. – Pan Boski pozyczyl kuzynowi mieszkanie, ten klucz zwrocil a PB go zgubil. I zero zmartwien, mamy przeciez nastepne to co bedzie szukal!

A dzisiaj co sie okazalo? 1. tez zgubil i musial wziac moja 2. a to oznacza, ze jak zgubi kolejny klucz to bede dylac do Mamusi do L. albo wybije glowa dziure w drzwiach.  

No i wyskoczylam ze skory.

Skok byl spowodowany rowniez tym, ze jutro nadjada moj ojczym z macocha ( – no serio, takie jaja mamy:) a Boski oczywiscie pojawi sie dopiero w sobote wieczorem.

Wczoraj byl nieprzytomny ze strachu przed jakims waznym spotkaniem w pracy dzisiaj, a zaraz po pracy pojechal do Pragi. W zasadzie dluzej z jakims czlowiekem mowilam we wtorek.

No takie cuda sie mi dzieja Panoczku.

Poza tym dzien byl udany. Czego i Wam zyczymy.

WIELKI COME BACK SWISTAKA

Ostatnimi czasy czuje wielkie zagrozenie swistakowe. Czycha w krzakach i tylko czeka na chwile zawahania, zeby znowu uwiesic sie na plecach. Nie nie Kochaniutki, tak latwo sie nie poddam.

Zaczelam biegac. I mam zamiar biegac codziennie do czasu jak bede pewna, ze zniknal na jakies dobre.

Biegalam juz 5 razy. Ma to pewne zalety… nigdy w zyciu nie bylam w stanie przebiec takiego kawalka w kawalku. Mam wymyslone takie kolko kolo domu i kazdego dnia staram sie przebiec chociaz metr dalej bez zatrzymania. A jak do glowy wbiega jakas nieporzadana mysl, to ja zaraz palka w leb i do wiaderka.

LABRADOR

Ponoc labrador moze jesc bez konca. Jak dostanie wor jedzenia to bedzie jadl i jadl tak dlugo, az mu sie nie znudzi, albo peknie. Nie ma znanego wiekszosci zwierzat momentu kiedy organizm mowi: stop i nie ma ochoty na kolejna procje.

Mysle, ze w jakims poprzednim zyciu bylam labradorem. Alleluja, ze nie przepadam za slodkim ani tlustym jedzeniem, bo juz dawno zamienilabym sie w kule armatnia rozmiaru XXL. Ostatnimi czasy zgubilo sie gdzies moje poczucie najedzenia. Nie, nie jestem w ciazy. Nie, nie nudze sie ani nie lecze ukrytych problemow. Po prostu lubie. Pomidory, ziemniaki, ogorki, zupy warzywne, owoce niektore, doprowadzaja mnie do extazy. A moj zoladek jest bezdenny. Dwa lata temu zjadlam raz tyle zuru, ze dostalam goraczki i myslalam, ze umre z przejedzenia:)) A dzisiaj zjadlam jakas kosmiczna ilosc ziemniakow i salatwi z pomidorow i ogorkow. Ide biegac, bo pekne.

Jestem labradorem. chyba. powinni mnie zaprosic do Ewy Drzyzgi.

SZACUNECZEK DLA MATEK PRACUJACYCH

Nic wielkiego. Bylam na zakupach, zrobilam obiadokolacje, upieklam murzynka, wlaczylam 2 zmywarki i 2 pralki, ogarnelam mieszkanie, umylam podlogi i wlozylam 2 ogloszenia (fakt to zjadlo 2,5h). Wstalam o 7:30 a tu 17:41. Dzien uciekl.

To jest jakies szalenstwo jak ten czas leci.

Baby kochane obdarzone rodzinami i praca. Chyle glowe w glebokim szacunku.

MORAWA – kraina niespokojnych ludzi

Wczoraj jezdzilam na motorze. Takim, co zwykle wozi dawcow organow. Maksymalna osiagnieta predkosc ok. 130 km/h, niezbyt wiele, ale dziala na wyobraznie. Z przyczyn dla mnie niezrozumialych, nawet sie nie balam. Kierowca byl doswiadczony, jezdzil spokojnie a ja dyndalam z tylu uczepiona jak rzep.

Pan Boski podobna jazde wspominal z drgawkami jeszcze 3h pozniej. Chlopcy przezywaja takie sprawy wyrazniej jakos czy cus? Jechalam, jechalam a glowie mialam tylko jedna mysl: fajnie sie jedzie, bezpiecznie ale niech cos wyskoczy na droge a ja nie zrealizuje zadnego z moich planow. To by byla kosmiczna glupota gdybym sie zabila akurat na motorze. Melduje, ze nie zabilam.

Przed motorem byla jezdze przejazdzka lodzia po okolicznym jeziorze i tak 12 km piesza wycieczka (no moze 15).

Za chwile czeka mnie wycieczka rowerowa. Tutejsza rodzina Pana Boskiego wstaje o 5-6 rano i az do 10 wieczorem ma energii jak duracel. Musze powiedziec, ze wcale nie jestem zaskoczona, ze dobrze im sie powodzi i sa w stanie realizowac wiele szalonych pomyslow. Ludzie czynu. Mam wielka nadzieje, ze ich energia i entuzjazm sa zarazliwe. Ciekawa jestem czy bede sie jutro ruszac. Ostatni raz na rowerze bylam takich 12 lat temu…

BOSKA RODZINA

Przed rokiem zostalam oficialnie zapisana do bardzo licznej rodziny. Mama Pana Boskiego ma 3 rodzenstwa a kazde z nich ma 2 dzieci w naszym wieku + Dziadzius Boski. Rodzina spotyka sie u Dziadzia na wsi z kazdego powodu i bez powodu, Wczoraj byly tance, hulanki, swawole na urodzinach kuzyna. Impreza (z powodu kapek deszczu) odbyla sie czesciowo w garazu, przy akompaniamencie oblizujacych sie nieustannie 2 wielkich psow, marzacych o kawalku pieczonego baranka.

Na imprezy nie zaprasza sie znajomych, bo samej rodziny jest taka banda, ze trudno ich gdzies wepchnac.

Na poczatku naszej znajomosci rodzice Pana Boskiego nie nalezeli do mojego fan clubu. Zwlaszcza w porownaniu z atrakcyjnym mezem siostry Boskiego – Szwajcarem. wiec i ja nie padalam na twarz z zachwytu. Od czasu poznania Rodziny wszystko sie pomalu zmienilo. Juz na pierwszym spotkaniu wydali karte czlonkowska i olewali niezbyt przychylne zdanie przyszlej tesciowej. A w koncu i ona olala swoje niezbyt przychylne zdanie. I tak stalam sie czescia Rodziny. Panny, mezatki nie traccie nadzieji, zacznijcie czukac sojusznika!