W skali makro:
Mikro:
wiele twarzy jednego kwiatka:
W skali makro:
Mikro:
wiele twarzy jednego kwiatka:
Z drugiego pokoju slysze muzyke i glosy komentatorow sportowych. Rozpoczela sie uroczystosc otwarcia igrzysk.
Zawsze bardzo ciesze sie na olimpiade. Potem jestem zaskoczona sama soba jak siedze i gapie sie w telwizor na jakies przedziwne dyscypliny, ktore w wiadomosciach sportowych nie wywolaja we mnie nawet sekundy przemyslen.
Teraz duzo mowi sie o Tybecie. Prawde mowiac nie wiem dlaczego teraz, skoro sytuacja w Tybecie jest krytyczna od wielu wielu lat.
Zastanawiam sie czy to by komus pomoglo, gdybym akurat ja nie ogladala moich ulubionych igrzysk na znak protestu? Mnie nikt nie zauwazy. Ale moze to zle podejscie?
Dla odmiany nigdy nie mialabym odwagi poprosic o jakies wyrazne protesty sportowcow. W koncu oni ostatnich kilka lat oddychaja olimpiada, zyja tylko po to, zeby mogli tam dzisiaj przejsc przed calym swiatem a potem rzucic czymstam, przemiejscic sie szybko lub precyzyjnie albo wygrac mecz. Nie mozna im tego zabierac.
Jakie jest Twoje zdanie? uwazasz, ze powinnismy na znak protestu zignorowac Olimpiade, czy jednak cieszyc sie wygranymi lub choc uczestnictwem naszych zawodnikow?
______________
dla przypomnienia komentarz z poprzedniej Olimpiady http://soltera.blox.pl/2006/02/OLIMPIADA.html
Komary gryza a Boski chrapie niemilosiernie. Prosilam go, zeby zmienil pozycje to na mnie warknal ze "mam pamietac, ze to on chodzi do pracy wiec musi sie wyspac i nie mam go budzic".
No to sie wynioslam. Mszcze sie tym, ze mysle sobie kolo kogo moglam spac zamiast niego i ten inny pewnie wcale by nie chrapal.
Ja chce innego, co nie chrapie o! Ja chce spacccc
Jak widac na zalaczonym obrazku Magda nie jest dzdzwnica, ale tak ja nazwalismy. Konkretnie Žížala Magda.
Magda mieszka u nas juz od soboty. Wprowadzila sie razem z kwiatkami. Prosilam Pana Boskiego, zeby ja wyprowadzil do ogrodu, ale odpowiedzial "zaraz". Zaraz Magda juz byla gdzies indziej, a potem widzialam Magde, ale Boski byl w Pracy. Urosla dziewczyna. Przemieszcza sie w okolicach duzego pokoju, albo odleciala. Sama nie wiem. Wolalabym jednak jej nie rozdeptac wiec caly czas chodze i badam czy nie ma jej na mojej drodze.
Nigdy nie chcialam miec zwierzat domowych (poza chomikiem) a teraz mam. prosze bardzo. Magda:
MARCELA I JERZY
rok 1981…
Slub w radnicy Starego Miasta. Ona – ujezdza konie, on- remontuje centrale telefonicznyne. Gdzie beda mieszkac? u niego w domu. Po 14 dniach nowe spojrzenie, juz sa na siebie wkurwieni. Za 3 miesiace juz wiadomo, ze mamusia Jerzego lubi sie wtracac do zycia mlodej pary, on nie umie powiedziec mamie – nie, ona nie ma cierpliwosci, zeby poczekac az sie to zmieni.
Po 9 miesiacach rodzi sie corka Iwanka, po 11 Marcela przeprowadza sie do swoich rodzicow, bo nie moze zniesc tesciowej.
Po 3 latach rozwod staje sie faktem.
Po 5 Marcela i Jerzy znowu zaczynaja ze soba rozmawiac.
15 lat pozniej…
Marcela juz z Jerzym nie rozmawia, bo jak rozmawiala a corka skonczyla 8 lat Jerzy najpradopodobniej wykorzystywal ja sexualnie. Sad oddalil powodztwo, ale psycholog mowi, ze Iwana – corka nie mogla w wieku 8 lat wymyslec takich rzeczy. Kontakt pomiedzy ojcem a corka skonczyl sie definitywnie. Marcela ma 7 letniego, lekko uposledzonego syna z jakims innym facetem.
Potem widzimy 5 lat w odcinkach co 3 miesiace. Pani nie pracuje, bo syn. Iwana nie pracuje, bo jest po zawodowce ogrodniczej i nikt jej nie chce. Znajduja i traca prace. Zyja za 5000 CZK/miesiecznie – do tego obie pala jak smoki. Podziwiam. Nie mam wrazenia, zeby Pani czula sie zle w swoim zyciu, doskwiera jej tylko brak partnera.
Iwana miala 24 lata jak pewnego dnia nie przyszla do domu. Jakis czas potem znaleziona ja martwa w rowie kolo torow kolejowych, najprawodpodobniej potracil ja pociag.
Marcela powiadomila Jerzego pisemnie o smierci corki. Nie odpowiedzial.
IWANA i WACLAW
Boze narodzenie 1980 – slub na radnicy starego miasta w Pradze. Pol roku pozniej parze mlodych architektow rodzi sie syn. Potem drugi. Cykl konczy sie po 5 latach kiedy ona po raz 3 jest w ciazy. Iwana i Waclaw sa optymistyczni, usmiechnieci, zadowoleni z zycia, niesamowicie pracowici, realizuja swoje wizje. Mieszkaja w malutkim mieszkanku po babci.
po 15 latach spotykamy ich znowu. Mieszkaja w ladnym domu pod Praga, maja 5 dzieci. On remontuje kamienice w centrum Pragi, chce tam otworzyc salon z krzeslami. Ona zajmuje sie dziecmi a jak ma czas realizuje swoje artystyczne wizje, nawet jakas chwile ma swoj sklepik w Pradze.
Pracuja tak wiele, zyja w takim tempie, ze Pani zaczyna cierpiec na depresje, ma nawet jakies mysli samobojcze, chwile byla w szpitalu psychiatrycznym.
Ich 5 dzieci jest zdrowych a rodzice robia wszystko, zeby rowniez wyksztalconych. Dzieci sa inne. Nie sa tak ambitne jak rodzice. Nie ucza sie jakos specjalnie, nie potrafia znalezc pracy. Iwana i Waclaw nie rozumieja takiego podejscia do zycia. Sa dla siebie i czesciowo dla dzieci bardzo wymagajacy i nie rozumieja dlaczego dzieci nie sa wzgledem siebie samych.
Waclaw kilkakrotnie placze przed kamera. Interesy nie ida jak powinny a pracy jest ciagle taka ilosc, ze fizycznie nie maja sil wszystkiego zalatwiac tylko we dwoje.
Iwana i Waclaw bardzo sie kochaja, nie potrafia wyobrazic sobie zycia bez siebie. Tylko dzieci chyba troche podrzucila kukulka, bo takie inne. Nie wygladaja na szczesliwych.
ZUZANA I STANISLAW
Sa bardzo mlodzi, ale znaja sie juz od 3 latm wiec nie przypadek. Slub, dziecko. Ona mieszka u swoich rodzicow, on u swoich, takie czasy. On realizuje swoje marzenia – jest mlodym wynalazca, ona zajmuje sie domem. Zuzanna nieustale usprawidliwia Stanislawa, ze jest mlody, ze musi realizowac marzenia. I chyba liczy, ze on sie zmieni. Nie zmieni…
po 15 latach od zakonczenia pierwszej czesci sa po rozwodzie. On z nowa zona realizuje kolejny pomysl. Ona w malym miescie, zostawiona przez dorosle dzieci, ktore troche wyrosly a troche uciekly z gniazda uzala sie nad soba i zmarnowanym zyciem. Dla niej to malzenstwo to byl najwiekszy blad. Nie potrafila przystosowac sie do zmiany rzeczywistosci po roku 1989. jest nieszczesliwa, stara sie zmanipulowac corke, zeby sie dla niej poswiecila i zostala…
—————————-
Strescilam 3 czesci dokumentu telewizji Czeskiej pt. Etiudy malzenskie po 20 latach. Rezyserka p. Helena Trestikova spotykala sie z rodzinami 2 razy x po 5lat ( w latach 80 potem na poczatku nowego stulecia) w odstepach 3 do 6 miesiecy. Oni mowili co wlasnie czuja. Pomiedzy tym zmienil sie system, rodziny sie rozpadaly, zmienialy. Zadne komentarze ze strony rezyserki. Taka opowiesc o zyciu.
Ogladamy to z Panem Boskim w kazdy wtorek i staja nam wlosy na pietach. Na razie nie bylo happy endu. Zaden odcinek, ktory widzielismy, nie skonczyl sie usmiechnieta para typu " tak, miewamy problemy, ale w zasadzie jest ok". Lezymy potem w lozeczku i mowimy sobie… my mozemy wylaczyc telewizje i wrocic do swojego zycia. Oni musza zostac i zyc to pieklo. Mamy szalenie duzo szczescia. jak dlugo jeszcze?
Brr.
Prawo Agradabli glosi, ze intensywnosc wprowadzania w zycie interesujacych dzialan jest odwrotnie proporcjonalna do posiadanej ilosci wolnego czasu.
Innymi slowy czym mam mniej czasu tym czytam, ucze sie, dzialam itd wiecej.
Nowa, jeszcze nie znana, ale pracujemy nad tym:)) jednostka lenistwa to tzw. Nieczynnosc Agradabli – jest to ilosc konstruktywnych mysli, ktore przeleca przez glowe Agradabli w ciagu jednej godziny i nie zostana zrealizowane z przyczyn nieznanych.
Pocieszam sie mysla, ze wcale nie jestem wyjatkowa.
Zaczne od tego, ze Pan Boski zostawil w Pradze klucze z Pragi I Bratyslawy. Mamy wiec teraz 1 pare kluczy do mieszkania w Bratyslawie a to oznacza, ze jak go po pracy nie wpuszcze do domu, to bedzie spal w aucie (jesli zabral klucze, w co watpie). Jeszcze sie zastanawiam…
Weekendzik nie nalezal do najbardziej spokojnych. W piatek przyjechal Ojczym z Macocha a Boski byl w Pradze.
W sobote oblezlismy Blave a o 16 przyjechal Boski. Psuc zaczal sie juz w sobote wieczorem, ale palma rozkwitla na dobre w niedziele rano.
Zwykle zaczyna sie od wycierania kuchenki. Pierwszy raz, drugi, piaty. Potem blaty, stol, dosuwanie krzesel, zcieranie wyimaginowanego kurzu itd itd. Tak u Boskiego przejawia sie mojorodzinowy – stres.
Po kilku godzinach zaczynaja sie efekty dzwiekowe. Syczy mi za uchem, ze jestem niewdzieczna, ze nic nie robie. Ze caly dom na jego glowie. Ze jak on juz robi te meskie prace – zarabia, to ja powinnam te damskie – sprzatac. I tak sie chlopak nakreca. A to wszystko w tle moich rozpaczliwych usilowan, zeby moja rodzina nie myslala, ze w samotnosci rozstrzelamy sie z fuzji.
Potem nastepuje kulminacja: wkurwi mnie tak, ze lzy mi tryskaja jak fontannie w ksztalcie krokodyla, stop. cel osiagniety. stop. potem pomalu szalenstwo ucicha (z akcentem na pomalu).
Kolejny etap polega na tym, ze przychodzi sie polasic warunkowo (typ: polasze sie, jesli powiesz, ze to Twoja wina albo choc, ze za tydzien masz okres to bede mial na co zwalic).
A jak odjada stwierdza tajemiczo, ze moze nie zachowywal sie tak zupelnie idealnie, ale…mial BARDZO wazne powody, ktore mu wlasnie wylecialy z glowy.
Wieczorem zwykle wracamy do stanu przecietnie sielankowego. U niego wystepuje gleboki Alzhaimer i nie wie dlaczego sie go znowu czepiam?
Na szczescie moja tolerancyjna rodzina (z Siostra na czele) postanowila, ze fochow widziec nie bedzie. A ja staram sie ustalic takie terminy rodzinnych spotkan tak, zeby w czasie ich trwania Pan Boski mogl sie spokojnie pasc na jakiejs gorskiej lace.
—
w kolorze…







i nowe…

Taka na pozor smieszna sytuacje. Pan Boski przyblizyl sie do mnie, skradajac sie za plecami i zaczal manipulowac nozyczkami przy mojej glowie. zaczelam krzyczec a jemu sie to wydawalo przezabawne. Wiec go ugryzlam w reke. Bardzo mocno. I juz mu sie to nie wydawalo tak zabawne. Ja zaczelam sie czuc bezpieczniej.
Pan Boski zaczal sie wsciekac, ze to nie jest normalne, zeby tak zareagowac na zart, ze obetnie mi ucho. Ojczym zaczal mu tlumaczyc, ze ja tak mam od dziecinstwa, jak ktos chce dotknac moich wlosow. Pana Boskiego nie interesuja moje traumatyczne przezycia z dziecinstwa i obraza.
Prosze bardzo. Ostatnio Polaquita pytala sie czego sie boimy? Ja sie boje o wlosy. Moge z duma powiedziec, ze moja obsesja w ciagu ostatniego roku zmniejszyla sie o 90%. Zawdzieczam to Czarownicy o ktorej kiedys pisalam.
Ostatni atak paniki mialam prawie rok temu, dokladnie 4 lisopada jak ponoc swietna fryzjerka ze wsi mojej Siostry wykazala inwencje tworcza i zamiast prosto jak zwykle wycieniowala mi wlosy do dwoch warstw.
Najpierw jakies 20 minut lezalam na ziemi przed domem Siostry, myslalam, ze umre. Potem ryczalam jak opetana nastepnych kilka dni. Poklocilam sie z Siostra do krwi. Zupelnie bez sensu i dla niej nie do konca zrozumiale. Bo niby co? 15 cm wlosow moze kogos doprowadzic do szalenstwa? mnie moglo.
Kolejnych kilka tygodni nie moglam sie na siebie patrzec w lusterku. Znowu nauczylam sie patrzec tylko tak, zeby widziec, ze nie jestem brudna od pasty na przyklad, ale nie widziec jak wygladam. Potem pomogly mi wizyty u Czarownicy, albo pomoglam sama sobie nie wiem. Stopniowo moja obsesja zaczela sie zmiejszac. Kolezanka z pracy zaprowadzila mnie do swojej kolezanki-fryzjerki, ktorej wczesniej wytumaczyla jak bardzo sie boje. Bylam tam 3 razy. Za kolejne dwie nie bede miala 2 warstw wlosow, ale jedna. I chodze juz do fryzjerki sama. Dla mnie to mistrzostwo swiata. Przejmuje sie wlosami, ale mysl o nich juz mnie nie paralizuje. Tak, moglabym Boskiemu wydrapac oczy gdyby mi rzeczywiscie zrobil cos z wlosami. Rok temu moglabym skoczyc z okna. Mysle, ze to wielka pozytywna zmiana.
Jak mi sie "to" stalo?
Jako dziecko mialam wlosy do pasa. Bylam marudna i nikomu nie chcialo sie ich rozczesywac. Wiec mnie przekonali. Zwlaszcza ten Ojczym, ktory tlumaczyl Boskiemu, ze "mam tak z wlosami od zawsze", ze jak mi je troche skroca to bede sie mogla czesac sama.
Mialam 6 lat. Nie rozumialam konsekwencji swoich dzialan. Nie obcieli mi wlosow za ramiona jak myslalam ale tak, ze ledwo dotykaly ramion. Pamietam ten dzien jak egzekucje. Biale male krzeselko i ich opowiesci jaka bede dorosla i samodzielna. A potem stalo sie. I wszystko bylo inaczej. w nocy wylam patrzac sie na kwiecista tapete w pokoju Siostry. Siostra mnie uspakajala ale wlosow zupelnie serio nie dalo sie "dolepic".
Potem troche odrosly. W drugiej klasie pedalowy przynioslam ze szkoly kartke z napisem "corce trzeba wyczyscic wlosy". Pamietam jak wahalam czy pokazac im te kartke? Cholernie sie balam. To sie nie miescilo w mojej glowie nie pokazac czegos co nauczyciele kazali pokazac. Ale balam sie, ze beda wscielki albo "cos mi zrobia". Nigdy mnie nikt nie bil. Gralismy w cicho albo podobne kary. Balam sie. Ale pomyslalam, ze docenia jesli jednak ja pokaze. Pokazalam. Blad. Gdyby nie… moglabym chociaz czuc sie winna.
"Rodzice" stwierdzili, ze latwiej bedzie wybierac gnidy jak wlosy beda krotkie. Tym razem sie bronilam. Obcieli mi wlosy jak od garnka. za kare. Nad uszami i po linii glowy. Ucieklam im do duzego pokoju, przeszlam na druga strone barierek balkonu i powiedzialam, ze skocze. wiedzialam, ze nie skocze ale bawila mnie mysl, ze sie boja. Ja sie nie balam. Tylko bylam ciekawa co sie jeszcze zdarzy w moim zyciu. Ojczym – moj oprawca nie wie jaka krzywde mi zrobil. Wierze, ze nigdy nie zdawal sobie z tego sprawy. Z pewnoscia nie zrobil tego specjalnie. Ale zrobil.
Na komunie chcieli mi zrobic loki, ale zmylam je woda. Nie chcialam byc tak "piekna". Ja juz nie moglam byc piekna. Potem Siostra miala taka fajna "mlodziezowa" fryzure. To bylo w mojej 3 klasie. Troche chcialam byc taka ladna jak ona. Potem juz nie, ale Siostra przekonala mnie, zebym po religii jednak poszla z nia wieczorem do fryzjera. Poszlam. Mnie pani nie wymodelowala wlosow jak jej. Wygladalam jak zmokla kura nie tak ladnie jak Siostra. wylam. Dlaczego nie powiedzieli wczesniej, ze mnie nie mozna uczesac tak ladnie? dlaczego nie moge nikomu ufac?
Przyszlysmy do domu, odwrocilam sie w lewa strone, do lustra. Pamietam ten moment powolnego odbrotu. Obrocilam sie w strone lustra i nie zobaczylam twarzy. Bylam cala ja, ale bez twarzy.
Tego dnia przestalam widziec swoja twarz w lustrze. Nie widzialam jej do ubieglego roku. Zobaczylam w zasadzie dzieki czarownicy. U ktorej wylam opowiadajac o wlosach. Dostalam spazmow mowiac o wlosach.
Ale pomoglo. Powoli pomaga. Widze sie w lustrze, nie zawsze, nie codziennie, ale widze. I wcale nie jestem taka odrazajaca i nieciekawa jak cale zycie myslalam. Na zdjeciach zaczynam widziec, ze nie mam tak malo wlosow jak myslalam cale zycie. Okazalo sie, ze nawet nie wypadaja tak tragicznie. I fryzjerka tez mnie nie zabija. Moge nawet wejsc tam sama. Jeszcze rok temu dostawalam zawalu na sama mysl.
Nie wiem dlaczego zareagowalam dzisiaj tak silnie. Pan Boski nie rozumie. Ja uwazam, ze wiedziac to wszystko, powinien wiedziec, ze nie moze mnie straszyc. Ale rozumiem, ze nie potrafi sobie wyobrazic jak silne sa emocje, ktore to we mnie wywoluje. Slyszec o czyms a czuc to 2 rozne rzeczy.
Przepraszam, ze tym razem ten wpis jest tak otwarty i zimny. Ale musialam to w koncu napisac.
Czasem czlowiek nie wie jaki strach ukrywa sie w glowie tego drugiego.
Wierze, ze sukcesy w walce z tym problemem pomoga mi uwierzyc w siebie. Choc do tego jeszcze daleko. Ale walcze.
i dzisiaj jest taki dzien.
Agradabla sama doma.