DLA OLI: Zautocil na me pavouk

Zautocil na me pavouk  ( czytalas pod nazwa: Wielki pajak chcial mnie zjesc)

Dnes brzy ráno na mě zaútočil pavouk. Celé se to seběhlo asi takto:
Vstoupila jsem do koupelny a tam na mě čekal ON. Obrovský (nebo spíš
střední) dlouhonohý pavouk – hubené prase. Stál a vyzývavě koukal.

Zaútočil na mě svou přítomností!

Věděl, že se do té vany nevejdeme oba, a proto hned jak jsem pustila
vodu, začal utíkat. Zřejmě si chtěl nalézt nové teplé místečko k
bydlení a rozšiřovat své ďábelské plemeno. Dohnala jsem ho a spláchla
do té díry uprostřed vany. Důsledně, horkou vodou.

Od začátku dělal "mrtvého brouka", ale jak jsem jen trošku slevila, tak se okamžitě začal mrskat a utíkat.

Po cca 2 minutách… zemřel.

Možná je to nepřesné přenesení, ale mám pocit, že politická hra Polska
a České republiky s Ruskem je právě takovým útokem pouhou přítomností.
Jako že nic nedělají, ale sakramentsky vytáčejí "velkého bratra".
Opravdu nic nedělají, ale Rusko má pocit, že takové Polsko ho tím svým
významným nicneděláním uplně celé sežere.

Byla bych moc ráda, kdyby to s námi neskončilo jako s mým domácím agresorem.

DESIGNERSKI POTWOREK

Jezeli jednego pieknego dnia nie zdecydujemy sie na zakup domu, prawdopodobnie juz nigdy nie wyrowadzimy sie z dzielnicy w ktorej aktualnie mieszkamy. Jest tam wszystko od parku po szpital a wraz z otwarciem hotelu i centrum handlowego nieopodal bedziemy nawet mieli rozsadniejszy sklep.

Nasze aktualne mieszkanko -jak juz wielokrotnie pisalam – jest w moich oczach absolutnie najpiekniejsze na swiecie. Ma w zasadzie tylko jednou wade, jest male.

Po przydlugim wstepie przechodze do sedna:
bylismy ogladac inne- 100m w zamknietym kompleksie po drugiej stronie parku.
Kompleks jest bardzo ladny ( w srodku jeszcze ladniejszy niz sie wydaje z zabramowej perspektywy). Miedzy domami rosna wysokie drzewa a z okien mieszkania mielbysmy widok na park i na rzeczke. Spokojnie mozna wypuscic samego bajtla w wieku 3+ i na 99% nic by sie mu nie stalo.

A teraz jak zwykle w takich sytuacjach teraz przychodzi czesc sensacyjna:

Wlasciciel mieszkania charakteryzowal sie ciezkim brakiem gustu. Wszystkie drzwi sa drewniane… ale kazde innego koloru (czerwone, zolte, fioletowe, niebieskie, brazowe). Zamiast parkietu postanowil wylozyc podlogi czarno – bialymi kafelkami. Lazienka jest spora i wygodna ALE w koloze zolto-fioletowym. W drugiej zamontowali dodatkowo lekko przy wielki brodzik wiec nie otwieraja sie drzwi (kolory niebiesko-fioletowe). Zamontowane szafy sa funkcjonalne ale w kolorze srebrno – szarym.

Do tego mieszkanie bylo tuz pod dachem. Lubie ciepelko, ale >30C w mieszkanku o 19:05 to jednak lekka przesada. W koncu to nowe mieszkanie, mogliby pomyslec o jakiejs rozsadnej wentylacji…

A wiec przeprowadzka na druga strone parku odlozona do odwolania. Po powrocie do domu znowu moglismy cieszyc oko czeresniowym parkietem i wikinowym fotelem na balkonie.

XXX
Od Haneczki, trzymajcie bo umre ze smiechu (choc nie wiem czemu mnie to tak bawi:):

Facet u kochanki (maż na delegacji), a tu nagle klucz w zamku grzebie…
Babka, niewiele myśląc, mówi mu:
– Stań na środku, tak jak jesteś – goły, a ja powiem staremu, że taka statuę kupiłam.
Maż wchodzi, rozgląda się, zauważa:
– A to co?!
– No… kupiłam taka statuę, znajomi też maja, teraz taka moda…
Maż machnął ręka i poszedł spać. Żona też. W środku nocy maż wstaje, idzie
do kuchni, wyciąga chleb, smaruje masełkiem, kładzie szyneczkę, serek,
ogóreczka… podchodzi do statuy i wręcza ze słowami:
– Masz, ja tak trzy dni stałem, żeby choć ku… nakarmiła…

NAWET NIE MA KOMU W RYJA DAC!

Wczoraj walnelam taki list swojemu przelozonemu, ze do dzisiaj sie nie moge nadziwic. Nie, zebym zalgala, to wcale nie, ale jednak byl to mail z gatunku tych, ktore odwazy sie napisac tylko Agradabla i Mahatma Ghandi.

Nie wiem dlaczego od urodzenia mam wrazenie, ze jak pisze prawde to mam racje.
1. nikogo prawda nie interesuje
2. moja prawda nie musi byc wcale prawda obiektywna
3. taka prawda moze byc wykorzystana przeciwko mnie
4. nie wiem dlaczego przysparzam sobie powodow do denerwowania w tym nerwowym swiecie dla jakichs prawd, ktorych nikt nie chce slyszec.

Ale tak naprawde to swiat mnie zle traktuje od jakiegos tygodnia. Walcze z chandra na rozne sposoby: zmieniam sie w wodnika w cieplej wannie, czytam pozytwne bajki Jorge Burcaya, robie sobie bardzo dobre salatki, jem czekolade, tule sie do Pana Boskiego, uciekam wczesnie z pracy. I nic.

Czyli jak zla pogoda – nawet nie ma komu w ryja dac…
(jak napisala przed chwila madra Siostra)

Nawet wybralam sie na zakupy. I tez nic. Ladnych rzeczy w moim rozmiarze nie prowadza. Apropos zakupow, kiedys myslalam sobie "jak bede miala kase, to sobie kupie tylllle cichow" i co? Teraz mam wystarczajaco duzo pieniedzy, zeby w rozsadnych ilosciach kupic sobie nieomal kazda rzecz, ktora mi sie zamarzy. Niestety okazalo sie, ze przy dokladniejszym przyjrzeniu, wiekszosc ubranek jednak nie rzuca na kolana, albo jak w niedziele rano okazuje sie, ze w sukni rozmiaru 36 moglabym chodzic w 5 miesiacu ciazy (na oko)

Z drugiej strony, nie chce marudzic. Dookola mnie jest fura dziewczat, ktore absolutnie zawsze maja jakies mniej lub bardziej wymyslone problemy. Permanentnie. A to za grube a to za chude a to za kochane a to za malo kochane. Nie, zdecydowanie nie chce chce nalezec do osob nieustannie niezadowolonych z zycia.

Moje zycie jest zupelnie pozytywne. Niczego mi nie brakuje. A jednak przyszla ta chandra wstretna, polaczona – o zgrozo – z cietym jezykiem a to jest mieszanka absolutnie smiertelna. Smutna szczerosc Agradabli to stan, ktorego nie powinniscie nigdy poznac.

MNIEJSZY NAJAZD

zaprosilam sobie dzisiaj do domu cala firme na herbate. Co to za firma .. 14 osob. No, pod warunkiem, ze nagle nie ma czasu wiekszosc a polowa nie postanowi przyjsc z chlopcem (jedyny facet ktory sie wybiera tez przyjdzie z chlopcem) ciekawa jestem jak to przezyje? (mieszkanie, ja i Pan Boski jak jutro wroci:)

Mam dzis alergie na prace. Najgorsze jest to, ze mnie akurat nikt nie kontroluje a to bardzo ale to bardzo prowokuje do lenistwa.

Zrobie sobie herbate ziolowa i zaczne cos tworzyc bo to wstyd!

PORANEK – ZWARTA I GOTOWA

Swego czasu czytalam Twoj Styl w ktorym pisano jak to mozna sobie zorganizowac wstawanie.

Opisano 3 warianty:
1. SZYBKI – pani wstaje i w ciagu 15 minut bierze prysznic, ubiera sie, delikatny makijaz szybkie sniadanie i wypad z baru
2. WYGO
DNY – to samo, ale w ciagu 30 minut i z pelnym makijazem
3.
LENIWY – zamiast prysznica kapiel z olejkiem* a sniadanie dla siebie, meza i 7 dzieci
(50 minut)

Musze powiedziec, ze lubie spac, ale nie zaliczam sie do osob, ktore maja jakies zasadnicze problemy ze wstawaniem. Rano mam nabite baterie, dobry humor, pod prysznicem wyspiewuje dzikie arie, co nie zmienia faktu, ze osiagniecie wariantu WYGODNY uwazam zawsze za mistrzostwo swiata a musze zaznaczyc, ze na makijarz nie poswiecam nawet sekundy.

Wyglada to tak:
1. pipa budzik 6:20
2. pipa budzik 6:30
3. pipa budzik 6:40 … jak mam dobry humor to wstaje
4. czolgam sie do kuchni, wlaczam wode na herbate
5. czolgam sie do sypialni, wybieram ubrania
6. czolgam sie do lazienki, prasuje te ubrania na pralce bo mi sie nie chce deski rozkladac
7. wpadam do wanny i sie prysznicuje
8. po jakichs 10 minutach budze sie w wannie
9. po 15 minutach lania na siebie wrzatku juz jestem usmiechnieta i spiewam
10. wychodze ubieram sie i czesze (najczesciej:)
11. robie sobie i Panu Boskiemu herbate
12. pakuje plecaczek
13. siadam i ogladam wiadomosci od 7:30 do 7:38 i pije herbate
14. jeszcze sobie z pol stronki czegos przeczytam na rozruszanie
15…. ide na metro, potem kupuje jakas pasze i przychodze do pracy ok 8:15 – 8;45 (to zalezy od tego ile razy pipam)

Innymi slowy od wypadniecia z lozka do wyjscia z domu mija ok. godziny. Godziny w czasie ktorej sie nie nudze a pomimo to mija a ja sie nie kapie i nie robie pelnego makijazu. Wiadomo ze jak trzeba to moge stac w drzwiach 7 minut po otwarciu oka, niemniej jednak tak zupelnie trzeba niezmiernie rzadko. A w normalnym tempie za 15 minut wyjsc sie nie da.

Nie zostanesuperwoman Twojego Stylu. Nie jadlam bublinek…

* nie wiem w jakim celu wchodzic do wanny bez ksiazki?

PRACOHOLIK (1 dniowy)

pisane wczoraj w nocy…

dzisiaj odchodze z pracy jak prawdziwy pracoholik. Pan Boski na Ukrainie a ja dostalam wene tworcza, ktora musialam wykorzystac. Po 2 dnich motyli w brzuchu przelamalam w sobie niechec do pracy i czegokolwiek i pisalam, liczylam, wymyslalam. Ja wiem, ze to nie dobrze, bo praca nie moze byc sensem zycia. Ale czasem zycie jest bez sensu jak czlowiek ma poczucie, ze zawodzi sam siebie a to byl wlasnie ten przypadek.
Ale srode skoncze prace o 17:30 i juz! nie mozna przesadzac 🙂

Bardzo przepraszam, ze nie przybylam na spotkanie, mam nadzieje, ze dziewczyn bylo sporo i nikt nie zauwazyl braku.

PAN MANAGER

No i stalo sie. Przyjechal nowy Pan Manager z centrali, absolutnie nie przygotowany na spotkanie. Chlopcy (kierownicy dzialow) 2 tygodnie po nocach walczyli z dokumentem a on go nie przeczytal. Mysle, ze kase dostaniemy, to nie problem. Gorsze jest to, ze ich (nas) nie sluchal. Jak mu przedstawialam pracownikow, mialam wrazenie, ze nie jest zainteresowany podaniem im reki.

Pod koniec spotkania costam placnal i bylo jasne, ze chlopcy moga odejsc… tylko, ze oni sa przyzwyczajeni do tego, ze im za spotkania dziekuje a pan nie podziekowal wiec wygladalo, ze nie wiedza co maja ze soba zrobic. Kuriozalne, ale tak bylo. Podziekowalam ja, dopiero wtedy wstali i odeszli.

Zaproponowal mi postawienie internetowych projektow w 5 krajach. Wizytowka holdingu. Fajnie. Cos mi jednak nie siedzi. Jesli ja nie bede wierzyc nie beda wierzyc moi ludzie. A ja tego czlowieka niestety jakos nie czuje.

LEW POLNEJ DROGI

Od czasu zakupienia Hipolita ucze sie dowodzic bolidem. Potrafie juz zmieniac biegi (choc czasem z 3 na 2 wyjdzie mi gorzej niz lepiej), startowac, cofac, stawac, przejezdzac przez mostek na zakrecie miejajc sie z inna rospedzona maszyna, ale musze przyznac, ze ciagle jeszcze widok innego autka sunacego za mna napawa mnie watpliwosciami. Jeszcze sporo wody uplynie zanim wyrusze w sina dal bez pilota.
Smiejemy sie z Panem Boskim, ze Hipolit cerpi na syndrom sztokholmski, bo najwyrazniej mnie lubi, a biorac pod uwage tortury jakim go poddaje, nie powinien.

Poza tym jestem dzisiaj sliczna. O 16:00 zaczyna mi sie obrona projektu, a wychodzac z zalozenia, ze wszystkie skuteczne argumenty mozna uwazac za merytoryczne… ubralam sie odpowiednio. Dzialanie stroju (spodnie, szpilki, nieco przy kusa biala bluzeczka z ledwoco zapinajacymi sie guziczkami – ha ha da sie + powiewajace wlosy i rzesy:) wyprobowalam na niewinnych facetach, ktorzy wyraznie stoczyli ciezka walke z wlasnym wzrokiem jak wieczorem wyszlam na taras pokazac sie Panu Boskiemu. No, nie licze, ze Panu finansowemu dech odbierze, ale powiedzny, ze jakies 2-3% na nasza korzysc powinnam zarobic. Sama jestem ciekawa czy dostaniemy kase. Trzymajcie kciuki! ale bez paniki. Nie uda sie dzis, uda za miesiac:)

KOTEK TRALALOTEK

Pan Boski powrocil z delegacji w postaci Kotka Tralalotka. Usmiechniety, milusi, pelen troski i entuzjazmu. Nawet niebezposrednio przyznal sie do defektu mozgu dzien wczesniej. I co z takim zrobic?

W pracy zaczynam walke o projek za ok 800 000 PLN. Pierwsza odpowiedz: bardzo dobry ALE musimy wszystko dokladnie przeanalizowac i bla bla.
Dobry pomysl, ale jesli do tygodnia nie padnie decyzja to na 100% stracimy jakies 300 000 PLN a jest szansa, ze duzo wiecej. Tyle, ze nowy szef europejski jest bardzo nowy (ma tak 3 tygodnie) i boi sie decydowac o duzych pieniazkach.

Ale bylo by szkoda wychodzic przez okno tyle kasy.