HORMONALNY SZRON

Jak wiadomo zycie kobiety toczy sie wokol zmian hormonalnych. To mamy "stan przed" to "po", humorki, placze, faza maniakalna… kazdy facet, natomiast, jest jak skala. W ich ciele po prostu hormonow nie ma!
Ale zacznijmy od poczatku…

Zahaczajac o sklep spozywczy dotarlam do domu nieco przed 21. Pan Boski zapowiadal, ze wroci ok 21:30.
W dobrym humorze rzucilam sie do odrabiana zadania domowego: zrobilam kolacje, wypakowalam walize po wakacjach, wlaczylam pralke, wyprasowalam sobie ubranie na dzisiaj i bonusowo koszule Pana Boskiego (to byl glupi pomysl;).

Krotko mowiac o 21:50 bylam bardzo dumna i blada patrzac na swoje wspaniale osiagniecia.

Po 22 przyszedl Pan Boski z kolega. Wszedl i od tego momentu patrzyl sie na mnie krzywym okiem i zrzedzil. A to sok mu nie tak nalalam, a to dlaczego kolega jeszcze nie siedzi (przybic go mialam?) a to ze zle salatke nakladam a to do mamusi KONIECZNIE na caly weekend musze jechac…

Po odejsciu kolegi wyszlo szydlo z worka! Okazalo sie, ze w duzym pokoju jest straszny balagan. Tak straszny, ze postanowil wydac mi rozkaz jego natychmiastowego posprzatania.
well, well…
.. po pierwsze balagan sprowadzal sie przede wszystkim do jego nierozpakowanego plecaka, rzeczy, ktore zostaly po zjedzeniu kolacji (te z przygotowywania byly posprzatane) i zelazka
a po drugie… to jak przyszedl rozkaz wlasnie rozwieszalam rzeczy z pralki
a po trzecie… bardzo, ale to bardzo nie lubie jak ktos mi mowi co mam robic.

Bylo wiec standardowe: – to co, posprzatasz to teraz?, -nie, – wiec na prawde nie masz zamiaru tego dzisiaj sprzatac? (chyba mialam sie zaczac bac) – nie (i dalej wypakowywuje rzeczy z prali).

Wyszlam z pokoju.

Natenczas przyszla kara…Pan Boski zamknal sie na klucz w sypialni. Odcinajac mnie od loza i szafy.

No przyznaje, ze myslalam o odgryzieniu sobie piety z zalu… ale lozko i pierzyna w duzym tez sa ok, a wyprasowane ubranka na dzisiaj lezaly na krzesle, wiec…

Kara najwydoczniej nie spelnila zadania wychowawczego. Rano obudzil mnie zachowaniem typu "slon w skladzie" (ranny wyjazd sluzbowy) a na stole zostawil ostrzegawcza kartke "Agradablo, bardzo prosze posprzataj ten straszny balagan"

zaczynam sie bac, kto przygarnie Agradable na dzisiejsza noc?:))

Reasumujac moze my – baby rzeczywiscie zyjemy w 28 dziennych cyklach, ale ich jak juz siekna hormony to tak dokladnie, ze az im sie mozg zaszroni…

MADERA – uwagi praktyczne

1. przed odjazdem na Madere trzeba sie upewnic, ze wybrany hotel nie stoi na srodku placu budowy. Nam zaoferowano pokoj z oknami na mloty pleumatyczne i wielka koparke…ale udalo mi sie ich przekonac, ze z drugiej strony tez sa okna i swiat stal sie piekniejszy … a sen spokojniejszy. Uwaga: budowy sa bardzo czestym elementem Madery, trzeba uwazac!

2. poza glownym miastem Funchalem komunikacja miejska wystepuje w ilosciach sladowych. Tak 2-3 razy na dzien mozna sie dostac do i z innych miejsc do stolicy. Poza tym dupa blada.

3. nieomal wszyscy w stopniu wiekszym mniejszym lub bardzo malutkim mowia po angielsku.To bardzo ulatwia zycie obcokrajowcom

4. jesli ktos chce na plaze, to polecam jakas inna wyspe, bo na samej Maderze plaze sa dwie, obie mikroskopijne z czarnym piaskiem

5. najwieksza atrakcja sa tzw. lewady – czyli jakby strumyki, ktore przenosza wode z polnocnej mokrej do poludniowej – suchej czesci wyspy. Te najladniejsze sa dobrze utrzymane i piekne. Idac przez te miejskie ma sie wrazenie, ze lewada to taki kraweznik na wysypisku smieci

6. wybierajac sie na Madere wybieraj hotele 4 i 5 gwiazdkowe. Drozsza cena wyjazdow na wyspe generalnie nie przejawia sie wyzszym standardem

Ale zeby nie bylo. Sam wyjazd byl bardzo przyjemny. Jak wiadomo z Panem Boskim caly czas spedza sie w gorach wiec standardy plaz czy hotelu nie maja specjalnego znaczenia. Bylo fajnie.
Zdjecia (piekne) beda jak je przeciagne z aparatu i zmniejsze (tej kosmicznej sztuki jeszcze nie opanowalam:)

JEZDEM

Madera byla ok, wkrotce napisze wiecej. Przylecielismy dzisiaj o 6:00 i … juz jestem w pracy, jak ja to lubie. Jak zwykle w takich okazjach panicznie sie boje co tez czeka na mnie w tych 185 mailech, ktore dostalam. Tak tak zdecydowanie bardziej nadaje sie na wakacjowanie niz na prace. Ale w sumie, czy ktos ma inaczej:))?

W OBRONIE WYKORZYSTYWANYCH

Kilka dni temu napisalam, ze od 1.8 moi pracownicy przestana miec mozliwosc wykorzystywania innych komunikatorow niz Skype. Ola, Kamil i Polaquita wzniesli glosny protest, a pewnie kilka innych osob protestowalo cichutko.
Jakie mysli zawitaly w mojej glowie?

Zyjemy w dobrych czasach i fantastycznych szerokosciach geograficznych. Luxus. Kwitnie kapitalizm z superludzka twarza, mamy coraz wiecej dni wolnych a pracujemy coraz mniej.

To generalnie, a w szczegole:
Wiekszosc ludzi w mojej firmie ma solidne srednie wyksztalcenie a z racji wieku ograniczone doswiadczenia zawodowe. Tak sobie mysle, ze przy nieco mniej korzystnej konfiguracji gwiazd, zamiast siedziec przed ekranem komputerka mogliby pracowac przy tasmie.

Czy jakby pracowali przy tasmie tez by sie ktos dziwil, ze nie moga, przy okazji, chatowac ze znajomymi ?Β  Przypuszczam, ze nie…

… tylko, ze praca w takim na przyklad back office u brokera ubezpieczeniowego za bardzo sie od pracy przy tasmie nie rozni. Owszem, czlowiek przy pracy siedzi… ale conajmniej w 80% dziala wedlug bardzo konkretnych schematow, ktore trzeba szybko i precyzyjnie powtorzyc. Niestety czesto glowe ma w oblokach i intelektu na prawde nie wykorzystuje. Wiec tasma.

Wydajnosc ich pracy musi byc wyzsza niz ponoszone koszty, jesli tak nie jest nalezy zmienic bieg albo zaczac szukac nowej pracy. Oni musza sobie z tego zdac sprawe!

Problem niektorych pracownikow mojej firmy polega na tym, ze siedza w pracy duzo godzin + sa nieefektywni. Ja bym wolala, zeby siedzieli mniej ale nie drapali sie lewa reka przez glowe na prawym uchu, tylko pracowali i w pracy generalnie zajmowali sie swymi obowiazkami, nie sprawami prywatnymi.

Atmosfere mamy w pracy na prawde bardzo bardzo dobra, gorzej z wydajnoscia pracy (oczywiscie w roznych dzialach sprawa wyglada inaczej).

Ja bym ichΒ  chciala wyciagnac z letargu w ktorym sa pograzeni od wielu lat. Czy znikniecie ICQ cos zmieni? Alez nie! to ma byc tylko budzik. Pierwszy z wielu malych krokow, ktore pomoga zwiekszyc wydajnosc pracy tych gorszych dzialach a pracownikom dadza radosc dzialania w dobrze prosperujacej firmie.

Krotko: zgadzam sie, ze nie mozna meczyc pracownikow, ale pracodawce tez mozna naciagac tylko w rozsadnych granicach.
Houk!
Pies Ogrodnika

KIERUNEK MADERA!

Po dlugich, ale nawet nie tak ciezkich debatach zdecydowlismy sie pojechac na miodowy tydzien na Madere.

Ponoc jest ladna, mozna z daleka popatrzec na morze:)) i polazic po gorzystej czesci wyspy.

Zapewniony bedziemy mieli tylko hotel ze sniadaniem, ale Pan Boski obiecal, ze codziennie dostane obiad (co bez obiecywania i w zagramanicy nie jest tak zupelnie oczywiste).

Takze jeszcze przezyc dzisiaj, przezyc jutro. Potem slub jakiegos kolegi Pana Boskiego… nastepnie na kolacje do Boskich ze zdjeciami i w niedziele lecimy.

Niestety standardowo z monopolista wstretnym Travel Service. Juz rok nie wyplacaja mi odszkodowania za sprzedanie biletow do samolotu, ktorego srzedawac nie mieli prawa. reklamacje i prawo do odszkodowania uznali… i na tym sie skonczylo.

Jak znam zycie bedziemy mieli spoznienie. Swinie placate. Ale co tam. Przynajmniej caly tydzien nie bedzie narad, redesignu, audytu i leczenia kompleksow coniektorych.

Juz sie ciesze!

KROTKA PILKA

Poczatkowo mialam w planie:
– ograniczyc dostep do komunikatorow
– wprowadzic sreening monitorow
– poinformowac ich (choc bez zamiaru wprowadzenia w zycie), ze bede sprawdzac poczte, bo mail ma byc wykorzystywany do celow sluzbowych

ale poszlam po rozum do glowy i wprowadzilam (na razie) tylko komunikatory.

I natychmiast podniesli lament!

Jak to padl ostatni bastion ich wolnosci, jedyny, w zasadzie, powod dla ktorego pracuja prawie w tej firmie.
Ja ich, mroweczki takie slodkie, usmiechniete, pracowite, chce meczyc praca.
Oni sa wspaniali, doswiadczeni, oddani a ja -swinia- zabronilam im dostepu do ICQ!

Pochylilam glowe, przeprosilam za smutny obowiazek i ide dalej.

No coz, w kazdej wojnie sa straty w ludziach i sprzecie. Zdania nie zmienie.

KONIEC PIEKNYCH CZASOW KOMUNIKACJI

Za 31 minut mam spotkanie z pracownikami na ktorym bede im sciemniac jacy sa wspaniali, jak dobrze sie zaprezentowali na spotkaniu holdingu i, ze generalnie widac jak super sobie radza w nowych warunkach.

A potem powiem im, ze od 1.8 nie beda mieli technicznej mozliwosci przegadania polowy dnia przez ICQ, Tlen, Gadu Gadu i inne uzyteczne programy, bo zostanie im tylko firmowy Skype. Kdo bedzie mial ochote przerowadzi znajomych na skypa, ja wiem… ale, ale… ten bede kontrolowac (teoretycznie). Najgorsze, ze to dopiero poczatek. W sierpniu chcialabym zaczyc audyt procesow.

Koncza sie niestety czasy kochanej szefowej Agradabli. Okres ochronny diabli wzieli, chlopcy i dziewczeta musza zaczac pracowac.

NA SKRZYDLACH

Prawdopodobnie doskonale znasz ten stan, kiedy ktos powie pare slow, a przed Toba otwieraja sie ogromne drzwi.
Ja tak mialam na radzie dyrektorow. Spalam z taka mloda dziewczyna, ktora zajmuje sie u nas audytem procesow. Niesamowite ile sie od niej dowiedzialam, na ile rzeczy otworzyla mi oczy.
Ja na zarzadzanie patrze przez ludzi, ona przez procesy. Prawda jest gdzies w srodku. Musze sie na ten srodek jakos przesunac.
Nie ma co sie wdawac w szczegoly, ale sprawa jest niesamowita. Beda zmiany, duzo zmian. Mam nadzieje, ze wystarczy mi samozaparcia, maniakalnej fazy i rozumu, zeby nie przesadzac. Powoli, spokojnie bo sama musze sie do nich przygotowac, ale juz przynajmniej znam kierunek.
Latam!

ZLOTO DLA WYTRWALYCH!

Po pierwsze chcialam napisac, ze ludzie, ktorzy w ramach swoich obowiazkow czesto przemierzaja swiat na niewielkie odleglosci, budza moj wielki szacunek.
Wieczorem wyruszam na 4 dni na Slowacje i juz od wczoraj wyskakuja mi plamy na watrobie.
NIE – LU – BIE!

Jak pomysle, ze biedna AW albo jej maz ciagle gdzies lataja to padam na twarz z podziwu. I ze zdziwenia, ze jeszcze nie umarli ze zmeczenia materialu.

Niestety jestem juz stara wygodniara. Dzisiaj w nocy zlewalam sie potem na mysl, ze niestety bede musiala jechac i odwalic 2 prezentacje + uczestniczyc w jakiejs super-zabawnej "olimpiadzie firmiowej".
Z akcentem na JECHAC 10h pociagiem, sama z jakim chrapaczem wstretnym, jak zwykle. Reszta bandy jedzie jutro.

Nie wiem dlaczego reaguje AZ TAK alergicznie. Ostatnio bardzo serio niecierpie pociagow. Skonczylo sie staropanenstwo a zaczyna starosc:)

Z innej beczki: Pan Boski ogluchl na jedno ucho. Nie dosc, ze slepy to jeszcze gluchy! Jakis wybrakowany egzemplarz dostalam:) Mimo znacznego oslabiena humoru, w zwiazku z oblozna choroba, przezylismy wieczor bez strat w ludziach i sprzecie.

Nic wiecej nie bede pisac, bo walcze z wisielczym humorem. Ze srednimi efektami. Ale dajmy sobie troche czasu.

POL-LIGLOTA

Pan Boski NAGLE zapragnal nauczyc sie polskiego. Kazdego dnia po 21;00 przestaje mowic po czesku i zaczyna kaleczyc po polsku. Uszy rwie ta jego mowa, ale jest tak smiesznie zdeterminowany, ze przestalam go zniechecac.
(zniechecalam jak ograniczal sie do mowienia jakichs glupot typu "prosze panienko")

Pilujemy slowo "spierdalac" we wszystkich mozliwych wariantach. A wiec wypierdalac, pierolic, zapierdalac, opierdalac sie, wpierdolic, odpierolic itd… a Pan Boski za kazdym razem uzywa tego jedynego niepoprawnego zwrotu i jest z siebie szalenczo dumny jak to juz pieknie mowi po polsku.
Tak wiem, powinnam zaczac od Sienkiewicza i nawet zaczelam, ale kupilam mu tak marne tlumaczenie "Ogniem i mieczem", ze chlopak nie jest w stanie zapamietac nazwisk (jakos dziwacznie zmienionych) wiec po kilku stronach czytania sie poddaje. Quo vadis tez go znudzilo. Jak nie z tego konca to z drugiego….

PS
pani w urzedzie miejskim przyjela dokumenty!!! Nie bedzie powtorki z rozrywki. No super πŸ™‚