KARTECZKI

Zainaugurowalam
sezon karteczkowy w nowej pracy. A oznacza to STRACH. Strach czajacy sie tuz
przed wyjsciem z domu kazdego ranka, wieczorej jak zamykam oczy, w srodku
tygodnia jak wiem, ze jeszcze 2,5 dnia tutaj.
Nie, nikt mnie nie bije! Ja tej pracy po prostu nie lubie. Czasem wydaje mi
sie, ze jestem uposledzona umyslowo, czasem, ze marnuje czas, tylko w
wyjatkowych momentach moje uczucia sa wywazone.

Juz dawno
nauczylam sie pisac karteczki. Kiedy przychodzi taki dzien, ze musze z soba
stoczyc powazny boj, zeby jednak przesunac sie w kierunku Pragi 4, bo z tysiaca
powodow mam wrazenie, ze MUSZE sie wyrzucic, bo w innym wypadku i tak zostane
wyrzucona, pisze karteczki.

Karteczki sa
zawsze typu “Post-it” w formacie
kwadratowym zoltym, zielonym lub wyjatkowych
wypadkach niebieskim.

Pisze tam:

11/09/06 –
PONIEDZIALEK

– Boje sie, ze
mnie wyrzuca z pracy bo jestem malo aktywna i niedostatecznie kreatywa. – boje sie,
ze nie owladne wlasnego bezgranicznego lenistwa i w koncu ktos to zauwazy – boje sie, ze mnie wygryzie tan czy owy,
poniewaz….

BOJE SIE

Nastepnie taka
karteczke wkladam do pojemnika na wizytowki. I nic sie nie dzieje… za miesiac humor lepszy a ja sie smieje.

W poprzedniej
pracy za 5 lat uzbieralo mi sie ze 20 karteczek. Odeszlam sama, prace lubilam a
na niechcec do jednego z wlascicieli cierpie do dzisiaj, ale nie ma to juz
zadnego znaczenia.

W dniu
dzisiejszym napisalam pierwsza karteczke w nowej pracy. Zobaczymy ile ich
bedzie. Ile dni, kiedy bede pewna, ze ani kroku dalej? Dzisiaj oczywiscie mysle, ze to pierwsza i ostatnia!
Obys mial/a malo karteczek w wizytkowniku!

XXX
Tak pamietam.
Pamietam rowniez o wielu innych smutnych dniach.

TO JUZ…

Zaczela sie
jesien. Ludzie na ulicach jeszcze udaja, ze to lato. Zakladaja sweterki,
zamiast lekkich kurtek, mlode dziewczeta odktywaja ksztaltne brzuchy. A liscie
zaczynaja zmieniac kolory. Juz nie sa zupelnie zielone, ale jakby troche
przyzolkle, zmeczone sloncem, osmagane wiatrem. Czas usypiac.

Na szarosc
najlepsza ksiazka. Wczoraj kupilam 3, zeby miec co czytac przynajmniej do
niedzieli. Zaczelam od Haliny Pawlowskiej “Zdesperowane kobiety postepuja
desperacko” . Pawlowska to gruba, niezmiernie sympatyczna baba, ktorej moge
sluchac/czytac bez konca. Jesli ma kompleksy to trzyma je mocno za morde. A
ksiazka? Lekka, latwa i przyjemna, akurat do wany w ktorej zamierzam zamieszkac
w ciagu najblizszych kilku dni. Zeby przezyc przebiegajacy szok termiczny.
Dlaczego ktos mieszka w Czesi, jesli moze na poludniu Hiszpanii, albo we
Wloszech? Przestaje rozumiec.

Zamiast
obiadu czeka mnie dzisiaj wiekopomne wydarzenie. Podpisujemy z Panem Boskim umowe
wstepna na zakup mieszkania. Tego malutkiego, 56m + 14 taras.
Bedzie hipoteka wiec jego mama –
chomiczek, nie bedzie sie musiala obawiac o swoje finanse.

A wiec
jesien. Wiedzialam, ze nadejdzie, jak co roku, lubie cieple, jesienne kolory,
ale mimo wszystko brakuje mi swiatla, nadzieji, energii. A z latami (juz???)
coraz mniej we mnie oczekiwania. Ze znowu przyjdzie wiosna? przyjdzie! Ale czy
bede jeszcze potrafila zmienic siebie?

MADONNA BYLA SWIETNA

Przepraszam
mialam kolejna 5 godzinna narade.

Koncert
Madonny byl swietny. Mozna powiedziec, ze byl wypelnieniem definicji sztuki
nowoczesnej. Bardziej performace niz koncert. Spiewala na zywo, bo nie zawsze
bylo to idealne muzycznie, co absolutnie nie mialo negatywnego wplywu na
koncowy efekt. Doskonale efekty techniczne, choreografia  i muzyka oczywiscie. Momentami tanczyla tak 10m ode mnie.

Perfekcyjne
dopracowane show.

Maz AW postanowil zostac konikiem, co skonczylo sie biletem w reku, wiec w efekcie bylam jak lekkie 5 kolo u wozu (Pan Boski mial bilet w innej czesci hali). Ale nie mialo to zadnego znaczenia, jak skakalam, piszczalam i tanczylam bylo mi to dokladnie obojetne.

Przed
koncertem widzialysmy Lucie Bilou… to tak jakby w Polsce widziec oral cien:)

xxx
Narada byla tak nudna i nic nie wnoszaca, ze zabrala mi ochote nawet do
pisania, do wszystkiego. Koncert byl swietny, w kazdym razie!

MADONNA, nie ta z obrazka

Madonna ma dzisiaj (jutro?) jedyna, raczej niepowtarzalna, szanse, zeby poznac AW i mnie.
Idziemy na koncert!!!!
Pod scene, jak ma byc i bedziemy szalec!!!
Nie dawalam sobie zbyt wielu szans na to, ze sie trafi bilecik. Ale trafil sie. Idziemy dzieki uprzejmosci jakiegos banku. Pan Boski oczywiscie tez, ale innego, wiec on sam a ja z AW.
Jak sie ubrac na taki koncert??? Chyba klasyczne reeboki i czerwona koszulka wystarcza? a moze jest jakis stroj obowiazkowy na takie koncerty?? Ja nie wiem, to moj 3 duzy w zyciu.
Ale jestem ciekawa co sie bedzie dzialo. A bedzie sie dzialo, ze oj!!!

A zamim, bede pelnila funkcje exkluzywnej damy do towarzystwa jakiegos dyrektora ukrainskiej ubezpieczalni. Ubralam sie na ta okazje w buty do nieba (no sredniego nieba) i bluzie z dekoldem glebokim. Ale nie ma mietkiej gry, pod bluzia koluszka, bo wypelnienia we wlasciwych rozmiarach dotkliwy brak. Do tego kolczyki made in Hiszpania, plaszcz z Zary i niech mi podskoczy!
Zreszta, moze i skakac. Wieczorem idziemy na Madonne, wiec niech ma chlopak radosc!

STRACH SIE BAC – AGRADABLA TANCZY NA LINIE

Tuz obok
naszego domu jest centrum wspinaczkowe. Tak by to bylo mozna nazwac w
uproszczeniu. Poszlam tam wczoraj je znajomymi i Panem Boskim. Oj, sklamalabym
twierdzac, ze tam robilam za bohatera.

Najpierw
cwiczy sie na niskich przeszkodach, bez zabezpieczenia. Potem jest scianka,
gdzie mozna sprawdzic, ze to zabezpieczenie na prawde dziala. A potem sie
zaczyna. Mozna bawic sie pojedyczo albo grupowo. Jedna osoba lazi po linach a
dwie ja asekuruja. Przy solo jeszcze sie tak nie balam. Chodzilam po takich
dyndajacych siatkach. Na wysokosci, ja wiem? 10 metrow? Moze wiecej. To nie ma
znaczenia, bo nawet nie spojrzalam na ziemie. Siatki maja te zalete, ze mozna
sie na nich uwiesic jak malpka co daje jakies poczucie bezpieczenstwa.

Przejscie
grupowe mnie dobilo. Mialam chodzic po linie rozpietej miedzy badylami.
Dobrze, ze nie poszlam do szkoly w Julinku, bo cyrkowki by
ze mnie nie zrobili. Wlazlam na gore i powiedzialam, ze ani kroku dalej. Bylo mi
cholernie zimno. Do tego jak wyobrazilam sobie siebie w charakterze linoskoczka
to juz bylam pewna, ze nawet dzwigiem mnie tam nie wloza. Pan Boski tez juz wszedl
spokojnie mnie przekonywal, ze przeciez dam rade. Znajomi na dole krzczeli,
ze przeciez mamy asekuracje i nic sie nie moze stac (taa!). Nie wleze na ta
line i juz, nie ma mowy! Nie, nie nie! Nawet jak sie trzymalam bala to mialam
arytmie a co dopiero bez bala???!!! Nie!

Patrzalam na Pana Boskiego, z
ktorym mialam po tej linie przelezc (samemu sie nie da) i pomyslalam, ze sama
to moge zlazic, ale jemu psuc zabawe? Pan Boski tez mnie przekonywal, ze dam
sobie rade, ale spokojnie, ze “byloby fajnie”. No to sie przemoglam. Wlazlam. Pan Boski z racji gabarytow i doswiadczenia moglby mnie tam sam za szmaty utrzymac na
gorze – to mnie przekonalo. Poza tym, jak w roznych sprawach jest troche cykorem, to w tych zwiazanych z
wysokoscia jest jak skala, zero nerwow. Na ja te line wlazlam! Serio! Potem juz poszlo
gladko, bo moja sila woli chciala byc JUZ teraz na drugiej stronie. "Dolecialam" i
juuuuz zlazilam, ale zaczeli na mnie krzyczec, ze musze wlezc z powrotem, bo
Pan Boski sam nie zejdzie.K-wa! Umre! No to wlazlam znowu i podalam te lape Panu Boskiemu. A potem juz moglam zjechac na
asekuracji.

Potem
okazalo sie i znajomym tam na gorze juz nie bylo do smiechu. Ale tez przeszli,
oczywiscie. Ale nastepne przejscie juz sobie darowalam. I tak nie bylo czasu.

Smialismy sie, ze to przejscie powinno byc obowiazkowe przed slubem…

Na koncu
byl skok. Tez z ilustam metrow. Tego sie nie balam. Pelna asekuracja + co to
jest jak sie zabije to siup, przynajmniej szybko. Poszlam pierwsza, skoczylam, zero nerwow. Tego dla
odmiany troszke bala sie reszta. Kolega nawet skoczyl na 4, bon a 3 mu sie
jakos pupa nie odkleila.

W kazdym
razie polecam. Bardzo skuteczny sposob na przewietrzenie strachu.

http://www.lanovecentrum.cz/lc_praha/galerie.ph
p

SZARO-BURO

Pozwalam
Swiatu zle mnie traktowac. To nie jest dobry pomysl. Mam taka Kolezanke –
Wegierke, ktora sadzi, ze nie ma dla mnie rzeczy niemozliwych.

Pisalam
jej, ze jestem dobra aktorka, ale bardzo mi jej ocena pochlebia.

Musze to
jakos przemyslec, wymyslec i zrealizowac. Nie chce miec potomka z powodu braku
pomyslow na inne zakonczenie rozdzialu. Podobnie nie zamierzam wyruszac w swiat
bez glowy, tylko dlatego, zeby kolejny raz uciec i znalezc odrobine wiecej niz
mysle, ze mam teraz. Powinnam sie zastanowic. Nie najlepiej mi to wychodzi
ostatnimi czasy. A jesienna pogoda za oknem nie pomaga. Szare motyle w brzuchu
wrzeszcza: ‘Uciekaj! Uciekaj!’ Staram sie im wytlumaczyc, ze chociaz troche
rozumku, nawet do uciekania potrzeba.

Sa ludzie
bez wad, bez pytan – z celem. Tez bym chciala.

IDZIE WIOSNA OD WSCHODU…

Postanowilam
rozpoczac dlugi, zmudny proces zmiany mojego racjonalizmu na hurra optymizm. Jak
o sobie mowisz, tak Cie widza a ja jestem zbyt konkretna w uwagach pod swoim
adresem. Zeby nie szukac daleko. Wczoraj na pytanie czy potrafimy pisac po czesku
ja odpowiedzialam, ze nie, a Ksiezniczka, ze tak. Jestli ona tak to ja dwa razy
tak, choc tak na prawde to moge powiedziec, ze potrafie pisac, bo po czesku to sie nigdy nie uczylam.

Tyle, ze
Ksiezniczka ma racje! Ona pisze po czesku! Bulgar by tak nie napisal, a juz nie
mowie o Angliku. Tylko ja jestem wolem zbozowym i mysle, ze jak nie potrafie
pisac bez bledu to sie nie liczy. Ksiezniczka ma racje. Sama sobie tym
pesymizmem przeszkadzam. Do zmiany!

/teraz mi sie w glowie przewraca (jeszcze bardziej), nie przeszkadzac! :)/