Po
doglebnej analizie wlasnej osobowosci, dokonanej w dniu wczorajszym podczas
mycia okien (w celu nie uczenia sie do egzaminu) doszlam do wniosku, ze mi
troche wali na dekiel.
Wieczorem
byla ulewa.
Po
doglebnej analizie wlasnej osobowosci, dokonanej w dniu wczorajszym podczas
mycia okien (w celu nie uczenia sie do egzaminu) doszlam do wniosku, ze mi
troche wali na dekiel.
Wieczorem
byla ulewa.
Staram sie
mowic to co mysle. I tylko to. Najlepiej najpierw sobie zapisac, zeby nie
podlegac zbytnim emocjom. Detronizacja w toku. Pomalu ale niezmienie. Po raz kolejny w zyciu i po raz drugi w kontekscie tej
samej osoby zostalam postawiona przed pytaniem: gdzie konczy sie lojalnosc
wobec szefa, a gdzie zaczyna wobec firmy? Jeszcze dokladniej: jak w tym
galamatiaszu znalezc lojalnosc wobec samej siebie?
Non, rien de rien, non, je ne
regrette rien! Da sie?
Nienawidze
audytow personalnych: czym sie zajmujesz i dlaczego Twoj szef nie zasluguje na
stolek, na ktorym siedzi?
Podaj 7
wypadkow niegospodarnosci z kim chcesz w roli glownej i tak wiemy, ze to wina
szefa.
Piewszy
raz, jakies 5 lat temu milczalam jak grob. Nic nie dostali. Szefa w koncu
wywalili a ja zostalam sam na sam z kilkuletnia nienawiscia ze strony jendego z
wlascicieli, ktorej nie umiem wytlumaczyc inaczej, niz tym, ze “bylam
czlowiekiem szefa" + o zgrozo kobieta
Teraz
mowie. Bardzo sie staram ad rem, a nie ad personam. Nie naciagnac ani zdania, fakty fakty. Ale i w
wypadku faktow duza role graja subjektywne odczucia, a ja swoje zdanie mam. Niestety.
AW i Pan
Boski starali sie lagodnie tlumaczyc, ze to nie firma dla mnie. Za lagodnie. Do
mnie trzeba z lopata. Te same bledy popelniam tylko 8 razy!
Lubie atmosfere
lotniska. Szuranie walizek, duty-free sklepy, tlumy ludzi i bieganie w
poszukiwaniu wlasciwej bramki, ktora zawsze jest gdzies na szarym koncu.
Zastanawiam
sie czy chcialabym dolaczyc do grona tych ludzi, panow przede wszystkim, ktorzy
w czarnych jak smola, szytych na miare garniturach leceli ze mna wczoraj z
Frankfurtu. Chciala, bo lotnisko, podroze, nowe kraje, kasa. Nie chciala, bo brak
czasu i nawet na lotnisku fura pracy. Ciekawa jestem co bym na dluzsza mete
wybrala… gdybym miala wybor.
Niemcy nie
lubia Polakow. Uwazaja, ze Polacy kradna. Kazdy zna kogos komu Polacy ukradli
auto. Jan Pawel II to ich zdaniem jedyny Polak, ktory nie kradl w Aldiku.
Mysla, ze ewentualne
otwarcie rynku pracy spowoduje znaczny spadek wynagrodzen, bo Polacy chca
pracowac za grosze.
Oliver
mieszkal u swojej panny (no pani, 42 lata), a ja mieszkalam sobie sama w jego
mieszkaniu. Oczywiscie zero obaw, ze cos ukradne. Ale ja dla nich nie jestem
standardowa. Polskie dziewczyny sa tanie i szybkie i maja farbowane, jasne wlosy. Polscy robotnicy
niedokladni, ale tak tani, ze oplaca sie 2 razy poprawiac niz raz zrobic
dobrze.
Oliver jest
bardzo otwartym czlowiekiem, znamy sie kilka lat wiec wszystkie tez rzeczy mogl
mowic bez obawy, ze sie obraze, czy zaczne pluc piana.
I co ja
moglam na to powiedziec? Nic, ze to stereotypy. Ze nie znam takiej Polski, ale,
ze pewnie przyjdzie nam jeszcze pare ladnych lat pracowac, zeby w koncu zaczeli
nas traktowac jak pelnoprawnych europejczykow. Chlopcy i dziewczynki, zamiast sie zloscic musimy sie starac.
1. dostalam do podpisania umowe w ktorej napisali, ze "jesli nie przeslemy firmie XX licencji do 15.9.2005 to wlasnie zawierana umowa bedzie nie wazna."
– swietnie tylko, ze rok temu nikt nie chcial z nimi zadnej umowy podpisywac
2. Jesli nasz wniosek o wydanie licencji nie byl podany do 15.7.2005 to costam
– licencje mamy, ale wydana 13.12.2005… nie wiem po kiego mielismy miec wczesniej skoro umowe mamy podpisac dzisiaj???
3. Pani z Banku napisala, ze chetnie sie ze mna spotka 15.8.2006 – mail dostalam dzisiaj
4. chcialam sie w jednym slowackim banku dowiedziec jakie beda warunki wspolpracy… odpowiedzieli, ze moga mi powiedziec dopiero po podaniu wniosku o podpis umowy.
Czy ich wszystkich dzisiaj pogielo??
Uroczyscie oswiadczam: dzisiaj mamy piatek 18/8/2006.
Nie srode, nie niedziele nie 15.7 czy 24.1 ani 7.12. DOTARLO???
A warunki chce znac PRZED podpisaniem umowy. Tradycjonalistka jestem.
Pokatnymi
drogami i nie z wlasnej inicjatywy, dowiedzialam sie, ze Daria wychodzi za maz.
Jutro. Fajnie. W zyczeniach slubnych, ktorych nigdy nie uslyszy, zycze jej duzo
zadowolenia z przyszlego zycia. Wszystkiego czego zyczy sobie ona sama.
Zakladam,
ze w zwiazku z zamozpojsciem za aktywiste, palma
obroncy praw czlowieka (za wyjatkiem prawa do odmiennego zdania), odbije jej
jeszcze bardziej. Ale nie takie nieszczescia widzial swiat. Niech beda zdrowi!
Ciagle mnie
gryzie, ze przez te cholerne “prawa” stracilam kolezanke.
Pogoda na
wesela w tym roku dopisala. AW, KK, AJ, S, O za chwile Diabel &Prerov no i
Daria itd (przepraszam jesli kogos pominelam). Z demograficznego punktu widzenia potwierdza to przesuniecie granicy
ozenku/ zamazpojscia do poziomu srednio 29 lat.
Mniej
filozoficznie: Pan Boski jest bardzo szczesliwy. I ma pelne prawo. Jak sie
okazalo, o tym ze sa wyniki dowiedzial sie od generalnego szefa inwestycji z
NY, ktory byl tak ciekawy, ze nie wytrzymal, az PB sam sie dowie i napisal mu
maila w srodku nocy:) To potwierdza moja teorie, ze jest dosyc Boski.
No a o 16
(po kolejnej czekajacej mnie naradzie) wyruszam do Frankfurtu. Bedzie fajnie. Tak mi dopomoz…,
no!
WIADOMOSC DNIA: PAN BOSKI ZDAL EGZAMIN III cz. CFA!!!!! Hurrraaaaa
Wracajac do tematu: Postanowilam,
ze poszukam sobie nowej pracy. Obejrzalam oferty na www.jobs.cz. Jest ich bardzo duzo. Spojrzalam na
te, ktore wygladaja interesujaco i doszlam do przygnebiajacego wniosku, ze;
kwalifikacje mam na taka lepsza sekretarke. No… mialabym gdyby nie fakt, ze nie
umiem pisac po czesku na tyle dobrze, zebym pasila.
W wieku lat
29 stwierdzam, ze nie umiem NIC. Nie tak zupelnie nic, ale nic sprzedajnego nie
znalazlam. Nie umiem programowac, nie umiem ksiegowac, nie chce zajmowac sie
sprzedaza obwozna, nie jestem zadnego rodzaju technikiem. No zalamka.
Byc moze z
tego powodu w drodze do pracy probowalam popelnic samobojstwo. Z gatunku nagrod
Darwina oczywiscie. Przesiadalam sie na Florencu i jakos nie wzielam poprawki
na niesiony w rekach “Twoj styl” i ksiazke i malutko zahaczylam o filar
na zakrecie. Zahaczylam gazetka a gazetka mi zahaczyla o brzusio – plucka.
Jakbyscie mieli watpliwosci z czego produkuje sie gazetki – ja wiem – ZE STALI!!!
Myslalam, ze sie przedziurawilam….Ale nie. Po
minucie bezdechu i przemyslen czy rzucenie sie na ziemie jakos by mi skrocilo
udreki, doszlam do wniosku, ze JA TEZ jestem ze stali i poszlam (wolnym
krokiem) dalej.
Co,
nawiasem mowiac, jeszcze raz potwierdza fakt, ze nadaje sie sekretarke. Z ta "lepsza" bym nie przesadzala 🙂
Tesknie za
Hiszpania. Wczoraj dostalam list od corki Reginy tej u ktorej mieszkalam. Regina ma raka. Mam
nadzieje, ze jakos z tego wyjdzie a na pewno, ze przynajmniej bedzie jakis czas
zyla. Chcialabym jej pomoc. Tesknie za Regina,
za Hiszpania, za Sevilla. Bylo mi tam dobrze.
Tu tez jest
dobrze, ale mecza mnie polityczne gry w pracy. Brak czasu na cokolwiek poza
praca. Ktorej tez nie wykonuje tak jak bym chciala, bo nie wiem co sie dzieje,
jaki to ma cel. Jak dlugo ten projekt bedzie jeszcze istnial.
Tesknie za
Sevilla. Bylo mi tam dobrze. Tak zupelnie dobrze bylo mi w zyciu tylko kilka
razy. Jak bylam mala z dziadkami, w zasadzie w liceum, na rejsach, jak pisalam
prace magisterska, potem w Lake Tahoe i w
Hiszpanii. Bron Boze, nie skarze sie na zle zycie. Generalnie nie mam uwag, ale
wtedy bylo mi najlepiej, dlugo w jednym kawalku.
Nie lubie
podrozowac. Lubie zyc, jakis czas w innych kulturach.
Smieszne
jest to, ze ciagle wierze, ze jestem w stanie zrealizowac wszystko, albo prawie
wszystko co chce. Tyle, ze nie wiem czego chce tak na prawde. Mam duzo
pomyslow, ale zadnej szalonej idei, ktora spedzalaby mi sen z oczu. Zazdroszcze
tym, ktorzy WIEDZA, maja CEL.
Wszystko
jest zagmatwane. Nie chce zmarnowac rozpoczatych studiow, ale nie mam czasu
czegokolwiek z nimi robic. Nie mam, jesli chce miec choc chwile dla siebie,
domu, Pana Boskiego. Pracy nie lubie, bo okazalo sie, ze uklady sa zupelnie
inne niz myslalam. Ale zmieniac ja jak mam 29 lat? No moze by sie i dalo. Ale
znalezienie tej wlasciwej, zwlaszcza z calym moim strachem i zabawnym niedowartosciowaniem
a do tego dziwna kombinacja wymagan, byloby cudem.
Nie chce
stac. A mam wrazenie, ze stoje. Nie wiem kto mi dal skrzydla? Czasem usna, leza
spokojnie na pleckach i nie daja o sobie znac. Czasem, jakis promyk slonca
budzi je do zycia. A w glowie rodzi sie tysiac pytan. Tak, to dobrze myslec i chciec,
ale nie latwo.
Wyglada na to, ze podjelismy decyzje. Bedzie mieszkanko. Wszystko jeszcze sie moze stac. Umowy byc nie takie, okaze sie ze sciana wlasciwie odpada choc wcale nie wyglada. Ale mysle, ze jest na to mniej – wiecej 5% szansy.
Tak wiec zdjecia wstepne naszego cuda przyszlego:

sypialnia, kwadratowa ok. 14 czy 16m i cos
taras 14m z drzewa teakowego

Hit sezonu – duzy pokoj prawie 29m
Mieszkanie ma zaledwie 56m + 14m taras.
Tak wiem, jest za male. Ale i tak nas zachwycilo. 2 lata mozemy w malym mieszkac, korona nam z glowy nie spadnie. To aktualne jest 2,5m wieksze wiec nie bedziemy odczuwac klaustrofobii.
Jak bede miala wiecej zdjec, a przede wszystkim jak transakcja dojdzie do skutku, zamieszcze.
Planowany termin przeprowadzki: listopad (bo o to prosili wlasciciele).
Prosze o trzymanie kciukow.
Achy i ochy tez wskazane.
Real jeszcze lepszy niz zdjecia!
Wszyscy znajomi kupuja wielkie mieszkania a my klitke. Bo by, prosze Panstwa z Panem Boskim to STO lat za muzynami jestesmy! We wszystkim! Ale co tam?:)
Mam w
odwiedzinach Tate i Ksiezniczke. Ksiezniczka jest przeslodka, spi jak aniolek,
zajmuje sie sama soba, wlasciwie to juz dorosla panna. Tato widac, ze jest
smutny bez Mamy. Bardzo chce sprzedac dom, bo sie tam czuje samotny i nie chce
byc bez niej. Trzeba bo pilnowac niezmiernie, bo w wydawaniu kasy ma zaisten
ulanska fantazje, wiec jak sprzeda to trzeba kase przetrzymac i do reki nie dac
w zadnym wypadku, na 110% mialby duzo dobrych pomyslow.
Katastrofa
w pracy z blizej nie znanych przyczyn nie miala miejsca. A czy bedzie miala w
przyszlosci nie wiem.
Mieszkanie.
Wyglada na to, ze kupimy mieszkanie, ktorego nie chcielismy kupic pod zadnym
pozorem. To znaczy: 2kk malutkie 56m, na parterze. Ale za to absolutnie najpiekniejsze na swiecie. Jestesmy zakochani i chyba nic sie na to nie da
poradzic. Po glebokich przemysleniach wychodzi
nam, ze ksiazki beda musialy byc do sufitu, ale w dwoch czesciach (czesc w
sypialni, czesc w duzym pokoju) powinny sie zmiescic, na lozeczko miejsce chyba
bedzie a wozek bedzie stal nie wiadomo gdzie. Ale kto to wie kiedy wozek
bedzie. Mieszkanie jest tak piekne, ze naszym zdaniem przeda sie na pewno,
jakbysmy je chcieli wymienic na wieksze.
Choc ciagle
jest tam jeszcze mala mysl, zeby kupic to wieksze, o ktorym pisalam chyba w
srode. Ale decyzja juz chyba zapadla, ze nie mamy odwagi wiec to malutkie.
Cykory z nas.
Co
niezmienia faktu, ze jest to najpiekniejsze male mieszkanko jakie widzialam.