Zaczne od tla historycznego. Jestem troche przeziebiona, mam sporo pracy w pracy, dzisiaj przyjezdza wlasciciel firmy, zeby sprawdzic dlaczego odchodzi handlowy (sprawdzajac nie chce slyszec prawdy) a weekend spedzaja u nas pedantyczni rodzice Pana Boskiego oraz 4 do 5 innych osob, ktore postanowily wlasnie na naszych 56m uczcic urodziny jednego z nich. Do tego na dzisiaj musialam napisac wypracowanko na czeski. Nie wspomne o tym, ze wczorajbylam zmotywowana do ucieczki z pracy, zeby kupowac prezenty dla Boskich, wiec przyszlismy pozno. W poniedzialek zmontowalam 6 krzesel i sprzatalam dom po przywiezieniu nowych mebli z kolega Pana Boskiego krzatajacym sie w tle, w ciagu weekendu byli goscie a wczesniej moja wigilia w pracy.
wtorek,20:40 –> Po ogarnieciu mieszkania, zrobilam sobie 35 minutowa przerwe a nastepnie zaczelam pisac wypracowanko. Wtedy odezwalo sie:
– zrob mi herbatki (siedzi przy stole kolo czajnika i czyta gazete).
– nie zrobie, pisze wypracowanie,
– ale zrob mi herbatki,
– nie moge sie skupic, prosze zrob sobie sam,
– her-ba-tki, her-ba-tki, her-bat-ki, to nastaw chociaz wode.
Nastawilam. Ide pisac.
– Przestaw ten czajnik bo para idzie na meble!
Wstalam. Przeszlam caly pokoj. Przestawilam. Wrocilam. Usiadlam.
– her-ba-tki, her-bat-ki
– prosze zrob sam, naprawde nie mam czasu,
– ale ja chce herbatki,
– zrob sobie sam, siedzisz kolo czajnika,
– ale ja chce her-bat-ki, her-bat-ki.
– przestan do mnie mowic, bo mnie to drazni! juz nie moge tego sluchac
– her -bat-ki, her-bat-ki (probuje pisac) – her – baaa-tkiii, heeeerrrr-bbbaaaa—tkkkkkkiiii!!!
– (krzycze) przestan mowic to herbatki, pisze!!! nic nie napisze jak bedziesz gadac
– (ciszej, ale tak, zebym MUSIALA slyszec) her-ba-tki, her-ba-tki (hi hi hi Ty to slyszysz!)
Ide do drugiego pokoju. Zamykam za soba drzwi
Wiec otwiera drzwi i milusio syczy:
– her -ba-tki, her-ba-tki
-zostaw mnie chociaz tutaj, nie moge tego sluchac. Jestem zmeczona. Nie chce wykonywac kazdego twojego polecenia
– ale ja chce her- bat-ki
– spadaj
jeszcze bardziej zamyka drzwi ale ciagle mumla: her-ba-tki, herbaaatki (tak z 5 minut)
No i wtedy zaczelam krzyczec. Jak opetana. Zadnych nieladnych slow, tylko, zeby dal mi spokoj, cisze i pozwolil mi sie zamkac choc na chwile, ze nie interesuje mnie jego herbatka. Ze caly wieczor siedzi to moze tylek podniesc i zrobic herbate. A jak mawia Bedrunka, jak juz zaczelam… to darlam sie (a on jeszcze ciagle mowil her-ba-tki!!!!) i darlam. Ciekawe czy AW slyszala w domu obok? Jesli nie to pewnie dlatego, ze nie bylo jej akurat w domu.
W koncu smiertelnie sie obrazil i poszedl.
Uspokoilam sie.
Przychodze.
Mowie: – kiedy zamierzasz przygotowac dom na inspekcje? Kiedy spakujesz prezenty dla rodzinki?
– nie bede z Toba rozmawial jak mowisz takim tonem.
– nie chce rozmowy, powiedz tylko kiedy to zrobisz?
– w srode gram, to wiesz, mam bilety na balet na czwartek (skoro kolezanki sa dla Ciebie wazniejsze niz wieczor w operze, to wezme jakas fajna dziewczyne z pracy..) a w piatek wigilia w pracy. Ale to sa kobiece zajecia, Ty powinnas to zrobic.
Juz nie krzyczalam. Zjadlam sobie takie lekarstewko, ktore powinnam jesc regularnie, ale w zwiazku z tym, ze nie jem, to mnie usypia na stojaco i po 10 minutach spalam. A on jest na mnie smiertelnie obrazony. Tym razem chyba ma racje. Wrzeszczalam, zeby spadal chyba najglosniej jak potrafie. Moglam na samym poczatku wstac i zrobic herbate, przesunac czajnik, wytrzec zlew do sucha, wyciagnac torebke, przyniesc herbate, porozmawiac jak kazda gospodyni. On myslal, ze to bardzo smieszne z ta herbata a ja nie umialam mu wytlumaczyc, ze ze zmeczenia wybily sie bezpieczniki. Uparlam i ponosze konsekwencje. Na stos z nia! Od wczoraj jestem na banicji, czarna lista, wariatka. JESTEM ZLLLLAAAAA!!! Buuuuu!! BUUU BUuu! Bede dzieci straszyc!