INWAZJA

W czasie weekendu przezylismy inwazje Boskich.
Wnioski: z Boskich po kadzieli Mama Pana Boskiego (MPA) jest najmniej sympatyczna, reszta jest luxusowa:)
Rodzice przyjechali pierwsi. Powiedzieli, ze mamy fajne meble i cale mieszkanko, ze tez jest ok, ALE… i zaczela sie 20 minutowa (doslownie) tyrada na temat naszej kuchni. "Ze nie umyta, ze oni rozumieja, ze nie mamy czasu, ze pewnie myslismy nieodpowiednimi srodkami, brak doswidczenia itd., ale oni kupia. A najlepiej przyjada kiedys wolne wezma, zeby nam ta kuchnie umyc, bo jednak te szafki nie wygladaja ladnie takie popalcowane. To trzeba porzadnie, a my nie potrafimy, ale to przyjdzie z czasem. Kuchnie trzeba porzadnie umyc" itd…..Ja to jestem przyzwyczajona, ale Pan Boski mniej. Potem jak z nim rozmawialam, stwierdzil, ze mowil sobie w duchu: "Kobieto milcz! Jeszcze slowo i mieszkania syna nie zobaczysz inaczej niz na zdjeciu!". A ja sobie spokoj, siedzialam z debilnym usmiechem na twarzy (wiedzialam, ze sie przywala, nie wiedzialam do czego, wiec luzik) i zastanawialam sie co by bylo gdybym…. Ja albo najlepiej moja Siora – bo ta gotowac potrafi wysmienicie, przyjechala do Pani Boskiej i zaczela gadac "Wie Pani, ten ugotowany przez Pania obiad to nienajlepszy. Ja rozumiem, to jest trudne, ale kupie pani taka ksiazke kucharska "Latwe przepisy". Tego sie da nauczyc. Tak, nalezy uzywac przyprawy. Mniej tluszczu, wiecej warzyw i zacznie byc jadalne. Mieso tez da sie przygotowac tak, zeby nie bylo tluste. Wiem, ze to dla Pani zaskoczenie, ale ryba moze miec smak, i istnieje inna zupa niz ziemniaczana. Ale to przyjedzie z czasem. Trzeba sie tylko starac. Ja wiem, ze Pani nie potrafi, ale trzeba chciec. Ja przyjade od czasu do czasu, ugotuje, zeby rodzinie wstydu nie robic". No ale to byloby niedelikatne. A niedelikatnym mozna byc tylko w stosunku do nas. My nie!. Nuni nuni!. Najlepsze jest to, ze ja WIEM, ze ona nie chciala, zebysmy czuli sie jak debile, tylko musiala pomoc biednemu synaczkowi, ktory nawet kuchni umyc, nie potrafi, o tej Polce nie wspominajac.

Potem przyjechalo jeszcze 2 wujkow i 1 ciocia Pana Boskiego. Bylismy w ladnej restauracji (gdzie tata Pana Boskiego nie wiedzial, ze jak prosza o autograf to chca podpis cioci, ktora dala karte, a nie czekaja na jego rekomendacje, w efekcie kelnerka nie wiedziala gdzie uciekac. Lekko sie zapadlam pod ziemie) a potem na piwie. A potem poszlismy spac do AW.
AW miala w mieszkaniu taki blysk, ze pozazdroscilam. Gdyby nie ilosc mebli i w ogole rzeczy, ktore musza w tym malym mieszkanku przechowywac, to by mogla do Paryza jako wzor porzadku mieszkanie wyslac.
W niedziele, po sniadaniu odjechali.

Wieczorem bylismy w kinie na "Diabel ubiera sie u Prady". Ku mojemu zaskoczeniu Panu Boskiemu film sie podobal. Meryl Streep moglaby grac drzewo i tez bylaby kreacja. Reszta filmu, to pokaz fantastycznej mody. I to by bylo na tyle jesli chodzi o weekend. Zaczynam czekac na kolejny:)

Leave a comment