Czym jestem wieksza, tym czesciej dochodze do wniosku, ze nie spelniam kwalifikacji na bycie emigrantka. Dlaczego?
1. jak czytam blogi emigracyjne to zazwyczaj czytam o roznych smutkach piskach zycia na emigracji. U mnie sa smutki piski, ale zazwyczaj z emigracja nie maja nic wspolnego
2. jeszcze gorsze jest to, ze samej siebie w zasadzie nie widze w kategoriach emigrantki. Moze jest to spowodowane bliskoscia geograficzna lub logistyczna krajow w ktorych pomieszkuje, poniewaz, nie czuje sie jakbym mieszkala za granica
3. dobrze, czuje sie jakbym mieszkala w innym kraju, bo nieustannie musze tlumaczyc, ze nie jestem ortodoksyjna katoliczka i nie kocham Kaczek i innych Gietrychow, ALE gdybym sie na przyklad przeprowadzila ze Slaska do Szczecina to tez by mi nikt nie chcial wierzyc, ze Slask jest the best, wiec bilans wychodzi na zero
4. jesli bywam dyskryminowana, to zwykle ze wzgledu na ograniczenie umyslowe rozmowcy lub wlasne a nie narodowosc taka czy owaka (nie zeby Czesi byli otwarci na przybyszow, nie sa. Ale co mnie to obchodzi?)
5. nie przezywam mek tantala. Chce jechac do Polski, jade. Jak zapragne powrocic na stale to powroce. W czym problem?
6. nie zajmuje sie drobiazgowym porownywaniem autochtonow z Polakami. Choc widze oczywiscie, ze Slowianie to z nich "jak z koziej dupy traba" itd itd. Ale nawet w moim bloku w Bytomiu wszyscy sa rozni, melting pot?
7. nawet kraj zmienilam przez przypadek (kto normalny emigruje do Czesi?)
No nie nadaje sie i juz.
Chcialam sie zapytac… czy ja (ja- blog) sie kwalifikuje jako blog emigracyjny???
Odbija mi. Ide swiecic polskimi galami (tak w okolicach poniedzialku chcialabym zgasic swiatla w oczach i zaczac pracowac "kreatywnie":)