Ale sie dzialo. Na morzu wiatr jest zrozumialy. Jesli wieje, plynie sie szybciej, fale sa piekne, mnie troche zwiewa, adrenalina. Na ladzie jeszcze takiej zawieruchy nie przezylam. Musze przyznac, ze sie balam bardzo. Tylko jednoznaczna opinia AW i Gucia, ze nic sie nie stanie przekonala mnie, ze jednak powinnam isc spac. Sama nie wiem dlaczego sie tak balam. Zaluzja zewnetrzna wyginala sie jakby byla z papieru, spore doniczki z choinkami toczyly sie po tarasie. Mialam wrazenie, ze okno sie wygina. Bardzo nieprzyjemne. Do tego Pan Boski sie zgubil. Do teraz sie zgubil "mimo zasieg sieci". Bardzo zle czlowiekowi, takiemu malemu, jak nie ma Pana Boskiego. Normalnie Pan Boski powiedzialby, ze mnie ochroni i ze moge usnac i ja bym usnela. A wczoraj musialam sie bac sama. Bardzo straszne jest takie samotne banie. Gdzie jest Pan Boski? Usypialam 2 godziny. Musialam sie uspokajac mysla o dentyscie. Zrobilam sobie zmartwienie symulowane, zeby oderwac mysli od tego wycia. I od zgubionego Pana Boskiego.
A rano to straszne francuskie okno wygladalo jak baranek, doniczki z choinkami spaly przytulone na tarasie i drwily sobie z mojego strachu. Czego sie boisz, glupia? Niczego, teraz tylko czekam az sie znajdzie Pan Boski.