Wczoraj naciagnelam Pana Boskiego na kino. Bylismy na "Dobrym Roczniku" Ridleya Scotta z Russellem Crowem w roli glownej. Mimo poczatkowych watpliwosci, moge polecic jako lekki filmik na niedzielne popoludnie. Poza przewidzianymi przez rezysera elementami komediowymi ubawilo nas jak byla pokazana "walka pomiedzy prawdziwymi graczami gieldowymi". Biorac pod uwage lokalizacje budynkow na mapie Londynu…w roli domow maklerskich wystapila ubezpieczalnia i firma reasekuracyjna. Zamiast cen obligacji powinni wykrzykiwac "zdrowotne na 15 lat, mezczyzna, niepalacy za $24,25 na miesiac" a druga strona "podbijam!!!".
Ok, to taki programatorski zarcik jak ktos nie siedzi w temacie :)). Ale my jestesmy z ubezpieczalni, to nas to bawi…
W kazdym razie film byl przepelniony jesiennymi kolorami, przyjemny i niewymagajacy. Ale weekend sie skonczyl. Przyszlam do pracy i po 7 minutach (potrzebnych na przeczytanie maili) wiedzialam, ze szef jednak jest idiota i musze znowu powaznie zaczac sie zastanawiac nad planem szybkiej ewakuacji. Bo inaczej bede go musiala zabic albo unieszkodliwic w inny sposob, co jednoznacznie nie pokrywa sie z moimi antywprzywodczymi cechami charakteru o ktorych napisze wkrotce.