DWA DNI PO…

Pan Boski vel Pastuch postanowil pojsc o krok dalej w trwajacej serii niespodzianek
Prosze o uwage, bo mamy do czynienia z precedensem. A bylo to tak…

Po wszystkich mozliwych naradach i rozmowach powrocilam do domu o… 20:40. Stwierdzilam, ze i tak mnie zabije krzykiem, wiec 10 minut w ta czy w tamta….

A tu nie… Pan Boski siedzial spokojnie na kanapce, przywital sie i tylko wyrazil zamartwienie, ze tak dlugo musze pracowac (co za zmiana?!)
A nastepnie dostalam "prezent z podrozy" w postaci butli wody toaletowej od ArmaniegO (ulubionej)
No, moze trybunal nie zdaje sobie sprawy, ale w przypadku Pana Boskiego to WIELKIE przeprosiny.
Czyli, tym razem bajka skonczyla sie dobrze, ale nastepnym juz go prawdopodobnie bede musiala zabic.

On by sie dal pokroic, ze to wcale nie bylo tak… z mojego punktu widzenia rachunek jest prosty… 2 dni po wyjezdzie od mamusi klapki wrocily na swoje miejsce. Do nastepnego razu.

Leave a comment